Camino de Santiago

To nie droga jest trudnością... To trudności są drogą...

Monika i Paweł Buczkowscy
Nasze Camino - sierpień 2004

Etap 16 - 30 lipca 2004 - Sahagun - El Burgo Ranero (17.9 km)


Chwilowo brak tej części pamiętnika...

Etap 17 - 31 lipca 2004 - El Burgo Ranero - Leon (37.1 km)


Uuuuu... Początek nie był najlepszy... Bez latarki polecieliśmy w ciemnościach jak głupolki "na sępa" za jakimś nieuświadomionym pielgrzymem no i nadłożyliśmy bez sensu z 4 km. Ech, a powinniśmy już wiedzieć, że jak nie ma strzałki, to się nie idzie. Bardzo nas ten mało chwalebny czyn zdegustował!(...) Zmarnowaliśmy cenną godzinę porannego chłodu. No a potem szliśmy i szliśmy i szliśmy alejką rachitycznych drzewek (...) i były: rzeka, droga, rzeka, tory, rzeka, rzeka, miasto. I nam się nie chciało. I doszliśmy do Mansilla de los Mulas, tam zjedliśmy po bocadillce. Zakupiliśmy także sok i nektarynki. (...) I znowu szliśmy... Prawie 40 km. Mijaliśmy różne miejscowości, nawiedziliśmy bar (lody) w którym nasz przyjaciel Sattevo tłumaczył komuś, że po polsku "buen camino" oznacza "drobej drogi". A potem ospale ruszyliśmy dalej. Przed samym Leon dogonił nas pan Ryszard i o 17 zlądowaliśmy w bardzo "municypal" albergue. Pokój ośmioosobowy, a w środku niespodzianka - nasz Sattevo! Poza tym jeden ojciec z synem i jeszcze jeden mężczyzna (żołnierz świeżo po powrocie z Iraku) ze swoją córką. Jutro zaczynają camino - właśnie w Leon (...). Czas strasznie szybko leciał (kąpiel, pranie) a tu jeszcze czekała katedra. Na zwiedzanie wybraliśmy się z Sattevo(...) Po drodze spotkaliśmy naszą zaprzyjaźnioną hiszpańską rodzinę Mariano i Eulalię oraz Jose.(...) Katedra była już oczywiście zamknięta i zrobiliśmy tylko kilka zdjęć z zewnątrz. Po powrocie do albergue skorzystałam z uprzejmości i doświadczenia pana Ryszarda i zgodnie z jego wskazówkami wymoczyłam obolałą nogę w wodzie z szarym mydłem (bąbel bardzo dokuczał i odbierał chęci do jutrzejszego marszu). No i już można by iść spać... Ale w schronisku nocowało sporo młodzieży, która przyjechała do Leon autokarem i nie bardzo przejmowała się ciszą nocną... poza tym było upiornie duszno... Ale za to śpimy aż do 7!

Etap 18 - 1 sierpnia 2004 - Leon - San Martin del Camino (27.2 km)


Dopiero wieczorem zrozumieliśmy, że wyjście w trasę o 11 nie było najszczęśliwszym pomysłem. No ale nie było innego wyjścia. Na mszę świętą poszliśmy do pięknej katedry w Leon. Tak cudownych witraży jeszcze nigdy nie widzieliśmy. Przepiękne. A czytanie było (na ile udało nam się zrozumieć;)) z Koheleta "marność nad marnościami i wszystko marność"... Co też daje nam do myślenia. Po mszy jeszcze seria zdjęć i w drogę, za strzałkami i muszelkami. W ten sposób obejrzeliśmy w jednej sekwencji czasowe (ok. 1 godz.) gotycką katedrę, romańską Basilicos San Isodoro i renesansowy San Marcos. Pod kościołem św. Marka jest bardzo piękny posąg odpoczywającego pielgrzyma - w tradycyjnym płaszczu i kapeluszu, z sandałami ustawionymi obok bosych stóp, z zamyślonym spojrzeniem utkwionym w świątynię. A przed nami dalsza droga, ciężka w południowym słońcu, ku Villadangos del Paramo. Szło się nam źle, więc kiedy tylko nadarzała się okazja robiliśmy postoje. Było ich chyba za dużo (...) bo czas zaczął nam niepostrzeżenie umykać (ale lody były pycha: truskawkowe i limonkowe...). Kiedy okazało się, że minęła 15 a przed nami jeszcze 8 km, ruszyliśmy nieco żwawiej. Niestety siły znów opuściły nas na 2 km przed Villadangos, pod przydrożną restauracją. Tam Pawełek ponownie nabył jakąś puszkowaną truciznę a ja na żywo tłumaczyłam rozmowę Hiszpanów. (...) Widok dwóch zbliżających się pielgrzymów wyzwolił w nas nagły przypływ sił. (...) Pielgrzymi w końcu zostali gdzieś z tyłu a my dotarliśmy do albergue. Radość nasza nie trwała dlugo. Odszyfrowawszy z pomocą usłużnej Hiszpanki informację od hospitalery zrozumieliśmy, że tu już nie ma dla nas miejsc... nawet na podłodze... nic dziwnego, było już po 17... a więc... dalej w drogę(...) podążyliśmy za naszą Spanish Familia prosto do San Martin. Pan Bóg ulitował się jednak nad dwójką leniwych głupców - droga początkowo biegła lasem (cień!!!) a wśród pól wiał naprawdę porządny wiatr i nawet pojawiły się chmurki. kochany Pan Bóg! Droga do San Martin upłynęła nadspodziewanie szybko. I kogóż to ujrzały nasze piękne oczy po dojściu pod bramę albergue? A wykonującego przepierkę pana Ryszarda ujrzały...(...) Poznaliśmy również tych dwoje Polaków idących z księdzem, Ewa i Arek, młode małżeństwo z Krakowa. Ksiądz gdzieś się zapodział... (...) A my udaliśmy się na bocadillę do pobliskiego baru i nawet wiedzieliśmy co zamawiamy (jamon i salchicha). Dzieki temu kiedy Paweł dostał kanapkę (dwie wielkie pajdy suchego chleba) z serem, mogliśmy śmiało iść i złożyć reklamację. Popiliśmy wszystko colą z lodem i cytryną oraz sokiem z melocotona. Było dobre i drogie (9 euro). Ale co tam, niedziela jest a my od rana szliśmy na połowie bagietki z tuńczykiem. Po powrocie do albergue szybkie pranie, telefon do mamy, woda Carrizal, przebicie bąbelka, cola, miła sjesta (uzupełnianie notatek, Pismo św., sen[Paweł]). A teraz przede mną rzecz niemożliwa: obudzenie Pawła i przetrasportowanie go do łóżka. Oremus.

Komentarze

krzysztof kiełek starachowice - 17.09.2013 12:51

Pani Moniko i Pawle serdeczne Bóg zapłać za założenie strony internetowej camino de santiago jesteście wspanialymi ludzmi których niech Bóg i ŚwJakub mają w swojej opiece dziękuję bardzo za tą stronę internetową pozdrawiam buen camino może się spotkamy na szlaku do Św Jakuba

krzysztof kiełek starachowice - 17.09.2013 12:24

bardzo ciekawa relacja jednak co camino to inna pogoda i atmosfera ja podczas swego camino zAtapuerci do Santiago na Muxie i Fisterre nie mianlem ani jednego dnia deszczowego a dużo słońca i wiaterku i upału ale fakt camino jakie by nie było ma swój niepowtarzalny nastrój i urok i jak czytam wspomnienia i opowiadania to od razu myślami jestem na camino i się z tym utorzsamiam moje camino było od 29 czerwca do 20 lipca i było wspaniale muszę to powtorzyć pozdrawiam i buen camino

Zobacz wszystkie »