Camino de Santiago

To nie droga jest trudnością... To trudności są drogą...

Lucyna Szomburg
Moje camino

Piątek, 8 października 2004


Siedzę na lotnisku w Madrycie. Jestem już po odprawie. Mój samolot wylatuje za godzinę do Amsterdamu. Hania już odleciała pięć minut temu.

Wczorajszy wieczór był jeszcze pod znakiem odjazdu pociągu, dzisiaj loty. Pociąg hiszpański był bardzo ładny i czysty. W przedziale sypialnym były nas cztery kobiety. Ja miałam miejsce na dole. Wreszcie czysta pościel, przytulnie... Nie mogłam jednak dłuuuuugo zasnąć. Spałam krótko i płytko, ale wygodnie. Najważniejsze, że mogłam wyciągnąć zmęczone wędrowaniem nogi. Obudziłam się przed 7.00. Za oknem ciemno. Z dala Madryt połyskiwał światłami. Ogromne miasto. Chyba z godzinę objeżdżaliśmy je, zanim pociąg zatrzymał się na stacji Charmin. Na peronie spotkałam dziewczyny: Hanię, Danusię i Reginę. Trochę zmęczyła ich ta podróż. Jechały wprawdzie pierwszą klasą, ale był to jeden wagon z lotniczymi siedzeniami. Wkrótce rozdzieliłyśmy się. My z Hanią zaniosłyśmy plecaki do przechowalni bagażu i poszłyśmy do miasta. Metrem dojechałyśmy na Plac Isabel skąd mogłyśmy udać się pod pałac królewski i do katedry.

Królowa chyba była w "domu", bo na szczycie powiewała hiszpańska flaga. Jest to ogromny gmach z ogromnym dziedzińcem, ładnie położony na wzgórzu. Pokręciłyśmy się trochę po okolicy i wróciłyśmy na dworzec po bagaże, a potem na lotnisko.

Lotnisko w Madrycie jest duże i trzeba się po nim dobrze nachodzić, aby trafić na właściwą GATE i CHECK IN. Mam to już za sobą. Chce mi się spać i tak jakoś chyba wychodzi ze mnie zmęczenie ostatnich tygodni. A może to raczej tak bardzo nuży mnie miasto? Wczorajsza włóczęga po Santiago, dzisiaj po Madrycie - to dużo bardziej męczące od kilometrów na Camino. Odpoczywam.

W samolotach, nawet linii KLM coraz podlejsze jedzenie. Kanapka z serem lub kurczakiem, ale taka zakonserwowana, coś do picia, też nie najlepszej jakości i małe ciasteczko. Ale dobre i to, bo byłam już okropnie głodna. Jest 16.30, ciągle lecimy. Nie zauważyłam, kiedy przelecieliśmy Pireneje, czasami są chmury pod nami, czasami przysypiam. Wypiłam małą kawę, więc teraz mogę pisać. Ciekawe, czy zapakowali do samolotu mój kij pielgrzymi? Jest to zwykły, postrzępiony, trochę krzywy kij o długości około 140 cm. Nie mogłam go wziąć do samolotu ze względu na wymogi bezpieczeństwa, ale zaproponowano mi, że przyjmą go jako bagaż. Plecak to jedna sztuka (brudny, z widocznymi śladami przebytych trudów) i patyk - kosturek pielgrzymi - druga. Wcale nie przeszłam z nim całego Camino, tylko ostatni odcinek z Arca do Santiago. Mnie się ten kosturek spodobał, chociaż nie ma w nim nic nadzwyczajnego i postanowiłam zabrać go do Polski. Ale czy dotrze ze mną do Warszawy via Amsterdam? Zobaczymy. Traktuję to jako eksperyment w przewozach lotniczych. Kosturek bowiem oklejono taśmą z napisami i dostałam na niego kwit. Znowu lecimy w chmurach. Przed wylotem z Madrytu wysłałam do Ali sms-a, czy odbierze mnie z lotniska. Odpisała, że z ochotą. Więc jestem szczęśliwa, że spotkamy się jeszcze dzisiaj. Jutro moje ukochane zajęcia na Dominikańskim Studium Teologii i Filozofii oraz spotkanie z Jagódką!!! A wieczorem... z moją kochaną RODZINKĄ!!! To już tak niedługo.

Sobota, 9 października 2004


Kończę moją pielgrzymkę do Santiago. Wczoraj wieczorem (21.30) przyleciałam do Warszawy. Zimno i padał deszcz. Ale już w kraju! Poszłam odebrać swój bagaż. Wkrótce na taśmie pojawiły się pierwsze walizki, a za nimi ... mój pielgrzymi kosturek! Cały i zdrowy! Plecaka jeszcze jakiś czas musiałam wypatrywać. Ludzie z dużym zdziwieniem patrzyli jak podnoszę z taśmy zwykły kij oklejony lotniczymi naklejkami. KLM sprawdził się. Na lotnisku czekała Ala.

Komentarze

krzysztof kiełek starachowice - 18.09.2013 11:01

Pani Lucyno czytałem pani wspomnienia przed moim camino ale jednym okiem mnie wpadły drugim wypadły i dopiero teraz dwa miesiące po moim camino czytałem pani wspomnienia jeszcze raz i porównałem je z moim camino co prawda szedlem tylko z Atapuerci do Santiago ale jak czytalem pani wspomnienia to znowu poczólem się jak na camino.Pani lucyno wspaniale napisana relacja ta babcia z naleśnikami i nas poczęstowała mimo ze to był 2013 rok ale ja o tej babci czytalem w książce i zorientowalem się że to jest żywa historia camino zapłacilem bez słowa euro za naleśnika bowiem z historią się nie dyskutuje ,myślę że jak ta babcia umrze umrze i trochę camino a na razie niech żyje 200lat .W 2013 dużo się zmieniła jak na pewno pani się zorientowala alberge rosną jak grzyby po deszczu w Hontanas było pięć alberg w tym jedna muncipialna ttak więc przez dziewięć lat sporo zmian czytałem pani wspomnienia i kilka razy łezka w oku mnie się zakręcila .Pani Lucyno napisala pani że podczas komuni zaczeły pani płynąć łzy mnie to też spotkało już drugiego dnia camino w malym kościółku gdzie bylo siedmioro Hiszpanówja i jeszcze jeden pielgrzym ,przepiękne uczucie ,spotkało mnie to jeszcze trzy razy na trasie ostatni raz w Santiago jak odbieralem Compostellę pozdrawiam i mam nadzieję że się spotkamy na camino buen camino

bogda - 22.05.2013 22:08

19.05.2013 wrocilam z pielgrzymki szalam od 2.05. z astori zwichnelam noge ok 100 km przed koncem ale szlam powoludku ale do przodu 14.05 bylam na miejscu warto, Padal deszcz i wialo przez caly czas HISZPANIA TO JUZ CHYBA ZIMNY KRAJ ALE jestem cala i chyba zdrowa w domu i ciesze sie bardzo pozdrawiam wszystkich ktorzy przeszli i tych ktorzy maja taki zamiar

Tamara - 10.04.2013 09:30

Jaki przepiękny wiersz. Wzruszający, człowieczy. Będzie moim motto na Camino, na które wyruszam sama w maju tego roku. Pierwsze strony tego bloga bardzo ciekawe, refleksyjne i pisane z serca. Z radością czytam więc dalej!

Zobacz wszystkie »