Camino de Santiago

To nie droga jest trudnością... To trudności są drogą...

Monika i Paweł Buczkowscy
Nasze Camino - sierpień 2004

Etap 28 - 11 sierpnia 2004 - Arzua - Monte de Gozo (31.5 km)


Budzenie ambitnie na 4.50. Jednak kiedy się ocknęliśmy okropny wicher i łomot deszczu na zewnątrz uświadomiły nam, że wędrówka w tych warunkach w porannych ciemnościach nie ma za grosz sensu. Więc pospaliśmy sobie do 6.00. Potem leniwa pobudka, śniadanie i już trzeba ruszać. Hanka i Miguel zostali, chcą iść na 8.30 do kościoła. A my założyliśmy pelerynki na grzbiety i w drogę. A droga była straszna. Cały czas lało, pod nogami grząskie błoto, ogromne kałuże... Paweł musiał przeczekać jeden atak mojej histerii na środku głębokiego bagienka. Było koszmarnie. W końcu przestało nam zależeć i kałuże przechodziliśmy wpław, po kostki we wodzie. Niewiele pamiętam z tej drogi, wciąż patrzyłam pod nogi. Po 18 kilometrach zrobiliśmy postój w Arce. Byliśmy przemoczeni dosłownie do bielizny. Z rozpaczy zamówiliśmy kakao i zjedliśmy 1,5 paczki ciastek. Nie udało nam się wyschnąć, założyliśmy mokre pelerynki na mokre koszulki (brrr....) i w drogę. (...) Droga naprawdę męcząca. Gdyby nie ten deszcz mogłoby być pięknie. Szliśmy długimi alejami eukaliptusowymi ale nic nie widzieliśmy, bo lało. Dopiero jakieś 6 kilometrów przed Monte do Gozo Pan Bóg i św. Jakub wysłuchali naszych próśb i zza chmur wyszło słońce. Razem z silnym wiatrem, nawet udało mu się nas wysuszyć. A my byliśmy zmęczeni. Jeden postój i ciężkie warunki zrobiły swoje – nogi były obolałe. Na Monte do Gozo dotarliśmy rozpamiętując naszą pielgrzymkę i życie w ogóle. Wieże Santiago dojrzeliśmy z ogromnym trudem, angażując naszą wyobraźnię. I kiedy próbowaliśmy robić zdjęcia, znowu zaczęło lać... i całe wyschnięcie na nic. Ale miejsce w którym śpimy (miasteczko pielgrzymów) jest miłe. Mamy 8-osobowy pokój, wygodne piętrowe łóżka, łazienki z gorącą wodą (dziś przemarzliśmy). Na terenie tego ośrodko-campingu są sklepiki, kawiarnie, kafejka internetowa... Zakupiliśmy trochę jedzenia, wysłaliśmy maile do rodzinki i wróciliśmy do pokoju 456 w budynku 27. Nareszcie zasłużony odpoczynek. Hanka i Miguel dotarli nieco później, ząb tak dokuczał Miguelowi, że wystartowali dopiero o 11. Kiedy już leżeliśmy w łóżkach przyszli się pożegnać (jutro ruszamy osobno). W rezultacie umówiliśmy się o 11 w... Katedrze Św. Jakuba!

Etap 29 - 12 sierpnia 2004 - Monte de Gozo - Santiago de Compostela (4.5 km)


Planowaliśmy wyjście o 7, ale jakoś tak ciemno było i sennie, więc wstaliśmy i wystartowaliśmy później. Śniadanie zjedliśmy w automatycznym barze, cudeńka, był tam nawet automat do rozmieniania pieniędzy. A potem wyruszyliśmy. Ostatni etap. Deszcz nie padał. Szliśmy sobie wolniutko i spokojnie, cel był tak blisko. No i doszliśmy. Obfotografowaliśmy tablice z nazwą miasta i ruszyliśmy dalej, do Jakuba. Kiedy już byliśmy coraz bliżej Katedry, wpadliśmy prosto w wytęsknione ramiona naszych włoskich przyjaciół. Bardzo nas wyściskali i wycałowali i wszyscy się wzruszyliśmy. Koniecznie kazali iść nam najpierw w lewo, powtarzali „narrow street” Nie do końca zrozumieliśmy dlaczego, ale podziękowaliśmy bardzo serdecznie. To naprawdę było piękne, że powitał nas ktoś bliski. Ale i tak zrobiliśmy po swojemu: najpierw chcieliśmy wejść do katedry i pomodlić się chwilę. w katedrze tłum i kolejka do pokłonu Portalu Chwały. My poszliśmy do kaplicy. A potem poszukaliśmy miejsca, z którego można dostać się do grobu Jakuba i uściskać jego figurę. No i to właśnie było to miejsce „narrow street” gdzie usiłowali nas skierować nasi przyjaciele. Mieli poniekąd rację, tak długiej kolejki jeszcze w życiu nie widzieliśmy. Ale przesuwała się dość sprawnie. Wśród pielgrzymów krążyło coś w rodzaju ruchomej informacji turystycznej, 3 młodych wolontariuszy wyposażonych w mapki najbliższej okolicy. Jedna z wolontariuszek okazała się... Polką. Ach, mnożą się znaki i symbole. Po nawiedzeniu grobu i czułym objęciu św. Jakuba pobiegliśmy nieco spóźnieni na spotkanie z Hanką i Miguelem. Potem udaliśmy dalej w celu zarejestrowania naszego przybycia i otrzymania composteli. I tu szok. Kolejka po compostele trzy razy dłuższa niż ta do Jakuba. Około trzech godzin stania, lekko licząc. Zdecydowaliśmy, że najpierw poszukamy noclegu, potem wrócimy i pójdziemy na mszę dla pielgrzymów o 18. Znaleźliśmy w informacji ulotkę albergue „Acuario”, położone co prawda daleko, ale poszliśmy. Po drodze spotkaliśmy Ewę i Arka (chcą jechać na Fisterrę). A w albergue kolejny cud. Dostaliśmy dwa ostatnie miejsca... szybko się rozlokowaliśmy (ładnie tu i ładna i miła hospitalera prowadzi to refugio) i pobiegliśmy do naszej dłuuuuugiej kolejki. Staliśmy w niej ponad trzy godziny. Ale otrzymaliśmy bardzo ładne compostele i nie da się ukryć, był to doniosły moment. Zakupiliśmy jeszcze tekturowe tuby, żeby nie pognieść naszych cennych dokumentów i poszliśmy na mszę. Chwila wielkiego wzruszenia i co tu ukrywać, także dumy kiedy usłyszeliśmy na początku nabożeństwa „dos de Polonia”. To my. Msza bardzo piękna. A na środku zwisa smętnie sznur po botafumeiro. Część pielgrzymów nie wiedziała, że go nie będzie i najwyraźniej na nie czekali. Ano mówi się trudno. Po mszy przeszliśmy się uliczkami Santiago. Nasz cel, miasto do którego szliśmy tak długo... Powoli wracaliśmy do naszego schroniska. Do bardzo wygodnych, piętrowych łóżeczek.

Komentarze

krzysztof kiełek starachowice - 17.09.2013 12:51

Pani Moniko i Pawle serdeczne Bóg zapłać za założenie strony internetowej camino de santiago jesteście wspanialymi ludzmi których niech Bóg i ŚwJakub mają w swojej opiece dziękuję bardzo za tą stronę internetową pozdrawiam buen camino może się spotkamy na szlaku do Św Jakuba

krzysztof kiełek starachowice - 17.09.2013 12:24

bardzo ciekawa relacja jednak co camino to inna pogoda i atmosfera ja podczas swego camino zAtapuerci do Santiago na Muxie i Fisterre nie mianlem ani jednego dnia deszczowego a dużo słońca i wiaterku i upału ale fakt camino jakie by nie było ma swój niepowtarzalny nastrój i urok i jak czytam wspomnienia i opowiadania to od razu myślami jestem na camino i się z tym utorzsamiam moje camino było od 29 czerwca do 20 lipca i było wspaniale muszę to powtorzyć pozdrawiam i buen camino

Zobacz wszystkie »