Camino de Santiago

Grzesiek i Jacek: Szczecin -- Santiago

04/2018
Grzesiek i Jacek: Szczecin -- Santiago

Grzegorz Szkibiel :: 17.04.2018 10:03
14 Kwietnia: Beeskow -- Luebben

Powoli, dzień po dniu, nadrabiamy zaległości z zeszłego roku. Mimo sporej odległości, w dalszym ciągu kontynuujemy sobotnie, jednodniowe wędrówki. Tym razem używając niemieckich autostrad podjeżdżamy bardzo blisko końca poprzedniego etapu, a już zwykłą drogą pod samą stację w Beeskow. 

Beeskow powitało nas raczej ponuro: pochmurnie z lekką mżawką. Ruszyliśmy spod dworca i weszliśmy w wąskie uliczki starego miasta. Uwagę przyciągnął krzyż na wieży kościoła. W zasadzie, do tej pory na kościołach były jakieś kurki, żagle, ale krzyża to nie widziałem.

Budynek na zdjęciu po lewej to najstarszy dom w Beeskow. Obchodzimy kościół, sprawdzamy drzwi, ale bez przekonania, bo jak dotąd, wszystkie kościoły były zamknięte.

Troszkę pobłądziliśmy na wyjściu z Beeskow, ale po przejściu przez las na przełaj znaleźliśmy się na właściwej drodze. Wyjście, podobnie jak z Frankfurtu, drogą asfaltową z barierami po bokach. Mijamy ruchliwą obwodnicę i po przejściu przez las docieramy do wioski Kohlsdorf, a chwile później Stremmen. Stąd przez las do Briescht.

Mijamy odbudowany most zwodzony i wchodzimy na łąki. Droga przechodzi w leśną i dołącza do starego nasypu kolejowego, który przez jakiś czas będzie nam towarzyszył. Linia kolejowa dochodziła zapewne do jednostki wojskowej, którą później minęliśmy. Poligon, prawdopodobnie poradziecki, jest otwarty, ale tablice ostrzegają przed chodzeniem po lesie. Za solidnym płotem jednostki inne tablice mówią o "schiesenwaffen benutzen moeglichkait". Nie zaprasza to do forsowania płotu, chociaż i tak nie mieliśmy takiego zamiaru.

Nasz szlak wiedzie generalnie po odludziu: łąki, lasy, bagna. Podziwiamy żurawie kroczące trawie lub też krążące nad nami. Idziemy też wzdłuż jeziora Gross Leuthener podziwiając miejscowość o tej samej nazwie. Do miejscowości jednak nie doszliśmy. Skierowaliśmy się w stronę miejscowości Biebersdorf.

W Biebersdorfie odpoczywamy na placu zabaw posilając się mielonką od Krakusa - przypomina się smak wycieczek z lat osiemdziesiątych. Po przekroczeniu drogi krajowej 87, muszelka nakazuje nam marsz wzdłuż drogi asfaltowej. Zaczynamy koronkę. Jednak po pierwszej dziesiątce, decydujemy się na "przeskoczenie" na polno-leśną drogę wzdłuż farmy wiatrakowej. Tą drogą, po odejściu od wiatraków i przejściu przez las, dochodzimy do Luebben. 

Luebben, Lubin albo Błota. To koniec (ósmego, najdłuższego, 42km) etapu od czasu wyruszenia ze Szczecina. W sumie można się tu dogadać po polsku. Szybko przemierzamy miasto, zdobywając się na niesamowity wysiłek. Po drodze odwiedzamy kościół, a wcześniej stację Aral (po pieczątkę). Zdążamy na pociąg. Przed samą stacją jeszcze jeden cmentarz żołnierzy radzieckich - w zasadzie w każdej miejscowości cos takiego jest i zawsze mamy pomnik z gwiazdą.


Komentarze (2): Pokaż/ukryj komentarze »

  • Anna :: 26.04.2018 18:10 Jesteście naprawdę niesamowici - podziwiam! Życzę słońca i wytrwałości:) Anna
  • Grzesiek :: 27.04.2018 13:55 Staramy się nadrobić zeszły rok. Odległości od domu są coraz większe, więc to chyba ostatnie jednodniówki.


Dodaj komentarz »

Grzegorz Szkibiel :: 10.04.2018 08:49
7 Kwietnia: Słubice -- Beeskow

W zeszłym roku mieliśmy dojść daleko w Niemcy. Tymczasem okazało się, że przez 11 miesięcy staliśmy w miejscu. Wszystkie plany, jeden po drugim waliły się, jakby jakaś siła powstrzymywała nas od dalszej drogi. Wreszcie, zdecydowaliśmy się na kolejny etap "dojazdowy": 5.00 rano wyjazd ze Szczecina samochodem, o 6.50 zostawiamy pojazd na parkingu we Frankfurcie. Stamtąd tramwajem i autobusem jedziemy na start, czyli tam gdzie skończyliśmy poprzedni etap.

Ruszamy o 7.30. Mijamy Odrę i tym razem idziemy przez Frankfurt bez korzystania z komunikacji miejskiej. Na chwilę zatrzymujemy się przed Kościołem Mariackim gdzie jest informacja na temat Dróg Jakubowych oraz paskorzeźba Apostoła. 

Frankfurt nad Odrą stopniowo staje się punktem wyjścia dla Niemieckich Dróg Jakubowych. tak przynajmniej można wywnioskować z opisów zawartych na poniższej stronie oraz na tablicy przed kościołem napisanej także w języku polskim.

https://brandenburger-jakobswege.de/Jakobswege

Spośród dróg opisanych pod powyższym linkiem, my wybraliśmy tę prosto na Lipsk. No cóż, naszym celem jest jednak dotrzeć do Santiago możliwie najkrótszą drogą, a zwiedzanie Niemiec pieszo zostawiamy na następną okazję. 

Drzwi do kościoła były zamknięte, więc po chwili poszliśmy dalej. Po przejściu przez park miejski z pomnikiem z minionej epoki zbliżylismy się do nasypu kolejowego o na prawdę imponujących rozmiarach. Następnie tunel pod torami, a tuż za tunelem ktoś z  niewiadomych względów postawił latrynkę. Przydała się. 

Kolejny punkt trasy, to przejscie przez autostradę Warszawa - Berlin. Tu nosi ona nazwę Freiheit Autobahn. 

Tuż za autostradą żegnamy Frankfurt, ale przysiółki ciągną się dalej. Miejscowość Gueldendorf: szykuje się jakaś impreza przy remizie. Ustawiane są stoły, dymi się palenisko. Zastanawiamy się, czy przypadkiem nie jest to dzień Św. Floriana, ale patronem dzisiejszego dnia jest Św. Jan Chrzciciel de la Salle. Chwilę później naszą uwagę przykuwają olbrzymie żonkile na skrzyżowaniu.

Po minięciu miejscowości, potem ruchliwego skrzyżowania ze światłami stajemy przed pierwszą alternatywą: iść przez wioski, czy też po lesie? Po lesie wydaje się nieco krócej, a i droga przyjemniejsza, ponieważ obydwaj raczej nie lubimy nawierzchni asfaltowych.

Nasza droga jest najpierw polną alejką, która przechodzi w leśną przecinkę, a kończymy idąc na przełaj do majaczącego między drzewami asfaltu, który właśnie się kończy.

Dalej kontynuujemy przez las do Muelrose. Tu spotykamy muszelkę na słupie -- idąc tylko i wyłącznie wg muszelek bez gpx-ów, tudzież map, nie doszlibyśmy chyba zbyt daleko...

 

  Drogi, które my nazywamy pielgrzymkowymi, czyli lekko lub w ogóle nie utwardzone kończą się przy wejściu do miejscowości. Potem zaczyna się ulicówka, lub chodnikówka. Atrakcje typu stary młyn, lub odnowione koło młyńskie są w sumie jedynymi w tym rejonie. No, można jeszcze dodać duże żonkile. Mamy problem z językiem niemieckim, mieszkańcy zagadują nas przyjaźnie, a my poza "Guten Tag" i "Danke", to w sumie nic. Angielski w tych stronach jest raczej mało popularny. Mimo to udaje nam się zamówić kebab u Turka. Miał być mały (chyba, że "klein" znaczy też coś innego). Zastanawiamy się dalej jak wygląda duży kebab.

Nie powiem, że po tym jedzeniu szlo się lżej, ale w końcu minęliśmy Muellrose i weszliśmy na drogę leśną wzdłuż torów kolejowych. Wciąż lasem doszliśmy do miejscowości Mertz. Tu drogi pielgrzymkowe skończyły się. Idziemy mało uczęszczaną (na szczęście) drogą rowerową. W miejscowości Ragow, muszelka nakazuje nam skręcić w wyjątkowo wąską i ruchliwą droge lokalną. Dochodzimy nią do Beeskow.

To już końcówka, ale mimo 33 km w nogach musimy dramatycznie przyspieszyć. Z daleka widzimy przejeżdżajacy pociąg. Musimy zdążyć na następny, a po drodze jeszcze pieczątka w lokalnym muzeum. 

Mijamy most na Szprewie i wchodzimy do muzeum. Pani przy kasie biletowej szybko orientuje się o co nam chodzi i jeszcze szybciej wyjmuje pieczątkę. Przy okazji dowiadujemy się, że stempel po niemiecku, to... Stempel. Na odchodnym coś tam wymamrotałem łamaną niemczyzną, że musimy zdążyć na pociąg. Zdążyliśmy: teraz do Frankfurtu, męczący przemarsz do samochodu -- 36 km w nogach, no i już bez problemów do Szczecina.


Dodaj komentarz »

Grzesiek i Jacek: Szczecin -- Santiago

Autor: Grzegorz Szkibiel
Ostatni wpis: 12.06.2018 08:28
Odwiedziny: 8457 (od 24.04.2017)