Camino de Santiago

To nie droga jest trudnością... To trudności są drogą...

Monika i Paweł Buczkowscy
Nasze Camino - sierpień 2004

Etap 1 - 15 lipca 2004 - Roscenvalles - Larrosoana (27.5km)


Początek był świetny - chłodno (6.30), mglisto, droga upływała szybko i sprawnie. Potem przyszedł czas na śniadanko (reszta kabanosów z wczorajszej potajemnej (...) kolacji oraz chlebek ryżowy) (...) Potem dalsza droga - momenty męczące (pod górę), ale nasze nowe kijki (10€ sztuka!) sprawdziły się znakomicie. Niestety w porze sjesty dalej mężnie maszerowaliśmy (coraz wolniej i ospalej), rozbolały ścięgna, bioderka, spody stóp, był piekielny upał i plecaki ciążyły niemiłosiernie. Dodatkowo wytrąciły nas z równowagi drobne przekłamania na mapce... Ok. 14 nastąpił drugi posiłek regeneracyjny: reszta chlebka i pyszna woda. Po wysuszeniu mokrych skarpetek oraz dosuszeniu wczorajszego prania ruszyliśmy dalej mamieni wizją rychłego dotarcia do naszego refugio. (...) A na nas czekały niemiłe niespodzianki. Droga w kurzu i pyle z pobliskiej żwirowni i coraz bardziej dokuczliwy upał. I widoczne w dole zabudowania wciąż nie były Larrosoaną. Ostatni kryzys dopadł nas około 1km od celu i wyglądało na to, że już nie ruszymy. Ale udało się. Dotarliśmy. Pan Hiszpan zarzucił nas potokiem hiszpańskiej mowy, wbił pieczątkę uprzednoi dokładnie obejrzawszy nasze credenciale (2 pieczątki - z Roscenvalles i z jakiejs przydrożnej obory górskiej) no i mamy nasze piętrowe łóżeczko! Potem prysznic (cudownie!), szybkie pranko, i obiadek (poprzedzony rozpaczliwym "Does anybody of you speak English?!"). I udało się: po dwie paczki pomidorówki AMINO na łebka - kupa makaronu! Musiało przestygnąć (upał!). (...) Wreszcie mogliśmy najeść się na ławeczce z widokiem na pranie pielgrzymów. (...) Tu lata pełno much. (...) Wpisaliśmy się do księgi pielgrzymów i znaleźliśmy wpis jednego Polaka (po angielsku...). Chwilowo wszyscy współmieszkańcy (hiszpańskojęzyczni) gdzieś się ulotnili i jest nawet miło. Koniec wpisu na dziś! A! Zrobiliśmy jeszcze bardzo ładne zdjęcia. (...)

Etap 2 - 16 lipca 2004 - Larrosoana - Cizur Menor (21.5km)


Pisane kradzionym długopisem, bo nasz się zgubił... Ciekawe jak jest długopis po hiszpańsku... Zgubiliśmy także butlę naszego balsamu do ciała (już wiemy gdzie!) no i skóra sypie się strasznie... Dzisiaj wyczłapaliśmy się późno, szło się ciężko, chociaż droga była naprawdę miła - dużo drzew, cienia... A może to tylko złudzenie - mieliśmy dużo szczęścia (Pan Bóg!) i słońce aż do 10 (prawie 11) litościwie siedziało schowane za chmurkami. Tak więc śniadanko przed samą Pampeluną (po około 15 km bez przerwy) mogliśmy zjeść w prawdziwym... zimnie! (...) Na śniadanko był chlebek ryżowy z ostatnim kawałkiem kiełbasy... Teraz już wiemy, że dziś jest piątek, ale uświadomiliśmy to sobie kiedy kiełbasa była już brutalnie obdarta ze skóry i wstępnie przygotowana do konsumpcji... Pan Bóg wybaczy! Tym bardziej, że postój wypadł naprzeciw kościoła, to znak, że wszystko jest OK.

Wcześniej byliśmy w Arre w magicznym kościele na fotokomórkę, w którym światło zgasło nam w połowie modlitwy, ale jak się ruszyliśmy to znowu się zapalało. Było strasznie... :)

Koniec naszej dzisiejszej wędrówki był iście piekielny - chodnik pnący się pod górę. w słońcu, przy autostradzie - żadnych drzew. Mimo, iż było to tylko 5 km - padaliśmy... A, 5km z Pampeluny, do której weszliśmy przez piękny zwodzony most - i gdzie czuliśmy się jak u siebie (było, nie było spędziliśmy tu w środę 8 godzin!). Ale odpoczywaliśmy tylko chwilkę (a nogi bolały) i poszliśmy na ten ostatni, męczący odcinek. Ale czekała nas za to nagroda - miłe, stylowe refugio z, UWAGA!, mówiącą po angielsku panią!!! Zdobyliśmy mnóstwo cennych informacji (gratisowy basen za okazaniem credenciali!) i łóżeczko w pięknym wnętrzu. W ogóle ładnie tu - duży ogród z ładnymi roślinkami i fontanną, dużo cienia, kuchenka ze wszystkimi wygodami i tylko WC z pułapką (łatwo wejść, trudniej się wydostać ;)) Mamy jeszcze dużo planów na dziś (internet - 1€ za 15 min., dostępne w budynku obok), basen, spacer, no a jutro chcemy wyjść o piątej :(, bo to nieprawda, że o 6 jest tu ciemno... W ogóle jutro ciężki dzień przed nami, ale damy radę. To tyle! A! Obiadek - rosół i barszcz Amino. Mniam! Na deserek pół chlebka ryżowego z nabytą dziś za 2,33€ marmoladą brzoskwiniową. Dobre. Marmoladę chyba zjemy bardzo szybko!

Etap 3 - 17 lipca 2004 - Cizur Menor - Puente la Reina (18km)


Wstaliśmy baaaardzo wcześnie: 4:35! Ale wyruszyliśmy dopiero po godzinie - wymarsze są do poprawki (mamy jeszcze co najmniej 25 dni). Ale po piątej był jeszcze mrok i mogliśmy cieszyć się porannym ciepełkiem (bo chłodu o żadnej porze tu nie uświadczysz). Na paliwku złożonym z chlebka ryżowego i marmoladki pokonaliśmy w zawrotnym tempie (2,5h!) Przełęcz Przebaczenia. Tam radując się pięknym widokiem posililiśmy sie zestawem tureckim (czekolada mleczna Goplana+rodzynki sułtanki) (...). A potem ruszyliśmy w dół... coraz ciężej, bo słonko dawało się we znaki. No ale trzeba nam oddać, że było dziś kilka momentów, w których pędziliśmy niczym grupa spotkanych Słowenek. No i tak sobie pędząc raz wolniej raz szybciej dotarliśmy na nasz dzisiejszy nocleg (już po 12!) Refugio jest... dziwne... Próby dogadania się po angielsku jak zwykle beznadziejne... Na pytanie o gorącą wodę na kawę lub herbatę (zupki!) zaprowadzono nas do dystrybutora z coca-colą... No nie, w końcu trafiliśmy do pomieszczenia z mikrofalówką. A więc nici z barszczyku. Po zażyciu klaustrofobicznego prysznica udaliśmy się do supermercado, gdzie nabyliśmy bagietkę, coś podobneo do pasztetu, oraz napój mleczny i oranżadkę limonkową kwaśną jak diabeł. Mimo prób wyważenia drzwi do jadalni(należało je przesuwać a nie pchać!) udało nam się spożyć nasz posiłek bez ofiar w ludziach. (...) A! Był znak od Pana Boga!!! Kiedy wmaszerowaliśmy do Puente la Reina i udaliśmy się niemrawo na poszukiwanie albergue, przechodząc koło kościoła usłyszeliśmy znajomą melodię... "Barki"... A dzisiaj modliliśmy się za naszego Papieża. Było pięknie...

Wieczorem byliśmy na adoracji - 45 minut - głównie milczenie kontemplacyjne... I padał naprawdę duży deszcz - ok. 1 min. :)

Komentarze

krzysztof kiełek starachowice - 17.09.2013 12:51

Pani Moniko i Pawle serdeczne Bóg zapłać za założenie strony internetowej camino de santiago jesteście wspanialymi ludzmi których niech Bóg i ŚwJakub mają w swojej opiece dziękuję bardzo za tą stronę internetową pozdrawiam buen camino może się spotkamy na szlaku do Św Jakuba

krzysztof kiełek starachowice - 17.09.2013 12:24

bardzo ciekawa relacja jednak co camino to inna pogoda i atmosfera ja podczas swego camino zAtapuerci do Santiago na Muxie i Fisterre nie mianlem ani jednego dnia deszczowego a dużo słońca i wiaterku i upału ale fakt camino jakie by nie było ma swój niepowtarzalny nastrój i urok i jak czytam wspomnienia i opowiadania to od razu myślami jestem na camino i się z tym utorzsamiam moje camino było od 29 czerwca do 20 lipca i było wspaniale muszę to powtorzyć pozdrawiam i buen camino

Zobacz wszystkie »