M.A. Wachowicz
Camino del Norte 2008
| « Poprzednia strona | Dzień 13... |
Dzień 13 – wtorek 20 maja 2008
Budzik na 7,oo, mycie, na śniadanie ostatnie czekolady na wodzie (b.pożywne), bułki z serem i dżemem. Pakujemy się dokładnie; o 8,25 wychodzimy pielgrzymkowo w sandałach. Poranne mgły ustępują przed ładnym słońcem. Dochodzimy do przystanku autobusowego, jeszcze kilkoro pielgrzymów; według rozkładu dostajemy się na lotnisko. Tu już prawie rutyna – odprawa bagażowa, oczekując jeszcz przegryzamy coś w barze, wywołanie do odprawy paszportowej, a właściwie tylko na dowód osobisty i przejście przez bramkę, dalej do samolotu. Fimujemy postrzępiony brzeg Hiszpanii, może akurat Ribadeo, skąd wyruszaliśmy pieszo. Później kawałek Atlantyku, Anglia, przesiadka w London Stansed, skąd jest ok 10 lotów dziennie do różnych miast w Polsce, a na lotnisku pełno rodaków - i o zmroku lądujemy w Łodzi. Zaczynało padać, a gdy samolot zwolnił krople deszczu pojawiły się na okienkach. Rozległ się swojski okrzyk któregoś współpasażera: “o! k... ale leje” – to pierwsze słowa na ojczystej ziemi. Zatkało nas, a po chwili upryztomnienia sobie tej sytuacji – w śmiech.
Syn z synową czekali na nas, teraz mogliśmy poczuć, że wyprawa zakończyła się, a wszystkie przeżyte obawy, trudy czy niepokoje - to już tylko wspomnienia i to bardzo przyjemne.
Hasta luego Hiszpanio! oby Hasta pronto!
Na zakończenie...
Te spisane relacje i kilka zdjęć są drobną częścią wrażeń. Korciło stale dodawać bardziej szczegółowe opisy i kolejne widoki, ale od tego są piękne przewodniki, a Ci, którzy już byli na Camino i tak mają
w pamięci każdy napotkany kamień, widok, nawet zapach, czy swoje ówczesne przemyślenia.
Co daje taka pielgrzymka? Jaki jest sens, tłuc się z ciężarem po bezdrożach? Dlaczego w ten sposób wiele ludzi z Europy i z całego świata pielgrzymuje ? Na te pytania mogą w zasadzie odpowiedzieć tylko ci, którzy spróbowali. Faktem jest, że na szczęście po trudach i zmęczeniu krótka chwila wytchnienia daje niespotykaną siłę do dalszej drogi. Walczymy z własnymi słabościami, ale czy codziennie z nimi nie walczymy? Na pustym Camino w otoczeniu przyrody łatwiej dostrzeć drugiego człowieka, nawet obcego, a może dopiero tam można zobaczyć siebie. Ktoś powie, że to frazesy. Możliwe, ale na tych bezdrożach Camino del Norte w Galicji spotkaliśmy parę osób, które w jakiś sposób stawały się nam bliskie nie tylko z tego powodu, że nasze drogi na chwilę się zeszły. Czuliśmy, że myślą i czują podobnie jak my, bez względu z jakich pobudek przemierzali szlak. Jest jeszcze wiele dróg do przebycia: Buen Camino a....może do zobaczenia na szlaku oznaczonym muszlami.
Maryla i Adam
Camino del Norte 2008
| « Poprzednia strona | Dzień 13... |