Camino de Santiago

To nie droga jest trudnością... To trudności są drogą...

Lucyna Szomburg
Pielgrzymka szlakiem Św. Olafa

Opowiadanie


Zanim wyruszyłam na pielgrzymkę szlakiem św. Olafa z Oslo do Nidaros, Skandynawię odwiedzałam czterokrotnie. Moim zdaniem, jest to najpiękniejsze miejsce na świecie; dzika, budząca zachwyt przyroda i wspaniali ludzie. Gdy więc dowiedziałam się, że w średniowieczu wędrowali tam pielgrzymi do grobu św. Olafa, patrona Norwegii, postanowiłam i ja wyruszyć ich śladami. Dnia 18 czerwca 2009 roku wsiadłam wraz z koleżanką do samolotu i tak rozpoczęła się nasza skandynawska przygoda.

Pielgrzymka z Oslo do Nidaros, obecne Trondheim, liczy około 700 kilometrów. Wprawdzie kamień milowy ustawiony w pobliżu ruin kościoła św. Klemensa w Oslo wskazuje 643 kilometry, jednak wydłużono niektóre odcinki trasy, by skutecznie ominąć ruchliwą drogę E-6, łączącą północ z południem kraju.

Szlak św. Olafa jest trudnym szlakiem. Wiedzie przez góry, pustkowia, ogromne pastwiska z setkami sztuk bydła, tereny bagienne, płaskowyże o surowym, północnym klimacie, ale też pięknymi dolinami rzek, brzegami jezior, dziewiczymi lasami, łąkami, gdzie trawy i kwiaty sięgają ramion. Czasami prowadzi szutrową drogą, rzadziej asfaltem, najczęściej wąskimi ścieżynkami lub wręcz bezdrożami. Znaki św. Olafa – charakterystyczny, czerwony, stylizowany krzyż – wyznaczają pielgrzymi szlak. Najczęściej umieszczane są na specjalnych, drewnianych słupkach wkopanych w ziemię, a w trudniejszym, mniej dostępnym terenie zwisają na deszczułkach przyczepionych do gałęzi drzew. Wędrując, trzeba mieć oczy szeroko otwarte, by dostrzec znaki Camino. Na trasie, w pobliżu kościółków stoją kamienie milowe w kształcie krzyża z informacją, ile kilometrów zostało jeszcze do Nidaros.

Szlak pielgrzymkowy jest mało uczęszczany. Czasami pojawiają się tam pojedynczy pielgrzymi z różnych krajów świata. Po drodze, w pamiątkowych księgach gości znajdowałam wpisy pielgrzymów ze Stanów Zjednoczonych, z Niemiec, Danii i Szwecji, przechodził tędy pątnik z Australii i z Hiszpanii, dziewczyna z Republiki Południowej Afryki, no i oczywiście Norwegowie.

Tutaj jest zwyczaj pielgrzymowania do Nidaros na święto św. Olafa, to jest 29 lipca. Tego dnia, 1030 roku św. Olaf zginął śmiercią męczeńską w bitwie pod Stiklestad w pobliżu Trondheim. W miejscu, gdzie został pochowany, zbudowano niezwykle piękną katedrę.

Wyruszyłyśmy na ten trudny szlak pielgrzymkowy nie do końca świadome tego, co nas czeka. Na początku zaskoczyła nas pogoda. Szesnaście dni wręcz egipskich upałów! Termometry wskazywały 26-30 stopni C. w cieniu. W słońcu temperatura przekraczała 40 stopni C. Upał wyciskał z nas siódme poty, obezwładniał, pozbawiał sił. Bardzo ciężko idzie się z 15 kilogramowym plecakiem w takim skwarze. Musiałyśmy nieść na plecach wszystkie nasze ubrania, również te na chłodniejsze i deszczowe dni, a oprócz tego namiot, palnik, butlę gazową, czajnik, zapas jedzenia no i WODĘ! W okresie wielkich upałów woda była na wagę złota. Czasami przychodziło nam wędrować przez kompletnie niezamieszkałe tereny, z wyschniętymi strumykami. Wówczas racjonowałyśmy ten napój życia. Wyżej, w górach pogoda zmieniła się. Spotykały nas burze, padał deszcz, a mgła i chmury otulały wszystko dokoła. Zrobiło się zimno i mokro. Tam nie było problemu z wodą, rzeki spadały ze skał tworząc wodospady, przecinając nasz szlak, przepływając wartko po kamieniach. Pojawiały się rzeki bez mostów, bez kładek, moczary, łaty śniegu… Ech, średniowieczni pielgrzymi nie mieli łatwo! My zresztą też. Gdy zeszłyśmy z wysokich gór, znów się wypogodziło i zrobiło się cieplej. Do Nidaros dotarłyśmy w pełnym słońcu, szczęśliwe i spełnione.

Na naszej trasie nie codziennie były sklepy. Musiałyśmy zawsze mieć zapas chleba, czasami wręcz na cztery dni. Chleb i woda to podstawa. Był to jedyny ciężar, który nosiłyśmy z radością.

Dla nas niezwykłą atrakcją były białe noce. Słońce wprawdzie chowało się za horyzontem, ale całą dobę było jasno. Mogłyśmy tak długo wędrować, dopóki starczało nam sił. Jednak w czasie wielkich upałów, już od samego rana nam ich brakowało, szukałyśmy więc cienia, by schronić się przed żarem lejącym się z nieba. Najprzyjemniej było iść lasem lub odpoczywać na… cmentarzu. Tak się składało, że niemal codziennie przechodziłyśmy obok jakichś kościółków. Zawsze był tam cmentarz; zadbany, wypielęgnowany, z przystrzyżonym trawnikiem, skromnymi nagrobkami i pięknym widokiem na rozległą okolicę. Przy kościele, w cieniu i chłodzie stały ławki. Zdejmowałyśmy plecaki, buty, skarpetki i odpoczywałyśmy pogrążając się w tej świętej ciszy.

Różnie wyglądały nasze noclegi na trasie. Czasami spotykałyśmy schroniska pielgrzyma, ale zupełnie inne niż na hiszpańskim Camino. Nie było tu hospitaleros, ani w ogóle nikogo. Pierwsze takie schronisko znajdowało się około 40 kilometrów za Oslo. W drewnianym domku, w jakim dawniej przechowywano żywność i różne gospodarskie sprzęty, urządzono miejsca noclegowe dla pielgrzymów; dwa pokoiki z piętrowymi łóżkami dla ośmiu osób, salonik wyposażony w kuchenkę i naczynia. Wszystko stare, przykurzone, jakby z innej epoki. Widać, że rzadko ktoś tu zagląda. Inne spotkane schroniska to dwa malutkie domeczki ze spaniem dla dwóch osób. Śliczne, słodkie, przytulne… W górach, w osadzie Rypusan, niemal na końcu świata, nocowałyśmy w ślicznym schronisku dla kilku osób, w Skvormo, w centrum szkolenia biatlonistów, w Skaun, w domu parafialnym. Po drodze spałyśmy też w cudownych, średniowiecznych farmach, w gospodarstwach agroturystycznych, w drewnianych domkach na campingach no i oczywiście w naszym malutkim, „samonośnym” namiocie bez tropiku. „Samonośny”, bo nie potrzebował ani szpilek, ani śledzi, więc mogłyśmy stawiać go nawet na skalistym podłożu, a bez tropiku, bo tak było lżej. Ale niezbyt rozsądnie. Gdy zaczęły się deszczowe dni, musiałyśmy szukać schronienia pod dachem. Nasz domek przeciekał. W Norwegii właściwie można rozbijać się na dziko, ale zasadą jest, by było to dalej od drogi i od ludzkich siedzib. Chyba że za zgodą gospodarzy.

Na końcu pielgrzymki, w Trondheim, obok katedry jest piękne schronisko pielgrzyma. Są tu pokoje dwuosobowe o standardzie hotelowym, dobrze wyposażona kuchnia, jadalnia i salon. Na zewnątrz znajduje się taras ze stolikami i krzesełkami, z widokiem na rzekę Nidelvę i stare miasto. Niestety, noclegi na campingach, w gospodarstwach agroturystycznych i niektórych schroniskach nie są tanie. Namiot daje większą swobodę, niezależność i jest bardziej ekonomiczny. Ale trzeba go dźwigać. Najpiękniejszy nasz nocleg był właśnie w namiocie, na opuszczonej farmie, wśród wysokich, niekoszonych traw, pachnących ziół i kwiatów. W dole, u stóp łąki lśniła tafla jeziora, gdzieś daleko w lesie kukała kukułka, a w pobliżu pasły się owieczki, podzwaniając dzwoneczkami. Nie wiadomo skąd się tu wzięły, wkoło nie było żadnego zamieszkałego gospodarstwa. Nasz ostatni nocleg przed Nidaros był wręcz magiczny. Rozbiłyśmy namiot na grobli oddzielającej dwa jeziora. Na trawiasto-kamiennej łasze niedaleko brzegu był ptasi raj. Białe ptaki, z daleka podobne do mew obsiadły ten skrawek ziemi i tylko od czasu do czasu podrywały się wszystkie naraz, zataczały koła nad wodą i wracały. Zachodzące słońce pomarańczowiło świat. Zasypiałyśmy w ciszy, jaką można znaleźć tylko tutaj, na szlaku św. Olafa.

Po drodze, w miasteczkach i wioskach spotykałyśmy wielu serdecznych ludzi. Interesowali się naszą pielgrzymką, gdy nie było rzek ani strumieni zaopatrywali nas w wodę, a także we wrzątek, byśmy mogły zaparzyć herbatę lub przyrządzić zupki, pozwalali rozbijać namiot na ich prywatnych posesjach, zapraszali na kawę, lody, ciasto… Starałyśmy się nie nadużywać tej gościnności, zresztą często wędrowałyśmy przez kompletnie bezludne tereny. Na szlaku nie spotkałyśmy żadnego pielgrzyma. Dopiero na 465 kilometrze, w Rypusan dogonił nas samotny pielgrzym z Belgii. Wyszedł 14 kwietnia sprzed progu własnego domu i zdążył już przejść Belgię, Holandię, Niemcy, Danię, Szwecję i teraz zmierzał przez Norwegię do grobu św. Olafa w Nidaros. Od tej pory nasze drogi czasami zbiegały się.

Wędrując, zbierałyśmy stemple w paszportach pielgrzyma, by uwiarygodnić pieszą pielgrzymkę na trasie z Oslo do Nidaros. Nie było to łatwe, bo nie codziennie była możliwość zdobycia pieczątki. Na koniec pielgrzymowania otrzymałyśmy stosowny certyfikat w języku łacińskim.

Jesteśmy pierwszymi Polkami, które przeszły szlak świętego Olafa z Oslo do Trondheim.


W trakcie wędrówki średniowiecznym szlakiem pątniczym przez Norwegię pisałam pamiętnik. Teraz, na jego podstawie przygotowuję książkę. Mam nadzieję, że ukaże się ona w przyszłym roku.

Wszystkich, którzy lubią pielgrzymować w samotności i ciszy, nie boją się trudnych warunków i wyzwań namawiam na wędrówkę szlakiem św. Olafa. Norwegia jest wspaniałym krajem, gdzie można usłyszeć głos Boga, zachwycić się dziełem stworzenia, lepiej zrozumieć siebie i innych.

Lucyna Szomburg

Galeria


Zapraszam do galerii z mojej pielgrzymki »

Spis treści

  • Oslo - Nidaros (19.06.2009 – 19.07.2009)

Komentarze

Kasia - 19.07.2011 14:15

Twoja opowieść o podróży do Nidaros jest bardzo piękna i inspirująca. I tak jak kazdy, kto ją przeczytał zamarzyłam o wyprawie do grobu Świetego Olafa...

Krystyna - 18.06.2011 08:13

Zapomniałaś dodać Lucyno chociażby IMIĘ koleżanki, tak właśnie piszesz tylko o sobie, nie doceniasz wysiłku innych, a myślę, że bez tej BEZIMIENNEJ koleżanki nie byłoby Twojej wedrówki

Mariusz z Ostrołęki - 28.12.2010 10:38

Zainteresował mnie komentarz PJ. I w końcu postanowiłem się dopytać:) Skąd masz PJ informację o tym, iż Polacy kroczyli tym szlakiem w średniowieczu? Mówisz to tak, bo to tylko zakładasz? Czy może masz dostęp do źródeł historycznych? Jeżeli to jest tylko założenie, to mało prawdopodobne. Polacy w tamtym czasie, prawdopodobnie najczęściej pielgrzymowali do Ziemi Świętej, Rzymu oraz Santiago, bo „znali te miejsca z tradycji”. Natomiast o Św. Olafie, mogli nawet nie słyszeć. Interesuję się tym zagadnieniem, gdyż chcę wyruszyć do Św. Olafa w 2011 r. Więc, jeśli masz namiary na ciekawe materiały o tym szlaku to daj znać. I mam jeszcze prośbę do Lucyny i tych co wiedzą. Czy oprócz strony: http://www.visitnorway.com/pl/artykuly/tematyczne/o-Norwegii/historia/Droga-Pielgrzymow-do-Trondheim/ są inne miejsca w sieci, gdzie mogę znaleźć jakieś mapy o szlaku opisywanym przez Lucynę? Za wszystko z góry serdecznie dziękuję! Buen Camino!

Zobacz wszystkie »