M.A. Wachowicz
Camino del Norte 2008
| « Poprzednia strona | Dzień 9 i 10 | Następna strona » |
Dzień 9 – piątek 16 maja 2008
Od 5,oo niektórzy wstają, szelesty śpiworów, plecaków. Na francuskim szlaku nocowało dużo pielgrzymów, zabrakło nawet miejsc dla chętnych. Trochę nam te tłumy zaczęły przeszkadzać. My o 7 mycie w zimnej wodzie, śniadanie w hallu na parterze( tam gdzie wczoraj kolacja), też na zimno mleko truskawkowe, przed 8 wyruszamy, przez znajome z ubiegłego roku podcienia na szlak. Oznaczenia według Frances, średnio co pół kilometra słupek z muszlą i strzałką . Poranna mgła przeszła, słońce coraz mocniejsze. Wyprzedzają nas już tłumy (taxi?), najczęściej bez bagaży. W barze O lino robimy krótki postój. Sympatyczne miejsce, z kukłami czarownic pod powałą jest przyjazne dla pielgrzymów. Koło południa docieramy do Santa Irene, wchodzimy do baru po prawej stronie drogi, na wewnętrzny ogródek – kwiaty piękne bez zmian od roku, spotykamy znajome twarze pielgrzymów. Po pysznym, regenerującym posiłku ruszamy w grupie.
![]() |
![]() |
| Ogródek na zapleczu baru Santa Irene | Arzua |
Tu już nie ma miejsca na samotność i kontemplację. Mijamy albergue privadio i municypalne (otwarte) i dalej szlakiem przy drodze, a kiedy wskazuje na przejście przez szosę – my skręcamy nią w lewo i jesteśmy w Pedrouzo (Arca). W środku miasta, schowane nieco w dole jest albergue. Meldujemy się o 13,50. Jako starszych kierują nas do sali na parterze, to też przyjemne i racjonalne. Zajmujemy łóżka na dole po obu stronach okienka. Po chwili dochodzą Holendrzy, do następnego 8-osobowego otwartego przedzielenia. To bardzo duże schronisko na 100 miejsc szybko się zapełnia. Są nawet liczne grupy pielgrzymów z różnych krajów.Po prysznicu, w wielkiej jadalni szykujemy kanapki i herbatę. SMSy do dziewczyn, chwilka relaksu i idziemy do miasta. Obok refugia jest supermarket. Robimy zwykłe zakupy, a potem do kościoła Św.Eulalii na końcu rozbudowującego się miasta. Dokumentacja ciekawych miejsc to foto i film. Wracamy na dużą kolację z parówkami, rozmowy z pielgrzymami. Adam docina nowe wkładki do butów, bo nic nie jest wieczne. O 20,30 wskakujemy do łóżek choć jest całkiem widno.
Dzień 10 - sobota 17 maja 2008
Budzimy się po 7,oo, mycie w zimnej wodzie, śniadanie w kuchni, pakujemy się; wśród mrowia wychodzących tracimy się z oczu i dopiero spotykamy się na pierwszym skrzyżowaniu, było
![]() |
![]() |
| Brodzik (?), wodopój | Symbol pielgrzymich schronisk |
sporo wymówek i pozostaje przestroga, aby nie rozdzielać się bez uprzedzenia. Idziemy drogami, które przypominają się nam z każdym widokiem. Wędrujemy przez jary wydeptane stopami pielgrzymów. Podziwiamy domostwa oplecione wrośniętą roślinnością.
![]() |
![]() |
| Głęboko wydeptany szlak | Lavacola – bar przed końcowym odcinkiem |
Nie ma upału, ale świeci słońce, choć 3 razy pada przelotny deszczyk. Jemy banany i brzoskwinie, pijemy sok. Pniemy się na spore wzgórze dochodzące do lotniska Santiago, kilka lat temu był tam las strawiony wielkim pożarem i roślinność powoli odrasta. Omijamy koniec pasa startowego, przechodzimy pod autostradą. W Lavacolli siadamy przy czerwonych stolikach przed barem, herbata smaczna, tylko docierały mocne zapachy z szamba. Obok ładnie odnowiony i, jak zwykle na trasie, zamknięty kościół. Coraz bliżej celu, a my maszerujemy wytrwale ulicami kilku przedmieść. W San Paio spotykamy pielgrzyma słusznej postury. Zwrócilismy na niego uwagę na trasie. Szedł spokojnie, robił zdjęcia i podziwiał widoki. Taki facet w naszym stylu. Ma na imię Juan i jest ...Baskiem. Robimy sobie wzajemnie zdjęcia na pamiatkę miłego spotkania. Jeszcze tylko przejście obok stacji telewizyjnej, teraz muszle towarzyszą nam na pokrywach wodociągowych na chodniku.
![]() |
![]() |
| Ostatnie wzniesienie – Monte do Gozo | Pierwszy widok na Santiago de Compostela |
I już widać w oddali na wzgórzu pomnik ze spotkania JP II z młodzieżą, jeszcze uliczką San Marcos na szczyt Monte do Gozo i wchodzimy przed 13,oo do wielkiego kompleksu dla pielgrzymów. Chwilkę czekamy na otwarcie biura przez wesołego i dla wszystkich życzliwego Manuela i jako jedni z pierwszych dostajemy kwaterę.
Naturalnie koszt dawnego donativo to obowiązkowe 3E, co jest symboliczne za zapewniony dach, łóżko, gorące prysznice, dostęp do kuchni, obsługę hospitalera, a nawet jednorazowe powłoczki na matarac; zawsze dostaje się pokwitowanie – bon.
Nim się rozpakowaliśmy do pokoju dochodzą Holendrzy. Po regenerującym prysznicu gotujemy szybki obiadek tj. pomidorowa + dżem z bułką; chwilka odpoczynku, na deser herbatka z kinder bueno. Plan na dziś w zasadzie przeszliśmy, ale jest na tyle wcześnie, że idziemy pieszo do Jakuba – przecież to ON nas tu wiódł.
I to było bardzo trafne posunięcie, na spokojnie zeszliśmy te 4,5 km przez Santiago, odwiedziliśmy w katedrze grób i figurę Św.Jakuba, w kancelarii pielgrzymkowej krótko wystaliśmy po kompostele. Dzięki temu przed niedzielną uroczystą Mszą Św.wymieniono już pielgrzymów z Polski.
![]() |
![]() |
| Ogrom katedry w Santiago | Punkt ZERO |
W pobliskiej kafejce już spokojni na duszy fundujemy sobie herbatę, lokalne ciasto - pierogi (empadillos), coś na wynos; wysyłamy SMSy do bliskich. Po Mszy Św. w katedrze o 18 tej wracamy spacerkiem. Przez wąskie uliczki Santiago z bardzo głośnym zestawem kilkunastu różnych bębnów i kotłów sunie roztańczony korowód młodzieży – wieszczą jakąś okazję do późniejszego spotkania (taka agitacja?). Droga pod górkę do albergue Monte do Gozo, teraz już bez plecaków ani pośpiechu jest miłym relaksem. Jeszcze kilka słów z rozmownym Manuelem, pijemy soczki, mały prysznic i przed 22 w łóżkach. W naszym 8- mio osobowym pokoju nocują jeszcze dwie młode dziewczyny. Mówią bardzo ładną angielszczyzną, ale to nie mówi nic o ich narodowości. Pokazuję im zdjęcie zrobione przed biurem Bractwa Jakubowego: pod osiołkiem pielgrzyma siedzą dwa małe pieski, cierpliwie czekają na swojego pana, który poszedł po kompostelę. Dziewczyny pieją z zachwytu. Kaloryfery były ciepłe przy zasypianiu, może celowo, bo choć w nocy lało, to nie odczuwaliśmy wilgoci.
| « Poprzednia strona | Dzień 9 i 10 | Następna strona » |









