Camino de Santiago

To nie droga jest trudnością... To trudności są drogą...

Monika i Paweł Buczkowscy
Poradnik na Camino

Dojazd

Na samym początku warto gdzieś dojechać :) Oczywiście prawdziwy pielgrzym podąża do Santiago od progu własnego domu... Dobrym zwyczajem jest zabranie ze sobą kamienia - najlepiej z własnego podwórka - który dźwigać będziemy aż do Cruz de Ferro - ma on symbolizować dźwiganie naszych grzechów.

Ale konkretnie: do Hiszpanii dotarliśmy autobusem z Poznania do Saragossy (kierunek do Madrytu) firmy Orbis Transport (warto zajrzeć na stronę www, zwłaszcza na Forum) - cena: 640 zł (w dwie strony, ze znizką 20% z kartą EURO<26 [dodatkowe 55/60 zł] w jednym z biur turystycznych w Poznaniu, ważne - w innych biurach jest tylko 12% zniżki!, bilet otwarty - datę powrotu ustalamy przed powrotem poprzez wysłanie SMSa). Autobus wyjeżdżał z Poznania ok. 14 i po 34-35 godzinach był w Saragossie - ok. 2-3 w nocy. W Saragossie udaliśmy się na dworzec kolejowy, skąd po 7 odjeżdżał pociąg do Pampeluny - cena 9.45€ od osoby. Potem chcieliśmy dotrzeć do Saint Jean po francuskiej stronie, ale żadnego autobusu stamtąd nie ma. Jedynie można próbować połączenia przez Hendaye. Z Pampeluny jedzie jedynie autobus do Roncesvalles - jeden raz na dzień o 18:00 - cena 4.20€ od osoby. Do Roncesvalles dociera się około 20, gdzie po krótkim powitaniu i wyjaśnieniu spraw organizacyjnych wszyscy zaproszeni są na pierwszą Mszę Św. na camino.

Dalej kilometry pokonujemy własnonożnie... :) Trzeba jeszcze wrócić. Wspomniana rezerwacja biletów przez SMS niestety zawiodła - okazało się, że na nasz termin (pisaliśmy z tygodniowym wyprzedzeniem!) miejsc już nie ma! Po kilku telefonach do Polski (przez Poland Direct!) dowiedzieliśmy się, że można takie problemy rozwiązać również w biurach ALSAy (największy hiszpański przewoźnik), również na dworcu w Santiago. Dzięki temu mogliśmy wrócić do kraju, co prawda 4 dni później niż planowaliśmy, ale na złe nam to nie wyszło :) Autobus powrotny jechał z Madrytu (22:30), a z Santiago do Madrytu jechaliśmy również autobusem ALSA za 35.42€ (czas podróży: 8-9h, wyjazdy z Santiago o 6:00 - 13:45 w Madrycie [oprócz niedziel], 8:00 - 14:45 [droższy - 50€, oprócz niedziel], 10:00 - 19:00, 14:00 - 22:15, 16:30 - 23:15 [droższy, oprócz sobót] i 21:30 - 6:30 [o 7:00 w piątki]). Można również jechać pociągiem - cena: 38.50€, wyjazdy o 09:54 - 18:18 w Madrycie (tylko soboty), 13:47 - 21:30 (codziennie oprócz sobót), 22:30 - 07:45 (codziennie). Jeśli chodzi o dojazd do innych miejscowości informacje można uzyskać w biurze pielgrzymkowym na Rua de Villar.

Warto jeszcze wiedzieć jak dojechać na Finisterrę (lub jak z niej wrócić): tam przewoźnikiem jest Arriva, cena: ~9.60€ od osoby w jedną stronę (przy zakupie w dwie strony cena była trochę niższa), czas podróży: ~2h, wyjazdy z Santiago: pn-pt: 8:00, 9:45, 12:00, 13:30, 15:00, 16:15, 19:30, sob: 8:00, 14:15, 16:30, niedz: 9:00, 12:15, 18:30, wyjazdy z Fisterry: pn-pt: 7:50, 11:00, 13:45, 16:30, sob: 10:30, 13:45, 16:00, niedz: 9:45, 16:00, 18:00.

Jeżeli ktoś z Was ma świeższe informacje prosimy o maila!

Ubezpieczenie

Kwestie ubezpieczenia rozwiązała nam karta EURO<26 - zapewnia ona przez jeden rok pokrycie Kosztów Leczenia za granicą (cały świat, 250.000 zł) oraz ubezpieczenie od Następstw Nieszczęśliwych Wypadków (cały świat, 20.000 zł). Więcej na euro26.org.pl. Cena karty: 55 zł - jeśli kupowana jest w BZWBK, wtedy jest również kartą płatniczą, albo 60 zł w innym przypadku.

Ubranie

Krótko, niezbędne minimum to:

  • 2 pary spodni - długie (polecamy model z odpinanymi nogawkami) i krótkie
  • 3 koszulki
  • 3 zmiany bielizny, 3 pary skarpet
  • ciepła bluza (np. polar) niezbędny - ranki są zimne a kiedy zaczyna padać deszcz robi się naprawdę nieprzyjemnie...
  • piżamka... - średnio ciepła... bywały noce, kiedy z gorąca nie mogliśmy spać, ale zdarzało się także (zwłaszcza pod namiotami) porządnie zmarznąć!
  • coś przeciwdeszczowego - polecamy zwykłe plastikowe "poncho" - bardzo tanie (ale nie w Hiszpanii ;) ), lekkie, zajmujące mało miejsca a dość wytrzymałe i szybko schnące. Poncho nie może być jednak zbyt krótkie - w razie deszczu musi przykryć także (a może przede wszystkim) plecak!

No i to w zasadzie powinno wystarczyć, ale... no właśnie, zasadniczo w Hiszpanii jest bardzo ciepło i nie powinno być problemu z praniem i suszeniem odzieży. Po dotarciu do refugio szybko pierze się zrzucone z grzbietu rzeczy i po niedługim czasie są suche jak pieprz, a jeśli nie, następnego dnia rano przyczepia się wilgotną odzież do plecaka i milutko wszystko schnie sobie w czasie marszu. Ale bywa i tak (sami tego doświadczyliśmy), że pogoda przestaje dopisywać i wtedy pojawia się problem - ubrań nie ma gdzie suszyć i takich na przykład skarpetek może zabraknąć! Tym bardziej że po przejściu 30 km w deszczu, w lesie eukaliptusów, w błocie do kostek nasze skarpetki nadawały się tylko do wyrzucenia. Dlatego przyznamy szczerze - mieliśmy więcej niż trzy zmiany bielizny i skarpet. I to było rozsądne. Poza tym ostrzegano nas, żeby brać tylko koszulki typu T-shirt, z dłuższymi rękawkami, jednak koszulki bez rękawów, lub nawet na ramiączkach też się przydawały (koszulek również mieliśmy nieco więcej niż 3 zmiany). Jeszcze jedna uwaga praktyczna: po długiej i męczącej drodze docieramy do schroniska i zawsze pozostaje trochę czasu na odpoczynek i zwiedzanie okolicy (zazwyczaj baaaardzo atrakcyjnej). Dlatego warto mieć jeden "komplet" ekstra - (koszulka+spodenki a w przypadku niewiast nawet spódniczka [a co tam!!!]) tylko na popołudnia. W naszym przypadku po kilku tygodniach marszu w upale i prania ręcznego nasze ubranka zatraciły wszelkie cechy przyzwoitości i np. nieswojo było nam udać się w nich na zwiedzanie np. Astorgi. Chociaż oczywiście pielgrzymowi nikt złego słowa nie powie :)

No i na koniec jedna z ważniejszych rzeczy - nakrycie głowy. Może być kapelusz albo chustka. Najlepiej jedno i drugie (w chustce jest chłodniej ale rondo kapelusza chroni przed promieniami słońca, które czasami oślepia niewyobrażalnie). W czasie naszej drogi zdarzało się także, że kapelusze chroniły nas przed chłodem i wiatrem... Tak, tak w słonecznej Hiszpanii...

No i okulary słoneczne - koniecznie!

A, i jeszcze kostium kąpielowy tudzież kąpielówki... czasami można skorzystać z "piscina municipal" (czyli basenu miejskiego - niekiedy dla pielgrzymów gratis), no i oczywiście Ocean Atlantycki kiedy już dotrzemy na Capo de Fisterra...

Wyżywienie, woda

Jeśli rusza się na Camino z dużą ilością gotówki, z zakupem żywności nie powinno być kłopotu. Słynne w Hiszpanii bary znajdują się w niemal każdej miejscowości i w ciągu dnia marszu pielgrzymi często je mijają, a nawet wpadają do środka, na przykład na cafe con leche. Można tam zjeść różnego rodzaju bocadille (kanapki z różnymi pysznościami, zazwyczaj jednoskładnikowe. Polecamy bocadilla con tortilla - czymś w rodzaju omletu z kawałkami ziemniaków...pycha...)

Ale w barach nie jest zbyt tanio. Problem zaczyna się więc kiedy nie przelewa się z pieniędzmi i plan żywieniowy zakłada zaopatrywanie się w żywność w marketach. Markety są tylko w większych miastach, sklepy trafiają się także w tych nieco mniejszych miejscowościach. Pamiętać jednak trzeba o sjeście! W czasie sjesty nie kupi się nic i nigdzie - wszelka działalność zamiera... Trzeba też pamiętać o tym, że w niedzielę sklepy w Hiszpanii są nieczynne lub otwarte znacznie krócej. W nagłych wypadkach zawsze zostają wspomniane wyżej bary.

Z wodą nie ma żadnych problemów, studzienki, źródełka i kraniki z wodą rozsiane są gęsto wzdłuż całego Camino. Bez problemu można sobie napełnić butelki. Trzeba tylko uważać na to, co jest na nich napisane - aqua potable to woda pitna, no potable oznacza, że lepiej jej nie pić. Każde z nas miało litrowy zapas zawsze przy sobie, ale pół litrowa butelka też by starczyła. Warto jednak zwrócić uwagę na kilka dłuższych odcinków drogi, na których nie ma żadnej miejscowości ani żadnego źródła z wodą - wtedy koniecznie należy zabrać więcej wody. Takie miejsca są przez nas opisane na kolejnych etapach (patrz: dział Trasa)!

Z naszych osobistych doświadczeń: z Polski zabraliśmy ze sobą 30 zupek Amino, kilogram suchych kabanosów :), dwie paczki rodzynek, 4 chleby ryżowe, czekolady... I taki zapas żywności wystarczył nam na około tydzień. Chociaż hucznie świętowaliśmy skonsumowanie ostatniej zupki - były pyszne i krzepiące, ale ile można?! Potem już żywiliśmy się specjałami hiszpańskimi, raczej tymi tańszymi (szczegółowe ceny znajdują się niżej). Jednego trzeba koniecznie spróbować: Churros con chocolade... niebiańskie, chrupiące racuszki, do tego gorąca czekolada, aromatyczna i gęsta... Przepyszne i zabójczo kaloryczne, ale kto by się tym przejmował. Gorąco polecamy churrerię w Melide w centrum...

Pogoda

Przed wyjazdem długo i burzliwie rozważaliśmy możliwość zaistnienia na Camino aury innej niż upalna i słoneczna... Wszystkie źródła i wszyscy, którzy przeszli Drogę, mniej więcej zgodnie twierdzili, że deszcz i zimno to rzadkość... i faktycznie, początkowo wszystko na to wskazywało - upał po prostu zwalał z nóg i mobilizował do baaaardzo wczesnego wstawania i ruszania na szlak w ciemnościach. Natomiast gdzieś za Leon, kiedy to spotkała nas burza stulecia, pogoda zaczęła się zmieniać. Ostatnie dni naszej wędrówki mijały w permanentnym, nierzadko ulewnym deszczu, który skutecznie obrzydzał nam wędrowanie. Być może był to element naszego doświadczanie Drogi, jednak... Kochany Pielgrzymie, musisz być gotowy na wszystko! (Burza z gradobiciem też nas spotkała!!!)

Bagaż

Bagaż powinien być tak lekki, jak to tylko możliwe - żadna nowość, prawda? Pytanie jak to zrobić... Z pewnych rzeczy zrezygnować się nie da, ale można spróbować ograniczyć ich ilość do niezbędnego minimum. W mądrych poradnikach znajduje się sugestia, by ciężar plecaka nie przekraczał 10% masy ciała... Niestety w praktyce trudno tak skomponować bagaż. Dlatego jeszcze w Polsce warto zastanowić się jak ułatwić sobie dźwiganie swego dobytku na Camino. Niezbędny jest naprawdę dobry plecak - ze starannie wyprofilowanym pasem biodrowym, szelkami, dostosowany do wzrostu i wytrzymały (na trasie zdarzyło nam się ratować pielgrzyma, któremu urwała się szelka od plecaka, prawdziwa tragedia!!!). Warto też z już spakowanym plecakiem zrobić sobie zaprawę na sucho - przejść kilka kilometrów, w komfortowych warunkach sprawdzić, czy wszystko jest w porządku (klamry, regulacja długości pasków...) Cały czas musimy pamiętać, że plecak to nasz cały dobytek, który tak naprawdę będziemy ściągać z pleców tylko na noclegach... Przez blisko miesiąc, dzień w dzień zarzucany na ramiona - po prostu musi być wygodny...Ale i tak najważniejsze co do niego zapakujemy!

Noclegi

Refugio, albergue czyli schronisko po prostu... Różny standard, różne wyposażenie, różni gospodarze (hiszp. hospitaleros)... zawsze jednak dobre warunki, możliwość kąpieli i wypoczynku. W niektórych można skorzystać z kuchni, za drobną opłatą także pralki i suszarki do ubrań (po pewnym czasie naprawdę niezbędna!). Warto tak zaplanować sobie trasę, aby nie zatrzymywać się na noc w większych miejscowościach - tam refugia są wielkie, pełne ludzi i gdzieś ucieka cały klimat Drogi. Na początkowych etapach nie ma trudności ze znalezieniem noclegu, natomiast od Leon, skąd ruszają także pielgrzymki autokarowe i niektórzy rozpoczynają swą wędrówkę, zaczyna się robić tłoczno i pojawiają się pod schroniskami gigantyczne kolejki (w miesiącach wakacyjnych, poza nimi prawdopodobnie w ogóle nie ma problemu). Dla nas była to początkowo sytuacja stresująca, nagle okazało się, że musimy się spieszyć, bo może nie być dla nas noclegu... Jednak po pierwszym dniu szalonego galopu w tłumie innych pielgrzymów zgodnie stwierdziliśmy, że to nie dla nas... Powierzyliśmy nasz nocny odpoczynek Panu Bogu i znowu wędrowaliśmy sobie spokojnie, zatrzymując się w pięknych miejscach jeśli przyszła nam na to ochota. A że od tego czasu sypialiśmy głównie na podłogach - tak naprawdę żadna różnica!

Schroniska są różne, jedne pamięta się dłużej, inne nie, jednak niektóre pozostaną w naszych sercach na zawsze. Takie refugia wyjątkowo gościnne, ciepłe, prowadzone przez niesamowitych ludzi, całkowicie poświęconych służbie pielgrzymom chcielibyśmy Wam polecić - są to naprawdę miejsca, z których człowiek rusza dalej naładowany Dobrem i Ciepłem, które aż widać!

  • Roncesvalles - urocza, średniowieczna, kamienna sala,
  • Cizur Menor - pierwsza piscina, na którą nie dotarliśmy, wspaniały ogród,
  • Granon - wieża, wspólna wieczorna modlitwa i posiłek,
  • Castrojeriz - chorał i hospitalero z brodą,
  • Najera - albergue z klimatyzacją, wieczorna modlitwa,
  • Manjarin - warto czasem zapomnieć o cywilizacji :)

Obuwie

Buty górskie (niekoniecznie za kostkę!) ale na grubej podeszwie. Niezbędne na górskich, kamienistych ścieżkach...

Sandały wygodne. To jedyny wymóg, w sandałach nogi będą odpoczywać po zrzuceniu ciężkich górskich butów. Tak naprawdę można w nich przejść dużą część trasy. Chociaż znamy i takich, którzy całą trasę przeszli w sandałach (Szymon - pozdrawiamy :))) )

Klapki "dwufunkcyjne" (pod prysznic i dla odpoczynku stopek - w nich najwygodniej zażywa się relaksu w refugio)

Ceny

Już wkrótce pojawi się tu lista rzeczy, które kupowaliśmy i ich ceny... Myślę, że będzie to cenna informacja... :)

Apteczka

plastry (zwłaszcza przy skłonnościach do tworzenia się pęcherzy i odparzeń), gaziki jałowe, woda utleniona, igły (do przekłuwania ;) ), maść na oparzenia, tabletki przeciwbólowe, bandaż, maść rozgrzewająca (na mięśnie - Naproxen 10%, Arcalen, itp.)...

Wyposażenie dodatkowe

Co zabrać poza ubrankami? Ano to wszystko, bez czego absolutnie nie przeżyjemy miesiąca w niesprzyjających warunkach, czyli: karimata (jako się rzekło, czasami spać trzeba na podłodze) śpiwór, warto zabrać ze sobą prześcieradło (jeśli ma się zbyt lekki bagaż;)) na łóżkach w refugiach leżą materace, które nie są zmieniane codziennie, a tak naprawdę tylko jeden Bóg wie, kto na nich leżał przed nami...

Poza tym dobrze mieć:

  • kij, np. zakupiony na miejscu specjalny kij pielgrzymi. Poza tym, że jest elementem tradycyjnego wyposażenia pielgrzyma, niesamowicie ułatwia wędrówkę, odciąża kręgosłup, a przy stromych, kamienistych zejściach jest niezastąpiony,
  • muszla - wiadomo, musi być. Najlepiej przyczepiona w widocznym miejscu plecaka. Na muszlę trzeba uważać po drodze - nieuważne zrzucenie plecaka wystarczy by ten istotny symbol pielgrzymowania popękał. W czasie podróży (autobus, pociąg, samolot) najlepiej po prostu odczepić ją od plecaka
  • latarka - przydaje się zwłaszcza tzw. rannym ptaszkom. Żeby uniknąć upałów najlepiej wstać i wyruszyć jeszcze przed świtem. Wtedy trzeba się spakować w ciemnym schronisku (nie wszyscy pielgrzymi wstają wcześnie), a potem trzeba jeszcze odnaleźć słupki z muszlami oznaczające drogę - w ciemnościach jest to niemal niemożliwe.
  • zatyczki do uszu - niestety, czasem się przydają... zwłaszcza gdy zwiększa się zagęszczenie pielgrzymów na metr kwadratowy... niektórzy okrutnie chrapią a inni po prostu niewiele sobie robią z ciszy nocnej (teoretycznie od 22). Jeśli planujemy bardzo wczesne wstawanie, brak zatyczek może nam się dawać we znaki...
  • podręczna torba - jakakolwiek, może być lniana, albo mały plecaczek, albo cokolwiek innego, co umożliwi nam zapakowanie portfela, pieniędzy, butelki z wodą i wygodne zwiedzanie różnych pięknych miejsc już po dotarciu do refugia. My takiej torby nie mieliśmy i gdy wybieraliśmy się na zwiedzanie różnych cudów, cały dobytek upychaliśmy po kieszeniach - nie było wygodnie
  • agrafki, klamerki - tak naprawdę w drodze odkryliśmy wiele nowych zastosowań niepozornej agrafki. Nie można jej niczym zastąpić przy "naplecakowym" suszeniu odzieży. Zwłaszcza skarpetki świetnie schną przyczepione agrafką do klapy plecaka. Klamerki - wiadomo, czasem są a czasem ich nie ma w refugio - a wiatr lubi rozsiewać pielgrzymią garderobę w promieniu kilku metrów.
  • aparat fotograficzny - koniecznie!!!
  • musujące witaminki - być może był to tylko efekt psychologiczny, ale po codziennej porcji rozpuszczonego napoju energetyzująco-witaminizującego szło nam się jakoś żwawiej :)
  • proszek do prania - jeśli w refugio jest pralka, to zazwyczaj bez proszku. Warto mieć przy sobie własny zapas. Obok mycia, jedzenia i... chodzenia, pranie jest kolejną rzeczą, którą robi się na Camino codziennie.
  • kubek, sztućce... Talerze i sztućce zazwyczaj są w refugio, jeśli już jest kuchnia. Są także garnki. Ale kubek mieć trzeba. My mieliśmy także sprytną menażkę, w której jak się okazało można przyrządzić i zjeść wszystko. Po tej menażce zresztą rozpoznała nas para Czechów, orzekli bowiem, że tylko Polacy i Czesi mają takie ciekawe sprzęty (faktycznie, podobną widzieliśmy tylko u nich)
  • igły, nici - lekkie, ale czasem potrafią uratować!

Credencial

Ten swoisty dowód pielgrzymowania, umożliwiający noclegi na trasie, a u celu pielgrzymki uzyskanie Composteli, otrzymuje się w miejscu rozpoczęcia pielgrzymki (Roncesvalles, Saint Jean Pied-de-Port, Logrono, Burgos, Leon... cena waha się w okolicy 1-2 euro). Credencial ma być dowodem na przebycie określonej ilości kilometrów danego dnia. Dlatego w czasie marszu należy gromadzić w nim pieczątki (hiszp. sello - czyt. sejo) z mijanych miejscowości. Takie pieczątki można zdobyć w różnych miejscach: najpewniej oczywiście w refugiach które mijamy na trasie, także w niektórych kościołach, czasem w barach. Ważne jest, żeby mieć przynajmnie 2-3 pieczątki z danego dnia. Chociaż nam zdarzyło się kilkakrotnie mieć tylko jedną i nie było z tego powodu żadnych nieprzyjemnościJ Poza wszystkim, credencial wypełniony pieczątkami jest wspaniałą pamiątką! Aha, jeśli planuje się przejść całą trasę jeden credencial nie wystarczy! Warto od razu zaopatrzyć się w dwa egzemplarze, bo im dalej od początku trasy tym większe mogą być problemy z zakupem nowego dokumentu. Ważna informacja: credencial w niektórych miejscowościach upoważnia do skorzystania z luksusu kąpieli w piscina municipal, czyli odkrytym basenie.... cudowne po całym dniu marszu w upale....

Toalety

Na trasie zawsze można skorzystać z toalet znajdujących się w barach. Jest tam schludnie, czysto i porządnie. Oczywiście pielgrzymi mogą też w nagłej potrzebie skierować się do któregokolwiek schroniska. W refugiach łazienki i toalety również są na wysokim poziomie. Najmniej komfortowe są te w dużych, wielkomiejskich schroniskach. Jednak ciepła woda jest niemal zawsze, tylko czasami (jeśli dotrze się później na miejsce noclegu) można się na ten luksus nie załapać, jednak szczerze mówiąc temperatura wody nie ma dla strudzonego wędrówką pielgrzyma większego znaczenia...

Kosmetyczka

Tylko najbardziej podstawowe rzeczy: szampon, mydło, pasta i szczoteczka do zębów, dezodorant (warto zabrać także dezodorant do stóp, ale nie jest to konieczne) Natomiast nie można zapomnieć o jakimś smarowidełku na słońce (wysoki faktor!!!), także ochronnej pomadce do ust (również z wysokim faktorem). Dla osób o delikatnej skórze nieodzowny będzie jakiś łagodny balsam na "po kąpieli" . W marketach można dostać całkiem niedrogie a dobre kosmetyki, więc gdy coś się skończy, zakup nie sprawi większego problemu...

Czego NIE zabierać?

Tak naprawdę niewiele zabraliśmy z sobą rzeczy niepotrzebnych... korzystaliśmy niemal ze wszystkiego. Może trochę za dużo znalazło się w naszej apteczce medykamentów, ale i tak nie żałujemy - w końcu nie były ciężkie. Odradzalibyśmy ciąganie ze sobą talerzy, kuchenek i butli z gazem.... W zupełności wystarczyła nam jedna menażka, sztućce, dwa kubki aluminiowe... Nawet jeśli czasami nie było w schronisku kuchni można było zjeść coś zimnego, a zawsze to parę kilo mniej bagażu :)

Odradzamy zabieranie ze sobą opasłych tomów ulubionych lektur... W schroniskach w których nocowaliśmy nierzadko widywaliśmy porzucone przez właścicieli książki, które okazywały się zbyt ciężkie by je dźwigać na własnych plecach. W niektórych refugiach wydzielone są nawet specjalne półki opatrzone napisem "zabierz to czego potrzebujesz, zostaw to co jest ci zbędne". Można tam było zobaczyć wiele ciekawych rzeczy, między innymi właśnie książki, odzież... Cały czas trzeba trzymać się zasady: "głównie rzeczy niezbędne" i już :)

Język

Najlepiej hiszpański... Z angielskim nie jest aż tak strasznie, ale miejscami można napotkać duże trudności w porozumiewaniu się z miejscową ludnością... Generalnie nie obejdzie się bez rozmówek, a pewne zwroty warto sobie przyswoić jeszcze przed wyjazdem.`


Autor: Monika i Paweł Buczkowscy | Dodano: 22.10.2008 | Ostatnia zmiana: 22.10.2008

Komentarze

atrek90@op.pl - 19.03.2016 09:16

Bardzo wielkie dzięki za obszerną informacje państwa Bukowskich.Właśnie wybieram się z bratem we wrześniu na camino z Porto i wszystko co tu się dowiedziałem jest dla mnie bardzo ważne . Pozdrowienia Adam.

izka73 - 08.06.2015 10:57

Bardzo dobra rzecz ten wasz poradnik.Gratulacje i dziękuję

janwrobel44@gmail.com - 18.07.2010 18:55

Zadziwiająco wspaniały kawałek dobrej roboty, czapki z głów!

Zobacz wszystkie »