Andrzej Kołaczkowski-Bochenek
NIE IDŹ TAM, CZŁOWIEKU! Santiago de Compostela
Co skłaniało miliony ludzi wszystkich stanów, aby w wielkim trudzie i znoju pielgrzymować przez całą Europę, tę Europę jednocząc? Może bronić przed zalewem islamu? Co dzisiaj, po tylu set latach, skłania miliony ludzi z całego świata, wszystkich religii i kultur, aby nałożyć plecak, wziąć w rękę kij i ruszyć w drogę ku „krańcom ziemi", jak uważano w średniowieczu, do słynącego cudami grobu Apostoła Jakuba Starszego w hiszpańskim Santiago de Compostela?
W średniowieczu trudno było dotrzeć inaczej, niż pieszo. Ale dzisiaj? Dlaczego tylu ludzi podejmuje bezinteresownie trud wędrówki wcale nie łatwej, mimo, że solidne buty zastąpiły rzemienne sandały i drewniane trepy, że lekkie okrycia chronią przed deszczem lepiej niż wełniane peleryny? Ta sama od tysiąca lat tradycja każe wędrować, a nie jechać, nawet, jak droga pozwala, każe nocować w prymitywnym schronisku, nawet, jak można w hotelu, każe traktować drugiego pielgrzyma, jak brata, choć go nie znasz i czasami słowa nie zamienisz.
Jest coś urzekającego w niespiesznym, a nieustannym przesuwaniu się krajobrazu, w rozmowie z samym sobą, refleksji, która prowadzi do zaskakujących konkluzji. Jest coś heroicznego w pokonywaniu bólu i zmęczenia.
Dla tych, którzy nie mogą, może nie chcą, może są obojętni, pielgrzym z muszelką przyczepioną do plecaka jest znakiem, jest symbolem szukania drogi ku sobie, ku innym ludziom, ku transcendencji, ku Bogu. Może takie znaki są konieczne, abyśmy w warkocie samochodów, ryku silników samolotowych, w miękkich łóżkach i codziennej wygodzie nie zagubili tego, co być może w życiu najważniejsze?
Ta książka nie jest przewodnikiem po Camino, czyli Drodze, nie jest opisem widoków i przygód, nie opowiada uciesznych historyjek, nie wprowadza w magiczny świat „Pielgrzyma" Coelho. Jest fascynującym zapisem wędrówki ku sobie na pielgrzymim szlaku do Santiago de Compostela. Sprawność językowa autora, jego zmysł obserwacji, poczucie humoru i mocne osadzenie w rzeczywistości sprawiają, że czyta się jednym tchem.
Od Autora:
Książka jest o człowieku, który nie wiedział czego szuka, a znalazł to co chciał.
Bo człowiek wyszedł z domu jako racjonalista, sceptyk, co swoje wie, w cuda nie wierzy, własne życie zaplanował, a szansę na szczęście w totka obliczył matematycznie. Szanse na nieszczęście też policzył i wie, że żyje we względnie bezpiecznym świecie, a ten urządzony jest przez jedyny wszechmocny gatunek na ziemi - człowieka. Świat urządzony przez niego i dla niego, jeszcze nie całkiem doskonały, ale to tylko kwestia czasu. Świat, w którym nie ma miejsca na przypadek, za to odpowiedzialność jest ściśle określona, świat, który w całości daje się ogarnąć i kształtować. A w tym świecie człowiek, który za najwyższe dobro uważa bycie sobą.
Ten człowiek wyszedł z domu i dotychczas nie powrócił. Po drodze spotkał ludzi, którzy nie poczuwali się do odpowiedzialności za świat, ale - osobliwe - więcej dla niego robili. Nie wierzyli we wszechmoc człowieka, ale - zdumiewające - zawsze było gotowi odłożyć swoje własne sprawy i zrobić co się da. Ludzi, którzy nie wpychali światu, własnego „ego", a mimo to byli jedyni i niepowtarzalni. Ludzi, którzy nie wyliczali szans na powodzenie, nie ważyli za i przeciw, tylko mówili „róbmy co trzeba, będzie co można". I... było co trzeba.
Przychodzili z najdalszych zakątków świata by na zakurzonej drodze znaleźć, co mieli na własnym podwórku. I nie dziwiło ich, że to znajdowali.
Krótko mówiąc autor, po pięćdziesięciu latach życia w beztroskim ateizmie, ruszył w najstarszą pielgrzymkową drogę Europy. Ruszył, bo tej okolicy nie znał, bo było tanio i szansa na nową przygodę. Okolicę poznał, pieniędzy dużo nie wydał, przygodę przeżył. A gdy przybył na miejsce, do katedry w Santiago de Compostela, przeżył najważniejsze: w przestrzeni katedry wibrowały słowa: „No, jesteś wreszcie".
Steven Weinberg, fizyk i laureat nagrody Nobla, jeden z największych umysłów naszych czasów, powiedział kiedyś zdanie, które stało się drogowskazem dla bardzo wielu ludzi: „Religia jest obrazą ludzkiej godności. Także bez niej ludzie dobrzy będą postępować dobrze, a źli źle. Ale to właśnie pod wpływem religii ludzie dobrzy postępują źle".
Prawie przez całe życie podzielałem te opinię. A potem poszedłem na wycieczkę do Santiago. Wszystkim, którym poglądy Weinberga są cenne i drogie i którzy za nic nie chcieliby od nich odstąpić, mogę poradzić tylko jedno: Chcecie zobaczyć Santiago, pojedźcie spokojnie, nic wam nie grozi, ale nie wyruszajcie na Camino de Santiago.
Książkę można nabyć na stronie wydawnictwa WAM: http://katalog.wydawnictwowam.pl/?Page=opis&Id=2379
Autor: Andrzej Kołaczkowski-Bochenek | Dodano: 17.03.2009 | Ostatnia zmiana: 17.03.2009
