Camino de Santiago

To nie droga jest trudnością... To trudności są drogą...

Lucyna Szomburg
Moje camino

Czwartek, 30 września 2004


Czwartek, krótka trasa do Triacastella, 21 km. Idziemy z Hanią wolno, podziwiając widoki. Dzisiaj trasa wiedzie głównie w dół, przez kilka galicyjskich wiosek. W jednej z nich, w Hospital da Condesa pijemy kawę i dojadamy zapasy. Wszędzie jest dużo psów, kotów i krów. Widoki piękne, jak to w górach. Dużo soczystej zieleni, błękitu nieba. Po drodze mijamy maleńką pustelnię San Pedro, kamienny erem. Wewnątrz stary ołtarzyk, rzeźby i trumienka. Czyje to relikwie? Nie ma żadnych napisów. Robimy sobie zdjęcia i idziemy dalej.

W Triacastella jesteśmy przed 15.00, mimo że szłyśmy dziś bardzo wolno. Po drodze spotkała nas pewna przygoda. W jakiejś małej wiosce przysiadłyśmy na chwilę na ławeczce przy domu. Zaraz zjawiła się miejscowa kobieta z talerzem naleśników zachęcając nas do jedzenia. Wzięłyśmy po jednym placuszku z cukrem, po czym wymieniłyśmy grzecznościowe pochwały, jakie to dobre. Pani powiedziała wówczas, że naleśniczek kosztuje 1 E. Hania wysupłała może z 30 centów. Powiedziałyśmy, że nie mamy więcej pieniędzy, a bankomat jest w Triacastelli i poszłyśmy dalej. Kobieta była wielce niezadowolona. Przypomniała mi się bajka o Jasiu i Małgosi. W niej czarownica też nęciła smakołykami.

Okazało się, że Danusia i Reginka też padły ofiarą czarownicy. Zjadły po dwa placuszki, zapłaciły 3 E, a kobieta uważała, że to i tak za mało.

W Triacastella spędziłyśmy miły wieczór. Poszłyśmy na kolację do baru, potem na mszę św. do kościoła. Ksiądz miał baaaaardzo dłuuuuuugie kazanie, z którego nic nie zrozumiałam. Potem w kilku językach czytano refleksje o Camino. Zrobiłyśmy jeszcze drobne zakupy. Kupiłam też film do aparatu. Tu jest dość drogo, film 24 zdjęcia, dwusetka kosztuje aż 5,20€.

Wieczorem pogadałam z Grzegorzem, kolejnym polskim pielgrzymem na szlaku. Jest to młody, dużo podróżujący człowiek. Nie wiem co robi na co dzień, bo jakoś nie chciał się odkryć.

W książce rejestrującej pielgrzymów przeczytałam, że wczoraj nocowała tu Ivonne i Nettie. Są więc jeden dzień przede mną. Razem ze mną idzie Davide, Alex został zaś jeden dzień za nami. Może spotkamy się wszyscy w Santiago?

Piątek, 1 października 2004


Dzisiaj ruszyłyśmy na Camino o 7.45. Wszystko dokoła otulała mgła. Poszłam drogą przez San Xil, a nie przez Samos. Jest to krótsza trasa, przepiękna, ale górzysta, a więc są ostre i długie podejścia, a potem zejścia. Góry są cudowne. Dzisiaj szłam wąwozami, tunelami zieleni, lasami i na otwartej przestrzeni. Dość szybko wspięłam się na znaczną wysokość i ujrzałam... bardzo piękny i niecodzienny widok. Chmury białe, gęste, skłębione otulały dolinę jak okiem sięgnąć, a ja byłam ponad nimi!!! Wyglądały jak morze w dole. Robiłam zdjęcia, ale myślę, że nie oddadzą tego wrażenia, jakie zrobiło to na mnie w rzeczywistości. W górach po raz pierwszy dostrzegłam tak wyraźnie jesień.

Zbocza gór zaczęły złocić się, na drodze pojawiły się zeschnięte liście. Mgły na dobre rozsiadły się w dolinach. Na wrzosach lśniły w słońcu pajęczyny z kropelkami rosy. Ptaki śpiewały jak oszalałe. Przez kilka kilometrów nie było wiosek, tylko czysta natura. W końcu droga wąska, kamienista zeszła do malutkiej wioski. Starszy mężczyzna pędził stado krów na pastwiska. Pomagał mu pies. Tu psy, skundlone owczarki, bardzo pomagają miejscowym. W czasie największych upałów, po południu śpią smacznie w cieniu.

We wioskach odór jest nie do zniesienia. Smród odchodów zwierzęcych miesza się z "aromatami" kiszonek. Mijam więc szybko zabudowania by znowu znaleźć się w czystej przyrodzie.

Teraz dotarłam do Sarii, większego miasta na trasie. Jest już gorąco. Siedzę i piję sirtę, młode wino. Bar jest tuż przy ulicy więc obserwuję ruch na jezdni. Ciekawe, że w Hiszpanii jest bardzo mało Seatów. Jeżdżą głównie samochodami francuskimi i niemieckimi. Trochę jest też japońskich.

Część trasy szłam dziś z Hanią, Danusią i Reginką oraz z Meksykanką Sarą. Śpiewałyśmy po drodze różne piosenki, ale zdaje się, że żadna z nas nie ma zbyt wielkiego talentu wokalnego. Fałszowałyśmy równo. Było jednak wesoło. Potem znów ruszyłam sama. Lubię iść swoim tempem i być sam na sam z przyrodą i z sobą.

Jestem w schronisku w Ferreiros. O 18.00 było już pełne. Załapałam się na "kozetkę" składającą się z trzech ruchomych części, szerokości 50 cm i łącznej długości nie większej niż 150 cm. Ale dobre i to. Lepsze niż spanie na podłodze z kafli, nawet na karimacie. W schronisku jest ciepło i to też jest ważne.

Dzisiejsza droga była prześliczna. Łąki w Galicji poprzecinane są kamiennymi płotami, wszędzie bujna zieleń, pasą się krowy. Oprócz płowych pojawiły się czarno-białe. Wiosek jest tu dużo, ale wszystkie śmierdzące. Trudno w upalne dni przechodzić przez nie. W ogóle nie przypominają tych z Navarry czy Kastylii. Idąc Camino przechodzi się jakby przez podwórza, nie ma ulic ani żadnego centrum. Przyroda zaś bujna, śliczna, stare kasztanowce rosną wzdłuż polnych dróg, często są to ogromne, puste, powyginane pnie z nowymi, odrastającymi gałęziami. Spotyka się też piniowe laski. A wszystko to położone jest na wzgórzach. Teren lovely. Co pół kilometra, przy drodze stoi kamień milowy z muszlą i wskazuje, ile kilometrów zostało do Santiago. Minęłam już taki z informacją "99km", a więc pozostało już mniej niż 100 km. Myślę, że w cztery dni dojdę do Santiago. Końcowe odcinki są trudne, gdyż pojawiło się dużo nowych pielgrzymów i mimo że jest już październik, w schroniskach brakuje miejsc. Kładę się spać, do jutra.

Komentarze

Oleńka - 23.07.2010 00:45

Lucynko, Pani relacja z wyprawy sprawiła, że powróciła mi ochota na wyruszenie w Drogę!:) A już przez jakiś czas, kiedy okazało się na miesiąc przed wyruszeniem, że muszę iść sama, żałowałam, że w ogóle zaplanowałam to na ten rok. Teraz gdy przeczytałam tę opowieść, znów nie mogę się doczekać mojego Camino:) Pozdrawiam i proszę o modlitwę:)

agata - 25.06.2010 23:29

Bardzo prosze o informacje czy spotkała sie Pani z mozliwoscia spania we własnym namiocie przy schroniskach lub gdzie indziej? Wyruszam 28-08-2010

Ja nina - 24.05.2010 15:38

Witam wybieram się na Camino z Leon i potem cały czas pani szlakiem gratuluje tak długiej trasy ja nie mogę ze względu na mój angielski ale nie poddaje się uczę się i biorę rozmówki hiszpańskie .Do Madrytu lecę 9 /07 a z Leon wyruszam 10/07 /10 serdecznie pozdrawiam Obiecuje modlitwę

Zobacz wszystkie »