06/2025
Grzesiek i Jacek: Szczecin -- Santiago
| « Starsze wpisy | Nowsze wpisy » |
Grzegorz Szkibiel :: 20.06.2025 20:54
29 lipca 2024: San Juan de Ortega -- Burgos
To już ostatni etap w tym roku. Wszyscy dzisiaj poderwali się w środku nocy i obudził nas gwar o 4:45. Nawet była mała kolejka do łazienki... Wszyscy sie gdzieś śpieszyli...


Ruszamy drogą przez las, światełka latarek są przed nami i za nami. Idziemy, powiedzmy, dostojnym krokiem. Droga pielgrzymkowa kończy się w jakiejś wsi. Dalej jest szosa. Szlak prowadzi równoległą ścieżką z zakosami, przez jakiś most. Znowu trafiamy na asfalt. Wszyscy nim idą, to my też!


Dochodzimy do kolejnej wioski i tu jemy śniadanie. Mija nas bardzo wesoła ekipa sześciu pielgrzymów. Inna grupa przysiada obok. Wstajemy i idziemy. Skręcamy w lewo, ni to szutr, ni to kamienie, czy skała. Takie coś pomiędzy. Po lewej jest nieźle obwarowana, dwoma płotami zona militarna. Ciągniemy pod górę.


Około szczytu odmawiamy różaniec. Z góry widać już jakieś rozległe miasto. Charakterystyczny biały budynek pokazuje drogę. To już jest nasz cel: Burgos.


Schodzimy z góry i miasto przybliża się stopniowo. W pewnym momencie szlak skręca w lewo. Znaki są wyraźne, ale nasza mapa pokazuje trasę na wprost. Tak też idziemy. Pojawiają się stare znaki, przekreślone. Musiało się coś zmienić. Ale idziemy twardo, bo przecież "zawsze można się wrócić". Wyraźna droga skręca w prawo, a my taką zarośniętą idziemy na wprost. Cel wyraźny jest przed nami. Około 8:30 zaczyna się mocny skwar. Smarujemy się, a chwilę potem odmawiamy koronkę.


Duży, biały budynek, który pokazywał nam drogę okazał się siedzibą Pepsi. Wcześniej jeszcze minęliśmy psiarnię, znaczy schronisko oraz autostradę. Szerokimi ulicami z wąskimi chodnikami, omijając jakieś torowiska, dochodzimy da jakiejś cywilizacji. Można wypić kawę i pozbyć się środka na pluskwy. Nie przydał się, ale to dobra nowina.


Przy okazji kawy, zdobywamy też pieczątkę. Potem już idziemy ulicami, trochę też trasą nad rzeką. Potem znów ulicami dochodzimy do supermarketu. Zakupy robimy juz inne niż zwykle, bo to już końcówka na ten rok. Chodnikami dochodzimy do dworca, który jest dosłownie w szczerym polu... Stąd jedziemy do Madrytu, potem samolotem do Berlina i przez znajomego, samochodem osobowym do Szczecina. Gdzieś w pociągu zgubiłem muszelkę, którą niosłem, praktycznie, od początku. Szkoda...
Grzegorz Szkibiel :: 19.06.2025 11:08
28 lipca 2024: Belorado -- San Juan de Ortega
Etap 97. Dziś nie szliśmy wzdłóż szosy. To już przedostatni etap w tym roku. W San Juan de Ortega stuknie 2750 km. Podobno jest msza wieczorem.



Przy kościele (zamkniętym) wyglądającym jak forteca, zatrzymujemy się na śniadanie. Jest ławeczka. Nie ma jeszcze siódmej. Słońce schowało się za chmury i jest raczej chłodno.


Dalej idziemy drogą pielgrzymkową i dochodzimy do karczmy na rozdrożu. Oznaczone muszelkami i kilku pielgrzymów już popija kawę. Dołączamy do nich.


Robimy jeszcze zakupy w miasteczku i ruszamy w obłoki.


Góra, czy wzgórze ma 1141 m npm. W Pirenejach bylismy na wysokości 1400 m. Startujemy teraz z wyższego poziomu i jest zdecydowanie lepsza pogoda. Minusem jest brak widoków.


Na zejściu chmury rozpraszają się i zaczyna być normalnie, znaczy gorąco. Szeroka przecinka leśna kompletnie nie daje cienia.


Dodatkowo jeszcze dokuczają nam muchy, które nagle uaktywniły się. Ale to już końcówka etapu. Jeszcze czekamy 40 minut na otwarcie schroniska. Przy okazji zwiedzamy kompleks klasztorny San Juan. Część klasztoru to schronisko.



W przewodniku napisali, że codziennie jest msza dla pielgrzymów. Minęła 18 i 19, ale żaden duchowny się nie pojawił. Karczma była czynna, ale i tam nic nie wiedzieli o mszy. Doczekaliśmy czasów, kiedy w dzień powszedni nie ma chętnych na mszę, a żeby było zabawniej, to Jezus serwował piwo w karczmie. Tu byli chętni...