Camino de Santiago

Camino moje Życie

06/2011
Camino moje Życie

Mariusz z Ostrołęki :: 30.06.2011 20:17
Dlaczego wyruszyłem na CAMINO?

Po raz kolejny sprowokował mnie do retrospekcji mój nieodzowny oponent STASZEK :)

Czytałem właśnie w komentarz Staszka. Jego słowa dają mi wiele wsparcia, mimo różnicy poglądów (aczkolwiek ta różnica wbrew pozorom nie jest tak duża). Wiem przez to, że ktoś regularnie śledzi tego bloga :)
Piszę o moich obawach nie po to, aby szukać pocieszenia, lecz aby ukazać tym wątpiącym, że obawy ma każdy udający się w DROGĘ. Właśnie czytałem kolejny blog, który pojawił się na tej stronie, osoby poszukującej czegoś więcej. Mam nadzieję, iż Dominika W. podejmie wyzwanie i ruszy na CAMINO.

Ale wracając do sedna, dlaczego poszedłem po raz pierwszy do Santiago de Compostela?
Na pewno nie po to, aby uzyskać odpust zupełny, bo w taki sposób wtedy nie myślałem. A zatem po co?
Po prostu musiałem! Można powiedzieć, że usłyszałem POWOŁANIE. Ponadto chciałem pobyć sam, aby móc się lepiej poznać, a przez to zbliżyć się do Boga. Bo jak już pisałem: dopiero w samotności człowiek jest naprawdę sobą. Ponadto poszedłem z pewną intencją Bogu wiadomą.

cyt. Staszka:
"Mariusz, tak jak sie spodziewalem, odpowiedzi na me pytanie nie otrzymalem. A bylo dosyc proste. Napisales, rozwinales swoja wersje, ktorej ja nie podwazam, ale na pytanie dlaczego uwazasz, ze myslenie, czy postrzeganie inne niz Twoje jest agresja, nie odpowiedziales."

Wydawało mi się, iż odpowiedziałem na pytanie Staszka, lecz skoro nie, to postaram się jeszcze raz.

Choć nie wiem, czy próbować, skoro zadając pytanie Staszek nie spodziewał się otrzymania odpowiedzi.

Na początek sprostowanie: NIGDY NIE TWIERDZIŁEM, iż postrzeganie inne niż moje jest agresją!
W komentarzach Staszka wydaje mi się, że jest zbyt dużo nadinterpretacji moich wypowiedzi.

Teraz zacytuję siebie: " Często słyszę (a właściwe widzę) wypowiedzi dość agresywne, że szlak CAMINO jest dobrem wszystkich ludzi i nikt nie może przywłaszczać sobie do niego praw. Bo UNESCO czy inna organizacja wpisała GO jako dziedzictwo kulturowe."

A skoro logika Staszkowi nie jest zbyt obca rozpocznijmy mini analizę.

  • Przez słowa: "dość agresywne" rozumiem takie słowa, które noszą już pewne znamiona agresji, lecz czystą agresją nie są, tzn. osoba je wypowiadająca stara się podkreślić we własnej wypowiedzi jedynie np. wielokulturowość szlaku z pominięciem chrześcijańskich korzeni. Przemilczenie tak istotnego elementu uznaję za celowe, szkodliwe działanie, obce PRAWDZIE.
  • Niektórzy twierdzą, że nikt nie może przywłaszczać sobie praw do Camino - otóż takie prawa mają chrześcijanie. Nie oznacza to jednak, że mamy postępować jak Muzułmanie (o których pisze Staszek), zabraniając wstępu innym np. pod karą UKAMIENOWANIA. Szlak jest dla wszystkich, lecz trzeba pamiętać o jego dziedzictwie.

tu mała dygresja i zarazem ciekawostka: Gdzie jeszcze można zostać ukamienowanym za nieprzestrzeganie prawa? I nie mam tu na myśli kraju islamskiego.......ODP.: W Izraelu, wjeżdżając autokarem podczas szabasu w dzielnicę religijnych Żydów.

 

  • Przez wpisanie szlaku Camino, jako dziedzictwa kulturowego nie można zapominać czym to dziedzictwo jest. A jest to dziedzictwo wyłącznie chrześcijańskie. Bo nawet wędrówki posłańców (których wspomina Staszek) miały charakter chrześcijański, a nie trekingowy.
  • Klimatem Drogi nazywam duchowość NIEKATOLIKÓW, bo przecież każdy człowiek ma duszę.

Właśnie przeczytałem komentarz Staszka na sąsiednim forum. Zbyt pochopnie wyciągasz złe wnioski. Pośpiech jedynie jest wskazany przy łapaniu pcheł, jak to mówił mój ś.p. ojciec :)

Nie zgadzam się z tym, iż "(...) ludziom potrzebne sa przyklady, a nie nakazy i przykazy." Gdyby tak było, to Mojżesz, nie otrzymałby dekalogu, tylko Bóg objawiłby się już wtedy i POKAZAŁ jak mamy żyć.

Tylko prawdziwie kochający Ojciec daje własnym dzieciom przykazania, aby były szczęśliwe. Ojciec, który nie kocha dzieci mówi: "róbta, co chceta". 

Nie wyklucza to jednak, dawania przykładu innym, swoją postawą.


Namawianie kogoś na Mszę Świętą podczas pielgrzymki uznaję za dobrą inicjatywę, gdyż chrześcijanin ma obowiązek ewangelizować. Moją intencją nie było przyłączanie się do tej akcji, a zatem mój tekst nie mógł być jednym z tych, o których wspomina Staszek. Ja czyniłem to inaczej, po prostu pytałem się, kto idzie ze mną do Kościoła. A jak proponował ktoś inną atrakcję, to mówiłem, że dopiero po Mszy mogę dołączyć. I to wszystko.

Uff. Trochę się rozpisałem:)

Na koniec mam prośbę do Staszka: używaj proszę polskich znaków przy pisaniu, będzie mi łatwiej czytać, a poza tym piszemy na POLSKIM forum. A zatem, jak to się mówi: Szlachectwo zobowiązuje.

Choć wnioskuję, iż tego nie uczynisz, bo pewnie nie piszesz z Polski, tylko z ....np.  Niemiec? Albo innego kraju, gdzie brak polskiej klawiatury :)

Pozdrawiam Staszka oraz wszystkich czytających!

Buen Camino!


Dodaj komentarz »

Mariusz z Ostrołęki :: 28.06.2011 13:37
Obawy

Naszedł mnie właśnie kolejny „etap przygotowywań” związanych z każdym moim wyjazdem – NIEPOKÓJ.

Gdy mam już prawie wszystko dopięte na ostatni guzik, to ogarnia mnie pewien rodzaj niepokoju. Czy dam radę? Czy sobie poradzę z nowym wyzwaniem?


Ostatnio ktoś mi mówił, że muszę być odważny aby ruszać samotnie w taką pielgrzymkę. Uśmiechnąłem się tylko i odpowiedziałem, iż to z odwagą nie ma nic wspólnego. Po prostu chcę to zrobić!
Obawy jednak i tak się pojawiają, mimo ogromnych chęci,  gdyż znowu mam do czynienia z czymś nowym, aczkolwiek znanym mi już z doświadczenia.
 

Już bym chciał kroczyć CAMINO, bez tych elementów pośrednich: dojazd na lotnisko, lot samolotem, przesiadki w portach lotniczych, jazda autobusem czy pociągiem. Jest to jednak niemożliwe.                    Jedynie wędrówka spod własnych drzwi domu może to zapewnić. Na to jednak nie mogę się obecnie zdecydować (brak tak długiego urlopu). Ale w przyszłości, któż to wie:)


Niekiedy łatwiej jest pocieszać innych, samego siebie zawsze jest trudniej.


Czy do wyjazdu się nie pochoruję? Ta myśl tez krąży mi po głowie. Ale to łatwo odpędzam od siebie. Już mam kupiony bilet i nawet w chorobie bym ruszył na szlak pielgrzymi, aby nie stracić pieniędzy za bilet :) Może to jest zbyt materialistyczne podejście, lecz jakże prawdziwe. Przecież nikt nie chce wyrzucać forsy w błoto.


Czy już mam wszystko? …........ (…) ….................. raczej nie............. Nie uczyłem się tak intensywnie hiszpańskiego, jak poprzednio. Może z tego powodu, iż wierzę, że się jakoś dogadam tam na miejscu. To akurat nie jest tak trudne.


Kogo spotkam? Od ostatniego CAMINO wspominam ciągle moich towarzyszy DROGI. Trochę jest mi smutno, iż tak niespodziewanie rozstałem się z nimi tuż przed Santiago. Oni szli dalej ja zatrzymałem się w Monte de Gozo. Ciągle mam przed oczami sympatyczne małżeństwo z Holandii: Neli i Tino oraz Belga Sibrachta , nazywałem go żartobliwie Yesbracht.

I wielu innych – Hiszpanów, a w zasadzie Basków ”Tres Amigos” : Pedro, Hose i Juan, - Węgrów i Francuzów, których imion nie zapamiętałem. Czas z nimi spędzony był bardzo miły i pogodny, choć nie rozumiałem wszystkiego. Wystarczyło jednak miłe spojrzenie aby dodać sił sobie nawzajem.


A teraz kogo spotkam na mej Drodze? Nie wiem.

Specjalnie się nie nastawiam na poznawanie nowych przyjaciół. Jestem jednak otwarty na takie doświadczenia. Wiem natomiast, iż aż dwóch Polaków rusza przede mną z Santander. Są to Ole i Piotr. Ciekawe czy spotkamy się na trasie. Z obliczeń wynika, iż raczej nie. Jednak wszystko jest możliwe.
 

Buen Camino!


Komentarze (1): Pokaż/ukryj komentarze »

  • Staszek :: 30.06.2011 13:57 Twoje obawy przed wyjsciem sa nam chyba wszystkim znane, choc wiesz sam, ze sa bezpodstawne. Mialem wielkie obawy przed pierwsza droga. Drugi raz nie mialem zadnych. Poprostu nauczylem sie reagowac na taki nieuzasadniony stres, stosujac bardzo prosta metode. Niczego nie jestesmy w stanie przewidziec do konca i to jest wlasnie fajne w kazdej przygodzie. Bojac sie, ze czegos zapomnialem, nie zalatwilem, to zamartwianie sie na zapas. Problemy rozwiazuje sie wtedy kiedy sie pojawia i to natychmiast. Reszta, to problemy wyimaginowane, ktore egzystuja tylko w glowie, a faktycznie ich nie ma. Ze wszystkich mysli, ktore w takiej sytuacji nam towazysza, tylko az 3 procenty sa uzasadnione. Z tych trzech procent tylko jeden, doslownie JEDEN procent, to faktyczny problem, ktory musimy rozwiazac, dwa procenty, to sprawy, na ktore i tak wplywu nie mamy, czyli musimy nauczyc sie je akceptowac. Na przyklad pogoda. Jesli tego sie nauczymy nigdy nie bedziemy paralizowani strachem, ze cos tam nie wyjdzie. Mariusz, tak jak sie spodziewalem, odpowiedzi na me pytanie nie otrzymalem. A bylo dosyc proste. Napisales, rozwinales swoja wersje, ktorej ja nie podwazam, ale na pytanie dlaczego uwazasz, ze myslenie, czy postrzeganie inne niz Twoje jest agresja, nie odpowiedziales. Okreslanie innego zdana agresja, niweczy kazda probe dyskusji. Co do katolickich korzeni Drogi, masz racje, bo jako taka powstala. Powstala przeciez w czasach, kiedy w Europie nie istniala zadna inna potrzeba i zwyczaj wedrowania, jak patniczy. To wiara w odpuszczenie grzechow posylala ludzi do takich miejsc kultu katolickiego, jak Rzym, czy Compostela. Wszyscy, bez wyjatku idacy wtedy ta droga, byli patnikami, wierzacymi w odpust zupelny po dotarciu do celu. To tradycja. Powinienes wiedziec, ze z czasem stworzono wyjatki, gdzie nie konieczne bylo przejscie drogi osobiscie, by odpustu dostapic. Ten przywilej mozna bylo sobie kupic. Z tego wyjatku korzystali mozni i bogaci tamtego czasu, wysylajac w swym imieniu poslancow. Poslaniec uzyskiwal odpust dla siebie i dla swego pana, ktory byl jego sponsorem. Warunkiem otrzymania odpustu przez sponsora, byly tylko i wylacznie pieniadze. Wiec warunkiem uzyskania odpustu zupelnego nie bylo tylko przejscie drogi, a pieniadze. Poslaniec byl rowniez kims, kto przekazywal pieniadze na budowe kosciolow, klasztorow i tak zwanych Hospitali w drodze. Dzis spotkasz je jako ruiny co kilkanascie kilometrow na drodze francuskiej. Ten fakt powodowal, ze na pielgrzymow napadali rabusie w drodze, liczacy na lup co stworzylo wiele legend. Tyle historia, z ktorej zrodzila sie tradycja na wiele, wiele lat. Czy do tej tradycji sie odwolujesz? Ja nie poszedlem w Droge z nadzieja na odpust zupelny, bo moje zycie postrzegam inaczej, niz Ty. Co nie znaczy, ze nie akceptuje Twych powodow, czy wiary. Takich jak ja spotkalem wiekszosc, bo z czasem rozmawia sie w drodze o powodach, dla ktorych idziemy. Co ciekawe, wszyscy wierzacy pielgrzymi mowili o nadzieji na odpust zupelny, bo to bylo ich celem nadrzednym. Poscili i umartwiali sie w drodze, czyniac pokute. Natomiast niewierzacy podkreslali zupelnie co innego, jako powod pojscia. To sa tylko moje spostrzezenia, ale to mozna wyczytac rowniez na forum. Czlowiek NIE katolik, jak okreslasz, idzie tam, by popracowac nad soba, przemyslec swe zycie i wrocic lepszym, doskonalszym, bo to jest mu wazne. To ktos, kto wielka role przywiazuje do tego, by doskonalic siebie.Uczy sie akceptacji i takiego pojmowania swiata, by moc sluzyc innym swym przykladem. Jego odpust zupelny nie interesuje, bo w to po prostu nie wierzy.Ja odbieram takie postawy bardzo pozytywnie. Moze jakis ulamek procentowy idzie dla sprawdzenia siebie, czy przebiega droge sportowo, ale to jest grupa bardzo niewielka, by dyskutowac o niej. Dlaczego ida wlasnie tam? Bo tam sa do tego warunki, wynikajace z tradycji, tworzaca potrzebne do przemyslen spartanskie warunki i powody bardzo przyziemne, jak infrastruktura przygotowana dla wedrujacych. Teraz toMariusz, z czym nie potrafie sie z Toba zgodzic. Ktos na forum nie tak dawno temu, nazwal to dosadnie „wylamywaniem lomem otwartych drzwi“ Uwazam, ze ludziom potrzebne sa przyklady, a nie nakazy i przykazy. Namawianie kogos do udzialu we mszy swietej w drodze ( nawet miejscowych Hiszpanow), bo to droga katolicka, mija sie z celem. Jesli ktos uzna, ze ma taka potrzebe w drodze, pojdzie sam, bez namawiania. Takie apele pojawija sie ciagle. Twoj tekst jest jednym z nich. Slowa typu, a niech sobie spaceruja, zwiedzaja, jesli musza, jest proba zdyskerdytowania tych, ktorzy ida nie koniecznie dla odpustu. Takie slowa pojawiaja sie w dyskusjach czesto To wlasnie ja nazywam proba zawlaszczania drogi, tak, jakby byla tylko dla katolikow. Przeciez nikt nie bezczesci tej drogi, nikt nie ubliza jej katolickiemu charakterowi. To respektuja wszyscy, bez wyjatku, bez apeli. Te apele pojawily sie tam razem z polskimi pielgrzymami. Inni o tym nie wspominaja. Nie mowia o tym Hiszpanie, jako gospodarze Camino, nie kwestionuja tego Francuzi, Wlosi i inne nacjie. Nie mow tylko, ze w tych krajach nie ma katolikow, oni sa po prostu tolerancyjni. Zauwaz, ze zyjemy w Europie, a nie w Arabi Saudyjskiej, gdzie NIE muzulmanin nie dostanie nawet wizy. Bo moglby zbeszczescic swa obecnoscia Mekke. Straznicy islamu na to nie pozwola. Czasem zastanawiam sie, czy autorzy tych apeli tu nie maja wlasnie takich marzen, odnosnie Camino? A Camino sie zmienia, tak jak i my i stworzylo juz chlubna, tolerancyjna tradycje drogi dla wszystkich. Czy nalezy to zmieniac? Staszek


Dodaj komentarz »

Mariusz z Ostrołęki :: 27.06.2011 19:38
Już mam wszystko?

W końcu mam już wszystko, co zaplanowałem!
Dziś właśnie sfinalizowałem kupno biletu :D

Stratuję 22 lipca przez Pragę do Madrytu. Stamtąd autobusem do Santander.
Pierwotny plan CAMINO zakładał podróż wyłącznie samolotem z przesiadkami w Hiszpanii, jednakże ceny biletów mnie przeraziły. Bilet miał mnie wynieść prawie tyle samo, co w AD 2010 zapłaciłem za Chiny.
Obecna cena biletu z przesiadką w Pradze wyniosła mnie 810 zł. w obie strony. Nie jest to jednak dużo w porównaniu do tego, co mi proponowano wcześniej:)

Planuję po Hiszpanii poruszać się autobusami:
1. z Madrytu do Santander
2. Z Fisterry do Snatiago de Compostela
3. Z Santaigo de Compostela do Madrytu
Jeszcze nie wiem, czy warto rezerwować wcześniej, czy kupować na miejscu? Do końca tygodnia przemyślę sprawę.

W końcu poczułem się lepiej. Mam wyznaczoną trasę, termin, odpowiedni sprzęt, zaplanowany urlop, udobruchanych bliskich ;), zebrane fundusze, błogosławieństwo biskupa.
Pozostaje mi tylko przygotować się duchowo, choć to w zasadzie czynię od roku.

 

 

Ostatnio pewnemu wędrowcowi po lesie i górach (głównie Słowacja) pokazywałem mój hamak i plecak. Chyba mu się spodobał. Spędza on dużo czasu na samotnych wędrówkach, nocując często w szałasach. Mówił o obolałym ciele po takiej nocy. 
Ciekawi mnie dlaczego w Polsce, ten sposób nocowania nie jest tak popularny jak np. w Kanadzie czy USA, nie wspominając o krajach Ameryki Południowej. 

Buen Camino!
 


Dodaj komentarz »

Mariusz z Ostrołęki :: 21.06.2011 23:57
Komentaż do komentarza :)

Witam wszystkich czytających a przede wszystkim Mojego Stałego Oponenta Staszka :)

 Postanowiłem dokonać wpisu w głównym temacie blogu, a nie w komentarzu, gdyż muszę rozszerzyć mój wcześniejszy wpis" Pielgrzymka, czy treking".

A zatem po kolei.
Zacznę od podziękowań skierowanych wprost do Staszka, który jako pierwszy skomentował mojego bloga. Naprawdę cieszę się, iż to TY skomentowałeś moje refleksje. Mimo, iż się nie znamy z widzenia i różnimy się pod wieloma względami, czuję do Ciebie sympatię. A trauma z naszych dyskusji nie była, aż tak wielka. Po prosu czułem się niekomfortowo, czytając niektóre Twe wpisy. Od tamtego czasu śledziłem Twe wypowiedzi, lecz nic kontrowersyjnego nie znalazłem.
Pomysł pisania bloga nie jest mój, ja tylko go poparłem, aby rozwijało się to forum. Swego czasu poparłem też inną inicjatywę stworzenia jednego wspólnego forum, lecz tamta inicjatywa nie przetrwała próby czasu.

Na publikowanie pamiętnika i bardzo osobistych doświadczeń, też nie mógłbym się zdobyć. Zbyt cenię własną prywatność, a blog jest formą, na którą mogłem przystać. Nawet forma pewnej anonimowości mi odpowiada, choć nikt nie jest tu anonimowy. Najlepiej wiedzą o tym służby, które ciągle monitorują tą przestrzeń naszego życia.
Niektórzy piszą tu na forach, iż podając własne nazwisko stajemy się znani (nieanonimowi). Nie jest to prawdą, gdyż dla mnie nic nie mówi podpis np. "Jan Kowalski". - ale to wątek poboczny.


W komentowanym wpisie chodziło mi przede wszystkim o to, iż droga do Grobu Świętego Jakuba Apostoła, powstała wyłącznie jako szlak pątniczy. Oznacza to zatem, że nie można akcentować jedynie jej duchowego (wszelako pojętego) charakteru, ale również jej charakter pielgrzymkowy. Gdy ktoś inny (nie-katolik), chce podążać CAMINO, niech to robi, bo właśnie TAM, może spotkać Prawdziwego BOGA. Bo ja nikomu nie odbieram prawa do życia duchowego, co tu sugeruje Staszek. Jestem jedynie przeciwnikiem źle pojętego ekumenizmu. W myśl, którego nie jest ważne czy jesteś Katolikiem czy Żydem, bo przecież każda religia ma w sobie część prawdy. Gdyby to stosować, to Kościół Katolicki powinien zaprzestać ewangelizacji, tylko wykazywać jakiekolwiek Dobro i wartości duchowe innych religii. Otóż NIE. Jest ważne, czy jesteś Katolikiem, bo extra Ecclesiam nulla salus.
Podkreślanie jedynie duchowości drogi sprzyja właśnie błądzeniu Katolików, którzy nie zdają sobie sprawy z własnej historii.

Nikt tu z Drogi nie kpił, tego też nie widziałem, lecz są pewne osoby, które nieodpowiednio stawiają akcenty. Np. " (...) droga jest uznana Europejskim dziedzictwem kultury (...)" Cóż to znaczy to dziedzictwo kultury? Zapewne autorowi chodziło o to, że chrześcijaństwo jest europejskim dziedzictwem kultury, a pielgrzymka jest pewnym wyrazem religijności.

Badania hiszpańskiej telewizji potwierdzają twe spostrzeżenie Staszku, iż połowa pielgrzymów " (...) idzie sobie pobiegac, poogladac i troche zwiedzic przy okazji." Gdyż druga połowa (Katolików) idzie z pobudek religijnych. Ja jednak mówiłem coś więcej. To dobrze, że idą sobie pobiegać ... Bo gdzie mają chodzić ludzie, którzy nie są Katolikami, a oczekują czegoś więcej od życia? Są to ludzie z natury dobrzy (wielokrotnie otrzymywałem więcej wsparcia od Nie-Katolików niż od Katolików.) a klimat pielgrzymowania sprzyja refleksjom i odkrywaniu własnych słabości i walce z nimi.

Dziś to na tyle i dziękuję za aktywność.
Buen Camino
 


Komentarze (1): Pokaż/ukryj komentarze »

  • Karol :: 08.11.2018 20:55 Czytam wszystkie blogi o Camino, bo wiosną 2019 wybieram się właśnie tam. Wybacz, ale nie zgadzam sie w pełni z Tobą, chodzi mi o -Jestem jedynie przeciwnikiem źle pojętego ekumenizmu. W myśl, którego nie jest ważne czy jesteś Katolikiem czy Żydem, bo przecież każda religia ma w sobie część prawdy. Gdyby to stosować, to Kościół Katolicki powinien zaprzestać ewangelizacji, tylko wykazywać jakiekolwiek Dobro i wartości duchowe innych religii-koniec cytatu. To jest właśnie ekumenizm- poszanowanie każdej religii, czy to żydowskiej, prawosławnej, luteranizmu itp. Nawet Św. Jan Paweł II opowiadał sie za tym.


Dodaj komentarz »

Mariusz z Ostrołęki :: 20.06.2011 11:23
Refleksje na temat forum

Przedstawiam poniżej kilka własnych refleksji w kontekście wpisu Heleny na forum.

Szczególnie widząc napastliwe wpisy na forum zastanawiam się czemu one służą ?!!! „
Napastliwe wpisy są zapewne pozostałością filozofii marksistowskiej (walka przeciwieństw). A tak poważnie sądzę, że osoby je piszące chcą jedynie zaistnieć w dyskusji (ale jest ich jednak niewiele). I mogą te wpisy służyć, w jakiś sposób, odkrywaniu PRAWDY.


Całość tego forum i siostrzanego oceniam mimo wszystko wysoko. Są tu wyrażane różne opnie, lecz ogólnie, prawie każdy trzyma pewien fason. Czytam też inne fora i blogi o innej tematyce i tam nie jest tak spokojnie jak tu. Uważam, iż nie ma co demonizować tych tutejszych sporów. Zawsze się przecież znajdzie osoba, która ma odmienne zdanie niż nasze, która WIE LEPIEJ.
 

Takie forum służy przede wszystkim tym, którzy chcą się czegoś więcej dowiedzieć o CAMINO.
Gdybym nie spotkał tego forum, to miałbym większe problemy z rozpoczęciem własnej DROGI. Niektórzy z czytających (może Steff), nawiązali bezpośrednie kontakty z CAMINOWICZAMI dzięki tej stronie. I to jest właśnie bardzo dobre.

„Czasem myślę, że jako naród jesteśmy zakompleksieni, nie umiemy rozmawiać ze sobą by uszanować przeciwnika, choćby nie miał nic sensownego do powiedzenia.”
Nasz naród nie jest bardziej zakompleksiony niż inny. Po prostu jesteśmy bardziej dla siebie surowi w samoocenie niż inni. Ciągle nasze społeczeństwo jest stygmatyzowana przeszłością. Proszę spojrzeć, niedługo uwierzymy, że to my wywołaliśmy II wojnę światową.
 

Jest też tak, iż jako katolicy, chrześcijanie bronimy innowierców, nawet wtedy, gdy oni atakują chrześcijan. Jesteśmy gotowi bronić do utraty tchu meczetów podczas, gdy na bliskim wschodzie przyznanie się do KRZYŻA jest karane ŚMIERCIĄ. Ale nie ten wątek chcę poruszyć. Po prostu w ten sposób byliśmy i jesteśmy tresowani.

Szacunek do przeciwnika rodzi się raczej z szacunku do osoby. Jeżeli ktoś nie szanuje innych osób, to dlaczego ma szanować przeciwnika. Przecież przeciwnik, to inaczej WRÓG. A wróg chce zawsze czegoś złego dla nas. Zatem z wrogiem trzeba walczyć, aby go pokonać, bo inaczej on nas zniszczy.
Dlatego właściwszym wydaje mi się nazwanie przeciwnika OPONENTEM, jest to bardziej neutralne i łatwiej go uszanować.


„Nie chcę dłużej tu się rozwodzić jednakże byłaby wdzięczana gdyby ktoś na tym forum pomógł mi zrozumieć po co ludzie prowadzą takie wojny między sobą? dlaczego jedni próbują udowodnić innym, że wiedzą lepiej? dlaczego nie wyrażamy swojego sprzeciwu tak by nie ranić innych?”
 

Po co prowadzimy wojny między sobą? Na to pytanie od wieków starają się odpowiedzieć filozofowie. I można tu długo wyliczać, lecz chyba odpowiedź jest jedna: BRAK MIŁOŚCI
I na zakończenie, jest taka złota zasada dyskusji:


Można dyskutować z człowiekiem, który mówi, że dwa plus dwa jest cztery. Lecz nie dyskutuje się z tym, który mówi, że dwa i dwa to trampek.

Życzę wszystkim więcej MIŁOŚCI w życiu codziennym.


Komentarze (2): Pokaż/ukryj komentarze »

  • Staszek :: 21.06.2011 16:09 Witaj Mariusz! Gratuluje pomyslu i... odwagi zalozenia blogu. Rozumie twa idee pisania i popieram ja. Sam wedrujac do Santiago pisalem pamietnik i to dzis wielka rzecz dla mnie i napewno dla mych dzieci. Po powrocie siedzialem rok nad tekstem i napisalem pamietnik.Wyszlo 630 stron przemyslen i wspomnien. Wiele ucieklo by z tego bezpowrotnie, gdybym nie przelal tego na papier. Jednak jest to zbyt osobiste, bym chcial to publikowac, choc byly takie mysli. Z nastepnych wypraw zrobilem to samo. Poniewaz uczylem sie w szkole, ze dwa plus dwa jest cztery, uwierzylem najpierw, a kiedy sam wkrotce uznalem, ze to logiczne, przestalem wierzyc, a wiem ze tak jest. Jestem czlowiekiem bardzo logicznym i dlatego cos, co logiczne nie jest, probuje zrozumiec, pytajac. Nie rozumie twego tekstu tu, na blogu, na temat chrzescijanskich korzeni Camino. Tekst rozumie, nie rozumie powodu, ktory podales piszac. Powod, ktory podales, nie jest prawdziwy i dlatego pytam o twe intencje. „Czesto slysze ( widze) wypowiedzi dosc agresywne...“ Czytam prawie wszystko na forum i nie spotkalem sie, by ktos kpil z tej drogi. Nie spotkalem tez nikogo, kto podwazyl by chrzescijanskie korzenie drogi. Nie widze w wypowiedziach na temat korzeni Camino agresji. Gdybym spotkal, protestowalbym sam. Jesli czyjes stwierdzenie, ze camino jest dobrem wspolnym, bo ida rowniez ludzie z innych, niz religijne pobudek, jest agresywne, to wybacz, ale chyba ty masz problem. Moze nie zrozumialem jeszcze twych powodow, dlaczego tak reagujesz na tego typu stwierdzenia i dlatego pytam. Ta droga jest uznana Europejskim dziedzictwem kultury dzieki niemu i dopiero po jego wypowiedzi. „Nic tak nie zblizylo narodow Europy, wierzacych i niewierzacych (..), jak Camino“ Polak -JP II. Choc nie jestem wierzacym , on byl i pozostal dla mnie autorytetem. To sa poprostu fakty i jesli ktos tak pisze, nie powinienes tego kategoryzowac, jako agresywne. Mariusz, zaakceptuj prosze fakt, ze kazdy czlowiek ma zycie duchowe. To nie jest prawda, ze tylko katolik ma do niego prawo. Z twej wypowiedzi wynika, ze Nie katolik idacy ta droga, to ktos, kto idzie sobie pobiegac, poogladac i troche zwiedzic przy okazji. Mnie to nie jest w stanie zezloscic, ale znam ludzi, ktorych takie okreslenia bardzo rania. Tak to widzisz? Myslisz wiec, ze polowa tych, ktorzy droge przeszli, poszli z ciekawosci, lub sobie pobiegac? Badania katolickiej telewizji hiszpanskiej potwierdzaja, ze okolo polowy wedrujacych nie idzie z pobudek religijnych. W 2010 bylem pytany przez wolontariusza przed Laxe anonimowo o to. Zostalem zatrzymany dla ankiety w drodze, nie w Albergue, czy w biurze w Santiago. To byla ankieta robiona na potrzeby programu telewizyjnego. Ktos na forum pisal o tym, wiec bylo i w Polsce publikowane. Jesli nie jestem dla ciebie trampek, to odpowiedz mi na me pytanie. Tak sie sklada, ze jako twoj wielki oponent z forum, ( tak odebralem twa traume po dwuch latach) jestem pierwszym dyskutantem na twym blogu. Przyjmij to jako dobry znak, bo moze zrozumiesz teraz, dlaczego gratulowalem tobie odwagi na poczatku. Moja rada, prowokuj delikatniej, chyba ze to zamiar komercyjny. Pozdrowienia Staszek
  • Mariusz z Ostrołęki :: 21.06.2011 21:01 Witaj Staszku:) Jakoś spodziewałem się od właśnie Ciebie pierwszego komentarza :) Postaram się odpowiedzieć Tobie na pytania. Uczynię to na blogu,


Dodaj komentarz »

Mariusz z Ostrołęki :: 16.06.2011 09:26
Sentencja

Dawno temu, mój pierwszy nauczyciel na nasze rozstanie dał mi taką dedykację. Do dziś te słowa brzmią mi w głowie. Teraz widzę też, że świetnie te słowa pasują do CAMINO.

 

Droga jest przed każdym otwarta;


Ale przede wszystkim, trzeba zapragnąć celu;


Zapragnąwszy celu, trzeba wybrać środki;


Wybór środków darzy umysł spokojem;


Spokój umysłu, wprowadza spokój ducha;


W niezmąconym spokoju ducha, można rozmyślać już o istocie rzeczy;


Rozmyślanie zaś o istocie rzeczy prowadzi do doskonałości!

A TY na którym etapie jesteś?


Dodaj komentarz »

Mariusz z Ostrołęki :: 15.06.2011 14:29
Wyposażenie

 

O wyposażeniu pisano już wiele. Nie będę tu się zbytnio rozpisywał, lecz tylko powiem o kolejnym udogodnieniu, z którego będę korzystał na CAMINO. Mam tu na myśli ten plecak.

Jest to coś zupełnie niespotykanego na trasie, tzn. nigdy tego nie widziałem na żywo, a teraz już mam to cudeńko! :)

Czytałem różne posty na temat plecaków różnych firm, lecz każdy z wymienianych był podobny do drugiego, różniły się jedynie znaczkiem firmy i kolorystyką. Ten jest inny. ….

To tyle z mojego zachwytu, cieszę się tak bardzo, ponieważ dziś go dostałem z Nowej Zelandii. O jego atutach czytałem sporo, ale dopiero CAMINO zweryfikuje wszystko.

Drugim udogodnieniem jest hamak. Ale jego już pokazywałem.

Dodatkowo kupiłem spodnie oraz skarpetki do trekingu oraz koszulki i bieliznę termoaktywną Buty mi zostały po ostatniej pielgrzymce (wtedy były nowe :)), a zatem ich nie kupiłem. Dokupiłem jeszcze ręcznik szybkoschnący, bo ze zwykłym miałem ostatnio problemy. I to chyba wszystko, a jeszcze jedno, mam tez buffa (na chłodniejsze poranki) lecz raczej będę korzystał z chusty arabskiej i szerokiego kapelusza. Poszukam jeszcze sandałów na odpoczynek i pod prysznic.

Mam też jeszcze worek na wodę, lecz w tym plecaku nie będzie miał takiego zastosowania. O kijkach do NW nie będę chyba wspominał :)

Ktoś może korzystał z przydatnego innego sprzętu?

 

Tak wiem, że wyposażenie nie jest najważniejsze, można przecież iść z workiem na plecach i patyczkiem do czyszczenia zębów, zamiast szczoteczki:)

Wielu zabiera kij jako symbol pielgrzymowania, lecz to jest dla mnie przyszywanie starej łaty do nowego sukna. W czasach średniowiecza każdy pielgrzym ubierał się stosownie do epoki i na pewno nie patrzył, co jest modne i symboliczne. Nawet muszla, symbol całego CAMINO nie była od początku jedynie symbolem, tylko rzeczą użyteczną (do czerpania wody ze strumieni), pamiątką (potwierdzeniem zobaczenia końca świata i odbycia pielgrzymki).

Tak też ja podchodzę do dobrodziejstw techniki, mają być do czegoś przydatne. A nie jedynie przeszkodą w pielgrzymowaniu, jak niektóre kije niesione pod pachą (bo taka jest tradycja). Przecież chodzi tylko o to, aby przejść CAMINO na własnych nogach z intencją w Sercu. 


Dodaj komentarz »

Mariusz z Ostrołęki :: 12.06.2011 23:09
Pielgrzymka czy treking?

Ja już znam odpowiedź, lecz chcę ten temat troszeczkę rozwinąć.
Przeglądam fora o tematyce "caminowej", czytam różne komentarze i już wielokrotnie chciałem zabrać głos w tej sprawie. Często słyszę (a właściwe widzę) wypowiedzi dość agresywne, że szlak CAMINO jest dobrem wszystkich ludzi i nikt nie może przywłaszczać sobie do niego praw. Bo UNESCO czy inna organizacja wpisała GO jako dziedzictwo kulturowe.
Muszę przyznać, iż dziwna to argumentacja, sięgnijmy do korzeni, bo dlaczego powstał ten szlak? Dla walorów estetycznych? Już widzę całe tabuny naszych przodków udających się do Santiago, po to aby trochę pozwiedzać i zobaczyć obce kraje :)
Szlak od początku był szlakiem pątniczym, a zatem był dla chrześcijan. I nikomu wtedy nie przychodziło do głowy rozpowszechniać poglądów tak niestosownie ekumenicznych. Dziś szlakiem podążają różni ludzie, nie zabraniam im, ani się zbytnio temu nie dziwię, bo gdzie ci ludzie mają sobie spacerować i wędrować? Gdzie najlepiej poznawać historię europy? Gdzie zaznać klimatu DROGI?  Dziwi mnie jednak postawa NIE-chrześcijan, którzy za wszelką cenę starają wymazać ze świadomości innych, typowo religijny (katolicki) charakter tej wędrówki. Każdy może tam pójść, lecz niech szanuje to dziedzictwo chrześcijańskie! 
Zatem nie oszukujmy się już więcej, to jest typowa pielgrzymka, a nie rajd pieszy? 
 
W ubiegłym roku przebywałem przez miesiąc w Chinach, gdzie kultura jest znacznie różna od europejskiej. Nie przyszło mi jednak do głowy twierdzenie, że Mur Chiński (dziedzictwo ich kultury) jest też moim dziedzictwem. Przejść jednak mogłem, z niemałą satysfakcją. 
 
Dziś otrzymałem błogosławieństwo od mojego Biskupa Diecezji, tak jak już wileu przede mną od setek lat historii camino de Santiago. Oficjalnie rozpocząłem moją pielgrzymkę. Poczułem spokuj i radość. Przewidywany termin wyjścia to 18-19 lipca.
Pozostaje mi już tylko kupić bilet na samolot. 


Dodaj komentarz »

Mariusz z Ostrołęki :: 10.06.2011 15:06
Tak na szybko

 

Dziś jest piątek, a ja jeszcze nie mam biletu :(

A przecież obiecywałem sobie, że go kupię w tym tygodniu!!!!

 

Jakże często my sami przekładamy rzeczy na inny termin, bez istotnych powodów: bo nie ma czasu, bo nie jestem zdecydowany, bo może ktoś zrobi to za mnie …....

Jest to złudne, ale jakże życiowe. A wystarczy zacząć działać.

Przeczytałem właśnie fragment blogu Petera Alexa, jest inspirujący. Z opisów wynika, iż była to duża grupa pielgrzymkowa. Podziwiam.

Ja jednak, z powodów różnicy temperamentów osób sobie nieznanych (doświadczenie) nie zdecydowałbym się na to.

Kiedyś szedłem w grupie ośmioosobowej brzegiem naszego Bałtyku od Świnoujścia do Gdańska (taka prywatna pielgrzymka) Było fajnie, bo się znaliśmy wcześniej dłużej niż 2 H w ciągu dnia (ale nie wszyscy).

Konflikty się jednak zdarzały. Dodajmy zła pogodę, mokliśmy przez kilka dni, ogólne zmęczenie, różnice temperamentów a spięcia murowane. Jedna osoba zrezygnowała. Czas wspólnej wędrówki potrafi jednak łagodzić konflikty.

 

Czy duża grupa jest zamknięta na innych pielgrzymów?

Według mnie tak.  


Dodaj komentarz »

Mariusz z Ostrołęki :: 08.06.2011 20:40
Pan moim pasterzem, nie brak mi niczego.

Kiedyś w telewizji usłyszałem o Camino de Santiago, że jest to szlak pielgrzymi dla samotnych wędrowców. Wtedy to właśnie zaiskrzyła mi myśl, aby pójść samemu na taką pielgrzymkę.
Niestety własne lęki, a przede wszystkim brak odpowiednich funduszy, nie pozwoliły mi na ten krok. Dopiero po wielu latach, gdy zacząłem realizować inne własne marzenia, ta DROGA odżyła w mym Sercu na nowo.

Teraz, czytając informacje o pielgrzymkach tak wielu ludzi młodszych ode mnie, niekiedy im zazdroszczę, iż zdecydowali się na camino już teraz. Podziwiam Kamę, która tuż po maturze wybrała się tą drogę. Śledzę z zaciekawieniem jej bloga o wspomnieniach z ubiegłego roku.

Camiono Primitivo było jak na razie moim pierwszym szlakiem pielgrzymim. Wprawdzie przeszedłem pielgrzymkę częstochowską, jednak nie czułem tam tego klimatu pielgrzymowania jaki poczułem na CAMINO.

Prawdą jest, że dopiero w samotności człowiek jest naprawdę sobą. W samotności można odpowiednio naładować akumulatory na kolejne trudy życia.


Pamiętam, jak idąc już  u kresu sił (takie miałem wrażenie), spotykałem niespodziewanie przyjazną osobę, która wspierała mnie fizycznie, czy też duchowo. Do dziś pamiętam uśmiechniętych staruszków, którzy widząc mój trud poklepali mnie przyjaźnie po ramieniu. Niewiele zrozumiałem z tego co do mnie mówili (to był początek  szlaku), lecz same gesty wsparcia spowodowały we mnie wzrost nowych sił. To było po prostu niesamowite. Aż łezka kręci się w oku do dziś. 

Przygotowywałem się wtedy (w 2009) pełen obaw, wszyscy moi bliscy, czy też znajomi starali się mnie odwieźć od zamierzonego celu. Wtedy było naprawdę trudno. Starałem się zebrać jak najwięcej praktycznych wskazówek, aby wyeliminować obawy bliskich czy tez moje własne. Ale to nic nie pomagało. Dopiero kontakt e mailowy z Emilianem rozwiał część obaw (on przeszedł ten szlak przede mną i pisał swego bloga - dzięki Emil) 
Wtedy wszystko pozostawiłem Opatrzności Bożej i się nie zawiodłem. 


Jak przyszedł dzień wyjazdu, po prostu spakowałem plecak i poleciałem (i tu kolejna miła niespodzianka, osoby, które były przeciwne moim planom pomogły mi dostać się do Warszawy na samolot.)
Z dziecięca ufnością oddałem mój plecak obsłudze lotniska. Z  daleka obserwowałem wystające kijki do Nordic Walking. Gdyby się zaplątały gdzieś tam, wśród taśm podawczych i innych bagaży,  to miałbym duży problem po wylądowaniu :) nic jednak takiego nie nastąpiło. 

Teraz posiadając więcej doświadczenia, obaw mam mniej, jednak się pojawiają. Ale chyba po to, aby nie było za łatwo. W tym roku postanowiłem nie nocować w schroniskach, tylko pod gołym niebem, w hamaku.

Mój pierwszy temat tu na forum dotyczył właśnie hamaka, lecz myślałem o rozwijaniu go w schronisku. Teraz już myślę o spaniu na dworze. Kupiłem coś takiego:
http://hennessyhammock.com/catalog/specs/explorer_deluxe_asym_zip/
Jest dosyć wygodny, trochę w nim drzemałem. Jak wrócę, opiszę zalety i wady dokładnie.

Dlaczego nie chcę spać w schroniskach tylko w hamaku? Jest kilka powodów:

  1. swoboda wędrówki (idę tyle ile mam ochotę, zawsze mam się gdzie przespać)
  2. cisza podczas snu (nie słychać chrapania innych) 
  3. robactwo (zostałem pogryziony w 2009 w Monte de Gozo)
  4. sjesta podczas marszu (wygodniej odpocząć niż na ziemi)
  5. no i pierwotnie miałem iść do Norwegii (a tam bez namiotu było by drożej, jak opisywała Lucyna, a hamak ma coś w sobie fascynującego - wygodniej jest w nim niż  w namiocie), zatem moje przygotowywania od zeszłego roku były pod kątem surwiwalu. Szkoda zatem przekreślić te przygotowywania.

Nie oznacza to jednak, iż będę unikał schronisk za wszelką cenę. Przecież trzeba gdzieś się umyć:)


Dodaj komentarz »

Mariusz z Ostrołęki :: 07.06.2011 22:12
Dlaczego?

Witam  Wszystkich CZYTAJĄCYCH.

Postanowiłem rozpocząć pisanie bloga, aby może w ten, taki prosty sposób przyczynić się do popularyzacji CAMINO. To forum było moim pierwszym, gdzie się znalazłem w Anno Domini 2008. To tu szukałem pierwszych odpowiedzi na pytania związane z moją pierwszą pielgrzymką do grobu Świętego Jakuba. 

Dlaczego taki tytuł blogu?

Ano dlatego, iż po odbyciu mojej samotnej pielgrzymki Camino Prymitivo zrozumiałem, iż nasze całe życie to taka DROGA. Wiem, że to stwierdzenie jest swoistym sloganem, który jest często powtarzany przy różnych okazjach. Sam tak mówiłem. Dla mnie jednak to było świeże odkrycie, taki powiew powietrza w zatęchłym pomieszczeniu. 

Jestem debiutantem w takiej formie wypowiedzi, dlatego też proszę wszystkich o wyrozumiałość. Wszelkie zaś uwagi przyjmę z pokorą.

Chcę tu też podziękować tym wszystkim, którzy udzielali i udzielają mi cennych wskazówek. 

W obecnym roku wybieram się po raz drugi na CAMINO, dlatego też skupię się na przygotowaniach, jakie poczyniłem , czynię i będę czynił przed kolejną pielgrzymką.

Będę  chciał przedstawić drogę modyfikacji moich planów, moje radości i obawy związane z CAMINO. Mam też ogromną nadzieję, iż to wszystko przyda się choć jednej osobie.

Buen Camino!


Dodaj komentarz »