Camino de Santiago

To nie droga jest trudnością... To trudności są drogą...

Lucyna Szomburg
Moje camino

Piątek, 24 września 2004


Wczorajszy dzień zakończył się liturgią godzin i modlitwą - błogosławieństwem u sióstr Benedyktynek. Rano nie spieszyłyśmy się ze wstawaniem, bo postanowiłyśmy odwiedzić katedrę w Leon. Jest to zabytek klasy "0" z przepięknymi witrażami i ołtarzami. Po śniadaniu o 8.00 wyruszyłyśmy ze schroniska. Leon jest ładnym miastem, szczególnie podobała mi się starówka. Katedrę otworzono o 8.30, gdy pierwsze promienie słoneczne zaczynają wpadać przez szybki witraży do wnętrza katedry. Rzeczywiście jest piękna. Odnowiona, zadbana robi duże wrażenie. Przed 10.00 znalazłyśmy się na szlaku. Bardzo długo wychodzi się z miasta. Przedmieścia sprawiały wrażenie, jakby nigdy nie miały się skończyć, przechodziły w kolejne wioski. Po drodze minęłyśmy ziemianki. Przypominały Tolkienowskią osadę, tę z "Władcy Pierścieni".

W końcu znalazłyśmy się w szczerym polu, gdzie drogi Camino rozwidlają się. Poszłyśmy dłuższą, ale ciekawszą trasą, wśród przyrody. Za plecami, gdzieś w oddali pojawiły się wysokie góry. Przepięknie! Tylko upał dawał się we znaki. Co jakiś czas szukałyśmy cienia, by skryć się i odpocząć chwilę.

Dotarłyśmy tylko do Villar de Mazarife, czyli zrobiłyśmy zaledwie 19-20 km. Po drodze poznałyśmy bardzo sympatyczną panią z Kanady, Colette. Ma 51 lat, wybrała się sama na Camino, idzie z Leon. Jest niezwykle dzielna, choruje na astmę i używa inhalatora. Dla niej jest to trudna trasa. W schronisku spotykamy naszego dobrego znajomego, Alexa. Jest radosny jak zwykle. Zaprosił nas na kolację. Przy najbliższej okazji muszę się jemu zrewanżować.

Po raz pierwszy zrobiłam pranie w pralce. Jeszcze się suszy.

Sobota, 25 września 2004


Na trasę wychodzimy dość późno, bo późno robi się jasno, tak przed 8.00. Wprawdzie do Astorgi jest dziś kawał drogi, bo ponad 30 km, idzie się wspaniale. Pogoda piękna, nie ma upału, delikatnie wspinamy się coraz wyżej. Krajobraz staje się bardziej urozmaicony, pofałdowany. Spotyka się sporo zieleni. Na polach oprócz zżętych już zbóż i kukurydzy pojawiają się winorośle. Trochę inne niż w Rioja, niskie, płożące się, małe. Widać jak na polach zbierają już wino, ładują na traktorki. W jednej z wiosek właściciel zachęca nas do jedzenia gron prosto z wozu. Są pyszne, białe i czarne, mocno zakurzone, ale nawet ich nie myję. Na naszym Camino pojawia się coraz więcej wiosek, jedna podobna do drugiej, kamienne, lepione gliną, w środku kościółek, stareńki, podobny do domów i płotów...Wszystko kolorystycznie wtapia się w jesienny pejzaż. Ptaki podrywają się z pól i drzew, wydając przeróżne odgłosy, cykady grają w trawach. Na horyzoncie pojawiają się wysokie góry. Niebo jasnobłękitne rozświetla krajobraz. Ciągle chce się iść...przed siebie...Pielgrzymów nadal sporo, choć wyraźnie ich liczba zmniejsza się. Schroniska oferują więcej miejsc, niż nas teraz jest na szlaku.

Około południa robi się coraz cieplej, szukam cienia by odpocząć chwilę, pomarzyć...

W połowie trasy docieram do Hospital de Orbigo, gdzie początkowo chciałam nocować.

Śliczne, stare miasteczko. Wchodzi się do niego przez XIII wieczny most z kamienia. Jest on bardzo długi, biegnie nad rzeką, teraz prawie wyschniętą i łąkami, prowadzi prosto do miasta. Tutaj milutkie schroniska, dobrze wyposażone witają pielgrzymów. Na przykład San Miguel i inne kuszą nas. Idziemy jednak dalej, do Astorgi. Po drodze mijamy kolejne wioski i kolejne kościółki. Na wieży każdego z nich uwite są bocianie gniazda, czasem jest ich nawet kilka. Teraz puste, będą czekać na swoich właścicieli do wiosny. Widać, że jest tu bardzo dużo bocianów. Zrobiłam zdjęcia takich wież, są one inne niż w Polsce, w prześwitach wiszą dzwony. W niedzielę, a może również w dni powszednie na tę dzwonnicę wchodzi człowiek i ręcznie uruchamia dzwon zwołując mieszkańców na mszę. Przeważnie obok kościoła znajduje się bar, chętnie odwiedzany przez tutejszych i pielgrzymów. Bywa, że we wsi jest kilka barów. Wszędzie miła obsługa i dobre jedzenie.

Do Astorgi docieramy przed 18.00. jest gorąco, słońce pali...Zatrzymujemy się w miejskim schronisku, w centrum miasta. To duży budynek, ze wszystkimi potrzebnymi urządzeniami i miłą obsługą. Codzienny rytuał: kąpiel, pranie, wieszanie mokrych rzeczy przebiega sprawnie i wkrótce z Alexem ruszamy do miasta, by zdążyć jeszcze zrobić kilka zdjęć w świetle słonecznym. Niestety, to koniec września i szybko zapada zmrok. Gdy słońce zachodzi natychmiast robi zimno.

Astorga to piękne miasto, a właściwie jej dwa główne filary: katedra i obok niej pałac biskupi, w którym obecnie mieści się muzeum Camino. Katedra z zewnątrz robi wspaniałe wrażenie, niestety jest zamknięta. Pałac biskupi to perełka Astorgi, zaprojektowany przez mistrza Gaudiego, wygląda jak z bajki. O tej porze również zamknięty. Wstępujemy z Alexem do hotelowej kawiarenki na kawę z ciastkiem i drinka. Dostaję jakiś całkiem dobry alkohol anyżowy. Rozmawiamy, jest 19.30, w barach jeszcze nie podają kolacji. Kupujemy kolejne widokówki, tym razem z Astorgi. Alex ma cztery córki, każdej wysyła taką samą widokówkę, przedstawiającą miasto z perspektywy naszej drogi.

Hania dopiero teraz wyszła na miasto i spotyka nas. Idziemy więc razem na kolację: rosołek hiszpański, łosoś z jarzynką i krem czekoladowy. Tym razem wybrałam wodę do picia, bo po winie nie czuję się najlepiej. O 22.30 śpię już smacznie.

Komentarze

Oleńka - 23.07.2010 00:45

Lucynko, Pani relacja z wyprawy sprawiła, że powróciła mi ochota na wyruszenie w Drogę!:) A już przez jakiś czas, kiedy okazało się na miesiąc przed wyruszeniem, że muszę iść sama, żałowałam, że w ogóle zaplanowałam to na ten rok. Teraz gdy przeczytałam tę opowieść, znów nie mogę się doczekać mojego Camino:) Pozdrawiam i proszę o modlitwę:)

agata - 25.06.2010 23:29

Bardzo prosze o informacje czy spotkała sie Pani z mozliwoscia spania we własnym namiocie przy schroniskach lub gdzie indziej? Wyruszam 28-08-2010

Ja nina - 24.05.2010 15:38

Witam wybieram się na Camino z Leon i potem cały czas pani szlakiem gratuluje tak długiej trasy ja nie mogę ze względu na mój angielski ale nie poddaje się uczę się i biorę rozmówki hiszpańskie .Do Madrytu lecę 9 /07 a z Leon wyruszam 10/07 /10 serdecznie pozdrawiam Obiecuje modlitwę

Zobacz wszystkie »