Camino de Santiago

To nie droga jest trudnością... To trudności są drogą...

NOWY! HYDE PARK - czyli to co się nie mieści w wątkach a warto poruszyć

NOWY! Autor: dobrylibero | Dodano: 2014-08-11 22:50:36


Idąc za radą Wiesława 60+, otwieram wątek Hyde Park - na wszelkie dyskusje, które nie mieszczą się w wątkach dotyczących bezpośredio Camino, a czasami warto o nich powiedzieć - dla podnoszenia jakości forum. Unikajmy tylko plotek i wzajemnego obrażania się.

NOWY! Autor: dobrylibero | Dodano: 2014-08-11 23:05:08


@on57

Wicklow mountains - parę kilosów ode mnie. Niskie i łagodne górki, super pod rower.

NOWY! Autor: Row. | Dodano: 2014-08-12 00:03:06


"super pod rower" i od razu zrobiło mi się wesoło :) Niezdecydowanym na pieszą wyprawe  zachecam rowerem na Camino w Hiszpanii i oczywiście w Polsce też. Pozdowienia z Polskich Gór.

NOWY! Autor: libero | Dodano: 2014-08-18 21:07:28


Chciałem przeprosić użytkowniczkę Gosię za to, że w lipcu w wątku "Ile pieniędzy średnio na dzień" zachowałem się wobec niej jak cham - popsułem przez to mocno atmosferę na forum. Moja aktywność tutaj chciałem zawsze żeby była budująca i odzwierciedlała ducha Drogi, którym się mocno zaraziłem rok temu. Jak widać nie wystarczająco mocno żebym sobie czasami nie pozwalał na aroganckie wyskoki. Gosiu - przepraszam. To co tam wypisałem o Twoim nastroju NIE było prawdą i już pisząc to czułemm, że kłamię.

 

Buen Camino wszystkim

 

P.S. Od dzisiaj będę używał tutaj nicka libero i kontynuował podpisywanie się tym jednym we wszystkich moich postach tak jak to czyniłem dotychczas (może oprócz poezji). Pzdr

NOWY! Autor: Gosia | Dodano: 2014-08-19 10:54:43


Na tak złożoną samokrytykę, mogę jedynie powiedzieć "wybaczam".

A poważnie to myślę, że mógłbyś przeprosić samego siebie. 

Pozdrowienia znad plecaka - jutro ruszam do Częstochowy.

 

NOWY! Autor: libero | Dodano: 2014-08-23 13:24:30


CAMINO I SPRZĘT

 

I co teraz biedna “Basia na dłużej” ma zrobić? (pieję tutaj do dyskusji z wątku "Camino 2014") Jedynym logicznym wnioskiem jest taki - nie iść na Camino. Jest do tego zupełnie nieprzygotowana sprzętowo – przynajmniej taki wniosek można wysnuć z wpisów. Z całym szacunkiem ale to ta atmosfera która zapanowała - kreowanie sprzętu niemal na system religijny, właśnie produkuje sójki wybierające się za morze. Bo to właśnie zasiewa wątpliwości w głowach potencjalnych wędrowców na 5 minut przed ich wyjściem z domu.

 

Biegam długodystansowo. 3-4 razy w tygodniu. Jestem w bieganiu amatorem - po prostu sprawia mi to frajdę. W biegach startuję dla uczestnictwa, nie dla wyniku. Za sąsiada mam chłopaka Irlandczyka (20lat), który jeździ na rowerze. Wydaje się maniakiem kolarstwa, często razem rozmawiamy. Jest zresztą fanem Michała Kwiatkowskiego i Rafała Majki.

 

Akurat od roku jestem w kiepskiej kondycji finansowej, biegam w tym co mam. Nie są to termo-koszulki i obcisłe trykoty, ale zwykłe T-shirty i luźne spodenki. Buty są ok, ale żadne profesjonalne. Zbieram na profesjonalny pedometr z wbudowanym GPS, póki co biegam ze stoperem w komórce, na trasach, których odległość dawno temu wymierzyłem. Biegam i biegam coraz lepiej.

 

Irlandczyk ma wypasiony sprzęt w każdym calu. Widzę jak rower rozkłada na części i go pucuje w ogródku raz w tygodniu. Niedawno zepsuł się mu licznik rowerowy z GPS. Dla niego to podstawowa rzecz - po każdej jeździe zrzuca dane z licznika do specjalnej aplikacji, bada średnio osiągi, kalorie, nawet profil terenu. Odkąd mu się zepsuł licznik przestał jeździć. Pytam się dlaczego - "No jak, przecież bez tych danych, to nie ma sensu". To jest profesjonalizm? Według niego tak, według mnie nie. W każdym razie na teraz nie jeździ, a więc jeździ coraz gorzej.

 

Na swoje Camino miałem tydzień na przygotowanie i spore ograniczenia budżetowe, stąd tylko kupiłem buty. Poszedłem z plecakiem Campus Tibet 70 (obstawiam, że na Allegro już takich nie ma nawet w dziale starocie), który nabyłem w drugiej połowie lat 90 za kosmiczne wtedy 220zł. Nawet przez moment ten wybrakowany, podarty miejscami plecak z zepsutym zamkiem, który był ze mną wszędzie (na wyprawach stopem, spał po rowach, tonął w rzece po wywrotce kajaka) nie był na Camino problemem.

 

Gadajcie o sprzęcie jak macie taką potrzebę, nie podważam waszej znajomości tematu, a tym bardziej nikomu nie śmiem dyktować tematów do rozmowy. Ale zaporowe wnioski, które wyciągacie – zły / dobry albo dasz / nie dasz rady są w przypadku Camino nietrafione. Camino to nie wyprawa w dzikie góry Tasmanii, albo na biegun. Większość z tych parametrów na Camino nie gra większej roli, albo są bardzo łatwe do ominięcia, zrekompensowania czymś innym, bo Camino to nie jest technicznie trudny szlak. Wyjście w Tatry (gdzie chodzą miliony turystów) jest technicznie trudniejsze niż najtrudniejszy etap Camino, przynajmniej francuskiego. Trudnością Camino jest jego długość, kryzysy, które człowieka łapią raz po raz, przymuszenie się do otwartości na ludzi itd. Potrzeba takich parametrów jest tam pusta.

 

To samo z wagami plecaków. Oczywiście 6, a 12 kg robi różnicę i to dużą. Ale 6 a 7 żadnej. Tym bardziej, że kluczowa jest tu waga, budowa ciała i kondycja wędrowca, a tych najczęściej nikt nie podaje.

 

Te puste parametry przywodzą mi na myśl historyjkę z jednym Malezyjczykiem, który niedawno kupił MacBooka za 1600 euro, bo go sprzedawca oczarował długą gadką o jego super parametrach. Nawet go nie potrafił odpalić na dzień dobry, musiałem mu skonfigurować parę spraw. On go używa tylko do maili, facebooka i do oglądania filmików na youtube. Jeśli chodzi o komputer jest totalnie zielony i taki pozostanie, bo spełnia się w pracy w sklepie rybnym (jako Azjata mam do tego predyspozycje) i komputerami się nie interesuje. W ten sposób wyrzucił w błoto co najmniej 1000 euro. Miałby za to luksusowe Camino.

 

Mój zakup butów przed Camino wyglądał tak – wszedłem do sklepu górskiego i powiedziałem: “Potrzebuję wysokie buty na Camino, maksymalna cena 120 euro, do tego skarpety”. Sprzedawca mi doradził, wyczułem, że się zna. Dał mi 3 pary do przymierzenia. Ostatecznie wybrałem tę pierwszą, do tego 2 pary skarpet (US Marines czy coś w tym stylu). Wszystko się sprawdziło idelanie. Buty nadal wyglądają jak nowe, skarpeta z sentymentu po Camino robi mi za zakładkę do książki (wyprana).

 

Największą trudnością związaną z Camino jest ucięcie w pewnym momencie wszelkich wątpliwości i wyjście z domu z tym co się ma (i uznanie, ze nic lepsze na tą wyprawę już nie zdobędziemy). Bo jest zasadniczą różnicą – zostać ekspertem w dziedzinie sprzętu trekkingowego, ale wędrować palcem po mapie, a pół-laikiem, który jednak się decyduje, że pewnych rzeczy nauczy się w praniu i przestępuje odważnie próg domu.

 

I na koniec jeszcze jedna historyjka niedoszłego wędrowca. Inny znajomy Irlandczyk jest maniakiem podróżowania, póki co głównie palcem po mapie. Przez dwa lata snuł mi plany wyprawy rowerowej z Irlandii do Azji. Mapy pościągane, setki godzin spędzone na lekturze stron w necie. Pozostał problem główny – dobry rower. Do jego parametrów przywiązywał totalną wagę. Rower miał być najlepszy na rynku. Zbierał na niego do czasu, na resztę zdecydował się wziąść kredyt. Rok zakupu roweru miał być rokiem wyprawy. Kupił go wczesną wiosną 2014. Po tygodniu zaparkował go na pobliskim campusie, dobre zapięcie itd. Cały obiekt monitorowany, zapiął go 50m od budki ochrony. Wrócił po godzinie. Roweru nie było. Strażnik nawet pokazał mu na monitorze twarz złodzieja i moment jak tamten przyjechał starym gratem, a odjechał jego cackiem. Za 15 minut zresztą wrócił i ukradł drugi rower. Po grata już nie wracał. I tak ów Irlandczyk (który jest w ogóle bardzo w porządku) został znowu Dyziem Marzycielem, wędrójącym palcem po mapie. Z kredytem na dokładkę, który nadal spłaca.

 

Podsumowując, nie mam nic przeciwko dyskusjom o sprzęcie - jak ktoś lubi, niech sobie dyskutuje. Na wszystko jest miejsce. Ale jakość sprzętu nie jest warunkiem zaporowym przejścia Camino, więc nie straszcie ludzi.

 

P.S. I teraz czekam na wszystkich sprzęto-maniaków na odzew. Możecie po mnie jeździć. Jestem gotowy i się nie obrażę. Ale argumenty proszę Państwa, nie inwektywy.

NOWY! Autor: marta | Dodano: 2014-08-23 14:06:54


Libero @

Nie wiem dlaczego ale jakoś dziwnie się dzisiaj z Tobą zgadzam, poza jednym wyjątkiem,Ty miałeś Campusa a Basia chciała pójść z workiem foliowym na plecach, polubiłam ją, nie chciałam aby frajda z wędrówki przerodziła się w katorgę , dlatego zapytałam , co to znaczy plecak nieprzemakalny. NIe chciałam wywoływać dyskusji, Basia naprawi swój błąd kupi inny, bilety już ma, więc sójka jest gotowa do odlotu. Reszta jest tak jak piszesz, jeśli ktoś chce pójść to i tak pójdzie dokądkolwiek zechce , choćby w skarpetkach przez siebie zrobionych na drutach.

Pozdrawiam

NOWY! Autor: Wiesław 60+ | Dodano: 2014-08-23 14:45:55


Do libero tym razem zgodzę się z Tobą. Chciałem oszczędzić Basi katorgi na Camino z plecaczkiem na zakupy dlatego zabrałem głos. Przeszedłem Camino z dziewczyną 50+ spotkaną po drodze, która miała plecak 60 L, o wadze ponad 12kg i praktycznie poszła na wedrówkę bez przygotowania. I DAŁA radę !!!!!!!!. Szliśmy razem 700 km

NOWY! Autor: libero | Dodano: 2014-08-23 14:50:26


@Marta

Nie wiem co to znaczy plecak nieprzemakalny, tzn. rozumiem słowo, ale ponieważ takiego nie mam, nie wiem jak te "nieprzemakalne" sprawdzają sie w realu. Bo czymś innym etykietka marketingowa, a czymś innym życie. Tu by trzeba było zapytać znawców. Wiem jedno, że mój Campus jak na spływie zaliczyłem wywrotkę i cały się na ok. minutę znalazł w rzece, to z wierzchu był mokry, ale popakowane w podwójne worki ciuchy w środku nie były mokre wcale. To był lipiec, plecak wysuszyłem w 3-4 godziny i byłem gotowy do dalszej wyprawy.

 

Na Camino raz mi totalnie przemokły, a wręcz się zabłociły rzeczy, w tym jedyny ręcznik, bo akurat je suszyłem na dworze w alberdze, kiedy nastąpiło oberwanie chmury (totalne, z gradobiciem). To było w Burgos. Następnego dnia, a byłem już w trasie z 8 dni, zafunodwałem sobie jedyny nocleg w droższym, prywatnym albergu (ok. 10 euro). Z ręcznikami, bielizną pościelową, pralką i szuszarką (te ostatnie płatne osobno). Taki dzień wakacji na Camino. Tam doprowadziłem wszystkie ciuchy do ładu, oprałem się i byłem gotowy do drogi jak w pierwszy dzień. Chodzi mi o to, że na wszystko da się znaleźć rozwiązanie, szczególnei na Camino, gdzie mnóstwo pomocnych ludzi, sklepy itd. Nie trzeba być od razu na dzień dobry zabezpieczonym na każdą ewentualność. Elastyczność i pomysłowość na wyprawie jest ważniejsza niż zabezpieczenia.

 

Przemakalny, nieprzemakalny - nie ma reguły. Ja nie jestem przeciwko drogiemu, wysokiej jakości sprzętowi. Jak mój Campus padnie, też mam zamiar kupić dobry plecak, który mi posłuży z 15-20lat. Jestem przeciwko sprowadzaniu iść / nie iść na Camino do kwestii sprzętu. Bo to nie jest prawda. Spotkałem gościa, który przeszedł Camino z torbą sportową na ramię i siatką z północnej Irlandii - będzie grubo ponad 2500km (a ponieważ na siatce było logo sklepu, który jest tylko w Irlandii, wiem, że niósł ją z domu). Nie twierdzę, że mu było wygodnie, ale jak poznałem jego sytuację finansową, to wiem, że na dobry sprzęt go nie było stać. Przeszedł je i ponieważ nadal jesteśmy w kontakcie, wiem, że Camino było dla niego wyprawą życia.

 

A jak polubiłaś Basię, to dla mnie podstawa. Jak ludzie szukają towarzyszy na Camino, to swojego dobierałbym nie pod kątem jakie języki zna i czy ma transport, tylko czy nadajemy na wspólnych częstotliwościach. Bo jak jest chemia między ludźmi (no dla mnie jeszcze wspólne poczucie humoru) to z największej opresji można wspólnie wybrnąć.

NOWY! Autor: libero | Dodano: 2014-08-23 14:56:27


Spoko Wiesław. Mój artykuł zresztą tradycyjnie nie jest pianiem do nikogo personalnie. Ale polemiką z klimatem który się wytworzył w wątku, pewnie jako splot wielu wypowiedzi. Basia ma pewnie sporo wahań od ilości porad, które słyszy. Chciałem jej wyklarować przekaz - obojętnie z jakich porad skorzysta, najważniejsze, żeby iść. Pozdrawiam

NOWY! Autor: slowo | Dodano: 2014-08-27 16:54:16


Zgadzam się z Wami, ale tylko dlatego, że w zeszłym roku byłem na Camino (zresztą za kilka dni jadę ponownie, tym razem na północne). 

Dla wielu moich znajomych mój wyjazd na Camino był czymś zupełnie szalonym, "gdzie będziesz spał?", "ile będziesz robił kilometrów dziennie?", "a co jak nie dasz rady?", "jak wrócisz do Polski?", "a co jak się nie dogadzasz?" to były normalne pytania ludzi, dla których wczasy kojarzą się z wyjazdem zorganizowanym i "all inclusive". Żeby zrozumieć, że Camino można przejść w klapkach (a widziałem takie sceny, gdy dziewczyna zdrowo powyżej 100 kg żywej wagi miała do plecaka przyczepione firmowe buty) trzeba mieć duszę wędrowca i odrobinę szaleństwa w sobie i po prostu zdecydować się ruszyć w nieznane, niekoniecznie w pełni przygotowanym i z pełnym wyposażeniem. W końcu Hiszpania to nie koniec świata i zakupy można zrobić również tam.

Tak sobie tylko myślę, że jak człowiek wreszcie ruszy te swoje cztery litery z domu i wyjdzie na Szlak to stwierdzi, że jest to najpiękniejsza rzecz w życiu (oczywiście oprócz żony i dzieci), która go spotkała, czego sobie i Wam życzę...

NOWY! Autor: hlin | Dodano: 2014-08-27 20:31:31


do Libero (i to dobrego :) )

Mądry i rozsądny wpis, który wniósł nieco rzeczywistości (bo oparty na faktycznym i wlasnym doświadczeniu) do dyskusji,która sam śledziłem, dochodząc do wniosku że faktycznie cokolwiek wybrałem kompletujac sprzęt na przyszłoroczne Camino - zrobiłem źle. Koniec końców wzruszyłem ramionami i stwierdziłem, że niech się dzieje co chce, a idę tak jak się przygotowałem, nawet jeśli Camino zweryfikuje błędy. Dziękuję za wpis, który z pewnością przeważy niejedną szalę w podejmowanej decyzji.

hlin 

NOWY! Autor: libero | Dodano: 2014-08-27 20:55:03


@hlin

Bo ja jestem w gruncie rzeczy rozsądny gość, z lekkim wychyleniem na ostrą jazdę bez trzymanki;)

A tak serio, mnie Camino nauczyło też w pewnych sytuacjach puszczać kurczowo ściskane lejce. I jak to robiłem, zauważyłem, że nic się nie sypało, ciagle byłem na "kursie i na ścieżce", a często wręcz po tym otwierały się jakieś nowe horyzonty. Gdybyś spotkał karzełka idącego do Santiago o dwóch kulach, nawet w momencie co na siebie wpadliśmy, bez wody i zobaczył tą jego spokojną determinację na twarzy, też byś tak miał. Dlatego tu będę zawsze uchylał furtkę dla tych "wybrakowanych" co mają poczucie nieprzygotowania. Dla perfekcjonistów lepsze są inne, bardziej wymagające trasy, Camino to opcja dla wszystkich, w tym "potłuczonych". Dzieki za miły wpis i pozdrawiam

 

NOWY! Autor: begonia | Dodano: 2014-08-27 23:18:37


Libero,

napisz mi proszę, jak na Camino wygląda sprawa komunikacji w językach obcych. Podjęłam dzisiaj (zupełnie dla siebie niespodziewanie) decyzję o wyruszeniu na szlak, rozpracowałam trasę dojazdu i powrotu, i jak do jutra bilety na samolot nie podrożeją to je kupię i wtedy już nie będzie odwrotu. Jednakże teraz jak siedzę i myślę to wychodzi na to, że posługuję się jedynie jakimiś podstawowymi zwrotami angielskimi, ze zrozumieniem co kto do mnie mówi jest jeszcze gorzej. Tak więc czy z takim potencjałem powinnam się tam w ogóle wybierać, czy jednak powinnam sobie znaleźć kogoś bardziej światłego do towarzystwa? Jak to wygląda na miejscu? 

P.S. Myślałam, że w zwykłym T-shirtcie biegam tylko ja :)

NOWY! Autor: libero | Dodano: 2014-08-28 00:04:47


Jak na Camino wygląda kwestia komunikacji w języka obcych - z mojego doświadczenia o niebo lepiej niż w jakimkolwiek innym miejscu, w którym przed i po Camino byłem. Bo ludzie za wszelką cenę próbują się dogadać, chociażby gestami, nie oceniają, są cierpliwi, dużo żartu, zabawnych minek.

 

Ciekawa dyskusja na ten temat miała miejsce w tym wątku w dniach 30-31.07.2014. Może też wcześniej, ale na tym forum jestem regularnie dopiero od czerwca.

 

Ogólnie wiadomo - znajomość jakiegoś języka zawsze się przydaje na plus. Nie ma to jak sobie ciekawie i dogłębnie pogadać z kimś z zupełnie innego kraju, z innym spojrzeniem na sprawy, bez ściemy i strojenia piórek. Ale brak znajomości języka, nie jest żadną przeszkodą. W albergach, nawet jak nie mówisz w żadnym języku, wszystko za Ciebie zrobią na wejściu, w sklepach kupisz to co chcesz kupić, zwłaszcza, że są po większości samoobsługowe. A i kompanów do rozmowy znajdziesz na 100%. Prawie codziennie spotkałem chociaż jednego Polaka, są Słowacy, Czesi, z którymi się dogadasz o wszystko, każdy we własnym języku. Taki wyjazd może być w gruncie rzeczy super motywujący, żeby się po powrocie zacząć uczyć intensywnie. Bo czasami trudno o motywację wcześniej, jak wokół wszyscy mówią po polsku, a ty nie bardzo wiesz czy kiedykolwiek ci się język przyda.

 

Nawet zabawna historyjka z językami związana - postanowiłem iść do spowiedzi w katedrze w Santiago (taka niespodziewana skrucha mnie chwyciła po miesiącu wędrówki;)) i zacząłem po angielsku. Ksiądz się za chwilę spytał skąd jesteś, po czym zaczął do mnie mówić po polsku. Na konfesjonale nie było napisu, że spowiedź po polsku. Widać było, że mu to sprawia trudności, ale sam chciał - trochę go musiałem na niektóre słówka naprowadzać (wybierałem te łagodniejsze wersje dla mnie), ale powiedział mi jedną rzecz na mój temat, trafioną w 100%, której mi nigdy nikt wcześniej nie powiedział. Łamanym polskim. Tak, że przekaz nie zawsze musi być perfekcyjny gramatycznie, żeby trafił w sedno.

 

Pozdrawiam

 

P.S. Biegam też w dwóch T-Shirtach z Camino. To te najbardziej sprane i wyblakłe od hiszpańskiego słońca.

 

NOWY! Autor: libero | Dodano: 2014-08-28 00:16:44


Acha, wszystko co napisałem odnosi się do Camino Francuskiego. Może na innych, bardziej dzikich i wyludnionych, sprawa już nie wygląda tak hop-siup.

NOWY! Autor: Wiesław 60+ | Dodano: 2014-08-28 05:31:50


Z moich obserwacji , a i czasami doświadczenia na Camino często obowiązuje Lingua Peregrinio czyli krzyżówka języka migowego (ręce troszkę bolą) angiielskiego i wszystkich słow jakie znasz w innych językach. Tak jak pisał Libero jak chcesz z kimś porozmawiać to porozmawiasz. W przewodniku p. Kołaczkowskiego masz podstawowy słowniczek hiszpański i warto tych parę słów sie nauczyć. Buen Camino

NOWY! Autor: begonia | Dodano: 2014-08-28 09:22:35


Wiesławie, Twoje "buen camino" spowodowało, że poczułam się już jak peregrino ;)
Pakowanie mojego plecaka, kupionego w II poł. lat.90 ubiegłego wieku za mniej niż 220zł staje się coraz bardziej realne. Skoro piszesz Libero, że z komunikacją na szlaku nie ma problemu... Chociaż nie mogąc sobie ciekawie i dogłębnie porozmawiać z kimś z innego kraju zapewne wiele stracę. Jeżdząc w kierunku na wschód od Europy bardzo ceniłam sobie tego typu rozmowy. Co prawda, zanim kupiłam placak miałam przez krótki czas kontakt z językiem hiszpańskim, ale dzisiaj, niestety, tłuką mi się po głowie jedynie zupełnie nieprzydatne na tej drodze zwroty typu "Manolo intenta ligar" i "aquardiente es lo mejor" ;) Chociaż, chociaż było przecież jeszcze "Vaja con Dios". Nie jest źle ;) Bardziej chyba przeraża mnie wizja komunikacji na dworcach i lotniskach (konfesjonał odpuszczam ;) Niechybnie będę musiała wtedy przyjmować jakąś pochodną postawy koreańskiej. Czyli będę się długo zastanawiać, ale nic nie odpowiem ;)

Nie byłabym jednak sobą, gdybym przed zakupem biletów nie rzuciła na koniec dramatycznego pytania: Może jednak ktoś się wybiera w drugiej połowie października na Camino?!!!

 

NOWY! Autor: Gosia | Dodano: 2014-08-28 10:04:32


Begonia (mam sentyment do tego imienia, bo zaczynałam moje camino w katedrze Santa Begonia w Bilbao i tak nazywała się właścicielka pensjonatu w Muxii). Może poszukaj mini rozmówek. Widziałam takie chyba w tesco za 5 zł. Albo na allegro. Dasz radę. Jesli dobrze zrozumiałam, to znasz rosyjski, a na camino trafiają się też nasi wschodni sąsiedzi. Co do komunikacji - mnie się zdarzyło, że Pani z informacji wręczyła mi mapkę metra, wyszła zza swojego okienke, pomogła kupić bilet w automacie, pokazała gdzie iść. Pewnie, że znajomość języka pomaga, ale nie jest niezbędna, by przejść camino. Moje camino od początku do końca układało "się samo". Wszystko się działo jakoś tak bez mojego wysiłku. Tak po prostu, jak miało być. Wystarczy zaufać i puścić kontrolę, a wszystko będzie działo się dobrze i we właściwym kierunku. Jak to na camino.

Buen camino dla Ciebie i odezwij się po powrocie, jak było u Ciebie.

 

NOWY! Autor: Asia | Dodano: 2014-08-28 10:05:56


Jeśli chodzi o język, to myślę, że to nie powinien być problem typu - "nie znam języka, czy mam iść na Camino?". Iść. Oczywiście, że iść. Znajomość języków obcych nie jest konieczna nigdzie. Nawet na dworcach i lotniskach króluje pismo obrazkowe.

Z drugiej jednak strony chyba codziennie przychodziła mi do głowy myśl - jak dobrze, że znam angielski. Duży urok Camino to właśnie międzynarodowe rozmowy, właśnie po angielsku. Idąc "normalnie", bez szaleństw, często spotyka się na noclegach tych samych ludzi i niesamowite jest to, jak rozmowy stają się coraz bardziej ciekawe i głębokie. Jeśli ktoś więc trochę zna angielski, niech go sobie odkurzy przed wyjazdem. Przydaje się to także w komunikacji pośredniej z miejscową ludnością. Bardzo często znajomi hiszpańscy pielgrzymi tłumaczyli mi na angielski co np powiedziałą haspitaliera.

Na ostatnim noclegu przed Santiago, w Arzua, w czasie kolacji siedziałam z Amerykaninem i angielską rodziną. Amerykanin opowiadał o swojej przyjaźni z młodym Koreańczykiem, z którym przeszedł większość trasy francuskiej. (Gdzieś tam pod koniec ich drogi się rozeszły.) Chłopak prawie w ogóle nie znał angielskiego, jednak niesamowicie się do siebie zbliżyli. Jack miał nadzieję, że spotkają się w Santiago, a kiedy o tym opowiadał było widać, że w ich przyjaźni wspólny język nie miał zupełnie znaczenia.

NOWY! Autor: begonia | Dodano: 2014-08-28 10:41:02


Dzięki Gosiu za wsparcie :)

NOWY! Autor: begonia | Dodano: 2014-08-28 10:42:50


I Asiu ;)

NOWY! Autor: Basia na dluzej | Dodano: 2014-08-30 08:28:13


Wszystkim ktorzy wyrazaja tyle troski o mnie bardzo serdecznie dziekuje, musze jednak dorzucic, ze nie jestem ani tak niegramotna ani tak naiwna jakby to moglo sie z tych wzmianek o mojej osobie wydawac.  A skarpety i plecak nabyte pod wplywem informacji z forum uwazam za bardzo dobry zakup, chociaz tego ostatniego nie planowalam zmieniac i nawet gdybym z glupia frant poszla z "torba na zakupy" jak to ktos okreslil moj 35 l plecak przeciwdeszczowy to tez bym sobie doskonale poradzila - akurat byl w fazie testow, a ze byl bardziej splywowy niz marszowy to bylo zbyt oczywiste zeby o tym pisac, ale co sie usmialam to moje.

To jest pierwsza moja wyprawa piesza na ca 800 km, to fakt i po raz pierwszy posilkuje sie forum w takim zakresie i lektura postow nasuwa mi mysl, ze wiekszosc nie ma duzego doswiadczenia w podrozach a czesto gesto Camino to wlasciwie (jedyna?) podroz zycia czego w zadnym razie nie oceniam, ot tak tylko to zauwazam.

Mojego blogu o Camino nie bedzie. Nie pisze blogow z zadnych podrozy i to z roznych powodow, chocby jak to, ze troche jestem leniwa, troche nie mam czasu, dziele sie wrazeniami z przyjaciolmi, uwazam to za prywatne. Poza tym, o Camino powstalo juz tyle blogow, ze kolejny nie jest specjalnie potrzebny bo tez praktyczne porady sa szeroko dostepne a osobiste odczucia w moim przypadku nie koniecznie do obwieszczania swiatu.

Tak wiec szczegolowa relacja juz od pierwszych krokow z domu i z lekka trywializujac wypitych kawach po drodze czy zjedzonych batonikach u mnie wywoluje usmiech ale  na pewno przydaje sie innym, i to chodzi.  

 

NOWY! Autor: J | Dodano: 2014-08-30 16:33:17


"To jest pierwsza moja wyprawa piesza na ca 800 km, to fakt i po raz pierwszy posilkuje sie forum w takim zakresie i lektura postow nasuwa mi mysl, ze wiekszosc nie ma duzego doswiadczenia w podrozach a czesto gesto Camino to wlasciwie (jedyna?) podroz zycia czego w zadnym razie nie oceniam, ot tak tylko to zauwazam"

......."Mojego blogu o Camino nie bedzie. Nie pisze blogow z zadnych podrozy i to z roznych powodow, chocby jak to, ze troche jestem leniwa, troche nie mam czasu, dziele sie wrazeniami z przyjaciolmi, uwazam to za prywatne."

Tak sobie myślę,że z tych cytowanych fragmentów, każdy czytelnik tego forum poskłada sobie puzzle pewnej osobowości.

Dla mnie to jest to persona nastawiona na branie i zadowolona z siebie w tym względzie,gorzej już z dzieleniem się z innymi, czyli z dawaniem.

Tak mi wyszło z zabawy w psychologa przy weekendowym browarze no i na okoliczność miejsca w którym się z Wami moimi spostrzeżeniami dzielę-Hyde Park(to co się nie mieści w głowach a warto poruszyć).

Pozdrawiam

NOWY! Autor: Basia na dluzej | Dodano: 2014-08-30 19:31:50


Drogi J - probuj dalej, na razie niestety pudlo :)

NOWY! Autor: libero | Dodano: 2014-08-30 19:38:25


Buen Camino dla naszych siatkarzy gdziekolwiek mają dotrzeć. Polonia w Irlandii jest z nimi. Bo wychodzą...

NOWY! Autor: J | Dodano: 2014-08-30 20:49:03


@Basia na dluzej,

browar mi się kończy a tu kurde mecz siatkówki.W necie  na obczyźnie można go  obejrzeć np.tutaj

Miłego wieczoru

NOWY! Autor: libero | Dodano: 2014-08-30 20:55:24


Piątka, z tego samego linka ciągnę

NOWY! Autor: J | Dodano: 2014-08-30 21:02:32


.....a co z browarem?

NOWY! Autor: libero | Dodano: 2014-08-30 21:05:05


Lech i Tyskie bo ja z Poznania. Lidle Ireland dba o Polonię

NOWY! Autor: Basia na dluzej | Dodano: 2014-08-30 22:35:28


Nie zamierzam zabierac ze soba aparatu fotograficznego ani innej niz prosty telefon elektroniki poniewaz chcialabym uniknac konfliktu pielgrzyma z turysta jakiego doswiadczalam na przyklad podazajac sladami Chrystusa w Izraelu. Z tym aparatem w reku nie sposob sie skupic czy odddac medytacji bo czlowieka sciga koniecznosc lapania chwili i szukania kolejnego cudownego ujecia do pstrykniecia.  Nie mozna po prostu usiasc czy sie zatrzymac i sie zachwycic bo rzadzi nami aparat fotograficzny.  Ciekawa jestem czy ktos widzi to podobnie do mnie.  Zauwazylam rowniez, ze na moich wyprawach robie juz coraz mniej zdjec i jakos nie cierpie z tego powodu chociaz przychodzi mi czasami na mysl czy to przypakiem nie jest objaw nudy czy przesytu.  Wszystko co na swiecie jest w internecie na odleglosc kilku klikow wiec zadaje sobie pytanie po co to szalenstwo z tym pstrykaniem? Pamietam, ze spotkana kiedys w Afryce Amerykanka podrozowala wlasnie tak bez aparatu, bo bezpieczniej i lzej i wszystko jest w internecie ... i mozna spokojnie usiasc i sie zagapic i zadumac ....  A fotki z odbytych podrozy, moze krotko po przyjezdzie ciesza oczy a potem i tak sie do nich nie wraca - i co wy na to?

Przezyc Camino bez pstrykania - do tego sie wlasnie przymierzam :)

NOWY! Autor: Czytelnik | Dodano: 2014-08-31 00:38:29


Co do fotek to masz Basiu racje. Bo wszystko można potem zobaczyć w int. gdzie się bylo,więc zwykła komorka wystarczy.Mnie bardziej by interesowało jak się sprawdziło Twoje wyposażenie w drodze.I tu mam nadzieję że po powrocie podzielisz się z nami w tym temacie.Buen Camino

NOWY! Autor: boguskrowa@op.pl | Dodano: 2014-08-31 07:27:52


 

@ Basia

Ja ,będąc na Drodze Francuskiej nie zrobiłem ani jednego zdjęcia,nie mialem aparatu ze sobą.

Po powrocie do domu trochę mi brakowało tych pamiątek,ale dziś wiem,że nie to było najważniejsze na CAMINO.Przekonasz sie sama,jak TA wędrowka "namiesza".Przed wyjściem w DROGĘ,podobnie jak TY,myślałem  że to tylko kilometry,albergi i...Hiszpania.To też,ale....najważniejsze to  "TO COŚ".  A co...kiedy wrócisz z Hiszpanii i ponownie przeczytasz mój wpis to ...uśmiechniesz się.

Buen Camino

Bogdan 

NOWY! Autor: Basia na dluzej | Dodano: 2014-08-31 10:35:04


do Bogusia, tak tez myslalam, ze sa tacy co bez pstrykania :)

do Czytelnika, poki co moge uprzejmie doniesc, ze sprzet sprawdzil sie na odcinku od: Miedzyzdroje Amber przez Swinoujscie Latarnia do Molo Ahlbeck, Heringsdorf i Zinnowitz  - zastanawiam sie przy okazji czy to moze jest czesc Camino w Polsce i Niemczech? :)

Wpadlo mi tutaj na forum, ze Zachodniopomorskie (niechybnie w slad za Bogusiem!) energicznie reaktywuje droge do sw Jakuba i juz po cichu liczy :) na  wzmozony ruch turystow zagranicznych :) i chwala im za to!

A swoja droga rzeczy dzieja sie z tym Sw Jakubem, oj dzieja:)

Duzo myslalam o pielgrzymce pieszej do Czestochowy i tylko myslalam i nawet przed wielu laty jak 1-szy raz uslyszalam o Sw Jakubie bo wlasnie znajomi tam ruszali to przyszlo mi na mysl, ze "cudze chwalicie swego nie znacie"  - a teraz prosze, sama tam ruszam i tylko mam nadzieje, ze Sw Jakbub pozniej wysle mnie rowniez pieszo na Jasna Gore ...

W Zachodniopomorskim wlasnie leje wiec wychodze testowac peleryne wojskowa armii czeskiej, z woderami dam sobie jednak spokoj :)

NOWY! Autor: boguskrowa@op.pl | Dodano: 2014-08-31 11:23:56


 

Basiu

Kiedy już będziesz na Suwalszczyźnie opowiem w szczegółach czym różni się CAMINO POLACO (granica LT/PL do Olsztyna), bo raczej tetematy nie nadają sie na forum.

Buen Camino

Bogdan 

NOWY! Autor: boguskrowa@op.pl | Dodano: 2014-08-31 11:27:05


Apropos POGODY.

Więc u mnie nie leje,co prawda nie ma upału (tylko 22 stopnie C),słonka nie ma i to jest idealna pogoda na wedrówkę.

Bogdan

NOWY! Autor: Basia na dluzej | Dodano: 2014-08-31 17:20:08


Chcialam podkreślić, ze o ile publiczne sa moje pytania o praktyczna strone Camino to reszta jest bardzo prywatna i osobista i jako taka nie do trabienia o tym wokół, subtelnie czy rubasznie, to kieruje rowniez do Staszka a ze inni potrzebuja inaczej tez jestem swiadoma.  Zwyczajnie unikam tez szufladkowania tych ktorych nie znam albo o których wiem niewiele a nawet tych o których wiem wiele, bo nie wszystko jest odkryte naszym zmysłom i co siedzi w drugim człowieku to się do konca, na szczescie, nie wie.

Zgodze się natomiast, ze Camino zadeptuje się popularnością ale to nie znaczy, ze pozbawi tych którzy tam ida przezyc jeśli sa one im pisane.   I wielkie dzieki Panu Bogu za to. 

NOWY! Autor: Czytelnik | Dodano: 2014-09-01 00:05:03


Trzy razy byłem w Santiago. Droga na każdym szlaku sprawiała mi wielką radość i poczucie wolności bycia sobą. Dlatego,że od pierwszego dnia nie dałem się ponieść i zastosować  do nagminnego zwyczaju  innych Pielgrzymów wstawania po ciemku  i kończenia etapu około 12-13-stej .Nie spiesząc się krok po kroku  docierałem na nocleg około 18.00  bez stresu i myślenia o spaniu .W nagrodę tylko trzy ,lub cztery noce było mi spedzić o 5-6 eu drożej w prywatnej alb. Wprawdzie było to3-4 lata temu . Ale tak samo w takim samym stylu będzie moje następne Camino.A jak u Ciebie było Basiu ? Napisz po powrocie. Buen Camino  

NOWY! Autor: Asia | Dodano: 2014-09-01 11:08:34


Każdy ma swój styl, swój sposób przeżywania życia, camino. Mamy do tego prawo i nikomu nie wolno oceniać, że jego sposób jest jedynie słuszny.

Jesli chodzi o mnie, to zrobiłam mnóstwo zdjęć i bardzo się z tego cieszę. Mam co wspominać i mam czym się dzielic. Są takie rzeczy w życiu, które nazywamy "dobrą nowiną". Kiedyś o 3 w nocy zadzwonił do mnie kolega z informacją, że urodził mu się pierworodny syn. Moje przeżycia na camino to właśnie taka "dobra nowina', którą chcę się podzielić z każdym, kto chce słuchać, czytać, kto chce ze mną dzielić tę radość. Stąd nawet strona WWW, którą może zobaczyć każdy. Dzielę wszystkim publicznie, bo jest to tak wielka rzecz, która sama ze mnie wybiega do ludzi. Inna rzecz czy ktoś będzie chciał czytać o tym, że bolała mnie noga, pękł pęcherz czy też że na obiad był pyszny hamburger...

Chcę poruszyć jeszcze inną kwestię - gdzieś ktoś napisał, że Basia podchodzi do Camino "zbyt materialistycznie". Trochę mnie to dotknęło, bo ja na przygotowywałam się do swojego przez pół roku i właściwie wszystko, co miałam ze sobą było specjalnie kupione na tę okoliczność - od butów przez plecak koszulki po majtki. Dużo też pytałam tu na forum i na podstawie tego dokonywałam wyborów w zakupach. Byłam dobrze przygotowana i z tego się cieszę. Dlaczego źle dobrene buty, plecak, majtki mają mi zepsuć Camino? Miałam czas, możliwości i pieniądze więc przygotowałam się dobrze i sprzętowo i mentalnie i duchowo.

Kto powiedział, że dobry pielgrzym to tylko ten, kto wyruszył w ciągu kilku dni od decyzji? Albo ten, kto szedł ze starym plecakiem, albo w rozwalonych butach? Dlaczego nie mogę iść w dobrych butach z dobrym plecakiem? Albo i bez plecaka, kiedy akurat wybieram taki sposób przeżywania Camino?

 

NOWY! Autor: Wiesław 60+ | Dodano: 2014-09-01 11:34:36


Popieram Cię w całej rozciagłości Asiu

NOWY! Autor: Tamara | Dodano: 2014-09-01 11:45:20


Asia bardzo ładnie to ujęła nazywając "dobrą nowią" dzielenie się swoimi przeżyciami z Camino. Odczuwałam i odczuwam podobne uczucia po swoim samotnym Camino w 2013r. Chcę się dzielić z każdym (kto chce posłuchać i poczytać) swoimi wspaniałymi przeżyciami i radością z pokonanych przeszkód. Szczególnie chciałabym, aby osoby 50+ uwierzyły, że Camino jest też dla nich, a nie tylko dla młodych, wysportowanych i ze znajomością języków.

Myślę równiez, że przygotowania do Camino (wyposażenie, sprzęt, przewodniki, kondycja) są elementem naszego duchowego przygotowania do Camino. Nasze serca i umysły przygotowują się do całkiem nowych przeżyć. I może właśnie ci, którzy do Camino przygotowują się dłużej, stają się bardziej otwarci i głebiej przezywają to co ich w tej pięknej drodze spotyka! Co o tym sądzicie?

Przecież Camino nie polega na zwykłym przejściu z punktu A do punktu B. Jestem przekonana, że Camino polega na nieśpiesznym niesieniu swoich uczuć i przeżyć cudowną Drogą jaką jest Szlak Św. Jakuba. BUEN CAMINO wszystkim!

 

NOWY! Autor: libero | Dodano: 2014-09-01 12:54:09


Osoby starsze potrzebne są na Camino jak tlen. Dla młodych wędrowców są one potwierdzeniem, że życie nie kończy się w wieku 25 lat (tak jak sugeruje współczesny świat) ale można je przeżywać w pełni, mieć nadal aspiracje i nadzieje kiedy się jest nawet po 70. I wcale nie chodzi tu o fizyczną sprawność. A więc widząc takich wędrowców młody człowiek zyskuje potwierdzenie, że i jego nie skończy się za 2-3 lata, ale może je planować w dłuższej perspektywie.

 

Widziałem wiele wędrujących par, które różniło kilkadziesiąt lat. Chcieli ze sobą iść i byli sobą zainteresowani, każdy bez udawania kogoś kim nie jest. Może tylko na Camino jest to tak naturalnie możliwe, bo w wielu społeczeństwach obecnie istnieje pokoleniowy mur. Za jego przełamywanie odpowiedzialne są dwie strony, przy czym osoby starsze mają z racji swojego doświadczenia więcej narzędzi w rękach jak to robić. Wydaje mi się, że wzajemna akceptacja jest punktem wyjścia. Często spotykam się, że osoby starsze sprowadzają swoją interakcję z młodymi do strofowania ich i wyciągania ich niedoskonałości, czepianie się szczegółów czy wręcz przypisywania im zachowań niemoralnych, tam gdzie ich nie ma. To żeby kogoś czegoś nauczyć, trzeba wpierw zdobyć sobie jego zaufanie, a więc na wstępie zaakceptować go takim jakim jest, wraz z jego niedoskonałościami. To trudne, ale możliwe. Oczywiście osoby młode też mają swoje grzechy. Często ignorują osoby starsze, nie widzą dla nich miejsca we wspólnej przestrzeni. Dlatego napisałem, że to zadanie dla dwóch stron, chociaż upierał się będę, że starsze mają w tej kwestii większe pole do popisu - więcej wiedzą, mają lepszą samokontrolę i umiejętność rozwiązywania konfliktów.

 

Jestem w wieku bardziej już średnim. Tak pomiędzy opisywanymi skrajnościami. Mam jeszcze dobre wyczucie tego jak myślałem będąc 18-20 latkie, ale i poczucie braku doświadczenia w wielu sprawach, które mają osoby starsze. Na Camino szukałem częściej z nimi kontaktu, ale i okazało się, że kilka razy dzieciaki mnie wybierały sobie na kompana. A więc może widzieli we mnie kogoś kto może ich do czegoś zainspirować. Może - bo oczywiście takich rzeczy się przeważnie nie mówi. Po prostu chciały iść, więc ich nie odrzucałem i starałem się nie udawać kogoś kim nie jestem, a już na pewno nie być dla nich Mentorem i Mędrcem, bo to tylko wytwarza dystans i jest ciężkostrawne. One same mi na wiele rzeczy otwierały klapki (pewnie nawet o tym nie wiedząc), pokazywały, że pewne rzeczy we mnie trochę zardzewiały i czas je naoliwić (oczywiście nie chodzi mi tu o stawy).

 

Sam władam dorze językiem angielskim, bo raz należę już do pokolenia, które mogło się go uczyć od dzieciaka, dwa mam za sobą okres emigracji w kraju anglojęzycznym, trudno, żebym go więc nie znał. Poza tym języki zawsze lubiłem (ale robię za to beznadziejne zdjęcia Asia). Ale jedną z osób, które najbardziej na Camino mi imponowała swoją osobowością był opisany już przeze mnie 80 letni Węgier Istvan, który szedł bez znajomości języka (pojedyncze zwroty i słówka). Ale to, że szedł mimo tego, że nie bał się interakcji z ludźmi, że potrafił być wręcz duszą towarzystwa - takiej siły osobowości, harmonii i pogodzenia się z sobą takim jakim się jest, to jest sztuka, której żadna młoda osoba nie jest w stanie opanować. To przychodzi z wiekiem, po dobrze i świadomie przeżytym życiu. Dla mnie był mistrzem świata. Myślę, że młode osoby takich cech szukają w starszych, a nie sprawności fizycznej, albo czy dzielą z nimi wspólne gusta muzyczne, na siłę próbując być na czasie. Dystans do życia, pojemność i otwartość umysłu, poczucie humoru, interesujące historie z czasów, w których młodsi jeszcze nie byli nawet koncepcją w głowach swoich rodziców, wierność pewnym zasadom, szczególnie tym nie na czasie - tego szukają. I na Camino to widać.

 

Pozdrawiam wszystkich (wiek nie gra roli)

NOWY! Autor: marta | Dodano: 2014-09-01 13:31:33


Libero, ładnie to opisałeś ale zapomniałeś o jednym , to każdy zainteresowany musi sobie sam odpowiedziec na pytanie , czy jego  wiek jest dla niego jest barierą w przełamywaniu stereotypów ,czy tez nie. A  jego rozumienie świata pozwala mu na podjęcie wyzwań które nie mieszczą sie  w wyobrażni jego rówieśników.  W końcu na Everest  także człapią ci po 80-siątce, dlaczego nie, jeśli mają taką potrzebę. Jestem za !!!!!!

 

NOWY! Autor: libero | Dodano: 2014-09-01 13:52:40


No, dlatego dla mnie kluczem jest samoakceptacja, a więc uznanie, że wiek, wygląd, kondycja jest rónież częścią mnie. I że pewnych zdobytych doświadczeń też nie ma co wymazywać, żeby sztucznie udawać nastolatka. Doświadczenia są też częścią mnie.

NOWY! Autor: Staszek | Dodano: 2014-09-01 18:36:11


@ Asia,

Bardzo podoba mi sie to, okreslenie swego Camino Jako „Dobra nowina” z ktora masz chec sie podzielic i czynisz to aktywnie. To wlasnie takie postawy jak Twoja, czynia Camino piekniejszym.

 

Samo okreslenie, ze bylo fajnie, jak czesto mozna poczytac, pasuje do opisu kolacji, chociaz i o kolacji mozna tez powiedziec, co byly w niej fajne, czy wyjatkowe. Cenie sobie bardzo ludzi, ktorzy dobra nowine potrafia dzielic z innymi. Zbyt wiele mamy okazi posluchac narzekan, wiec kazda dobra nowina poprawia nastroj kazdemu z nas, bo to, co nie funkcjonuje wiemy przeciez sami najlepiej

 

Co do zdjec z drogi, to nie wyobrazam sobie ich nie miec. Kazde zdjecie z Camino, tu ujecie chwili, momentu, na ktore wystarczy spojrzec, by znow tam byc.

 

Zmartwilo mnie tylko, ze wlasnie Ty odebralas osobiscie cos, co do Ciebie i wszystkich takich jak Ty adresowane nie bylo. Ten wpis o podejsciu materialnym byl do konkretnej osoby i nie bez powodu. Ten powod wyjasnil nasz Libero bardzo konkretnie i nic juz nie dodam.

 

Bardzo niewielu wychodzacych na Camino jest juz we wszystko, co do drogi potrzebne uzbrojonych. Znakomita wiekszosc z nas kupuje nowe rzeczy, bo warto miec cos porzadnego na taka droge.
Ja musialem kupic doslownie wszystko, bo sportowych rzeczy do ubrania nie mialem w ogole. To nie znaczy jednak, ze jestem materialista. Dopiero stosunek do tych rzeczy nas nim czyni.

Pozdrawiam

NOWY! Autor: Czytelnik | Dodano: 2014-09-01 21:08:37


Wracając kiedyś samolotem z Santiago ,siedząca obok  młoda dziewczyna zwróciła moją uwagę na jej niegrożnie ,ale wyrażnie poranione kolana. Co się stało pytam nie śmiało  wypadek? Nie nie..nie po pielgrzymce pojechłam do Fatimy i szłam na kolanach. Byłem pod wielkim wrażeniem wyznając uznanie dla wychowania w tak religijnej rodzinie. To nie tak.. prosze pana :)  zrobiłam to na złość rodzicom.Czy to była dobra nowina ?

NOWY! Autor: Gosia | Dodano: 2014-09-07 20:55:36


Coś nie o camino, ale jednak związane... wklejam fragment otrzymanego maila

Film o najpotężniejszej Kobiecie świata jest już w kinach.

Mam wrażenie, że nie bez powodu film  pojawia się właśnie teraz. To co dzieje się na świecie... wręcz wymusza na nas modlitwę do Najskromniejszej z Córek.

Ale potrzebuję pomocy Twojej i tych katolików, których masz wokół siebie. Bo dzień premiery
to... początek historii „Marys Land” w Polsce.

Pierwsza prośba:
- jak masz możliwość – idź do kina.
Szczególnie ważny jest pierwszy weekend
(5-7 wrzesień). Jeśli będzie „dobre otwarcie”
kina nam pomogą w promocji, zainteresują się
media i przede wszystkim – ludzie zobaczą film
i opowiedzą o nim kolejnym.

Aktualna lista kin znajduje się tutaj:
http://marysland.pl/chcesz-obejrzec/gdzie-obejrzec-nasz-film/

Druga prośba:
- prześlij ten mail albo plakat albo link do
zapowiedzi filmu – do swoich znajomych.
Niech dowiedzą się o filmie.

http://marysland.pl/do-pobrania/

A zapowiedź filmu jest tutaj: http://marysland.pl/fullscreen/trailer1/

 

Trzecia, bardzo ważna prośba, w związku  z problemami z niektórymi kinami.

Mamy kilka miast w których udało się (często po przejściach ) wprowadzić film.
Ale… godziny seansów są zupełnie nieosiągalne dla większości osób (np. w Krakowie – godzina 13:45).  Jeśli masz chwilę – proszę napisz do tych kin, prosząc o dobrą godzinę seansu.

Niestety nie mamy dużego wpływu na godziny seansów. Ale jak kiniarze zobaczą, że jest ruch wokół filmu, najzwyczajniej w świecie, poczują, że nasz film jest ważny dla ludzi. Myślę, że zadziała.

Lista kin z „kiepskimi” godzinami:

KRAKÓW – Kino Kijów – mail: kijow@kijowcentrum.pl
LEGNICA – Kino Piast- mail: kino@kino-piast.pl
NOWY SĄCZ – Kino Sokół – mail: kino@mcksokol.pl
WARSZAWA- Kino Praha – mail: PRAHA@KINOPRAHA.PL
WROCŁAW – DCF – mail: dcf@dcf.wroclaw.pl
SZCZECIN – Kino Pionier 1909 - mail: info@kino-pionier.com.pl

Treść maila do kina może wyglądać np. tak:
Dzień dobry!
Film „Marys Land. Ziemia Maryi” wyświetlany jest w Państwa kinie w bardzo niewygodnych godzinach. Czy jest możliwość, by zagrać go o późniejszej porze?
Pozdrawiam,

A na koniec proszę Cię o modlitwę.
To fundament, bez którego do dalszych działań... nie ruszamy.

Pani, która pomaga nam w pracy z kinami napisała właśnie:

Najważniejsze: kina są wyczulone na to co idzie od ludzi, od widzów, więc mam nadzieje, że zadziała to co robimy.

 

NOWY! Autor: Aneta | Dodano: 2014-09-11 08:22:11


W Szczecinie film będzie jeszcze wyświetlany w przyszłym tygodniu i podobno 2x dziennie.

Serdecznie polecam. A o czym jest film? Nie powiem, sami zobaczcie:)

NOWY! Autor: Asia | Dodano: 2014-09-11 11:02:11


Od jutra ten film wchodzi do sieci kin Helios czyli do większości dużych miast. I dobrze, bo do Gdańska ode mnie trochę daleko.

NOWY! Autor: e.s | Dodano: 2014-10-10 13:36:57


Czy ktoś mógłby coś bliżej napisać o Via Alta z Vercelli k.Turynu do Arles?Jak wygląda droga:etapy,schroniska,trudność.(Ja nie znam francuskiego)

NOWY! Autor: krzysztof kiełek | Dodano: 2014-10-11 22:32:48


byłem na camino fances w 2013 roku z Burgos do Santiago na Muxię i Fisterre w tym roku byłem na camino del norte i primitivo w maaju i czerwcu nie dane mnie był skończyc skonczylm w sierpniu i wrzesniu i co do sprzetu wiem ze musi być dobry przynajmniej podstawa plecak i buty na camino frances wystarczyły mnie sandały dobrej marki plecak musialem kupić nowy profesionaalny w hiszpanii .Bo ten co mialem taki ladna 40 +5 kupiona na alegro okzał sie niewypalem i odgniutł mnie mięśnie pleców już po pięciu dniach pielgrzymki tak więc wiem w moim przypadku że sprzęt musi byc dobrej marki nie musi być tej najlepszej odczulem to na swoich plecach i nogach .Cmino frances pokonałem w 80% w sandalach trekingi które kupiłem w daaichmanie polegly na dojściu naa Finisterrę .W tym roku kupiłem buty trekingowe z prawdziwego zdarzenia i na camino del norte i primitivo zdały wspaaniale egzamin chociaż sandały też mialem przydały sie bo od Bilbao do Llanes dużo asfaltu i na primitivo do Fonsegrady też mnie się przydały dwa albo trzy razy .Tak więc mialem sandały trekingowe i buty trekingi może ktoś napiszeże zbedny ciężar dla mnie nie był bo przydały się jedne i drugie plecak był ten sam co go kupiłem n camino Frances .tyle co do sprzętu plecak i buty to podstawa i to dobrej marki ja tak polecam ale nie zmuszm widziałem ludzzi na primitivo i del norte w klapkach i w sandałach ale to był ich wybór .Co do językow to pierwszym razem znałem tylko trochę niemiecki i reszty się uczylem po drodze podstawa w Hiszpani to jest donde esta aalberge,mercado ,tienda ,i drugie to w barze cafe con leche por vawor grande a resztę to mnie starczyły ręce co prawda trochę bolaly od rozmowy no ale to drobiazg .Na camino del norte i primitivo umiałem już lepiej niemieck ,więcej słówek z Haiszpaańskiego i trochę Francuskiego a i tak w rzeczywistości wieczorami jak się spotykali caminowicze to każdy z kazdym rozmawiał i każdego rozumiał i to jest fenomen camino .Przynajmniej ja się z tym spotkalem szedlem z włochwm Aldo z którym się widzialem raptem dwie godziny na camino fances i spotkaliśmy się na camino del norte i z Zaratuz do Bilbao szlismy razem i wspaaniale nam się szło i rozmawiał Aldo znał włoski trochę hiszpańskiego i trochę francuskiego ja podobnie tak więc rozumieliśmy się doskonale i nawet udało nam się etapy robić na del norte po 40 km i nawizywaliśmy kontakty wieczorami i wspaniale nam się gadało kazdy gadał w tym języku czy językach które znał i sietnie się towarzystwo rozumiało . Tak więc język naa camino nie jest żadną barierą ja się o tym przekonałem osobiście i było wspaniale i wszystkim życzę BUEN CAMINO że nie zncie języka szczegól ale sprzęt raczej musi być dobry a resztę zawierzcie św Jakubowi on was poprowadzi i doprowadzi do celu 

NOWY! Autor: Asia | Dodano: 2014-10-21 15:38:46


Zastanawiam się, co myślicie na temat "przebiegania" przez Camino w błyskwicznym tempie, tak jak Basia? Nie chcę nikogo krytykować, bo każdy idzie jak sobie wymyślił, ale ja mam wrażenie, że Basię coś fajnego ominęło.

Dla mnie bardzo ważnym elementem mojej wędrówki były spotkania z innymi pielgrzymami. Szłam sama, ale na noclegach ceniłam sobie rozmowy z innymi. Było mi wręcz troche smutno, któregoś dnia, kiedy zostałam trochę z tyłu i straciłam ich z oczu. Później poznałam innych i cieszyłam się z każdego wspólnie spędzonego noclegu i spotkań w Santiago.

Basię chyba to ominęło. Podejrzewam, że każdy dzień spędzała w gronie innych ludzi. Nie mam porównania, ale ja chyba wolę iść tak jak wszyscy - jakimś takim normalnym rytmem. A Wy?

NOWY! Autor: Ola:) | Dodano: 2014-10-21 20:07:50


czy to ty Asiu???

nie wiem jak to jest pędzić bo mnie to zawsze wyprzedzali na trasie. Powiem szczerze, że mnie to strasznie na początku denerwowało bo bałam się o miejsce na noclegu. Ale nigdy nie zdarzyło się, że nie miałam miejsca.

Nie lubę ogólnie tak pędzić. Ale też nie lubię się wlec. Po prostu idę swoim tempem.

 

NOWY! Autor: J | Dodano: 2014-10-22 00:14:20


No właśnie,zaliczamy Camino czy też mamy coś z przeżyć pielgrzymowania?Z tzw. strony duchowej. Wydaje mi się,że każdy ma swoje Camino-czyli w zależności od potrzeb,oczekiwań i swoich możliwości.Jeśli ktoś chce sprawdzić albo podnieść swoją wydolność fizyczną to stanie się połykaczem kilometrów i satysfakcję znajdzie w  czystym wysiłku fizycznym,no i niech mu to wyjdzie na zdrowie,jego wybór.Tak zwani, i często tu prezentujący swój profil ,"prawdziwi pielgrzymi" będą szukać na Camino  czego innego.Jakie cele mają i jakie pobudki kierują tymi,którzy podejmują się trudów pokonania Drogi i samego siebie - to widać z wpisów na tym forum w wielu wątkach.

Ja będąc w Drodze cenię sobie najwyżej czas.Takiego dobra doświadcza się rzadko i jest ono rzadko doceniane  w wirze życia zawodowego.A tutaj ten luksus dzielę z innymi,w marszu na trasie,w schronisku,w kościele , w barze przy stole; albo "przeżywam" go samotnie idąc moją własną ścieżką.

Każdy ma swoją drogę.

NOWY! Autor: d | Dodano: 2014-10-22 09:59:18


Litości. Tolerancji. Idąc dziennie na camino około 30 km, nie miałam poczucia, że  biegnę i że zaliczam kolejne camino. Zawsze chodzę szybko, więc nie widzę powodu, żeby na camino iść inaczej. I nie mam poczucia, że coś mnie ominęło - wiem, co piszę, bo na camino byłam 4 razy (różne trasy). A francuskie przeszłam ( z SDJP) podobnie jak Basia - w 24 dni. I miałam czas na pranie, odpoczynek, zwiedzanie i rozmowy z innymi pielgrzymami. W albergach byłam o 15-16 i nie wychodziłam rano po ciemku. A, że chodzę z reguły sama z założenia, mogę chodzić w tempie które lubię, nie odpoczywam po drodze, co najwyżej kawa. I przyjmuję mentalnie, że inni idą dziennie 20 km, ale i 40, naprawdę każdemu wolno iść w tempie jakim chce, nie jest przez to gorszy ani lepszy. Każdy ma swoją drogę.

NOWY! Autor: hlin | Dodano: 2014-10-22 11:02:26


Nie do końca wiem czy mam prawo odzywac się akurat w tym temacie bo moje Camino dopiero w maju, ale dziś wydaje mi się że ten szlak jest jak nóż : można go użyć na 1001 i jeden sposobów i kazdemu zwróci jego wysiłek w zakresie poczynionej "inwestycji" - albo zgoła różnie. Niezależnie od tego jak się go przejdzie - coś nas ominie, a czegoś doświadczymy przecież. czy jezeli Basia pójdzie kolejny raz żółwim tempem to powinniśmy rozważyć że ominęła ją możliwość rozwinięcia kondycji i radość ze sportowego tempa?? Nie no ludzie...

Swoją drogą do: D (matko jak to zabrzmiało..)

24 dni ? Kurczę czy moge zapytać jak wyglądał / wygląda zwykle Twój plan dnia na camino? usiłuję to sobie jakoś wyobrazić, poukładać..mentalnie się przygotować.

Jeśli wolisz priv : hlin@op.pl

Pozdrawiam

<Maciek

  

NOWY! Autor: Staszek | Dodano: 2014-10-22 12:04:18


Powiem tak, jesli ktos zrobil cos inaczej niz ja, nie znaczy automatycznie, ze nie ma racji. Jesli ktos przeszedl Camino francuskie w 24 dni i chcemy o tym dyskutowac, to postawmy sobie najpierw pytanie :

 

W stosunku do kogo przeszedl je za szybko?  Do mnie samego, bo ja potrzebowalem 30dni,  czy do sredniej, potrzbujacej np. 28 dni. Sprawa bardzo wzgledna.

 

Naleze do osob idacych bardzo szybko, bo wolno isc nie umie i miedzy innymi  dlatego chodze sam. Czasem spotyka sie kogos ciekawego, z kim chcialoby sie troche porozmawiac w drodze, ale jesli on ( ona)  nie idzie mym rytmem, mecze sie po kilku minutach i.. odchodze przepraszajac. Tylko raz zdarzylo mi sie isc z 70 letnim Niemcem, gdzie ja nie wyrabialem jego tempa marszu. Mimo to przeszlismy razem z Sevilla do Salamanca.

 

Hiszpanie nazwali mnie na Sanabres  „ znikajacym punktem” , bo tak to wygladalo, kiedy oddalalem sie od ich grupy. Jednak zawsze na koniec etapu bylismy razem.

 

Zauwazam jednak zasadnicza roznice gdzie indziej. Poznalem w drodze ludzi, ktorzy robili sobie niesamowity stress  z powodu stachu, ze gdzies nie zdaza, ze miejsca im zabraknie itp. Ci ludzie czesto nabierali tempa wbrew ich rytmowi. To o kims takim mozna powiedziec, ze duzo stracil z drogi.

 

Z niedoswiadczenia, ale rowniez z rozwagi, wybralem sie na moje pierwsze francuskie Camino, planujac 44 dni od wyjazdu do powrotu !!

Nie wiedzialem zbyt wiele, ale niepotrzebnego stressu chcialem za wszelka cene uniknac, bo to mialo byc cos wyjatkowego i bylo.  Zupelnie wystarczyl by mi miesiac, ale ja wlasnie tak chcialem. Zaplanowalem, ze zatrzymam sie w Pamplonie, w Burgos, Leon, pobede w Santiago, zwiedze Finisterre. Nie planowalem 3- dniowej przerwy w Viana, ale z powodu zapalenia sciegien wlasnie tam utknalem. Majac zapas czasu bylem bardzo spokojny.

 

Tak samo bylo na Via de la Plata, gdzie bylem 43 dni. Podzielilem szlak na 36 etapow, a reszta, to dni wolne na zwiedzanie. Praktycznie moglbym byc u celu wczesniej, ale po co.
Bez wysilku na normalnym etapie przechodze za trzy godziny 18 kilometrow, wiec  w oczach wielu naleze do tych biegnacych. Im intensywniej mnie cos zajmuje, tym szybciej ide. Bywaja jednak momenty, ze siadam na poboczu i potrafie trzy godzny podziwiac krajobraz, bo tak mi jest wlasnie dobrze w tym momencie.

Dlatego jesli nie stac mnie na luxus pobytu dlugiego, bez stressu na wyprawie ( fundusze, czas), rezygnuje i przesuwam czas nastepnego wyjscia na dogodniejszy termin.

 

To, co napisalem, jest tylko moim punktem widzenia i nie twierdze absolutnie, ze ci ktorzy potrafia przejsc ponad 1000 kilometrow przez Via de la Plata za 30 dni popelniaja blad. Absolutnie nie, bo to jest ich Camino, ich potrzeba i ich sposob na spelnienie.

Jesli ktos zrobil cos inaczej niz ja, nie znaczy, ze zrobil to zle.

 

Pozdrawiam serdecznie

Buen Camino

NOWY! Autor: J | Dodano: 2014-10-22 12:09:51


Mam wrażenie,że coś mnie podczas  wędrówek na Camino ominęło,dlatego ciągnie mnie na kolejne, żeby to sprawdzić.

Zaczynam od szukania tanich połączeń lotniczych na przyszły rok .a w planie C.Lebaniego i dalej  Vadiniense.

Pozdrawiam

 

NOWY! Autor: Staszek | Dodano: 2014-10-22 12:55:59


@ J

 

Swietnie to ujales, ja to wrazenie rowniez mam...

NOWY! Autor: Maciej | Dodano: 2014-10-22 18:27:03


Do hlin! Jak wygląda dzień.  Proszę bardzo; pobudka zależy od trasy i pory roku 5-7.30. Szybkie śniadanie przyrzadzasz sam a czasem trafi się, że zrobi to hospitalero. Potem w drogę 5-10 godz zależy jak długi etap i Twoje tempo. Potem szukasz albergue i czasem trzeba poczekać na otwarcie, czasem zadzwonić, czasem poszukać klucza. Potem kąpiel pranie. Potem szukanie baru żeby coś zjeść. Potem czas wolny zwiedzanie jeśli nie jest to małe pueblo. Dobrze wiedzieć, że w docelowym miejscu jest bar i sklep, bo czasem trzeba nieść kilka km coś do jedzenia na obiad i śniadanie. Bary wydają obiady 13-16 i kolację od 19/20. Potem życie towarzyskie w albergue i spanko przy akompaniamencie dźwięków, które możesz sobie wyobrazić. To tak na świeżo bo właśnie zakończyłem swoje camino.

Do J. Zośka wróciła z takiej trasy i po powrocie do domu przy Jej pomocy zaktualizuje przewodnik.

Buen camino!

NOWY! Autor: Asia | Dodano: 2014-10-22 18:47:34


Fascynuje mnie zawsze fakt, że zazwyczaj ludzie, którzy domagają się tolerancji, sami maja powazne w niej braki. Wyrażam swoją opinię i proszę ją tu tolerować. Szczególnie @d (chyba jednak warto na tym forum przedstawiać się jakoś bardziej osobowo - też moja opinia). Szanuję każdy sposób przejścia Camino, nawet "zaliczanie". Piszecie niektórzy: "nie mam wrażenia, że coś mnie omija, kiedy robię po 40km", a ja tylko opowiadam o swoich doświadczeniach - spotykaniu przez parę dni z rzędu tych samych ludzi. Tego nie ma, kiedy robi się więcej kilometrów niż "przeciętny" pielgrzym.

Nie mówie tu o tempie marszu, gwoli scisłości

 

NOWY! Autor: hlin | Dodano: 2014-10-22 20:41:44


Do Macieja (głównie) i innych :

Dzięki za wyczerpujące odpowiedzi :)

Pozdrawiam

Maciek

NOWY! Autor: J | Dodano: 2014-10-23 00:15:57


@Maciej

Już teraz z góry dziękuję za wysiłek z Twej strony włożony w przyswajaniu nam  dróg św. Jakuba po których chodzimy posługując się Twoim przewodnikiem.Bywają wśród nas malkontenci, ale oni  zanim postawili pierwszy krok na Camino wpierw zajrzeli do Twoich przewodników.

Ja planując nast.przygodę z Camino mam zamiar wyruszyć z Santander do Potes - Monasterio Santo Toribio de Liebana szlakiem Lebaniego a potem szlakiem Vadiniense do Leon.Stamtąd powrót autobusem do Santander.Informacje od kogoś,kto ten szlak przeszedł będą dla mnie b. cenne.

A w Salamance nie zaznałem atmosfery pielgrzymiego schroniska ,bo 14-tego września 2012 roku było zamknięte ze wzgl. na remont.Trzeba było wtedy korzystać ze schr.młodzieżowych.Ja trafiłem do Lazarillo de Tormes.

Pozdrawiam

NOWY! Autor: d | Dodano: 2014-10-23 15:53:45


@Asia

Powtórzę. Ludzie chodzą w różnym tempie. Oj, niektórzy pielgrzymi robią przeciętnie nie po 20 km ale i po 30 km i ja też codziennie ich spotykałam. Ty po prostu raz odbiłaś od grupy, trzeba było po prostu poznać nowe osoby. I kończąc te sarkastyczne uwagi, za co przepraszam (proszę, niech administrator jutro wykasuje ten wpis), zapytam tylko, a co z rowerzystami, przecież oni z reguły co nocleg spotykają innych, nowych dla nich pielgrzymów? mają gorsze camino? Dla mnie wartością camino jest też możliwość poznawania wielu nowych ludzi, pewnie, że przez jeden dzień człowiek się nie zaprzyjaźni na resztę życia, ale wg mnie nie o to chodzi. Samo otwarcie się na obcego człowieka, jakieś słowo i uśmiech skierowany do niego, tak rzadki w dzisiejszych czasach, to już dużo na początek. A potem jest już tylko lepiej.

NOWY! Autor: Ola:) | Dodano: 2014-11-11 20:00:40


Pytanie z innej dziedziny.

Byłam dziś nad rzeką Pilicą od Sulejowa na południe. Napotkałam na swojej drodze oznaczenie szlaku camino (naklejki z muszelką i kilka żółtych strzałek). Ktoś może oriantuje się czy to jest camino z Warszawy? Bo z tego co się orientuję biegło ono do Fary w PiotrkowieTrybunalskim (a on jest na W od Sulejowa) i do Sulejowa trzeba byłoby się wracać. Przynajmniej tak wynika z mapy.

Ktoś coś wie? Chętnię zapoznam się z informacjami.

Pozdrawiam i wszystkim Buen camino

NOWY! Autor: Gosia | Dodano: 2014-11-21 19:15:08


Z innej beczki;

Dziś wchodzi do kin film "Karolina", którego bohaterką jest bł. Karolina Kózkówna.

Tzw. „weekend otwarcia” czyli 21-23 listopadto ważny czas dla filmu. Jeśli na seansach pojawią się ludzie – inne kina „podłapią” temat i zechcą mieć film u siebie. W ten sposób dotrzemy z filmem pre-ewangelizacyjnym do ludzi, którzy kościół omijają szerokim łukiem. A jak mówią pierwsi recenzenci: „film nowym językiem mówi o błogosławionej”. Takim, który jest czytelny nie tylko dla ludzi z kościoła,ale przede wszystkim dla tych z zewnątrz.

Film sfinansowały osoby prywatne, często wpłacające po 10-20 zł.

http://karolina-film.pl/zwiastun/

NOWY! Autor: libero | Dodano: 2014-11-22 18:00:27


Z całym szacunkiem Gosiu, ale po trailerze nie wygląda to za dobrze. Mam nadzieję, że film się wybroni całością, ale kiepski trailer to jednak strzał w stopę, bo wiele osób tym się sugeruje.

Wszystkie te polskie filmy z podtekstem chrześcijańskim są takie przygnębiające i z takim tragizmem w tle. Tak jakby ziemska historia Jezusa skończyła się na Wielkim Piątku, a nie na Niedzieli. Bardziej wygląda to jak trailer do polskiej wersji "Miasteczka Twinpeaks". Pożyjemy zobaczymy.

Jedyny film z wyraźnym wątkiem chrześcijańskim, który po prostu urywa pewną ważną część ciała dosłownie każdym elementem: aktorstwem, historią, muzyką to stara "Misja" z 1986 roku w reżyserii Rolanda Joffe z Robertem de Niro, Jeremy Ironsem i nutą od Ennio Morricone. Nie zestarzała się. Odejmij od słów "Dzieło doskonałe" patos, a będzie to moim skromnym zdaniem najlepsze podsumowanie tego obrazu. Pozdrawiam (ciągle z nadzieją, że cała "Karolina" będzie mniej mroczna i dramatyczna niż jej zwiastun)

NOWY! Autor: On57 | Dodano: 2014-11-22 21:39:49


no właśnie, polski rzymski katolicyzm polega na zadawaniu sobie cierpienia. Nawet mocno katolicka Hiszpania ma inne podejście . Moi hiszpańscy towarzysze na Camino pokazali mi posąg  Santa Maryja de Ojos grandes gdzieś w okolicach Ludo  i chwile śmialiśmy się z tego bo nikt nie wiedział dlaczego taka Matka Boska i po co. Zapytałem czy moglibyśmy wykreować np. Nuestra Seniora de los Santos Cojones grandes ? Powiedzieli, że w Hiszpanii pewnie nie ale już w katolickim Meksyku napewno.

Na Teneryfie widziałem fiestę z okazji Romeiras czyli jakiegos miejscowego świetego. Wspaniała zabawa daleka od ponuractwa.

Z przymrużeniem oka por fa vore. A w Polsce to od razu obrażone uczucia itd.

NOWY! Autor: On57 | Dodano: 2014-11-22 21:47:36


co to w ogóle znaczy święci ?

kto dał nam prawo do wywyższania innych ludzi?

NOWY! Autor: On57 | Dodano: 2014-11-22 21:53:43


zgadzam sie z Libero - ten zwiastun zwiastuje kolejnego gniota w polskiej kinematografii religijnej po ''Karolu ....coś tam '' i innych

Oczywiście postać okrutnego Kozaka z szablą musi być - ludzie ocknijcie się !

Widać od razu że to film zrobiony z budżetem złożonym z 20-30 złotowych wpłat.

NOWY! Autor: libero | Dodano: 2014-11-22 22:43:25


@On57

Są b. dobre filmy niskobudżetowe, więc budżet nie jest wyznacznikiem. Znam kilka irlandzkich zrobionych za grosze np. "A film with me in it" z Dylanem Moranem, który jest świetny, czy "Once", którego akurat nie jestem wielkim fanem, ale doceniam film z ciekawym pomysłem, który odniósł międzynarodowy sukces, a zrobiony został za 110tys euro, przez entuzjastów.

 

Mi chodzi tylko o treść. O treści "Karoliny" nie przesądzam, dam jej szansę i obejrzę całość (tak, że dzięki Gosia za info), ale po trailerze to nie wygląda za ciekawie. Obejrzę go pomimo średniego zwiastuna, bo ogólnie kibicuję polskiemu kinu. To że się opowiada o świętych czy Jezusie to nie oznacza że jest to automatycznie film chrześcijański. Co do cierpienia. Cierpienie w chrześcijaństwie ma sens i to duży, ale nie jest masochizmem czy cierpientnictwem (czyli celowym utrzymywaniem się w stanie ciągłego cierpienia). Chrystus modlił się w Ogrójcu o odsunięcie kielicha jeśli to możliwe, ale przyjął go bo taka była wola Ojca, tak się musiało stać. Chrześcijańska radość nie jest głupio-naiwna - zamiast cierpienia, ale pomimo niego. Tak mi się wydaje.

 

We wspomnianej "Misji" wszyscy główni bohaterowie giną, ale coś zostaje, czego zniszczyć nie idzie. Jest śmierć, ale nie ma tragizmu. I to jest prawda Chrześcijaństwa, której mi często brakuje w polskich (tzw. chrześcijańskich filmach). Może tu jeszcze wyjątkiem był film "Wolność jest w nas" który był dosyć ciekawy. A muzyka z "Misji" to już w ogóle osobny rozdział.

 

A co do filmów o papieżu, to sorry, ale większość to gnioty, które według mnie dorobiły ciężki, przytłaczający pomnik do bardzo ciekawej, odważnej postaci. Ten cały przemysł kremówkowy i słabe patetyczne lub ckliwe filmy tylko przesłaniają prawdę o tym bardzo inspirującym człowieku. Robią z niego kogoś kim nie był, a pomijają to kim był. Prawda jest taka, że często te filmy są robione przez osoby niewierzące. Kiedyś byłem na spotkaniu z reżyserem dosyć głośnego filmu o papieżu, który był w polskich kinach, zrobiony niedługi czas po śmierci...i po dwugodzinnym spotkaniu wyszło, że reżyser (niewierzący) był wszystkim zafascynowany w papieżu (jego popularnością, dokonaniami, tym jak kontrolował tłumy itd.) tylko nie jego wiarą. I potem efekt jest ciężkostrawny i nijaki. Ale to nie jest to wina papieża, ale szołbiznesu, który na nim chciał zarabiać, bo trwała koniunktura.

 

Może sprawa nie jest o Camino, ale jest w wątku Hyde Park, poza tym widzę, że niektórzy tutaj ciągną do dyskusji o wierze, więc jednak pociągnąłem. Mam nadzieję, że się twardzi Caminowicze nie obrażą. Pozdrawiam wszystkich.

NOWY! Autor: libero | Dodano: 2014-11-23 02:09:34


Jedna uwaga do powyższych komentarzy. W żaden sposób nie dotyczyły one samej postaci bł. Karoliny Kózkówny. Mówiłem jedynie o zwiastunie filmu o niej. Pozdrawiam i czekam na film

NOWY! Autor: krzysztof kiełek | Dodano: 2014-11-23 10:08:07


Co do mnie to film Karol który stał się człowiekiem i druga część mnie się podobał zrobiony jest dość dobrze ale to jest moja opinia .A że jak to napisał Libero że szołbiznes wszystko zrobi aby zarobić ,zgadazm się ale film według mnie jest do obejrzenia .A co do ponuractwa w kinematografi to co powiecie o PASJI  Mela Gibsona moim zdaniem to jest film zasługujący na miano wielkiego kina oglądałem go z wielkim zainteresowaniem i mimo że Misja mnie się też podobała to jednak Pasja jest dużo lepsza .No i też jestem ciekaw filmu o Karolinie ,zobaczymy 

NOWY! Autor: libero | Dodano: 2014-11-23 11:56:19


"Karol, który stał się człowiekiem..." - nie wypowiadam się, bo nie oglądałem.

Pisałem o spotkaniu z reżyserem filmu "Świadectwo".

A co do "Pasji" - oglądałem 2 razy i pamiętam, że szczególnie za pierwszym razem, w kinie, zrobił na mnie ogromne wrażenie. Na pewno jest to najlepszy film o Jezusie, który powstał w Hollywood.

Pozdrawiam

 

 

 

NOWY! Autor: On57 | Dodano: 2014-11-23 16:41:33


to jest Hyde Park więc pozwolę sobie wrzucić coś co może lepiej pozwoli poznać nam katolicką Hiszpanię w nawiązaniu do powyższych postów.

-  La Fiesta de Santa Maria de Ribarteme

-  skoki nad niemowlętami w Castrillo de Murcia

-  Tomatina w Buńol

-  El Caganer w Katalonii

-  Fallas w Walencji

-  San Fermin w Pampelunie

-  Escanciar w Asturii

itd itd

NOWY! Autor: hlin | Dodano: 2014-11-23 20:23:24


Do:On57

Odpowiem na zadane przez Ciebie pytanie, bo ciekawośc religioznawcza pozwoliła mi akurat poznać odpowiedź :) Święty nie znaczy lepszy, wyższy - w staropolskim sviatyj (pisownia wyłącznie poglądowa) znaczy tyle co potężny, mocny, pełen mocy - czyli mogący, działający. Świętość jest oznaczeniem możliwości otrzymania (głównie) czegoś za pośrednictwem czy wstawiennictwem. Polecam źródła językowe i językoznawcze, bardzo skutecznie rozwiewa wątpliwości. Zreszta pozwala to zrozumieć, dlaczego do procedury wyświęcającej potrzeba udokumentowanych cudów. Cała reszta którą serwuje się w komplecie na lekcjach religii to pulp fiction oględnie mówiac.

Pozdrawiam

NOWY! Autor: libero | Dodano: 2014-12-26 01:14:06


Historyjka z Camino. Znajomy ze szlaku mi ją przesłał po angielsku, jest zabawna, na ile wiarygodna sami oceńcie.

 

Przydarzyła się jednemu pielgrzymowi z Egiptu. Szedł akurat przez małe miasteczko / wioskę na Camino Francuskim i go przycisnęło za potrzebą. Wszystkie miejsca były pozamykane. Wreszcie natrafił na budynek, który wygladał na jakąś firmę i drzwi akurat były otwarte. Wszedł żeby spytać się o toaletę, ale nie było recepcji więc zaczął na własną rękę rozglądać się za kibelkiem. W końcu go znalazł, załatwił co miał do załatwienia i ruszył do wyjścia. Okazało się, że drzwi były zakluczone. Znowu zaczął chodzić po korytarzu i rozglądać się za obsługą. Natrafił na uchylone pomieszczenie. Wszedł, na stole zobaczył leżące ciała, inne spoczywały w trumnach. Budynek okazał się kostnicą, którą akurat zamknęli na sjestę. W panice zaczał biegać po budynku, aż natrafił na wyjście ewakuacyjne. Uderzeniem otworzył drzwi, włączając przy okazji alarm i biegł, aż miasteczko pozostało w tyle. Potem opowiadając historyjkę innym pielgrzymom zarzekał się, że jedynym miejscem, w którym będzie pytał o kibelek będą małe kafejki.

 

Buen Camino

NOWY! Autor: NaObuDłoniach | Dodano: 2014-12-26 13:08:20


Do libero:

Należy jedynie ufać, że kibelek był rzeczywiście kibelkiem... Choć ta historyjka odsłania nasz pierwotny strach przed zmarłymi. Z czego wynikający? Nie wiem. Może z dobitnego, namacalnego obcowania ze śmiercią i z nieuniknionością tego momentu, po którym... Właśnie. Zaczyna się dziedzina wiary.

Do hlin:

Język, jak fajnie wskazałeś, jest w jakimś stopniu odzwierciedleniem naszych wyobrażeń. Słowa nie biorą się z niczego a śledzenie ich pochodzenia skłania często do dłuższej zadumy. Jak choćby porównanie etymologii słowa święty w kilku językach ale też i religiach. Znaczenie słowiańskiego sviatyj różni się nieznacznie od łacińskiego sanctus od którego wywodzi się obecne w wielu językach saint, sancto, sankt, etc.) oraz od protogermańskiego hailag (hailig, holy). Słowiańskie słowo oznacza "posiadającego moc, władnego" (stąd np. słowiański bóg Swietowit). Co ciekawe, w dużym stopniu odzwierciedla chyba pewną cechę charakterystyczną naszego "słowiańskiego" katolicyzmu - kult świętych rozbudowany często do rozmiarów dość niebezpiecznie przesłaniających samego Boga. Aż chce się stworzyć czasem pojęcie "katolicyzmu ludowego". Natomiast łacińskie sanctus wywodzi się w prostej linii od rzymskiego boga Sancusa - boga zaufania, szczerości, przysięgi. Przez chrześcijaństwo zostało zapożyczone do przetłumaczenia greckiego hagios występującego w oryginale w Nowym Testamencie, pochodzącego od czasownika oznaczającego "wyróżniać", "uświęcać". To znaczenie ukazuje inną stronę świętości jako wyróżnienia, jako modelu moralnego. Sanctus zdaje się w tym znaczeniu odnosić się bardziej do duchowości przejawiającej się w postawie życia. Ale chrześcijaństwo nie ograniczyło się do starożytnego Rzymu i Grecji. Rozeszło się na Europę, pośród germańskich plemion. Powstałe z sanctus: saint, sankt, santo - są stosunkowo młode. Przed nimi istniało hailaga, obecne w swych odmianach w językach ludów germańskich. To słowo oznaczało "poświęcony". I to znaczenie zdaje się dopinać sens świętości - poświęcenie.

Przy okazji trafiłem na pewną ciekawostkę. Otóż pierwszym kanonizowanym świętym był Św. Ulryk z Augsburga, w 993 roku. Wtedy w językach świata chrześcijańskiego funkcjonowały już wszystkie słowa odnoszące się do świętości: zarówno greckie i łacińskie, germańskie, ale i słowiańskie.

Co do znaczenia, kim jest święty, odpowiedź nie jest taka prosta i jednoznaczna. Warto sobie uswiadomić, że świętość nie występuje jedynie w katolicyzmie. Jej definicje funkcjonują w całej religii chrześcijańskiej i... różnią się. Co więcej - święci występują również w innych religiach świata. I tu - też oznaczają często kogoś innego.

Ograniczając się do samego chrześcijaństwa:

- w katolicyzmie - święty to osoba zmarła, kanonizowana przez papieża, na podstawie udokumentowanych cudów i łask uzyskanych za jej wstawiennictwem, która ma moc wstawiać się u Boga za nami, żyjącymi.

- w protestanckich kościołach chrześcijańskich - święty to, przede wszsytkim, wzór moralny. Kościoły anglikański, luterański, ewangelicki czy metodystyczny różnią się tu w szczegółach, zwłaszcza w materii modlitwy do świętych (jest zakazana w większym lub mniejszym stopniu) a co za tym idzie - w kwestii ich wstawiennictwa czy mocy sprawczych (tę posiada jedynie Bóg). Natomiast wspólną chyba cechą świętego jest to, iż świętym jest, na podstawie nauki Św. Pawła, każdy, kto zanurzony jest w ciele Chrystusa, a więc, kto jest wierzącym i praktykującym członkiem jego Kościoła. Żywy lub umarły. Czyli - wszyscy chrześcijanie.

- w kościele prawosławnym - święty to, najprościej każdy, kto mieszka w niebie. Świętym jest więc i Adam i Ewa, Mojżesz, prorocy. Każdy z nich więc, z wyjątkiem aniołów i archaniołów, otrzymuje imię "świętego"....

- a istnieje jeszcze sporo innych kościołów chrześcijańskich :) No i innych religii. Gdzie w wielu z nich też są obecne wzorce moralne, są poswięcenia, są siły sprawcze i wstawiennictwa.

 

A wszystko to odnosi się przecież tylko do nas i naszego powiązania z Bogiem. Ciekawe, jak wygląda kwestia językowa samego słowa Bóg? :) God, Gott, Gud, Deus, Dios, Dieu, Bog, Theos, Jainko?

 

Wesołych Świąt Bożego Narodzenia.

NOWY! Autor: libero | Dodano: 2015-01-04 19:16:48


Ja i moja bratnia / siostrzana Camino-dusza poznana na forum

 

Nie przesadzajcie z tą krytyką szukania towarzystwa - w kilku wątkach ostatnio jej sporo. W zeszłym roku podobny wątek miał kilkaset wpisów i kilkanaście tysięcy odsłon więc widać, że jest potrzebny.

 

Osobiście jestem gorącym zwolennikiem wyjścia samemu (nawet jak są obawy - to normalne), bo na takim chociażby Camino Francuskim dosłownie nie idzie nie znaleźć towarzyszy, nawet jeżeli ktoś jest bardzo nieśmiały, nie zna języków, wstydzi się swojego wolnego tempa, jest brzydki (itd. można tak mnożyć). Tam panują inne zasady niż w życiu wokół nas, gdzie często, gęsto każdy sobie rzepkę skrobie, albo trzyma tylko z pięknymi, młodymi i bogatymi. Ludzie na Camino są innymi autentycznie zainteresowani, bez gry wstępnej (skojarzenia nie na miejscu). Też trzeba trochę dać z siebie, coś komuś pożyczyć (krem na odciski, czapkę, makaron), polać wina w alberdze, potem to już idzie z górki. Poza tym takie przełamanie lęków własnych i wyruszenie jest już pierwszym namacalnym owocem Camino.

 

Ale...

 

Wiem, że samymi słowami się lęków nie rozgoni. Tych trzeba się pozbyć w praniu. Są ludzie, którzy nigdzy za granicę nie wyjeżdżali, nie znają zupełnie języka. Więc moja taka obserwacja. Lepiej jest się z góry nie umawiać na całe Camino. W mailach wszyscy są mili i cacy, a potem okazuje się, że ludzie się nie dobrali charakterami i się ograniczają nawzajem. Najlepiej deklarować, żeby wspólnie przygotować wyprawę, dolecieć na miejsce i przejść ew. 1-2 etapy. Każdy załapie rytm, zobaczy, że od strony formalnej to nie jest skomplikowane. A potem to się zobaczy. To jest uczciwe postawienie sprawy i jak ktoś tak z góry deklaruje to łatwiej mu znaleźć towarzysza.

 

I jeszcze jedna historyjka znajomego Irlandczyka. Wspólne wyjście (i częściowe sfinansowanie wyprawy) zaproponowała mu ciotka. Wyruszyli razem z Paryża. Na granicy hiszpańskiej było już wiadomo, że to tak dalej się nie da. Powiedział ciotce, że od jutra idą osobno. Ta była początkowo w szoku.  Łzy, krzyki, tarmoszenie za kurtkę (ciotka temperamentna). Ale potem okazało się, że tu właściwie zaczęło się dla nich prawdziwe Camino. Oboje je ukończyli, każdy zachwycony, każdy znalazł towarzyszy mu idealnie odpowiadających. Rówież swoje chwile sam na sam z Drogą. Każdy doszedł do Santiago. To był najlepszy krok. Ostatecznie pielgrzymkę idzie się dla siebie, a potrzeby mamy różne. A historyjka jest z happy endem - w tym roku wybrali się razem na Machu Picchu - nikt nikogo nie zostawił i było gites. Tyle, że tam było łatwiej, bo tragarze im nieśli plecaki i gotowali strawę.

NOWY! Autor: krzysztof kiełek | Dodano: 2015-01-06 13:06:32


Co do mojego doświadczenia to napiszę parę zdań ,otóż na moim camino frances 2013 lipiec sierpień Atapuerca -Santiago Muxia i Fisterra wyruszyłem sam pierwszy raz .Ale sam nie szedlem bo jak tylko miałem ochotę to szedlem z poznanymi po drodze pielgrzymami i dobrze mnie się szło i tak szedłem do Leon raz szedłem większe etapy raz mniejsze zależało od mojej kondycji i innych czynników potem poznałem Ulę z Bielska Białej i Janka polonusa z Australii i tak dotarliśmy do Santiago .Z Santiago na Muxię i Fisterrę doszedlem z Ulą i poliglotką z Holandi młodą dziewczyną Reene znała i poznawala po drodze język Polski od Polaków spotkanych na camino sama szła camino primitivo i tak chcąc nie chcąc znajomości na camino się nawiązują same z siebie chcesz to znajdziesz kogoś nie chcesz idziesz sam to jest wlasnie urok camino jak to powiedział św Jakub idź gdzie chcesz ja bowiem nie mam zamiaru cię nawracać wbrew twojej woli i to jest motto camino de santiago .W2014 wyruszyłem na camino del norte i primitivo z poznaną ze strony camino de santiago Ewa która za moją namowa poszla ze mną na camino ,z Bilbao do Oviedo i z Oviedo do Santiago taki był nasz plan .z Bilbao narzuciliśmy ostre tempo bo zatrzymalismy się dopiero w Castro Uriades jakże głupi byłem bo że ja czułem się na siłach to jeszcze Ewę podciągnołem pod te same mozliwości i kondycję i tak żeśmy szli raz mniej raz więcej ale nie mniej niż 30 km na dzień i nie więcej jak 50 km na dzień i to się zemściło na mnie i na Ewie .Teraz wiem że to św Jakub chciał dać mnie nauczkę mojej buty i arogancji i dał ,Ewa po drodze doznala zlamania kości piszczelowej i musiala zakończyć camino del norte w Llanes .Ja pojechałem do Oviedo i przeszedłem do Fonsrgradfy camino primitivo pięć dni i musialem wrócić do  Ewy która została w alberge w Llanes i potem żeśmy wracali do Bilbao na samolot skokami do tyłu dwa dni w jednej alberge trzy dni w drugiej alberge i tak dojechaliśmy na czas do Bilbao na samolot i wróciliśmy do domu .W sierpniu i wrześniu pojechałem sam jeszcze raz z myslą o dokończeniu camino i dokończyłem chociaż też z problemem zdrowotnym tym razem zacząłem camino del norte z Irun do Bilbao i to jest urok camino byłem sam i za samego siebie odpowiadałem i było dobrze i po drodze szedłem z młodym Czechem i Hiszpanem i w Zaratuz poznałem Włocha Aldo z którym sie poznałem na camino frances a widzieliśmy się dwa razy raz w Burgos w barze na menu peregrino i drugi raz na Fisterze raptem było to dwie godziny .I w Zaratuz on mnie poznał i doszliśmy razem do Bilbao a po drodze szedlem jeszcze z Francuzem koło 60 ki którego osoądziłem że nie przejdzoe do końca .I jak się okazało że to ja bylem wymoczek a nie ten Francuz bo jak się okazało przeszedł większość szlaków do św Jakuba i tak więc źle go osądziłem .Ale do czego zmierzam że jak się wybrałem na camino i się jeszcze raz wybiorę (jak s Jakub zezwoli i będzie mnie chciał jeszcze widzieć u siebie )to idę sam bo wtedy odpowiadam za samego siebie a tak to do dzisiaj mam wyrzuty sumienia że wykończyłem wspaniałą kobietę i partnerkę że doszło do złamania kości i musielismy zrezygnować .Ale jak szedłem po raz drugi na camino del norte i primitivo to nawiązałem tyle znajomości i szedlem z tyloma osobami i z Niemką Andreą która szła z pod Monachium (camino del norte) i z Francuzem Jeanem bardzo fajnym chłopakiem z Hiszpanką Angie (camino primitivo)i po drodze stwierdziłem że jak ruszać na camino to ruszać samemu i być odpowiedzialnym za samego siebie ,a i tak samemu się nie idzie bo po drodze masz innych pielgrzymów św Jakuba i najwazniejszą osobę Boga tak więc na jakie camino byś się nie wybrał to nigdy nie jesteś sam chociaż samotnie idziesz jesli masz taką wole . pozdrawiam i buen camino przepraszam jesli kogoś zanudziłem ale tak mnie nachodzi nieraz jak wchodzę na forum no ale po to ono powsało.

NOWY! Autor: libero | Dodano: 2015-01-06 13:52:15


Dzięki Krzysztof za wpis. A z tym złamaniem to na wszelki wypadek głoś taką wersję:

 

Szliśmy, szliśmy, ja i partnerka, a tu trach - nagle jej się kość złamała. Sama z siebie. Co było robić. Przetransportowałem dziewczynę na własnych rękach do szpitala odległego o 20km marszu. Przez całą drogę jak ją niosłem powtarzała mi: "Dlaczego to dla mnie robisz?". Rentgen niestety wykazał, że miała daleko posunięte zwapnienie kości, konieczna była hospitalizacja, więc rzuciłem w recepcji 500 euro na ladę i powiedziałem "Dbajcie o nią jak o własną matkę".

 

Nikt Cię wtedy po PZU nie będzie ciągał :-).

 

Jak Ci nic Jakub nie powiedział to znaczy, że jeszcze możesz do niego iść. U mnie niestety było inaczej. Jak go poklepałem po plecach to przekrzywił swoją mosiężną główkę i szepnął mi na ucho; "I mi się tutaj na oczy nie pokazuj dopóki nie odrobisz zadania domowego". Półtorej roku później siedzę nadal nad pustą kartką, na górze tylko ładnie podkreślone "PRACA DOMOWA / HOMEWORK / DEBERES". Więc się nie zanosi, że szybko tam wrócę. Czekam na pomysł i nie tracę nadziei, że się kiedyś jeszcze spotkamy.

 

Pzdr

NOWY! Autor: krzysztof kiełek | Dodano: 2015-01-06 19:32:39


libero chciał bym tak napisać ale prawda jest brutalna aż trudno uwierzyć ale z przemęczenia trasą za duże odcinki robiliśmy moja wina stasło się jak stało że z przedmieścia Llanes do alberge musiałem zamówić taksówkę i dojechać .Na nastepny dzień poszliśmy do przychodni była niedaleko i potraktowali ją noromalnie czyli stwierdzili że to przemęczenie mięsni .Dali jej maśc i wygonili a kobieta płakała z bólu ,tak przyjmują na europejską kartę zdrowia .A partnerka była dodatkowo ubezpieczona w Alianz i też były problemy żeby ją przyjąc ,bo wszędzie domagają się europejskiej karty zdrowia ,i był mały cyrk dopiero jak zadzwoniła do Alianz dopiero tyłki ruszyli ale to już inna historia .Jak by nie patrzeć choć bym chciał to inaczej nie moge napisać była moja wina i trochę uporu partnerki ja goniłem ona się zbytnio  nie sprzeciwiał i stało się że trzeba było ukończyć camino i wrócić do domu .Dlatego teraz sobie powiedziałem że jak camino to samemu i być odpowiedzialny za samego siebie a na trasie znajdziesz tylu pielgrzymów ilu tylko będziesz chciał zrersztą wiesz sam .Ico najważniejsze faktycznie trzeba mierzyć siły na zamiary i to jest prawda i to jest fakt ,a partnerka sama zamierza teraz zrobić jakieś camio i iść po swojemu a nie po wariacku jak my szliśmy pozdrawiam ale jak ty to napisałeś to może powinieneś bajki pisać i zazdroszczę ci takiego optymizmu i dziękuję za miły wpis .

NOWY! Autor: krzysztof kiełek | Dodano: 2015-01-06 19:35:13


P.S do libero a co do drugiej części twojego wpisu to na camino znajdziesz się prędzej niż myślisz ,św Jakub też już o tym myśli żeby cię zobaczyć u siebie i ja w to wierzę uwierz i ty .

NOWY! Autor: libero | Dodano: 2015-02-20 11:29:27


Na stronie Petera Alexa znalazłem niedawno zajawkę gry El Codex Del Peregrino. Czy ktoś ściągał wersję na PC-ta i ma ten sam problem - wiesza mu się w rozdziale 1 przy wyjściu z St Jean Pied de Port, czy tylko na moim kompie szwankuje? Wpadam na pielgrzyma i się wiesza - żadnej interakcji myszką

Gdyby ktoś był zainteresowany to link do darmowego ściągnięcia. Klimat, muzyczka świetne

NOWY! Autor: Peter Alex | Dodano: 2015-02-20 12:19:04


@libero

u mnie też się zawiesza na kompie. tzn. nie widać tekstów pielgrzyma, rusza tylko paszczą ;)

z tego co pamięam, to na telefonie działało bez problemu.

Pax
Peter Alex

NOWY! Autor: libero | Dodano: 2015-02-20 12:24:13


Ok, dzięki. Obklikałem go całego i myślałem, że czegoś po drodze nie znalazłem. Poczekam aż załatają problem w wersji na stacjonarkę, bo telefon mam przedpotopowy. Pzdr

NOWY! Autor: Peter Alex | Dodano: 2015-02-20 12:46:21


Ta gra jest sprzed 3 lat. Wydaje mi się, że mała szansa jest na poprawkę. Projekt zrealizowany i zamknięty bez dalszego developmentu. Konto na twitterze nieaktywne od dawna.

Pax
Peter Alex

NOWY! Autor: libero | Dodano: 2015-02-20 13:05:48


Hej, napisałem do twórców maila. Małe szanse, ale może jeszcze ktoś tam sprawdza pocztę i się pochyli. W każdym razie poczekam co będzie pierwsze - czy załatają wersję na peceta czy ja kupię sobie lepszą komórkę i ściągnę appa, bo gra ma bardzo fajny klimat i jest mocno osadzona w realiach Drogi. Taka interaktywna bajka z przesłaniem. Pzdr

NOWY! Autor: libero | Dodano: 2015-03-01 14:00:01


Hej

Pewnie użytkownicy facebooka trafili już na tę prezentację naszego pięknego kraju, bo tam jest rozsyłana. Dla tych co nie, polecam. Prezentacja jest po angielsku i w przewrotny sposób zachęca do odwiedzenia Polski. W przewrotny bo ma tytuł: "27 powodów dla których nigdy nie powinieneś odwiedzić Polski", ale wystarczy na nią kliknąć, żeby zorientować się o co chodzi. Jak widać ta przewrotność załapała, bo mnóstwo obcokrajowców na nią klika i jest zachwycona - co widać w komentarzach. Warto może podesłać linka do towarzyszy naszej caminowej wędrówki, może akurat zastanawiają się gdzie spędzić kolejny urlop. A dla tych co nie znają angielskiego już dla samych zdjęć warto zajrzeć. Oto link. Pozdrawiam

NOWY! Autor: libero | Dodano: 2015-03-07 21:34:29


Farmer-hospitalero, któremu postawiłbym kolację i jeszcze mu bambosze przyniósł z pokoju:

https://www.youtube.com/watch?v=0ajZwClBjZk

NOWY! Autor: J | Dodano: 2015-03-07 22:50:38


A tutaj (Pierr - pierwszy z prawej)pielgrzym,który poświęca swój czas idei Camino.Prowadził  alberge w Salamance. Pochodzi z Tuluzy , ma 80 lat a poznałem go jesienią 2014r. w Cuevas Bajas na trasie z Malagi do Cordoby.Był to jego rekonesans na tej trasie,bo nast. dnia zakończył wędrówkę i wyruszył do Porto,aby poprowadzić grupę pielgrzymów z przeszczepami(by-passy serca) drogą portugalską.Przebiegać to miało pod zorganizowaną  opieką medyczną.

Spędziliśmy w jego towarzystwie b. ciekawy wieczór.Zaraził mnie swoją witalnością i radosnymi planami  na przyszłość.

Pozdrawiam

Jago

NOWY! Autor: libero | Dodano: 2015-03-08 12:44:44


Fajnie, że ma pomysł i mu się chce. Też spotkałem kilka osób, które na Camino znalazły pomysł na życie poza Camino. Np. jednego emerytowanego informatyka z Francji, który pracował nad oprogramowaniem dla osób niewidzących. Już nie pamiętam szczegółów, ale cały czas powtarzał, że musi być obsługiwanego przez maksymalnie kilka klawiszy. Sam zresztą szedł z uszkodzonym w wypadku na pływalni wzrokiem i fakt, że z Bretanii zaszedł tak daleko (spotkałem go w Galicji) niesamowicie go nakręcił. A jego nakręcenie nakręcało innych. Pzdr

NOWY! Autor: Maciej | Dodano: 2015-03-08 17:21:25


Do J! Spotkałem Pierre'a w Salamance w 2009 r. Był wtedy woluntariuszem w albergue. Mam od Niego pamiątkę. Szkoda, że brak dobrej znajomości języka nie pozwolił mi na lepszy kontakt. Wspominam Go bardzo dobrze i mile. Pomagał jak mógł pielgrzymom. Miałem rezerwacje w albergue Juvenil ale On namówił mnie, aby przyjść do albergue municipal i nie żałowałem. Cieszę się, że nadal realizuje się w dziele jacobeo jako dobry duch pielgrzymów. Mam nadzieję, że jeszcze spotkam Go na Drodze!

Pozdrawiam! Buen camino!

NOWY! Autor: J | Dodano: 2015-03-08 19:04:47


Bo chyba Macieju  tak się na Camino dzieje,że spotykamy tam ludzi nietuzinkowych.Już po pierwszym moim francuskim "występie" wyraziłem wobec współpielgrzymów życzenie,aby również w naszym prywatnym życiu otaczali nas tylko ludzie wartościowi.

No i stwierdzam,że wybór należy do nas.

Pozdrawiam

Jago

NOWY! Autor: libero | Dodano: 2015-03-14 17:50:58


Hej, do wszystkich nowych odwiedzających forum. Od jakiegoś czasu już miałem wrażenie, że na forum coraz trudniej dokopać się do potrzebnych informacji, bo forum się stale rozrasta. Jeżeli ktoś potrzebuje jakieś nawet najprostsze informacje, a ma opory żeby zadawać proste pytania, to śmiało, zachęcam. Dla mnie nie ma głupich pytań, najwyżej nie udzielę informacji, jak nie będę wiedział. Myślę, że większość doświadczonych Caminowiczów chętnie odpowie, tylko nam czasami też brakuje wyobraźni z czym ktoś kto na Camino jeszcze nie był może mieć problem. Najbardziej bezsensowną rzeczą byłoby zrezygnować z wyprawy, tylko dlatego, że nie zadaliśmy jakiegoś pytania. Camino na Was czeka. Pozdrawiam

NOWY! Autor: krzysztof kiełek | Dodano: 2015-03-15 17:39:12


Podpisuję się całym sobą pod stwierdzeniem Libero że na pytania jest zawsze czas i pora i ktoś kto bedzie wiedział a dużo jest takich osób i mimo że pytania się mogą powtarzać to ja odpowiem jak tylko bedę wiedział ,ja służę pomocą każdemu kto zapyta czy na forum czy mailem .

NOWY! Autor: bogdan | Dodano: 2015-03-16 11:58:36


WITAJ GOSCIU 

Jednak zechce pomoc,w miare mojego rozeznania w sprawie.Aby TOBIE pomoc,konieczne sa podstawowe informacje co do TWOJEJ podrozy.Nie podawaj swoich danych osobowych,sa tu nie potrzebne.Nie potorzebny jest tez numer rezerwacji (to potrzebne jest linii lotniczej i TOBIE do wydrukowania karty pokladowej=BOARDING PASS). 

1.Jaki jest plan calej podrozy,tj:

Wylot dnia (?).......Np.WARSZAWA godz.8:00 przylot do.....np.BERLIN godz 9:00

Wylot dnia.(?)... z BERLIN.. godz.11:00.....przylot do LIZBONY  godz....np11:30

Tu dodatkowa informacja,ze w PORTUGALII i np.W.BRYTANII jest inna strefa czasowa niz we FRANCJII,POLSCE i NIEMCZECH (dlatego wyzej podany drugi przelot taki krotki,a drodze powrotnej= z zachodu na wschod bedzie dluzszy).

2.Wazne sa dla CIEBIE numery lotow( FLIGHT.......) na poszczegolnych odcinkach.Ten numer mowi o tym jakimi liniami lecisz,jakiego typu to samolot itp....i ten numer bedziesz mial na takich tablicach, w porcie lotniczym,gdzie wyswietlaja sie informacje o poszczegolnych lotach.Na jednej tablicy sa ODLOTY (DEPARTURE),na innej sa PRZYLOTY.Na takiej tablicy szukaj swego numeru lotu i tam zaraz obok jest podana godzina odlotu, linia lotnicza,potem kierunek lotu (dokad leci samolot),potem  stan na stanowisku odprawy ostatecznej(STATUS),to znaczy czy juz zaczeli odprawiac,czy jest opoznienie,ile minut tego opoznienia lub np.ze kolejna informacja bedzie o godz. np 15:00, i jeszcze w tym samym wierszu tej tablicy podane jest konkretne stanowisko (moga to byc lterki lub cyferki, a moze byc i to i to, ale konkretnie przydzielone do TWOJEGO samolotu) przy danym wyjsciu (GATE),do autobusu dowozacego do samolotu (to najczesciej stosowane jest przy tanich liniach),lub do "rekawa", przez ktory przechodzisz zaraz po ostatecznej odprawie bezposrednio do samolotu.

3.Po przeczytaniu tych informacji z tej tablicy szukasz wspominanego obrazka z samolocikiem z dziobkiem do gory=ODLOTY.I tu moze byc informacja o TWOIM (znow) TERMINALU.Jak juz jestes w tym miejscu ODLOTOW,na konkretnym TERMINALU, to szukasz swojego GATE np.5A,lub 28,lub np.B7 (nie wie tego nikt jaki w danym dniu wyswietla,bo to robia na lotnisku  juz w danym dniu,na biezaco). Tu  podajesz znow BORDING PASS i  dowod osobisty.Tam na czytniku sprawdza jeszcze raz TWOJE "kreseczki"na tym dokunencie i..do samoloty.

4.Piszesz,ze bagaz przylatuje na jeden terminal,a TY jestes na innym terminalu z ktorego odlatujesz.Tak to nie moze byc,bo na lotnisku odpowiednie sluzby czuwaja (i odpowiadaja za to) aby bagaz "podrozowal" z pasazerem,kiedy to jest BAGZ REJESTROWANY,czyli taki,ktory leci nie z TOBA w kabinie,talko w lukach bagazowych to oni sami to dostarczaja do tego drugiego samolotu (choc nie musi w 100 % tak byc,ale wowczas CIE poinformuja przy odprawie juz tu w Polsce i o to zapytaj juz tu w Polsce czy ten bagaz doleci juz do koncowego portu lotniczego,czy musisz go w mijscu przesiadki odebrac i znow odprawic?).Czy Ty masz taki bagaz?(za ktory extra zaplaciles) czy to tylko masz bagaz podreczny,ktory leci z TOBA w kabinie,na polce nad TOBA?

5.Przy bagazu PODRECZNYM sa pewne okreslone wymogi (co sprawdzaja pracownicy linii w czasie pierwszej odprawy (dowod osobisty i BOARDING PAS)=wymiary i ciezar bagazu,scisle okreslone,ale nie zawsze egzekwowane,w przypadku akurat TWOJEJ lini to ONI "staraja sie"   w wykonywaniu swojej pracy. Potem jest odprawa BEZPIECZENSTWA=SECURITY.Tu inni pracownicy z lotniska,sprawdzaja czy nie masz ostrych rzeczy=noze,nozyczki,napoje w duzych butelkach,a zwlaszcza szklanych i np. kije do wedrowania,ale juz np. maszynki do golenia to "przechodza" bez problemu,dalej czy plyny,pasta do zebow,krem do goleni itp,musza byc  w opakowaniach max. do 100ml. pojemnosci i takich pojemnikow mozesz miec max 10 szt.Te rzeczy musza byc w opakowaniu= przezroczystej torebce foliowej, aby mogli to oni widziec.Przy dalszej kontroli bezpieczenstwa,trzeba wszystkie rzeczy z kieszeni wlozyc do takich specjalnych pojemnikow,pasek od spodni tez (dobrze,ze samych spodni nie kaza zdejmowac),zdjeta marynarke,kurtke tez trzeba wlozyc do tych pjemnikow,aparat fotograwiczny,karty do  tych aparatow,klucze,monety =wszystko metalowe rzeczy. A potem to idzie przez rentgen i tam wszystko widac co masz w bagazu, i czasami jak zechca to jeszcze kaza otworzyc bagaz (w TWOIM przypadku to chyba plecak?) i tam popatrza co masz,ale  sami tego otwierac nie moga,to musisz zrobi TY,bo to TWOJ bagaz.

To chyba juz wszystko????

Jak nie,to jeszcze raz pisz i....nie ma co sie BAC,strach ma wielki oczy :-)

Buen Camino

Bogdan  

 

 

NOWY! Autor: gosc | Dodano: 2015-03-16 19:47:37


dzięki bogdan, pytan pewnie jeszcze bym miał ale może się wstrzymam, może ktoś niedługo będzie leciał z Warszawy nową trasą Raynara ( ja tez tym mam lecieć) i jak wróci to powie jak to sie tam to odbywa, czy wysiada sie na T2 a bagaz odbiera na T1 (taką informację w internecie też znalazłem - no i sam powiedz ze można mieć mętlik w głowie) czy jest inaczej...

NOWY! Autor: Maciej | Dodano: 2015-03-16 20:03:39


Bagaż rejestrowy odbiera się w jednym miejscu dla T1 i T2. Latam LOT-em, który ląduje na T2 i strzałki Cię zaprowadzą do miejsca odbioru bagażu. Musisz tylko patrzeć na monitory gdzie wyświetli się Twój lot (Varsovia Ryanair), bo stanowisk jest bardzo wiele. Terminale łączą się ze sobą. Tylko T4 jest oddalony tak daleko, że trzeba jechać autobusem.

Pozdrawiam! Buen camino!

NOWY! Autor: gosc | Dodano: 2015-03-16 20:31:01


Maciej - LOT tez laduje na T2? odbiór bagazu jest jeszcze w terminalu 2, tak?

NOWY! Autor: Asia | Dodano: 2015-03-16 21:50:31


Po bagaż idziesz "po strzałkach". Tyle filozofii w tym temacie.

NOWY! Autor: K | Dodano: 2015-03-16 23:30:59


nie wiem jak dla T4

Ale dla T1 i T2 to bagaż odb w tym samym miejscu 

NOWY! Autor: Maciej | Dodano: 2015-03-17 11:18:08


Gość! Odbiór bagażu dla tych terminali odbywa się w tym samym miejscu. Idź za strzałkami z napisem "Equipaje" i o ile pamiętam trzeba zejść poziom niżej. Spoko! Poradzisz sobie!

Pozdrawiam! Buen camino!

NOWY! Autor: J | Dodano: 2015-03-17 16:37:46


@k

myślałem o niej i miałem ją już kiedyś w planach ,no a teraz to chyba po 60-tce:):)

Pzdr. Jago

 

NOWY! Autor: K | Dodano: 2015-03-17 19:10:00


@J

no ja chętnie w 2016 :)

NOWY! Autor: Roman | Dodano: 2015-03-21 00:57:50


  Kto  wie   jakie  są    ceny  polązceń   telefonicznych  ??? !!!!

Mam  telefon  na  kartę  w simplusie -jakie  są  ceny połączeń    z Hiszpani do  Polski  i  odwrotnie , chodzi o romowy  lelefoniczne  na komórkę  też  w plusie . oraz ceny  SMS i MMS oeaz o połacenia na terenie  Hiszpani  np,  rezerwacja  miejsca  w  albergue 

Jesli  ktos to  Cwiczył   to   osobiście  to  za  informację  z  Gory  Bardzo  

Dziękuję  !!!

Roman 

NOWY! Autor: Wiesław 60+ | Dodano: 2015-03-21 07:43:54


Wystarczy wejść na stronę plusa . I wszystko na tacy. Ale niech będzie połączenie wychodzące 97 gr, połaczenie przychodzące 25 gr, SMS 31 gr, MMS 1,02pln , 1 Mb transferu 1.02pln

NOWY! Autor: bogdan | Dodano: 2015-03-21 09:43:14


@ROMAN

Zaraz po wyladowaniu w telefonie wyswietla sie dwa sms:

1.o cenach,ktore pytasz,ktore beda nie dlugo nizsze od tych tu juz podanych.

2.numery telefonow naszych ,polskich ambasad w stolicy kraju TWOJEGO pobytu.

Domyslam sie,ze chcesz rozwiazac problem doladowania tam za garnica (ja tez mam simplusa).

Ja rozwiazuje to w ten sposob:

1.kupuje sobie "zasilenia" w kraju i znanym sposobem zasilam w kraju pobytu.Ale tu uwaga,bo musisz to zrobic majac na koncie troche "grosza",bo operator pobiera za taka operacje niewielka kwote.I co wazne, musisz miec aktywny telefon,tak, ze <ty mozesz wysylac smsy.

2.Ktos w Polsce kupuje "zasilenie= doladowanie" i podaje mi numerek z tej kartki i zasilam sam

3.Ktos w Polsce idzie do oüeratoa sieci (tu PLUS) i kupuje "doladowanie" i oni komputerowo robia to i masz aktywny telefon natychmiast.

A co do rezerwacji  miejsc w albergach,to rzadko ktore schronisko przyjmuje rezerwacje.Odbywa sie to na zasadzie,kto pierwszy ten...dostaje lozko w schronisku MUNICYPALNYM=SAMORZADOWYM np.danej niby naszego URZEDU MIASTA i to jest tanie stosunkowo. Rezerwacje przyjmuja "albergi",ktore tak sie nazywaja,a sa to najczesciej niedrogie kwatery prywatne,pensjonat,ktore w zasadzie nie powinny nazywac sie ALBERGE,bo ta nazwa troche tu myli pielgrzyma.

Buen Camino

Bogdan 

NOWY! Autor: bogdan | Dodano: 2015-03-21 09:45:34


Przepraszam za "literowki",mialo byc:

OPERATORA :-)

Bogdan

NOWY! Autor: Roman | Dodano: 2015-03-21 15:36:24


Do   Bogdana  i  Wiesława 60+  !!!

Dzięki  za  odpowiedź -  wszystko  jasne  !!!\\

Wszystkiego   Dobrego,    Cześć  Chłopaki !!!

Pozdrawiam    !!!!

Roman 

 

NOWY! Autor: AK. | Dodano: 2015-04-02 14:20:33


Dla naszego Libero i dla wszystkich od A do Z  na tym forum. 

Ciepłe i serdeczne życzenia Wesołych Świąt.

Buen Camino

NOWY! Autor: libero | Dodano: 2015-04-02 23:24:12


@AK

Z tym "naszym" to nie ryzykuj Andrzej, ale jak miałeś na myśli, że od Ciebie, to serdeczne dzięki - dla Ciebie i dla wszystkich forumowiczów zdrowych radosnych świąt - przede wszystkim dla tych co wybierają się na Caminowe szlaki - pieszo, rowerem czy na hulajnodze, żeby decyzja o pójściu TAM miała szansę w święta ostatecznie dojrzeć, a dla tych co już byli, żeby chociaż trochę z atmosferki Drogi wróciło w święta jak bumerang i walnęło prosto między oczy jak widok żółtej strzałki na rozdrożu. Pozdrawiam

NOWY! Autor: AK | Dodano: 2015-04-04 14:36:07


@J

Chyba cała Polska południowa  jest w zasiegu  mając tuner  na FTA Free .U mnie  Servus Tv na Satelicie Astra jest odbierany w doskonałej jakości HD , więc czasem na  tym kanale /mimo złej znajomośc niemieckiego/ mogę coś ciekawego zrozumieć , zwłaszcza w temacie Camina. Dzięki za przypomnienie i w przyszłości też napisz jak coś będzie....na ten temat. Pozdro. Andrzej

NOWY! Autor: J | Dodano: 2015-04-05 15:02:23


@AK

tutaj rozkład programów o pielgrzymowaniu  na kwiecień.

Wesołych świąt i takiegoż następnego Camino.

Jago

NOWY! Autor: K!!!! | Dodano: 2015-04-06 22:08:31


witam

Szybkie pytanie i Prosze szybka odp.

Na jakiej ulicy w Santiago jest dworzec autobusowy z którego startują autobusy do Muxia????!

Chce rano jechac a mam z tym problem

 

Dzieki za odp.

NOWY! Autor: AK | Dodano: 2015-04-06 23:03:18


Rua de Anxso Casal.

Pytaj o  Estacjon de autobuses .

NOWY! Autor: K | Dodano: 2015-04-08 16:05:37


Zachęcam wszystkich zeby isc lub jechac bus do Muxia! :)

Na prawde warto 

Na 1 noc i zobaczyć zachód słońca na końcu świata :)

NOWY! Autor: Wiesław 60+ | Dodano: 2015-04-08 16:48:22


http://www.compostelavirtual.com/transportes/horarios-autobus-santiago-muxia.html   Do K z dworca autobusowego w santiago

NOWY! Autor: marta | Dodano: 2015-04-18 13:17:34


@ Maciej !

Cześć Maćku , proszę o radę w sprawie zakupu smartfina , chciałam kupić ten sam model  z którym wyruszyłeś na trasę w ubiegłym roku, Samsung C4 zoom, ale w punkcie mi dzisiaj odpowiedziano, ze taki model nie istnieję. Czy aby na pewno dobrze odpisałam typ telefonu, ciekawa też jestem czy byłeś z niego zadowolony ? Mój poczciwy Ericsson odszedł na zawsze i muszę nabyć coś nowego.

Przepraszam za kłópot, ale doszłam do wnoisku , jeżeli ten model sprawdził się u Ciebie na wędrówce to i u mnie da radę  i nie trzreba szukać nic innego..

Pozdrawiam , Marta

 

NOWY! Autor: libero | Dodano: 2015-04-19 12:58:10


@Marta

A jak lubisz prostotę to polecam. W Tesco w Eire 9.99euro. Starter w cenie. Od roku sobie chwalę

NOWY! Autor: marta | Dodano: 2015-04-19 13:14:51


Dzięki Libero za poswięcony czas, ale mnie chodzi o smartfona który  towarzyszył na via de la Plata

Panu Maciejowi w październiku 2014r. Pan w salonie Samsunga był wczoraj mało kumaty i twierdził  , że taki model nie istnieje.

W Tesco kupuję tylko rzodkiewkę, niestety,

Pzdr.

 

 

NOWY! Autor: Asia | Dodano: 2015-04-19 13:28:59


@Marta, zapewne miałaś na myśli Samsung S4 zoom. Też o takim myslałam. Na allegro są tylko używane po 500-600zł

NOWY! Autor: marta | Dodano: 2015-04-19 13:51:22


@ Asia, a masz na uwadze może jakiś inny ciekawy model ????

NOWY! Autor: Asia | Dodano: 2015-04-19 19:38:03


Zrezygnowałam z pomysłu 2w1 juz w zeszłym roku. Miałam i telefon i aparat. Aparat był taki typowo kieszonkowy. Niedrogi, tak, żeby nie było szkoda go nosić w kieszeni bez pokrowca. Sprawdził się super, często robiłam zdjęcia w marszu, bez stawania. Z aparatem w telefonie to jednak trochę jest problemu, choćby to, że trzeba mieć wolne obie ręce. Niestety mój aparat spadł mi fatalnie w ostatni dzień camino i będę musiała kupic coś nowego. Fajne aparaty można dostać już za 150zł.

NOWY! Autor: Maciej | Dodano: 2015-04-19 23:11:57


Marta@ Teraz jest nowy model Samsung Galaxy K zoom. Ma trochę lepsze parametry. Cena w sklepach internetowych jeszcze wysoka bo ok. 1500 zł. Myślę, że powinna spaść do ok. 1000 zł. Mój model sprawuje się dobrze i jestem z niego zadowolony. Rzeczywiście poprzedni model to S4 zoom, przepraszam za wprowadzenie w błąd i dziękuję za poprawienie.

Pozdrawiam! Buen camino!

NOWY! Autor: marta | Dodano: 2015-04-20 00:18:28


@ Dzięki Maćku za info, cieszę się, że model sprawuje sie dobrze, poszukam jeszcze w innych sklepach, obejrzę też model o którym piszesz, moja lustrzanka + obiektyw = około 3,5 kg to trochę zniecheca.

Pozdrawiam , marta

NOWY! Autor: Maciej | Dodano: 2015-04-20 11:53:04


Marta@ Oczywiście zdjęcia nie będą tak dobre jak z lustrzanki! Wynika to z rozmiaru matrycy. No i brak wizjera w pełnym hiszpańskim słońcu będziesz bardzo odczuwała. Ostatnio zwróciłem uwagę na bezlusterkowce. Mam model NEX F3 i też jestem z niego zadowolony. Jakość zdjęć porównywalna do lustrzanek z matrycą APSC ale też nie ma wizjera. Za to nowa seria aparatów a6000 w cenie do 3000zł z kitowym obiektywem, ma wizjer, robi bardzo, bardzo dobre zdjęcia (takie są opinie) i ma bardzo szybkie ostrzenie. Sony za chwilę wypuści na rynek następcę tego modelu o nazwie a7000, więc a6000 powinien szybko potanieć. Niestety w dziedzinie fotografii postęp jest tak szybki, że nie jesteśmy za nim nadążyć finansowo. Daj znać na co się zdecydujesz.

Pozdrawiam! Buen camino!

NOWY! Autor: marta | Dodano: 2015-04-20 12:49:08


@ Maćku, ja mam lustro Canon 60d i z tego co piszesz wynika jasno ,że sprawę muszę przemyśleć, smartfona muszę kupić  bo GPS, Wi-Fi, telefon,  na razie to w temacie poruszam sie jak dziecko we mgle, ale wszystkie modele o których piszesz obejrzę w sklepie. Dochodzi jeszcze jeden aspekt, jeśli uda mi sie namówić kumpelę  na wędrówkę to wtedy niektóre rzeczy niesiemy do spółki i lustro można zabrac, Zabranie osbno telefonu i osobno aparatu też ma swoje dobre strony choćby z uwagi na amatprów cudzych rzeczy, jeśli ukradnie jedno to może drugiego nie znajdzie.

Pozdrawiam, Marta

NOWY! Autor: Maciej | Dodano: 2015-04-20 15:49:10


Marta@ Musisz wszystko dobrze przemyśleć. Nie wiem jaka trasę wybrałaś. Im więcej ludzi tym większa szansa, że znajdzie się amator, choć ja osobiście nie słyszałem podczas moich wędrówek o kradzieży wśród osób, które znałem. Byłoby głośno w albergue o czymś takim. Dla mnie istotny jest ciężar. Wszystko trzeba nieść na własnych ramionach i szczególnie pod koniec dnia daje to o sobie znać. Dlatego 10 razy zastanawiam się, ważę, kładę to na jedną kupkę to na drugą. Z jednej strony kusi, a z drugiej rozsądek podpowiada co innego. Nie zazdroszczę Ci tego problemu. Osobiście na lustro nie zdecydowałem się, ale tego a6000 to kto wie. Na razie mam dużo czasu. Wyruszam dopiero 23 września do Malagi.

Pozdrawiam serdecznie! Buen camino!

NOWY! Autor: marta | Dodano: 2015-04-21 07:17:36


@ Maciek, zawęziłam wybór do Samsung Kzoom za 1499 zł lub Samsung S 4, za 1299 , róznica nie w cenie nie jest ogromna, ciekawa jestem na który Ty byś się zdecydowal,

A we wrześniu idziesz z Malagi do Meridy, a potem lot z Madrytu do domu, czy tez masz zamiar pokusić się na dalszą wędrówkę w kierunku SdC,

Pozdrawiam M

NOWY! Autor: Maciej | Dodano: 2015-04-21 11:39:20


Marta@ Tak z Malagi do Meridy i powrót autobusem do Madrytu i wracam do domu. W ubr szedłem z Sevilli przez Meridę do Salamanki, a w 2009 z Salamanki do Madrytu. Na ten rok wybrałem Camino Mozarabe z Malagi, a w przyszłym mam nadzieję na Mozarabe z Almerii przez Granadę do Cordoby w tym również kawałek z Jaen. Staram się za każdym razem iść inną trasą, a tras jest tyle, że życia nie wystarczy.

Co do wyboru smartfona, przy tak niewielkiej różnicy ceny skłaniałbym się do k zoom, bo ma większy wyświetlacz, szybszy procesor, matryca 20Mpix i nowszy Android. Jeśli masz czas nie spiesz się, przeglądaj oferty w Internecie. Ja kupiłem swojego w ubr za 999zł z dodatkową baterią, zewnętrzną ładowarką i etui, to bardzo przydatne dodatki. Zewnętrzna ładowarka pozwala na ładowanie samej baterii, a więc nie ma problemu wystawiania na "pokusę" smartfona. Etui ma wycięcie na obiektyw i pasuje tylko do tego typu, a jest też przydatne. Kiedy się wybierasz na camino i jaką trasa planujesz iść?

Pozdrawiam serdecznie! Buen camino!

NOWY! Autor: Maciej | Dodano: 2015-04-21 11:49:39


Marta@ Sprawdzałem przed chwilą i kzoom można kupić już za 1249 zł w: http://www.skynet.pl/samsung-galaxy-k-zoom-4-8-hd-8gb-lte-hexa-core-sm-c115-fv23-white-bialy.html + koszt przesyłki.

Pozdrawiam serdecznie! Buen camino!

NOWY! Autor: marta | Dodano: 2015-04-21 16:57:03


@ Maciej, dzięki za wskazówki, będę się ich ściśle trzymać, wybór  trasy jest mi obojętny , byle iść przed siebie.

Pozdrawiam serdecznie ,Marta.

 

NOWY! Autor: marta | Dodano: 2015-04-25 17:01:35


@  Cześć Maćku ! Mam już K zooma, potrzebuję jeszcze kartę pamięci, a jaką Ty używasz w swoim smartfonie ?

Pozdrawiam serdecznie, M.

NOWY! Autor: Maciej | Dodano: 2015-04-25 21:32:09


Gratuluję! Kup kartę 32 GB clas 10. Można ją kupić już poniżej 100 zł. Możesz kupić Sandisk czy Samsunga. Ważna jest szybkość zapisu i odczytu danych - im szybciej (najlepiej ponad 40Mb/sek). Wystarczy na mnóstwo zdjęć. Ja również wgrałem tam mapy do systemu Navigator. Nie musiałem z nich korzystać. No to wybieraj teraz trasę i termin. Na ogół kupno wcześniej biletów lotniczych się opłaca. Rozumiem, ze to będzie Twoje pierwsze camino. Daj znać jak wybierzesz. Zainstaluj sobie ze sklepu Play aplikację Tłumacz polsko hiszpański Google w trybie offline (nie jest wtedy potrzebny kontakt z Internetem. Jest bardzo dobry, proste zwroty tłumaczy bardzo dobrze, można wpisywać zwroty, a także mówić. Jeśli korzystasz tylko z Internetu wi-fi (nie masz w abonamencie darmowego Internetu) to na początek w ustawieniach Więcej sieci - Komunikacja ustaw tryb offline, bo wszystkie aplikacje standardowo wgrane przez producenta będą się łączyły z Internetem w celu aktualizacji i zaczną Ci nabijać kasę. Jedyny problem nie wyślesz i nie odbierzesz mms-ów. Tak to głupio jest ustawione i nie udało mi się tego zmienić.

Pozdrawiam serdecznie. Buen camino.

 

NOWY! Autor: marta | Dodano: 2015-04-26 12:14:18


@ Maciek !,

dzięki za podpowiedź co do karty pamieci, moje cudo na początek działa na kartę, a nie na abonament, jeszcze do ogarnięcia pozostały sandały i spiworek o wadze do 0,5 kg,,wybór trasy zależy od terminu wyjazdu, wrzesień - listopad to Hiszpania południowa, marzec - czerwiec  to zdecydowanie północ. Mam jeszcze jedno pytanie , czy w czasie swoich wędrówek używasz jakiegoś odstraszacza na pieski ? Pewnie sie uśmiejesz, ale jak widzę na ulicy jakiegoś olbrzyma  to bez wzgledu , czy na smyczy, czy w kagańcu,  profilaktyvznie przechodzę na drugą stronę ulicy, Tak mam i nic na to nie poradzę. Pieski w góry nie chodzą i tu przynajmniej mam spokój.

Pozdrawiam serdecznie, M.

NOWY! Autor: Maciej | Dodano: 2015-04-26 13:31:37


Marta@

Ja też używam telefonu na kartę. Ja mam również telefon stacjonarny w UPC z limitem 240min. Korzystam z aplikacji UPC Phone, która pozwala na korzystanie z rozmów ze smartfona przez wi-fi z limitu telefonu stacjonarnego. W kraju działa świetnie. Wkrótce sprawdzę jak działa w Hiszpanii bo jest to świetne rozwiązanie. Ponieważ tańsze w roamingu są rozmowy przychodzące to zwykle do mnie dzwonią, a ja zwykle wysyłam tylko sms-y. Jeszcze jedna uwaga, jeśli chcesz ze smartfona dokonać wpisu na forum to musisz w ustawieniach, gdy wejdziesz na stronę,  zaznaczyć "Wygląd komputerowy" - opcja wywoływana przyciskiem po lewej stronie głośnika, bo inaczej nie uda się operacja "Dodaj wpis".

Z pieskami mam tylko dobre relacje, kocham wszystkie, każdego chcę pogłaskać i przytulić, co nie zawsze się udaje. Dlatego nie potrafię nic doradzić, chyba towarzystwo innej osoby. Najwięcej ich spotkasz w Galicji. Nigdy nie były to spotkania nieprzyjemne. Są przyzwyczajone do widoku przechodzących ludzi, chyba, ze wyczują Twój strach. 

Tak lekki śpiwór to Laufama 0,55kg w GO za 270zł. Ja mam z Decathlonu 0,65kg, już trochę nadwyrężony. O sandałach był tu jakiś czas temu wątek na forum. Ja używam Timberlanda, w normalnej cenie są drogie, kupuję w lipcu jak są przeceny. Mają miękką podeszwę i są wygodne.

Pozdrawiam serdecznie! Buen camino!

NOWY! Autor: Bogdan | Dodano: 2015-04-26 14:08:43


MARTO 

W tych najblizszych dniach (chyba w srode),dziewczyna z Niemiec (POLKA), konczy CAMINO VIA LAPLATA.Wiem napewno,ze ONA ma taki "straszydlo" na pieski,bo mi o tym mowila i takze na swojej stronie www.teresa on tour.de pisza o tym urzadzeniu.Jest tam nawet zdjecie tej "maszynki".Za kilkanascie dni bede z ta DZIEWCZYNA wedrowal na CAMINO POLACO to zapytam o szczegoly,czy uzywala,czy to sie sprawdzilo itp.Jesli bedziesz zainteresowana to wejdz na jej strone i zobacz a potem o szczegoly zapytaj na tym forum (za jakies dwa tygodnie).

Buen Camino

 

NOWY! Autor: Ruda | Dodano: 2015-04-27 08:03:01


Ja też lubię psy i generalnie się ich nie boję.

Rok temu "napadl" na mnie duży ok. 30 kg pies, ale na szczeście szłam z kijkami.

Dostał dość mocno kijem po karku, bo skoczył do mnie. To mu pomogło.

A w górach widziałam jak góral głosnym tupnięciem i krzykiem odstraszał psa, właściwie atakując psa, zanim ten podszedł. Sprawdzałam...działa :)

To na tenczas zanim kupisz odstraszacz.

NOWY! Autor: Agnieszka | Dodano: 2015-04-27 12:08:16


Strasznie rozbieżne są te informacje o psach - ja przed wyjściem się naczytałam, że na szlaku są całe psie sfory, a zarówno na drodze francuskiej jak i na primitivo nie spotkałam ani jednego psa, który mógłby być jakkolwiek agresywny. Myślę, że dużo w tej kwestii zależy od naszego nastawienia - ja się psów nie boję, może dlatego szczekający pies nie wprawiał mnie w przerażenie. Generalnie głaskałam niemal każdego psa, który się "napatoczył"

 

Buen Camino!

NOWY! Autor: marta | Dodano: 2015-04-27 15:57:26


@ Maciek, dzięki za całokształt.

Pozdrawiam , Marta.

NOWY! Autor: Maciej | Dodano: 2015-04-27 18:03:15


Marta@

Życzę powodzenia. Daj znać jak wypróbujesz to cacko. Ciekaw jestem Twojej opinii o zdjęciach. A po powrocie albo jeszcze lepiej w trakcie Drogi dawaj znaki, dziel się swoimi wrażeniami.

Pozdrawiam serdecznie! Buen camino!

NOWY! Autor: piotr m | Dodano: 2015-04-27 22:34:11


hej kaminowicze... milo poczytac wasze wpisy... doswiadczenia wloczykijow.... po ostatniej wedrowce po mazurach, gdzie spotkalem oznakowania camino, postanowilem sie wybrac na droge francuska... ruszam rowerkiem z biarritz do st jean pierre itd ... na poczatku maja... cos pieknego..

NOWY! Autor: szymek krusz | Dodano: 2015-04-28 08:22:27


Już prawie wszystko spakowane  na Camino , ale ...  Co mamy zabrać aby uchronić przed zniszczeniem  paszport pielgrzyma? Macie jakie sprawdzone "etui"? Pozdrawiam

NOWY! Autor: Bogdan | Dodano: 2015-04-28 09:31:23


@PIOTR M

Napisz PIOTRZE,gdzie, dokladnie byles na Mazurach i gdzie widziales muszelki.

Prawdopodobnie moje znakowanie widzieles.Wlasnie od granicy LT/PL do Olsztyna udalo mi sie namalowac setki zoltych muszelek na niebieskiech kwadratach i moze troche mniej zoltych strzalek.

Napisz czy chociaz "kawalek" przeszedles na CAMINO POLACO?Czy moze masz jakies uwagi co do oznakowania,przebiegu DROGI,moze nocowales gdzies w interesujacym miejscu.

Z gory dziekuje za cenne informacje.Zapraszam na CAMINO POLACO (przewodnik do nabycia u mnie).

Buen Camino 

NOWY! Autor: Agnieszka | Dodano: 2015-04-28 10:47:48


Szymku, w Rossmanie można kupić takie przeźroczyste, foliowe kosmetyczki na dziale z kosmetykami do samolotów (takie jak na zdjęciu https://bialatoaletka.files.wordpress.com/2014/05/dsc04316.jpg). Idealnie zmieścił się do niej mój credencial

 

Buen Camino!

NOWY! Autor: libero | Dodano: 2015-05-09 22:14:03


Do Maćka (hlina)

Bo akurat widzę, że tu zawitałeś, a ja ostatnio też na forum bywam w kratkę. Cos mi świta, że w maju wychodzisz. Tyle się do swojego Camino przygotowywałeś więc życzę, żeby było ciekawiej niż myślisz - czyli życzę zaskoczeń i niespodziwanych zwrotów akcji, nawet gdyby miały być z dreszczykiem. Buen Camino i pozdro

P.S. Szef na pewno będzie płakał. Miejmy nadzieję, że onkologia w kraju nie stanie

NOWY! Autor: hlin | Dodano: 2015-05-10 11:51:08


Do:Libero - (dobrego)

No niewiarygodne po prostu :) Jesteś Libero jedyną osobą, która pamięta że wychodzę w maju. nawet moja rodzina regularnie co dwa trzy dni doświadcza zaniku pamięci, a tu proszę - jaka niespodzianka! Dziękuję za życzenia. ruszam 19 maja po pracy do Modlina, 20-go o 6.30 mam lot do Stansted i dalej do Biarritz. Ze względu na remont kolejki postawiłem na bourricota, choć jeszcze miesiąc temu wyglądało na to że ta przyjemność będzie mnie słono kosztować, ale znalazło się kilka osób jeszcze.

Co do niespodzianek : cóż już się zaczęły - tak jak się obawiałem, moje buty nie wytrzymały tempa półtorarocznego treningu i postanowiły się zbuntować. Spod podeszy coś wylazło i zafundowalo mi zapalenie rozcięgna. Skończyło się reklamacją, wymianą ale w efekcie idę w butach znacznie gorzej rozchodzonych niż zakładalem. Najbardziej zaskoczyła mnie waga plecaka, bo zbliżam się do 12 kilo i sam nie wiem jak to się stalo :) a nie bardzo mam co wyrzucić. Każdemu kto w drodze życzę samych pozytywnych zaskoczeń.

Tobie Libero z serca dziękuję

pozdrawiam

maciek

NOWY! Autor: libero | Dodano: 2015-05-11 10:49:21


Czyli niespodzianki się już zaczęły - na Camino spodziewaj się więcej.  Co do butów się nie przejmuj, też wyszedłem w nowych i jakoś doszedłem. (do forumowiczów - nie jest to zachęta, żeby iść w nierozchodzonych, tylko, żeby iść nawet jak są nierozchodzone). Jeszcze pytanko o tego burricota - jak dałeś radę zaklepać sobie miejsce - przez ich stronkę? Bo raczej dotychczas słyszałem, że ludzie się zgadują na miejscu na wspólny kurs. Pzdr

NOWY! Autor: Papa | Dodano: 2015-05-11 14:18:03


Do: hlin

cześć, ja wyruszam dzień wcześniej czyli wylot we wtorek 19go maja o 6.30. Mam godzinę aby z lotniska dostać się na dworzec, na ostatni pociąg ....  Okazuje się , że w Stansted zbierze się grupka Polaków na camino. Co to są "bourricota" (chyba busy do SJPDP .?) ? Na jakiej trasie jeżdżą, skąd odchodzą i ile kosztują ?

pozdrawiam, papa

 

NOWY! Autor: Papa | Dodano: 2015-05-11 14:18:03


Do: hlin

cześć, ja wyruszam dzień wcześniej czyli wylot we wtorek 19go maja o 6.30. Mam godzinę aby z lotniska dostać się na dworzec, na ostatni pociąg ....  Okazuje się , że w Stansted zbierze się grupka Polaków na camino. Co to są "bourricota" (chyba busy do SJPDP .?) ? Na jakiej trasie jeżdżą, skąd odchodzą i ile kosztują ?

pozdrawiam, papa

 

NOWY! Autor: hlin | Dodano: 2015-05-11 22:18:14


Do: Libero,Papa

tutaj podaję link :http://www.expressbourricot.com/

Spójrzcie na last minute - jeżeli jest grupa jadąca busem, po prostu napiszcie do Karoliny, że jesteście zainteresowani dołączeniem. koszt kursu busa to 80 euro - koszt dzieli się na ilośc jadących. Ot cała filozofia.

Trasa: Biarritz lotnisko - SJPDP lub Bayonne -SJPDP

Tu: http://www.expressbourricot.com/en/persons-transport/ macie szczegóły co do godzin itp.

Sądząc po stawce na 19 maja 18-27 są jeszcze wolne miejsca, warto napisać i zabookować sobie jedno - przy okazji potwierdzić koszt. Bus wychodzi drożej niż kolejka, choć o ile moje wiadomości są aktualne to kolejkę zastępują aktualnie autobusy bo jest remont torowiska - przynajmniej był na początku maja.

Do: libero

Miałem kłopot żeby wprowadzić na formularzu datę przylotu i długo nie kumałem czemu. potem okazało się że 20 maja po prostu nie było chętnych. Zaryzykowałem i zabookowałem kurs - teraz jak widzę zebrała się grupka podróżnych. jezeli chodzi o kontakt to po prostu napisałem :

apcaroline@hotmail.com

po godzinie miałem odpowiedź.

Pozdrawiam

maciek

NOWY! Autor: Papa | Dodano: 2015-05-11 22:23:41


Do : hlin i inni

dzięki - JESTEŚCIE WIELCY :-))

pozdrawiam, papa

NOWY! Autor: libero | Dodano: 2015-05-11 23:13:53


Hej dzięki Maciek, będzie do czego odsyłać, jak będą zapytania. Nie wiedziałem, że można u nich rezerwować przez internet, bo dotychczas spotykałem się tylko z opisami, że ludzie na miejscu się zgadywali. Pozdro i Ultreia!

NOWY! Autor: marta | Dodano: 2015-05-12 09:51:25


@ Bogdan, zgodnie z Twoja instrukją , po upływie dwóch tygodni zglaszam sie po info, czy odstraszcz zdał egazmin na trasie ?

Pozdrawiam, M.

NOWY! Autor: Mi | Dodano: 2015-05-17 11:31:16


Drogie Panie, jak rozwiązywałyście problem suszenia włosów na Camino? :-) No bo prysznic po przyjściu, a potem zwiedzanie, więc jak? Z mokrymi włosami nie wyobrażam sobie wychodzenia, a taszczenie ze sobą suszarki też mi się nie uśmiecha. Temat może mało istotny z punktu widzenia samej pielgrzymki, ale jednak się zastanawiam. Pozdrowienia.

NOWY! Autor: Gosia | Dodano: 2015-05-17 12:41:20


Na del Norte raz zdarzyła mi się alberga z suszarką. Ja nie przywiązywałam wagi do wyglądu i m.in. mokrych włosów. Po prostu same schły w ciepłym słońcu. Zdarzało mi się iść  z mokrymi do sklepu, czy baru. Nie było to dla mnie istotne:-)))

NOWY! Autor: Marta M | Dodano: 2015-05-17 13:49:45


Na Frances suszarkę widziałam raz - w Foncebadón, ale to pięć lat temu :)

Wszystko zależy od pory roku i wybranej drogi. Na Frances we wrześniu rzeczywiście włosy same schły i cześć pracy, natomiast teraz w kwietniu/maju na Primitivo bez suszarki byłabym chora po trzech dniach, bo lało i nie schło nic, a już na pewno nie włosy ;) Także czasem noszenie ze sobą suszarki jest koniecznością niemającą wiele wspólnego z dobrym wyglądem :)

NOWY! Autor: Mi | Dodano: 2015-05-17 13:49:59


Nie chodzi o wygląd :-) Chodzi o to, że ja już mam wizję ulewy i niskich temperatur. W ciepłym letnim słońcu to faktycznie nie jest problem.

NOWY! Autor: Marta M | Dodano: 2015-05-17 15:12:18


Właśnie dlatego w tym roku suszarka mieszkała w moim plecaku, taka mała - suszenie nią trochę trwa ale jest zbawcze przy deszczu i 15 stopniach :)

NOWY! Autor: Mi | Dodano: 2015-05-17 15:45:26


Pewnie wezmę suszarkę. W razie konieczności i ubrania się dosuszy... ;-) Dzięki za odpowiedzi.

NOWY! Autor: góral | Dodano: 2015-05-17 20:38:51


jak zwykle "baby" macie problem... a przecież Camino to nie 

 

 

 

 

jak zwykle "baby" mają problem. Camino to nie sopocki "monciak.Nikt rozsądny nie zwraca na to uwagi .

 

 

 

 

 

 

 

'

NOWY! Autor: B.i M. | Dodano: 2015-05-17 22:03:32


Też miałam takie obawy i dlatego przed swoim camino (wrzesień) ścięłam włosy na króciutko. Dobrze wytarte w moment były suche.

Taka fryzura odmłodziła starszą panią :))  i noszę ją do teraz. Pozdrawiam. Basia

NOWY! Autor: Mi | Dodano: 2015-05-17 22:06:03


No toż chyba tłumaczę, że nie chodzi mi o względy estetyczne tylko o to, żeby się nie rozchorować na zimnie z mokrą głową... A Monciak to akurat średni punkt odniesienia, z całym tym swoim "klimatem" (moje prywatne zdanie).

NOWY! Autor: libero | Dodano: 2015-05-18 15:34:21


Opcja bez suszarki - prysznic tylko jeden - wieczorem - i już nigdzie na miasto nie możesz wyjść. Tak, że życie nocne na Camino musisz trochę ograniczyć, ew. z ręcznikiem na głowie. Pzdr

NOWY! Autor: Asia | Dodano: 2015-05-18 16:44:38


Ja tam nigdy nie mialam prroblemów z mokrymi wlosami. Zazwyczaj prysznic bierze się zaraz po dojściu na nocleg, często wczesnym popołudniem. Wtedy i tak jest sjesta i nie ma co wychodzić. Jest czas żeby odpocząć. Jedzenie i tak serwowane jest po 18.00.

Pewnie też dużo zależy od trasy. Często nie ma czego zwiedzać, bo to wioska. Oprócz schroniska trzy chałupy.

NOWY! Autor: libero | Dodano: 2015-08-26 21:00:50


Pytanie do Administratora

Czy statystyki forum, które są niedostępne od kilku miesięcy, zostaną uruchomione ponownie? Nie, żeby to było bardzo ważne, ale lubie sobie czasami zerknąć na ruch. Dzięki za odpowiedź i pozdrawiam

NOWY! Autor: Romek | Dodano: 2015-08-28 17:36:00


Euro  czy  Funty !!!

Na   lotnisku w London   StN mam  czekać 6 godzin  czy  mogę u  robić  zakupy np (  wody  mineralnej ,  czekoladyitp  )  płacąc Euro   czy  muszę  mieć  funty??

Za   odpowiedzi  od  tych  którzy to  ćwiczyli z góry

Dziękuję!!!

Romek

 

 

NOWY! Autor: szymek krusz | Dodano: 2015-08-28 18:45:51


Witam

płaciłem w funtach , ale kantor też jest

NOWY! Autor: libero | Dodano: 2015-09-07 10:18:27


Moje Camino w realu wchodzi w nowy odcinek, który wymaga czasu i uwagi i nie będę mógł być póki co aktywny na forum. Ponieważ zaglądałem tu prawie codziennie przez ostatnie 1,5roku i fajnie było być częścią tej społeczności, pozdrawiam wszystkich forumowiczów, a tym którzy dopiero wyruszają Buen Camino. Pozdrawiam

NOWY! Autor: Wiesław 60+ | Dodano: 2015-09-07 11:54:53


dużo zdrowia Libero.Dziękujemy za to że byłeś z nami do zobaczenia na forum

NOWY! Autor: libero | Dodano: 2015-09-07 12:03:20


Wiesław zdrówka również i Buen camino przed Twoim wrześniowym Primitivo

NOWY! Autor: Ruda | Dodano: 2015-09-07 12:10:44


Dzięki Libero.

Wielki szacun i podziękowanie za rozjaśnienie "szarad" połączeń i przesiadek.

I powodzenia na nowym.

Ruda

NOWY! Autor: Maciej | Dodano: 2015-09-07 13:10:07


Buen camino libero! Ja ruszam z Malagi 25 września i kończę w Meridzie 14 września.

Pozdrawiam serdecznie!

NOWY! Autor: Maciej | Dodano: 2015-09-07 13:10:53


Oczywiście 14 października!

NOWY! Autor: boguskrowa@op.pl | Dodano: 2015-09-07 15:28:11


@Libero

Buen Camino

Czasem napisz jak sie idzie

 

NOWY! Autor: B.i M. | Dodano: 2015-09-07 19:01:55


Wszystkiego dobrego Libero. Buen camino! :)

NOWY! Autor: J | Dodano: 2015-09-08 23:47:40


@Libero

Szczęśliwej Drogi

Jago

NOWY! Autor: libero | Dodano: 2016-08-09 20:23:54


@L.

W tym watku dzisiaj (9.08.2016) napisalas:

"Ten wozek na trzech kolkach w formie spiczastego trojkata to super rozwiazanie,widzialam starsze pary z czym takim , rowniez mlodych ludzi . Ta droga jest dla kazdego i kazdy idzie jak chce  i wydaje ile chce.Na Forum jest duzo mlodych ludzi, ktorzy do wszystkiego sie wtracaja, pielgrzymka jest nie tylko dla ducha ,rozumieja to pojecie niestety nieliczni."

 

Witam. Ostatnio wycofalem sie z forum, czesciowo przez urlop, czesciowo przez inne zajecia i poki co tak raczej pozostanie. Ale dzisiaj wpisu nie moge sobie darowac. W pelni sie zgadzam z tym co na poczatku postu napisalas - tak Camino jest dla wszystkich i tak, nie ma co sie przejmowac niektorymi negatywnymi komentarzami, tylko isc je po swojemu na miare swoich wlasnych mozliwosci i ze swoimi wlasnymi intencjami. Ale kilka uwag na uporzadkowanie paru spraw, od osoby (w wieku srednim), ktora na tym forum regularnie przebywa od ponad 2 lat, a wiec ma przekrojowy oglad, bo czasami mozna kogos nieslusznie skrzywdzic.

 

Wiekszosc klotni, agresywnych komentarzy (jak chociazby dzisiejszy wpis adresowany do Slowo, ktory w przeszlosci zawsze umieszczal tutaj bardzo tresciwe i jakosciowe wpisy odnosnie rowerowego Camino, czy ataki na Andrzeja - zreszta dzisiaj atakujacy pomylil Andrzejow i zjechal nie tego co zwykle, tak ze pudlo) umieszczana jest przez ta sama osobe, a takich gosci w sumie jest zaledwie 2-3. Nie lubie nazywac ich trolami, bo to konkretni ludzie z konkretnymi problemami osobowosciowymi, a czasami mam wrazenie rowniez z nienawiscia do tych caminowiczow, ktorzy przynosza tutaj zapal i entuzjazm jakim Droga potrafi obdarowac. Moze to zawisc, bo sami w realu prowadza zycie marne i bezowocne.

 

Ta osoba uzywa po prostu kilkudziesieciu nickow. Nikt nie ma watpliwosci, ze Jolka, Kamedula itd. to ten sam facet. Nie chodzi tutaj o tropienie, bo nie ma zamiaru sobie nim glowy zawracac, ale o uporzadkowanie faktow - to nie jest 'mlody' forumowicz jak piszesz. To dorosly gosciu, w wieku juz blizej emerytury. Przez ostatnie 2 lata nie przypominam sobie, zeby jakas mloda osoba wywolala tutaj klotnie, obrazala kogos (byc moze w przeszlosci tak bylo). Moze czasami chlapneli cos, moze bywaja naiwni i niezorientoani, ale nie sieja tutaj agresji. To niestety dzielo ludzi tzw. dojrzalych, doswiadczonych zyciowo. Mlodzi tutaj wpadaja, ale poniewaz to forum czesto zaprzecza wartosciom Camino, to rownie szybko je opuszczaja. Zreszta sie nie dziwie, bo kto by chcial, zeby mu deptac piekna historie, ktora wlasnie przezyli. Oczywiscie jest tu sporo bardzo wartosciowych  osob starszych, ktore od dawna buduja jakosc dyskusji, wiec nie chce budowac pokoleniowych podzialow, ale fakty sa jakie sa i moga bolec. To nie mlodzi tutaj sieja chamstwo i marazm. Zreszta ich juz prawie tu nie ma.

 

Czesto pojawiaja sie tutaj wpisy odnosnie kredytow lichwiarskich. To rowniez nie jest osoba mloda. Kiedys myslalem, ze to komputer je automatycznie wrzuca, ale dzisiaj juz wiem, ze nie. W grudniu tego roku zaatakowano (i de facto zniszczono kompletnie dyskusje) na innym polskim forum o Camino. Atak trwal bez przerwy 3 miesiace. Pomijajac fakt, ze w mysl polskiego prawa to przestepstwo zagrozone kara do 2 lat wiezienia, to tez nie zrobil tego 'mlody', ale osoba tzw. dorosla.

 

I ostatnia uwaga. Frekwencja - to ostateczny miernik jakosci forum. To forum, mimo, ze juz od grudnia nie ma 'konkurencji' (chociaz czy wypada mowic o konkurencji w sprawie Camino czy raczej o graniu do wspolnej bramki), jego frekwencja to kilkadziesiat osob dziennie, z czego 80-90 procent to te same stale osoby, ktore generuja wiekszosc odslon, a malo postuja. Sa tu bardziej z uzaleznienia. Biorac pod uwage, ze rocznie do Santiago dociera ok. 4000 Polakow, to swiadczy, ze wiekszosc myslacych o pielgrzymowaniu tutaj nie znajduje wsparcia dla swoich planowi i nie w oparciu o to forum przygotowuje sie do wyprawy. Rowniez ci co poszukuja przez ta stronke towarzyszy i czasami sie z tego powodu frustruja, moze nie maja swiadomosci, ze nowych osob jest tutaj jak na lekarstwo. Dlaczego? Kazdy niech sobie sam odpowie.

 

Ze wspomnianymi trolami najbardziej skuteczna metoda jest usuwanie ich wpisow. Wszystkie narzedzia ku temu ma w rekach moderator, nie my. No coz, niektorzy mysla, ze agresja miesci sie w granicach wolnosci slowa. Tylko, ze efekt jest taki - ze frekwencja leci na leb na szyje. Tylko nie hotele na trasie Camino, nie baseny, a nawet nie tlumy szkodza Camino, ale to ciagle zaklamywanie narracji o Camino, ktore tu jest na porzadku dziennym. W zeszlym na tym forum mlody chlopak, ktory przyszedl w poszukiwaniu porad odnosnie planowanej wyprawy, ktora miala mu pomoc wyrwac sie z marazmu zycia uslyszal rade "Jeśli wydaje Ci sie że jesteś taki skrzywdzony przez los to pamietaj, że mnostwo ludzi ma gorzej  i nie narzekaja. Może po prostu weź się w garść a nie licz na to że Camino Ci coś da i otworzy oczy.". Czyli w podsumowaniu - NIE IDZ NA CAMINO. A potem, kiedy probowal bronic swojej intencji pielgrzymowania, uslyszal, ze ma sluchac starszych i doswiadczonych zyciowo. Tak ta porada, byla od starszego, doswiadczonego zyciowo... 

 

To jest najwieksza 'komercjalizacja' Camino, bo wszystko inne jest na Drodze kwestia wyboru. Dla wiekszosci idacych jest to droga odnowy, poszukania pomyslu na zycie, odmiany, a dla innych Droga, ktora nic nie daje. A najlepiej to isc nia z portfelem wypchanym pieniedzmi, bo tradycyjny pielgrzym na Camino, to zwykly cham i zebrak, ktory budzi obrzydzenie i juz sie przezyl. Camino jest dla ustawionych zyciowo emerytow ze zlota karta kredytowa.    

 

Pozdrawiam

NOWY! Autor: libero | Dodano: 2016-08-09 20:25:11


W tym watku, bo zabraklo linka

NOWY! Autor: L. | Dodano: 2016-08-09 21:07:50


A kto jest tym tradycyjnym pielgrzymem?

A  komu przeszkadza, ze ktos ma wypchany portfel?

Jeden wyda 20€, drugi 100€ na dzien i co, jest z tego powodu gorszym pielgrzymem?

Jakosc pielgrzymki, nie tylko duchowej jest tez wspanialym przezyciem i nie ma o czym dyskutowac.

 

 

 

 

NOWY! Autor: libero | Dodano: 2016-10-02 11:25:28


Było coś niezwykle silnego i pięknego w tym chłopcu. Może nie bardzo w temacie Camino, chociaż ten rodzaj siły nauczyłem się dostrzegać dopiero chyba na własnym Camino. Pozdrawiam