Camino de Santiago

Otwarte Ramiona Mojego Camino: Frances, Primitivo, Norte

01/2022
Otwarte Ramiona Mojego Camino: Frances, Primitivo, Norte

Tamara Frączkowska :: 28.01.2022 20:28
Dzień 20: Comillas - Serdio

28.IX: Wychodzę z albergue w Comillas przed godz. 8, ale (jak to w Hiszpanii) jest jeszcze dość ciemno. Przede mną tylko ok. 19 km do Serdio. Odległe światła odbijające się w wodzie sprawiają, że droga jest trochę tajemnicza.

Przed El Tejo ścieżka zmienia się w tartanowy chodnik. Zauważyłam, że na del Norte, w różnych miejscach, Camino prowadzi właśnie takimi turystycznymi tartanowymi lub betonowymi ścieżkami.

Dalej Camino wiedzie ładnymi ziemnymi lub żwirowymi drogami, wśród zieleni i malowniczych, pojedynczych domków. Idzie mi się naprawdę bardzo przyjemnie. W oddali widzę już San Vicente de la Barquera

Historycznym mostem La Maza przekraczam Zatokę Santa Marina i wchodzę do urokliwego San Vicente de la Barquera.

Do maleńkiego Serdio zostało mi jeszcze mniej niż 8 km. Pogoda jest bardzo sprzyjająca wędrowaniuyes Plecak wygodnie leży na plecach. Stopy rytmicznie wystukują kolejne kroki. Wchodzę na stary rzymski trakt i uzmysławiam sobie ile pokoleń przemierzało te drogi przede mną. Z ciekawością rozglądam się po, mijanym właśnie, urokliwym La Acebosa.

Wkrótce mijam malowniczą, przydrożną kapliczkę św. Jakuba i przed godz. 14 widzę z daleka albergue municypalne w Serdio.

Nie sposób je przeoczyć, bo ozdobione jest bardzo charakterystycznym malunkiem, którego w żaden sposób nie potrafię powiązać z Caminosurprise W albergue jestem pierwsza, ale za chwilę do wchodzi młoda, uśmiechnięta Angielka.

Powoli albergue zapełnia się. Są Polki Agnieszka i Ania poznane w Comillasheart Są Czesi z synkiem Rubim, z którymi spotykam się już od Guemesheart

Idziemy z Agnieszką i Anią do baru i dostajemy smaczny obiadek. Po drodze spotykamy uśmiechniętego Polaka Arka, pielgrzymującego z Polskismiley

Potem odwiedzamy jeszcze maleńki kościółek, a potem spędzamy miłe popołudnie, obserwując na ryneczku leniwe życie mieszkańców.

A na zakończenie pielgrzymiego dnia wybieram się na samotny spacer wokół Serdio. Podziwiam widoczne stąd doskonale pasmo Picos de Europa.


Dodaj komentarz »

Tamara Frączkowska :: 26.01.2022 23:21
Dzień 19: Santilana del Mar - Comillas

27.IX: Wyszłam, z albergue w Santilana, ok. godz. 7, a o tej godzinie jest jeszcze ciemno. Dobrze, że wczoraj sprawdziłam jak przebiega wyjście na Camino, bo po ciemku mogłam się pogubić.

Przede mną było ok. 24 km do kolejnego albergue – w Comillas. To nieduże, municypalne albergue i można było spodziewać się tam wielu pielgrzymów, gdyż następne albergue w San Vicente de la Barquera było niestety zamknięte. Tuż za Santilana spotkałam dwoje Meksykańczyków (z małymi plecaczkami), którzy stali bezradnie na środku ciemnej drogi – nie mieli latarki i nie wiedzieli jak iść. Dzięki mojej czołówce udało nam się, bez trudu, odszukać żółte strzałkiyes Po kilku kilometrach, niespodziewanie z bocznej dróżki, wyszedł wprost na nas Andy, który wyszedł z albergue w Santilana znacznie wcześniej ode mnie. Okazało się, że po ciemku poszedł w złym kierunku i musiał zawrócić. Tak więc szliśmy we czwórkę dalej. Potem, gdy się rozjaśniło, każdy poszedł swoim tempem.

Droga do Comillas jest bardzo urozmaicona. Jest sporo asfaltu, ale są też naprawdę piękne odcinki, wiodące przez lasy i pola, a czasem z widokiem na ocean.

Szło mi się dobrze i te 24 km mijały dość szybko. Po drodze spotkałam czeskie małżeństwo z malutkim Rubimheart który pielgrzymowała na ramionach taty!

W Cobreces minęłam bardzo charakterystyczny pomnik pielgrzyma stojący tuż przy klasztorze, w którym przyjmowano pielgrzymów, ale ja szłam dalej.

Bardzo podobała mi się maleńkie La Iglesias, leżące ok. 5 km od Comillas.

Przed godz. 14 weszłam do Comillas, gdzie powitał mnie widok na piękną plażę.

Przed albergue czekało już kilkoro pielgrzymów, a kolejka za mną powoli rosła. Miłe było zobaczyć znajome twarze: czeskie małżeństwo z małym Rubim, Andy, hiszpańska para, którą spotkałam w albergue w Boo. Ale najmilsze było spotkanie Polek Agnieszki z Piaseczna i Ani ze Świnoujścia, które wyruszyły z Santander.

Dzisiaj przez część drogi byłam jakaś zniechęcona, zmęczona. Zastanawiałam się, po co ja tu jestem, jaki jest sens mojego wysiłku, ale potem to uczucie przeszło. Jednak coś z tego zwątpienia pozostało we mnie. Dopiero smaczny obiad: szynka z melonem, sadzone jajka, frytki i lód na patyku, poprawiły mi nastrój. Podczas obiadu przysiedli się do mnie Czesi z Rubim. Potem, posilona, w dobrym nastroju ruszyłam obejrzeć miasteczko. Comillas to ładny, niewielki kurort, a jego największym skarbem jest niezwykły budynek El Capricho.

El Capricho, zaprojektowane przez pełnego fantazji wizjonera Antonio Gaudiego, jest naprawdę niezwykłe. Zaprojektowane w stylu mudejar, przypomina budowlę arabską. Wrażenie to podkreśla szczególnie komin podobny do minaretu. Budynek pokryty jest kolorowymi płytkami ceramicznymi, które sprawiają wrażenie lekkiego, ale ładnego bałaganu, Otoczony jest przez ciekawy ogród. W środku zobaczymy oryginalne meble zaprojektowane również przez Gaudiego.

Nasycona urodą tego miejsca, po krótkim spacerze w zapadającym zmierzchu, smacznie zasnęłam, na nie-piętrowymangel łóżku.


Dodaj komentarz »

Tamara Frączkowska :: 23.01.2022 19:48
Dzień 18: Boo de Pielagos - Santilana del Mar

26.IX: Z Boo do Santilana del Mar można iść na trzy sposoby. Przez Arce i Mogro – to ok. 28 km; bezpośrednio przez Mogro - to ok. 5 km mniej, ale musimy przejść przez most kolejowy, co jest niebezpieczne i po prostu zabronione. Jest też trzeci sposób, który podobnie jak większość pielgrzymów, wybrałam. Przejechałam pociągiem ok. 5 km z Boo do Mogro i dalej już na piechotkę. Przejazd dla pielgrzymów jest darmowy. O tej możliwości dowiedziałam się od Hiszpanki, z którą spałam w pokoju która, jak się okazało, w maju była w KrakowiesmileySympatyczny zbieg okoliczności.

Z Mogro idzie się bardzo przyjemną drogą. Widzimy góry na horyzoncie i są też miejsca, gdzie niespodziewanie naszym oczom ukazują się błękitne wody Zatoki Biskajskiej.

Już blisko Santilana sympatyczny kierowca wskazał pielgrzymom skrótyes prowadzący prosto do miasta. Wszyscy z ochotą skorzystaliśmy z tej opcji. Tym bardziej, że po porannym chłodzie, słońce zaczęło naprawdę mocno przypiekać. Santilana del Mar (nie wiem dlaczego del Mar, bo przecież wcale nie leży nad morzem) to przepiękne, zabytkowe miasteczko, które oczarowuje strudzonych pielgrzymów już od pierwszego wejrzenia.

Brukowane uliczki, kamienne budynki z ukwieconymi balkonami, przejścia pod łukami, dużo knajpek i sklepików z pamiątkami, bo to miejsce odwiedza wielu turystów. Moją uwagę zwróciły piękne wyroby ze skóry. No, ale cóż plecak musi być jak najlżejszycrying

Zatrzymałam się, w ślicznie położonym, skromnym albergue municypalnym (6 euro). Byliśmy tu tylko we troje: ja, Andy z GB i Hans – Niemiec mieszkający na Majorce.

Najbardziej imponującą budowlą w miasteczku jest stara Colegiata y Claustro de Santa Juliana. Niestety była zamknięta. Ale na ulicy usłyszałam rozmowę, że o g. 18 będzie Msza. Rzeczywiście Colegiata była otwarta, a Msza w tak wyjątkowym, tchnącym średniowieczem miejscu, była wyjątkowaangel


Dodaj komentarz »

Tamara Frączkowska :: 20.01.2022 20:57
Dzień 17: Santander - Boo de Pielagos

25.IX: Sophie, z którą szłam przez kilka ostatnich dni, wróciła dzisiaj do domu, do Niemiec. Pożegnałyśmy się, wczesnym świtem, bardzo serdecznie i obie odczuwałyśmy smutek z powodu tego rozstaniabroken heart Wkrótce po wyjściu z albergue w Santander spotkałam, jeszcze na ulicach miasta, Chrisa z Kolonii. Trzydziestolatek Chris zaczął swoje Camino w Bilbao. Gdy powiedziałam mu, że ja idę z Irun, był bardzo zaskoczony i gratulował mi wytrwałości i odwagi. Muszę przyznać, że słowa te sprawiły mi przyjemnośćsmiley Razem przemierzaliśmy, dobrze oznakowane Santander, rozmawiając oczywiście o Camino.

Potem Chris ruszył szybciej, a ja kontynuowałam moje samotne Camino. Ten odcinek był przyjemny: malowniczy, dość plaski i… krótki.

W bardzo ładnym albergue w Boo de Pielagos, spotkałam Polaka Tomka, który przemierzał swoje Camino od Krakowa.

Ponieważ w Boo nie ma żadnego baru ani sklepu, wszyscy pielgrzymi spotkali się na wspólnej, bardzo smacznej kolacji (11 euro). Przy pięknie zastawionym stole, przy lampce wina, toczyły się nieśpieszne rozmowy. Ja z wielką radością rozmawiałam z Tomkiem – nareszcie po polsku!

Cudownie spało się w ładnym pokoju – tylko z dwiema osobami! Tym bardziej, że w plecaku leżały świeżutko wyprane i wysuszone ubrania!


Dodaj komentarz »