Camino de Santiago

Otwarte Ramiona Mojego Camino: Frances, Primitivo, Norte

11/2020
Otwarte Ramiona Mojego Camino: Frances, Primitivo, Norte

Tamara Frączkowska :: 23.11.2020 17:53
Norte Dzień 13: El Pontarron - Laredo

21.IX: Wyruszam z El Pontarron w miłym towarzystwie Niemki Sophieheart którą właśnie tutaj poznałam. Mamy do wyboru dwie drogi: poboczem szosy – krótsza albo ścieżkami wśród zielonych wzgórz – dłuższa. Wybrałyśmy tę dłuższą, spokojniejszą przez wzgórza. Droga jest bardzo ładna, momentami stroma – jak przystało na Camino del Norte.

Przechodzimy przez małe osady. W jednej z nich, w La Magdalena, strzałki gdzieś niknąsurpriseStajemy i rozglądamy się bezradnie. Ale już z daleka ktoś z mieszkańców woła do nas i macha ręką, w którym kierunku mamy iśćyes

Miło idzie się w towarzystwie Sophie, bo choć nie idziemy cały czas razem, to jesteśmy w zasięgu wzroku i czekamy na siebie, gdy jest jakiś wyjątkowo piękny widok lub, gdy mamy wątpliwości, co do kierunku. Jednak takie wątpliwości są rzadko, bo del Norte jest naprawdę czytelnie oznakowane.

Kawałek przed Laredo pokonujemy strome podejście, z przepięknym widokiem na Ocean. Potem zejście i cudowny widok - na Laredo rozłożone przy piaszczystej plaży.

Do miasta wchodzimy mocno zmęczone i rozglądamy się za albergue. Pomocny, sympatyczny, młody Hiszpan zaproponował pomoc i krętymi uliczkami zaprowadził nas do Albergue Casa de la Trinidad prowadzonym przez siostry zakonne. Słyszałam wiele dobrego o tym albergue, szczególnie od Asi z Torunia, która była tutaj wolontariuszką.

Zaraz po wejściu, przyjaźnie uśmiechnięta siostra poczęstowała nas chłodną wodą z cytryną i zaprowadziła do skromnego, ale czyściutkiego, dwuosobowego pokoju! Byłyśmy bardzo szczęśliwe. A ja znalazłam taki oryginalny ślad pracy Asismiley

Siostry mają piękny zwyczaj, że popołudniu spotykają się z pielgrzymami, przy gitarze i bębenku. Wspólnie śpiewamy. Pielgrzymi opowiadają o swoim Camino. Miałam też okazję sprawdzić się jako tłumaczka. Wśród pielgrzymów był Rosjanin nie znający angielskiego, a ja rosyjski pamiętam jeszcze trochę ze szkoły, więc tłumaczyłam jego opowieść na angielski. Z wielką radością zauważyłam wśród pielgrzymów Emmę i Emila, holenderskie małżeństwo, z którym poznałam się w Irun i parę dobrych kilometrów przeszliśmy razem.

Za albergue zapłaciłyśmy po 10 euro, a w tej cenie jest, poza wygodnym spaniem, skromna, ale smaczna kolacja i śniadanie. Miłym zwyczajem jest to, że na kolację, poza potrawami przygotowanym przez siostry, każdy pielgrzym coś przynosi: mandarynkę, ciasteczka, ser – co kto makiss

Laredo to urokliwe miasto, z cudownymi szerokimi plażami, wąskimi starymi uliczkami i nowoczesnymi ulicami i placami. No i to, co Hiszpanie lubią najbardziej: fiesta. Wszyscy weseli, ubrani w historyczne stroje, wokół rozbrzmiewa muzyka grana na historycznych instrumentach przez pięknie ubranych muzyków.

To był pełen wspaniałych wrażeń dzień. Wieczorna Mszaangel i spokojna noc, w dwuosobowym pokoju, były jego pięknym zakończeniem.


Dodaj komentarz »

Tamara Frączkowska :: 16.11.2020 23:32
Norte Dzień 12: Onton – El Pontarron

20.IX: Z Onton, Camino prowadzi nas dwiema drogami: nadbrzeżną (krótsza) i w głębi lądu (dłuższa). Obydwie łączą się tuż przed Castro Uridales. Wybrałam drogę bliżej Oceanu. Niestety, okazało się, że w znacznej części prowadzi ona poboczem dość ruchliwej szosy, pełnej serpentyn i wiaduktów.

Po ok. 13 km, weszłam do naprawdę pięknego Castro Uridalesheart Zatrzymałam się na dłuższy odpoczynek na ślicznym skwerze z widokiem na malowniczy port, na wysoki przylądek z Iglesia Santa Maria de la Asuncion i zamkiem Templariuszy, w którym teraz jest latarnia morska. Wśród kolorowych kwiatów, patrząc na lśniący turkusowo Ocean, zjadłam drugie śniadanie (z plecakalaugh).

Żal było opuszczać to malownicze miejsce. A więc plecak na ramiona i ruszam. Podchodzi do mne sympatyczny Hiszpan i pokazuje jak mam iść dalejyes Mijam areną do walk byków (na szczęście już zamkniętą). Dalej Camino prowadził mnie ścieżkami wzdłuż Oceanu, potem wzdłuż rzeki Aguera. Idę wśród zieleni, przez malownicze wioski. Droga jest dobrze oznakowana.

Dochodzę do albergue municipal w El Pontarron, które okazało się najgorszym albergue ze wszystkich, w których spałam na swoim Camino!angry

Albergue jest ładnie położone, ładnie zaprojektowane, nieduże. Jednak było tu widać brak oddanego hospitalerosad Albergue było po prostu brudne – na szczęście bez żadnych podejrzanych żyjątek. Niedaleko jest bar, i jak zrozumiałam, to właścicielka baru zajmuje się tym albergue. Udało mi się kupić w barze fizelinowe prześcieradło na materac (za 1,5 euro). Piszę „udało mi się”, bo dopiero po dłuższej wymianie zdań (tłumaczem był pielgrzym Hiszpan), właścicielka baru, z nieco urażoną miną, przyniosła to prześcieradło. Naprawdę szkoda, bo to mogłoby być miłe, klimatyczne miejsce. W barze wybór jedzenia niewielki, a sklepu w pobliżu nie ma. No i do tego noc, podczas której śpiący po sąsiedzku Francuz, zaprezentował całą gamę chrapania, kichania i sapania. Ufff!

Ale, te wszystkie niedogodności, okazały się w końcu mało ważne, bo właśnie tutaj poznałam 73-letnią Sophie z Niemiecyes która szła z Irun i planowała zakończyć drogę w Santander. Rok wcześniej przeszła, razem z mężem, z Samtander do Santiago. Wieczorny, wspólny sandwicz i lampka wina w barze, poprawiły nam nastrójsmiley

Polubiłyśmy się i przez kolejne cztery dni, aż do Santander, szłyśmy razem. Nie „plecak w plecak”, ale prawie zawsze w zasięgu wzroku i na wspólnych odpoczynkach. No i spałyśmy w tych samych albergue. Wszystkie były lepsze niż to w El Pontarron!


Dodaj komentarz »

Tamara Frączkowska :: 14.11.2020 12:06
Norte Dzień 11 Portugalete - Onton

19.IX: Z Portugalete do Onton są ok. 23 km. Pielgrzymi poranek: pakowanie, śniadanie i w Drogę. Ulicą w górę ruchomym chodnikiem, potem długim mostem nad wielopasmową jezdnią. Większość tego etapu to ścieżki pieszo – rowerowe i drewniane, długie pomosty wzdłuż oceanu. Są też miejsca, które przypominają nieco zieloną Galicję.

Droga bardzo malownicza, z bryzą morskiego powietrza. Wejście do La Arena nie jest zbyt ładne, ale nagle… poczułam bryzę morską i wyszłam na piękną plażę.

Kawa w barze, z widokiem na plażę, była naprawdę pyszna. I potem to, z czego La Arena jest sławna: idę długimi, drewnianymi pomostami wzdłuż plaży.

Mija mnie dwóch, szybko idących, Litwinów. Kilka zdań rozmowy i… już są daleko przede mną! Dochodzę do malowniczej Pobena, gdzie znowu spotykam Litwinów i razem wchodzimy na wysokie schody prowadzące na przepiękną ścieżkę widokową, prawie zawieszoną nad wodą.

Brzeg Oceanu będzie mi towarzyszył aż do Onton. Znowu strome klify, plażyczki i daleko na horyzoncie statki na redzie.

Dołącza do mnie sympatyczny pielgrzym z Tajwanu. Dobrze nam się rozmawia, bo obydwoje posługujemy się prostym angielskim i łatwo nam się zrozumiećsmiley Po pewnym czasie rozstajemy się (Tajwańczyk idzie szybciej). Ale niespodziewanie pojawia się nowy towarzysz Drogi: to mały zajączekheart który nie okazuje specjalnego strachu na mój widok. Chyba przyzwyczaił się do tych dziwnych, jednogarbnych stworzeń, które widuje przecież codziennie.

Gdzieś tu przebiega granica między surowym Krajem Basków i, kojarzącej się ze słońcem i plażami, Kantabrią.

Jestem już bliziutko albergue, ale jeszcze czekają mnie długie strome schody, a więc zaczynam podejściesurprise

Jestem u celu. Przy wejściu, pielgrzymów wita bardzo spokojny piesek.

Prywatne albergue w Onton jest bardzo ładne, z niedużymi pokojami i nowoczesnymi łazienkami. Hospitalero są niezwykle przyjaźni.

Ceny, jak na prywatne albergue, zaskakująco niskie: spanie i pranie ubrań w pralce tylko 6 euro, śniadanie 2 euro, a lunch i kolacja donativo. Wegetariańskie lunch i kolacja są pyszne, a przy stole delektujemy się, nie tylko smakowitymi potrawami, ale także prawdziwie domową atmosferąangel

Onton to maciupeńka wioseczka. Jest tu kościół (niestety akurat jest pogrzeb), ale nie ma sklepu. Blisko albergue jest malutka, kamienista plaża. Na kąpiel jest za zimno, ale  pielgrzymi chętnie tutaj spędzają  popołudnie i po prostu delektują się widokiem i ciszą.

Jak zwykle, odszukuję jeszcze wyjście na jutro, żeby nie błądzić o świcie. Z Onton są dwie drogi: pierwsza w głębi lądu i druga wzdłuż wybrzeża (jest trochę krótsza). Miejsce, gdzie się rozchodzą jest znakomicie oznaczone. Jak myślicie, którą Drogę wybiorę jutro?


Dodaj komentarz »

Tamara Frączkowska :: 11.11.2020 10:38
Norte Dzień 10: Bilbao - Portugalete

18.IX: Śniadania na Camino są szczególne. Jem śniadanie, ale już myślę o Drodze: chcę już jak najszybciej zarzucić plecak na ramiona i ruszyć Poczuć znowu Drogę! Wychodzę, gdy na nocnym niebie pokazują się pierwsze smugi wschodzącego słońca. Bilbao żegna mnie gęstymi światłami.

Droga powitała mnie mżawką, ale było ciepło więc poranek była bardzo przyjemny. Na początku od razu strome podejście, które częściowo przebiega śladem starego traktu.

Po minięciu Capilla Santa Agueda, dalej idę właściwie jedną wielka, miejscami bardzo ładną metropolią. Miejscowości Barakaldo, Sestao i Portugalete, do którego dziś zmierzam, tworzą prawie jeden organizm miejski.

Uwieńczeniem tego „zurbanizowanego etapu” jest piękne Portugaleteheart Pierwsze kroki kieruję do imponującej Basilica Santa Maria.

Mam szczęście bo ksiądz, który właśnie zaczyna zamykać drzwi, cofa się z uśmiechem i miłym powitaniem i wpuszcza mnie do środkasmiley Chwila modlitwy w tej pięknej Bazylice jest dobrym zwieńczeniem mojej dzisiejszej Drogiangel

Dostaję pieczęć do mojego Credencial del Peregrino i mapkę Portugalete z zaznaczonymi ciekawymi miejscami. Pada nawet pytanie czy może chcę skorzystać z toalety. Potem, jak codziennie, rozglądam się za albergue. Jest! Albergue municipal, zlokalizowane w centrum, przy ośrodku sportowym. Czekał tu już Koreańczyk Li, a potem dołączył do nas Hiszpan, który właśnie zaczął swoje Camino. Li poczęstował nas pysznym, chłodnym arbuzem, a ja zrewanżowałam się mandarynką. Miłe, drobne pielgrzymie gestyyes O godz. 15 dwoje hospitalero wpuściło nas do albergue. Jedna duża sala, ale czysta i przestronna, a łóżka stoją w przyjaznych odległościach. Starszy hospitalero, z namaszczeniem oprowadził nas po albergue i pokazał gdzie co jest i jak działa.

Zagospodarowałam się na swoim łózku, wykąpałam, oprałam i… ruszyłam w miasto. Jak zazwyczaj w Hiszpanii, trudno o konkretne jedzenie w przyzwoitej godzinie, ale dwa pyszne, gorące krokiety i świeży sok z pomarańczy były wystarczająco syteyes Potem spacer stromymi uliczkami. Te najbardziej strome są … ruchome!

Dużo sklepów. Blisko, wpadającej tu do Oceanu, rzeki Ria del Nervon ulokowały się ciągi pięknych kamienic.

Jednak największą atrakcją jest podwieszony do czerwonej konstrukcji tramwajsurprise przewożący ludzi i samochody na drugą stronę rzeki. Most jest przepięknie wkomponowany w panoramę miasta.

Oczywiście przeprawiłam się nim, nad bystrym nurtem rzeki na drugi brzeg. W Portugalete nie ma kościoła św. Jakuba, ale blisko albergue jest kościół św. Ignacego, gdzie mogłam uczestniczyć we Mszy. Gdy wieczorem wróciłam do albergue, już pełnego pielgrzymów, zastałam tu Zylke, z którą poznałyśmy się wcześniej: trochę szłyśmy razem i spałyśmy w kilku tych samych albergue. Przy kolacji poznałam Tinę z Estonii, która opowiadała o swoim Camino, na które wyruszyła sprzed progu własnego domu w Estonii! Wieczorem z przyjemnością ułożyłam się w śpiworze. Czułam się zmęczona i trochę pobolewały mnie nogi. No pain, no glory! Tuż przed zaśnięciem nie mogłam odgonić żalusad że nie obejrzałam Bilbao, szczególnie Katedry św. Jakuba. I postanowiłam, że przed następnym Camino, zatrzymam się na jeden - dwa dni w Bilbao i poznam to piękne i ważne miasto. Byłam już kiedyś w Bilbao, ale było to ponad trzydzieści lat temu – wtedy nawet nie słyszałam o Camino de Santiago ani o Santiago de Compostela.


Dodaj komentarz »

Tamara Frączkowska :: 08.11.2020 21:35
200 tysięcy otwarć! Dziękuję!

Dziękuję Wam za ponad 200 tysięcy otwarć mojego bloga!heart Gdy w 2013 roku, po powrocie z pierwszego Camino, z ogromną nieśmiałością zaczynałam pisanie tego bloga, nawet nie przypuszczałam, że znajdzie on tylu czytelników. Dziękuję! Na blogu podzieliłam się z Wami przeżyciami z mojego pierwszego Camino z Leon do Santiago (CAMINO FRANCES) w 2013 roku. Potem opisałam moje niezwykłe CAMINO PRIMITIVO i FINISTERRA - MUXIA w 2016 roku. Teraz stopniowo opisuję moje ostatnie Camino z Irun do Santiago czyli CAMINO DEL NORTE. To bardzo długie (ponad 1000 kilometrowe) i trudne (dużo stromych podejść i zejść) Camino, więc działo się bardzo dużo i pozostało mi wiele wspaniałych wspomnieńsmiley W pamięci na zawsze zapisały się serdeczne spotkania z ludźmi i cudowne widoki, bo przecież Camino del Norte, w swojej znaczącej części, prowadzi na granicy wyniosłych Gór Kantabryjskich i Zatoki Biskajskiej, z jej stromymi klifami i romantycznymi plażami. Zapraszam do czytania moich kolejnych wpisów ilustrowanych moimi zdjęciami. Chętnie odpowiem na Wasze ewentualne pytania, co być może ułatwi Wam przygotowanie się do Waszego Camino. Bo, pomimo tak ograniczającej nas pandemii, głęboko wierzę, że WRÓCIMY JESZCZE NA CAMINO! BUEN CAMINO!yes


Komentarze (2): Pokaż/ukryj komentarze »

  • Teresa :: 13.11.2020 10:03 To cudowny blog. Bardzo dziękuję. Wyszukuje dzień po dniu del Norte. Wierzę, że pójdę. Pozdrawiam
  • Tamara :: 14.11.2020 11:34 Teresa, bardzo cieszę się, że podoba Ci się mój blog. Życzę Ci, spełnienia marzenia i wyruszenia w tę niezwykłą Drogę. Buen Camino!


Dodaj komentarz »