Camino de Santiago

To nie droga jest trudnością... To trudności są drogą...

Monika i Paweł Buczkowscy
Nasze Camino - sierpień 2004

Etap 22 - 5 sierpnia 2004 - Ponferrada - Villafranca del Bierzo (22.4 km)


W nocy miały miejsce ekscesy: śpiący z nami pan Hiszpan zaczął chrapać niczym trąba jerychońska i, co tu ukrywać, uniemożliwiał nam wypoczynek nocny. Ponieważ subtelne pokasływanie, gwizdanie a w końcu walenie w rurki od namiotu nic nie dawało, postanowiliśmy uciec się do bardziej drastycznych środków. Użyliśmy mianowicie... stoperów do uszu. Stopery do uszu są fajne (jak to, co Shrek wyjął sobie z uszu w I cz. filmu), ale niestety nie wygłuszyły chrapotów Hiszpana. Ale udało nam się zasnąć. Wstaliśmy o 5, wyszliśmy o 6.30 (bez sensu...cóż...) Leźliśmy powoli jak święte krowy, to nam było zimno, to gorąco, to się chciało jeść, to pić, to siusiu. W Cacabelos skusiliśmy się na bocadillę i nieuprzejma pani skasowała od nas 6 euro. Skandal. A widoczki (o ile akurat nie szliśmy ulicą) były ładne. Tutaj jest El Bierzo - winnice i owocowe drzewa. Winogrona już dojrzewają gdzieniegdzie. Do Villafranca doszliśmy ok. 13.00 i nie wiedzieliśmy czy iść dalej i jutro mieć ciut łatwiej, czy zostać... a jak zostać, to czy spać w "Ave fenix), czy iść pod namiotki... Zdecydowałiśmy się na namioty i przez godzine byliśmy na campingu sami. potem dokwaterowano nam Niemca Fabiana, a po następnej godzinie jego dwóch kolegów. Koledzy nie bardzo przejmowali się higieną, ściągnęli buty i w skarpetkach, po całym dniu drogi w ciepełku, legli byli na materacach. Wobec tego po kąpieli i praniu uciekliśmy zwiedzać miasto. Poszukiwaliśmy Porto Perdona, miejsca w którym można uzyskać odpust jak w Santiago. Ale tak do końca nie byliśmy pewni, czy to na pewno tu...? Nic takiego nie udało nam się znaleźć. Za to omal nie staranował nas jakiś peleton... Niesamowita ta Hiszpania, przez środek deptaka przelatuje rozpędzona gromada rowerzystów i nie ma żadnego zabezpieczenia... A co tam, raz się żyje. Po powrocie na camping zrobiliśmy sobie dobry obiadek (sałatka pomidorowo-ogórkowo-paprykowa, ciabatta, paróweczki oraz sok z melocotona). Paweł wyprał poplamione pomidorem spodnie i poszliśmy spać. A obuwie Niemców wyciskało z oczu łzy...

Etap 23 - 6 sierpnia 2004 - Villafranca del Bierzo - O'Cebreiro (30.0 km)


Wstaliśmy wcześnie 4.10. Wyszlismy dość sprawnie (czy ja już wspomniałam, że wczoraj znalazły się nasze węgierskie bratanki?!) po kanapce z tuńczykiem i ogórkiem i bloblibku regeneracyjnym. No i tak nam to dobrze zrobiło, że przez 4,5 godziny zrobiliśmy 23 km, bez przystanku. Odpoczęliśmy pod górą w Hospital (~6 km do O Cebreiro), zjedliśmy bułę z czekoladowym mazidłem i sfermentowane lekko nektarynki i ruszyliśmy. Droga była ciężka i prześliczna. Gdyby nie konieczność bacznego patrzenia pod nogi ze względu na zagrożenie krowimi plackami, byłoby jak w raju. Góry i góry... i ludków stosunkowo niewielu. I były pasące się na łące(!) świnie. A wcześniej takie wielkie mosty, bardzo wysokie i straszne. Do O'Cebreiro dochodziliśmy etapami, od wioski do wioski, coraz wyżej i coraz ładniej. A samo O'Cebreiro jest prześliczne, małe, kamienne z takimi dziwnymi słomianymi chatynkami (palozza). I kurczę, tutaj gdzieś jest ten pomnik idącego pod wiatr pielgrzyma, tylko gdzie? Zapytaliśmy miłej pani sprzedającej pamiątki, ale cóż... próżny trud... Ona chyba nawet nie wiedziała czego szukamy... ale rozmowa była sympatyczna. Do albergue dotarliśmy o 12.40 (otwierają o 13.00) i znaleźliśmy się na końcu mega-kolejki. Teraz tak będzie co dzień, wyścig do łóżka. Ale miejsce dla nas się znalazło, w przytulnym pokoju, łóżka nie piętrowe... fajnie. Poszliśmy na zakupy do bardzo zamaskowanego sklepu (gdyby nie dobrzy ludzie nigdy byśmy go nie znaleźli) zakupiliśmy makaron, pomidorowe coś i herbatniki. Wróciliśmy do schroniska i postanowiliśmy zrobić pranie.(...) Przy okazji omal nie spowodowaliśmy katastrofy: pomyliliśmy pralkę z suszarką;) Potem był wspólny z Ewą i Arkiem obiad (makaron w sosie pomidorowym). Potem pobiegliśmy porobić trochę zdjęć i poszukać żarówki do naszej zepsutej latarki. Żarówek nie ma. Ale uzyskaliśmy informację, że o 20.00 jest odprawiana wielojęzykowa msza dla pielgrzymów. Poszliśmy oczywiście, a tam - ksiądz showman. Klaskał, śpiewał, trąbił na rogu... Była bardzo miła atmosfera, a najlepsze, że błogosławieństwo odczytała po polsku niejaka Hanka z Warszawy. Ale niespodzianka! Hanka idzie razem ze swoim synem Miguelem. Bardzo miłe spotkanie. Mamy nadzieję, że nasze drogi jeszcze się będą przecinać. Pranie nam nie wyschło. A jutro 40 km...

Etap 24 - 7 sierpnia 2004 - O'Cebreiro - Calvor (34.5 km)


Śniadanko zjedliśmy w nader miłych okolicznościach: pod budką telefoniczną (bo oświetlona) na karimacie (...). A potem ruszyliśmy, razem z Arkiem i Ewą. (...) Prowadził w ciemnościach Paweł. Ponieważ latarka nie działała, szliśmy wzdłuż autostrady - Arek i Ewa zaryzykowali i zeszli na camino. Ale i tak wciąż się widzieliśmy, bo camino biegnie tu wzdłuż głównej drogi a czasem nawet ją przecina. No i w tych upiornych ciemnościach Paweł wypatrzył mi ten piękny pomnik pielgrzyma zmagającego się z wiatrem. O mały włos, a byśmy go przeoczyli. Bardzo się ucieszyłam i zrobiliśmy kilka zdjęć, ciekawe czy wyjdą, po ciemku... A potem sobie szliśmy (...) wśród dołków, lasów, wiosek... Dotarliśmy w końcu do Triacastela gdzie zatrzymali się Ewa i Arek. A my po zjedzeniu posiłku regeneracyjnego ( hiszpańska czekolada, blobliblo czekoladowe, niedobry, stary pączek) i zakupieniu żarówek do latarki (!!!) poszliśmy dalej. 13 czy 16 kilometrów. Doszliśmy do bardzo małej miejscowości Calvor, w której było tylko albergue w budynku dawnej szkoły. Nie było w środku hospitalery, ale dobrzy ludzie powiedzieli nam, że mamy sami wpisać się do rejestru i jeżeli jesteśmy pielgrzymami pieszymi, to możemy sobie wybrać łóżka. Tak też uczyniliśmy. A pozostały ostatnie 3 wolne miejsca, z czego dwa obok siebie. Potem szybkie pranie, prysznic... i zasłużony odpoczynek.

Komentarze

krzysztof kiełek starachowice - 17.09.2013 12:51

Pani Moniko i Pawle serdeczne Bóg zapłać za założenie strony internetowej camino de santiago jesteście wspanialymi ludzmi których niech Bóg i ŚwJakub mają w swojej opiece dziękuję bardzo za tą stronę internetową pozdrawiam buen camino może się spotkamy na szlaku do Św Jakuba

krzysztof kiełek starachowice - 17.09.2013 12:24

bardzo ciekawa relacja jednak co camino to inna pogoda i atmosfera ja podczas swego camino zAtapuerci do Santiago na Muxie i Fisterre nie mianlem ani jednego dnia deszczowego a dużo słońca i wiaterku i upału ale fakt camino jakie by nie było ma swój niepowtarzalny nastrój i urok i jak czytam wspomnienia i opowiadania to od razu myślami jestem na camino i się z tym utorzsamiam moje camino było od 29 czerwca do 20 lipca i było wspaniale muszę to powtorzyć pozdrawiam i buen camino

Zobacz wszystkie »