Lucyna Szomburg
Moje camino
| « Poprzednia strona | 18-19 września 2004 | Następna strona » |
Sobota, 18 września 2004
Znowu miałam problem ze snem, ale postanowiłam nie brać tabletki. Nie mogę przyzwyczajać organizmu do swoistej "narkozy". Rano o 6.00 byłyśmy już na nogach i po ciemku, o 6.30 wyszłyśmy na trasę. Teraz noce i poranki są bardzo zimne. Nawet w polarze nie jest za ciepło. Po drodze dogoniła nas Ivonne. Była w długich spodniach i czapeczce na głowie. Razem doszłyśmy do Konwentu św. Antoniego. Są to ruiny dawnego klasztoru. Pojawiły się nagle na drodze naszej pielgrzymki. Aby iść dalej, trzeba było przejść przez bramę, czy właściwie coś, co kiedyś było bramą klasztoru. Teraz w ruinach mieści się malutkie schronisko. Urocze. Pewnie wkrótce kończy swą sezonową działalność, bo znajduje się w niszy budynku klasztornego. Zamiast jednej ściany jest po prostu kotara. Nocą musi być tam bardzo zimno.
Ranek był słoneczny i rześki. Poszłyśmy dalej, do Castrojeriz gdzie w przydrożnym barze zjadłyśmy nasze pierwsze śniadanie. Ja już tradycyjnie zamówiłam pyszną cafe con leche. Zjadłyśmy produkty przywiezione z Polski - końcówkę chleba i myśliwskiej. Posiedziałyśmy z godzinkę i znów wyruszyłyśmy na Camino. Słońce zaczęło coraz mocniej przygrzewać. Droga prowadziła ostro pod górę, na przełęcz, albo właściwie na kolejny płaskowyż, tym razem nieduży. Aby dostać się na drugą stronę tego płaskowyżu trzeba było przejść około 10km. Po drodze dogoniła nas 30-osobowa grupa Amerykanów, którzy w ramach wycieczki autokarowej pokonują pieszo tylko ten odcinek drogi. Dla atrakcji. Jeden z panów zrobił nam zdjęcie i obiecał przesłać mailem na mój adres.
Na szczycie, przy źródełku znów zrobiłyśmy mały odpoczynek. Hania ma coraz więcej pęcherzy. Dalej ruszyłam sama. Nie mogę zbyt długo siedzieć w słońcu. Naciągnęłam koszulę na głowę i skierowałam się do Itero de la Vega. W malutkim schronisku, w malutkiej miejscowości zajęłam miejsce dla nas obu. Hania dotarła godzinę później. Teraz wykapana, "wyprana" siedzę i piszę. Zaraz pójdę rozejrzeć się po wiosce, ale chyba nie ma tu nic ciekawego.
Dzisiejszy etap nie był zbyt długi, około 20km, jutro będzie dłuższy, do Villacazar de Sirga.
Znowu dostałam dwa miłe sms-y. Od Oli i Mirka: Cześć Pielgrzymie! Jeszcze jestem w szpitalu ale jest ok. Dostałam książkę o szlaku św. Jakuba. Myślami jestem z Tobą. Napisz gdzie jesteś? Pozdrawiamy, Ola i Mirek. Oraz od Jasia: Pozdrowienia znad bocianiej łąki J i A. Lubię dostawać sms-y.
Niedziela, 19 września 2004
Wczorajszy dzień skończył się całkiem sympatycznie. Poszłyśmy z Hanią szukać źródełka z wodą na jutro. Pewien Hiszpan mniej więcej w naszym wieku bardzo chciał nam pomóc i wskazał miejsce źródełka. W miasteczku widziałyśmy tylko jedną fontannę, w kształcie końskich pysków, z których ciurkała woda. Dla pewności, że chodzi o to samo miejsce spytałam: "are there the horses?" Pan jednak zrozumiał, że my jesteśmy konno i szukamy wodopoju dla naszych zwierząt. Bardzo nas to rozbawiło.
Rozmowa coraz bardziej się rozkręcała, tak że pan Jose Miguel (takie miał imiona), wypożyczył klucze od miejscowego kościoła i zaprowadził tam nas. Kościół jest z 1669 roku, kamienny jak i inne kościoły w tej części Hiszpanii, z pięknym rzeźbionym ołtarzem. Wejście do kościoła było od bocznej nawy. Kościoły w stylu romańskim mają okienko usytuowane na wprost ołtarza, przez które wpadają promienie zachodzącego słońca, pięknie oświetlając wnętrze, a szczególnie ołtarz. Robi to niesamowite wrażenie. Z podobnym zjawiskiem spotkałam się również w innych kościołach na szlaku. Najpierw myślałam, że to przypadek, lecz teraz uważam inaczej. Czyli że ołtarz zawsze był we wschodniej części kościoła (?).
Potem poszliśmy do hiszpańskiego baru na piwo. Jose powiedział, że w Hiszpanii jest więcej barów niż we wszystkich pozostałych 24 krajach Unii Europejskiej. Tutaj przychodzą ludzie oglądać wspólnie mecze piłki nożnej w TV i pić piwo. Jest bardzo głośno, tak że nam było trudno rozmawiać. Jose jest nauczycielem w okolicy Logrono, uczy dzieci hiszpańskiego. Opowiadał, że 50 lat temu w miejscowości Itero de la Vega mieszkało 6 tys. ludzi, teraz zaledwie 200 osób, w tym jego matka. Tu pozostali tylko emeryci, gdyż nie ma pracy ani perspektyw. Młodzi wyemigrowali do miast. On też. Opowiadał, że po wstąpieniu do Unii Europejskiej znacznie im się poprawiło, on teraz jako nauczyciel zarabia 2 tys. euro. Wymieniliśmy się mailami. Miły i ciekawy człowiek.
Po 21.00 poszłyśmy spać. Spało nam się wyjątkowo dobrze, tak że obudziłyśmy się dopiero wpół do siódmej. Większość pielgrzymów opuściła już schronisko. Wyruszyłyśmy z dużym opóźnieniem jak na dystans 30 km. Było pochmurno, chłodno ale nie zimno. Pierwsze 9 km (do Boadilla del Camino) przeszłyśmy szybko i w barze zjadłyśmy śniadanie. Potem przez Fromistę dotarłyśmy do Poblacion de Campus na mszę św. o 13.00. Byłyśmy tam pół godziny wcześniej, tak że zdążyłyśmy nieco odpocząć.
Wypogodziło się i zrobiło się nawet gorąco, tak że dalsza część drogi była bardziej uciążliwa. Hania biedna, z bąblami na stopach z trudem pokonywała każdy kilometr. Mnie z kolei było gorąco i z koszulą na głowie ruszyłam szybciej do Villalcazar, naszego docelowego miejsca. Przybyłam pół godziny przed Hanią i zarejestrowałam nas obie w schronisku.
Budynek schroniska jest z XV wieku (tu wszystko jest bardzo stare), ale wewnątrz jest całkiem przyjemnie. Alberge prowadzi bardzo miły Hiszpan, jest wolontariuszem. Uczynny, sympatyczny, pomocny... O 18.30 zaprosił wszystkich pielgrzymów do kościoła. Jednak przyszło nas tylko pięcioro. Przeczytaliśmy fragment Ewangelii, modlitwę i odmówiliśmy - każdy w swoim ojczystym języku "Ojcze nasz". Był to wzruszający akcent na moim Camino. Kościół jest średniowieczną Świątynią Templariuszy. W XVIII wieku "przeżył" silne trzęsienie ziemi, którego epicentrum było w Lizbonie. Nieco przekrzywił się, wzruszył w posadach, ale stoi.
Miasteczko samo w sobie jest podobne do innych w tym rejonie, senne, pustawe, żółto-piaskowe, wtapiające się barwą w rżyska na okolicznych polach.
Jest 20.15. Wkrótce położymy się spać, by jutro znów wyruszyć na Camino.
| « Poprzednia strona | 18-19 września 2004 | Następna strona » |