Camino de Santiago

To nie droga jest trudnością... To trudności są drogą...

Lucyna Szomburg
Moje camino

Środa, 22 września 2004


Hania przyszła wcześniej, niż się spodziewałam. Jest bohaterką dnia, pokonała samotnie 36 km w upale, z bolącymi stopami. Doszła!

W schronisku atmosfera była świetna, gospodarze przygotowali pyszną kolację: sałatę z tuńczykiem, a na ciepło soczewicę z ziemniakami i warzywami. Do tego nieodłączna bagietka oraz wino i woda. Przed kolacją wszyscy spotkaliśmy się na łące, gdzie wraz z młodym księdzem odmówiliśmy wspólnie wieczorne modlitwy, każdy w swoim języku. Słońce właśnie pięknie zachodziło, ogromna, czerwona kula szybko znikała za horyzontem. Gdy rozchodziliśmy się na kolację była 20.30. Tej nocy spało mi się cudownie, było chłodno, żadnych zapachów, nikt nie chrapał. Nasze międzynarodowe towarzystwo jest fantastyczne. Odnalazła się grupa "Hiszpanów", która okazała się Brazylijczykami, a także Davide - Włoch, Alex - Holender...

Rano nie spieszyłyśmy się, miałyśmy do przejścia jedynie 20 km do Reliegos...W ciągu dnia zmieniłyśmy plany i postanowiłyśmy iść dalej, do Mansilla de la Mulas, to jest w sumie około 26 km. Zjadłyśmy więc śniadanie w schronisku i o 7.50, gdy było już zupełnie jasno ruszyłyśmy na szlak.

Szło się bardzo przyjemnie, chłodny wiatr łagodził trudy wędrowania. Trochę rozmawiałyśmy, odmawiałyśmy modlitwy i tak dość niespodziewanie dotarłyśmy do Reliegos. Było południe. Po drodze spotkałyśmy Alexa, który zaklinał się, że już nigdy nie wróci na szlak i nikogo nie będzie namawiał na tę pielgrzymkę.

W barze w Reliegos postawił nam piwo. Razem z nami zatrzymał się Davide., jest jakiś smutny, trochę przygaszony. Chyba był chory, przeziębiony i źle się czuł, co było powodem, że został dwie noce w którejś miejscowości i teraz goni Ivonne. Ona wraz z Nettie jest chyba gdzieś z przodu. Liczyłam, że spotkamy się dzisiaj w Mansilla, ale jakoś ich nie widzę. Alex został w Reliegos, nie chciał ryzykować kolejnych 6 km w słońcu. My z Hanią dość długo odpoczywałyśmy, bo ponad półtorej godziny. Nawet miło przeszedł czas między Reliegos a Mansillą. Po drodze jeszcze raz zatrzymałyśmy się w cieniu na ławeczkach, by nie dać słońcu szans na spalenie nas na popiół.

W Mansilli znajduje się ostatnie schronisko przed Leon. Jest tu dużo ludzi, większość z nich widzę po raz pierwszy. Skąd się tutaj wzięli? Spotkałam też Zachariasza. Mówi, że nocuje w swoim namiocie, po drodze zbiera tylko pieczątki.

Dzisiaj śpimy w sześcioosobowej sali, teraz jest 18.35, wybieramy się obejrzeć miasteczko.

Czwartek, 23 września 2004


Mansilla nie jest pięknym miasteczkiem, jest właściwie taka sobie, niewiele tu do oglądania.

Zjadłam wczoraj kolację pielgrzyma. Lubię od czasu do czasu zjeść porządny posiłek w restauracji. Hania nie chciała iść ze mną. O 19.15 byłam jedyną osobą w barze. Dla Hiszpanów to za wczesna pora. Zamówiłam zieloną sałatę z dodatkami: pomidorem, cebulą, szparagami, jajkiem i tuńczykiem, potem był smażony, wędzony schab z frytkami, lody i mała butelka wina.

Po kolacji poszłam na mszę św. o 20.30 do kościoła niedaleko schroniska. Bardzo lubię wieczorne msze, nastrój, zapach świec...Wracając z kościoła spotkała mnie miła niespodzianka. Augusto, młody Brazylijczyk pielgrzymujący z grupą "moich" zaprzyjaźnionych Brazylijczyków podbiegł do mnie niezwykle szczęśliwy i oświadczył, że właśnie otrzymał telefon od swojej żony, że jest w ciąży. Marzyli o dziecku od dwóch lat i właśnie teraz! Był tak szczęśliwy, że wyściskał mnie z radości.

Zmęczona i radosna szybko zasnęłam, lecz mój sen nie trwał długo. Po godzinie obudziłam się. Dopiero nad ranem pogrążyłam się ponownie w głębokim śnie i obudziłam się jak nigdy przedtem dopiero o 7.20. Dzisiaj na szczęście krótka trasa, do Leon zaledwie 19 km, za to nudna, głównie wzdłuż ruchliwej szosy, no i przedmieścia, przedmieścia...

Schronisko sióstr Benedyktynek znalazłyśmy bez trudu. Jest tu miło, sympatyczna obsługa, sale duże lecz wygodne. Poczęstowano nas owocami i sokiem. Cena - wolny datek. Wrzuciłam do puszki 3 E. Tu jest bardzo dużo pielgrzymów, więc w sumie uzbiera się niemała kwota.

Miasto Leon jest ciekawe, ze starówką, z wąskimi uliczkami, starymi kościołami, murami...Zwiedziłyśmy kościół św. Izydora i przyległe muzeum. Muzeum to akurat odwiedził jakiś hiszpański minister z obstawą, kamerami i innymi "szykanami". Katedra była w tym czasie zamknięta. Postanowiłyśmy zostać więc następnego dnia trochę dłużej w Leon, aby zobaczyć wewnątrz najpiękniejszy kościół w Hiszpanii, a szczególnie jego witraże. W związku z tym jutro zrobimy chyba krótszy odcinek trasy, tylko do Villar de Mazarife. Resztę nadrobimy następnego dnia.

Wieczorem byłyśmy na mszy św. z błogosławieństwem, specjalnie poświęconej pielgrzymom.

Komentarze

krzysztof kiełek starachowice - 18.09.2013 11:01

Pani Lucyno czytałem pani wspomnienia przed moim camino ale jednym okiem mnie wpadły drugim wypadły i dopiero teraz dwa miesiące po moim camino czytałem pani wspomnienia jeszcze raz i porównałem je z moim camino co prawda szedlem tylko z Atapuerci do Santiago ale jak czytalem pani wspomnienia to znowu poczólem się jak na camino.Pani lucyno wspaniale napisana relacja ta babcia z naleśnikami i nas poczęstowała mimo ze to był 2013 rok ale ja o tej babci czytalem w książce i zorientowalem się że to jest żywa historia camino zapłacilem bez słowa euro za naleśnika bowiem z historią się nie dyskutuje ,myślę że jak ta babcia umrze umrze i trochę camino a na razie niech żyje 200lat .W 2013 dużo się zmieniła jak na pewno pani się zorientowala alberge rosną jak grzyby po deszczu w Hontanas było pięć alberg w tym jedna muncipialna ttak więc przez dziewięć lat sporo zmian czytałem pani wspomnienia i kilka razy łezka w oku mnie się zakręcila .Pani Lucyno napisala pani że podczas komuni zaczeły pani płynąć łzy mnie to też spotkało już drugiego dnia camino w malym kościółku gdzie bylo siedmioro Hiszpanówja i jeszcze jeden pielgrzym ,przepiękne uczucie ,spotkało mnie to jeszcze trzy razy na trasie ostatni raz w Santiago jak odbieralem Compostellę pozdrawiam i mam nadzieję że się spotkamy na camino buen camino

bogda - 22.05.2013 22:08

19.05.2013 wrocilam z pielgrzymki szalam od 2.05. z astori zwichnelam noge ok 100 km przed koncem ale szlam powoludku ale do przodu 14.05 bylam na miejscu warto, Padal deszcz i wialo przez caly czas HISZPANIA TO JUZ CHYBA ZIMNY KRAJ ALE jestem cala i chyba zdrowa w domu i ciesze sie bardzo pozdrawiam wszystkich ktorzy przeszli i tych ktorzy maja taki zamiar

Tamara - 10.04.2013 09:30

Jaki przepiękny wiersz. Wzruszający, człowieczy. Będzie moim motto na Camino, na które wyruszam sama w maju tego roku. Pierwsze strony tego bloga bardzo ciekawe, refleksyjne i pisane z serca. Z radością czytam więc dalej!

Zobacz wszystkie »