Camino de Santiago

To nie droga jest trudnością... To trudności są drogą...

Ilona i Marcin Michalscy
Caminowe A…B…C… inaczej

A jednak Santiago de Compostela


Właśnie jadę z Krakowa do Rzeszowa, do swej żony- Ilony, z którą przemierzyłem naszą najważniejszą drogę: Camino de Santiago. Patrzę na potężne chmury na nieboskłonie i zamyślam się nad tym, co było nam dane wspólnie przeżyć. Z pamięci znika to, co było niewygodne, trudne i bolesne. Pozostają myśli, które początkowo galopowały, wręcz wierzgały, niczym rozjuszony mustang, by później dać się ujarzmić… Ciekawe, jak ewoluowały myśli pielgrzymów, którzy na przestrzeni kilkunastu wieków przemierzali jakubowe ścieżki? Camino zmusza do odejścia od zagmatwanego przez nas świata i zajęcia się tym, co najważniejsze: znalezieniem noclegu, pożywienia, dbałością o własne zdrowie. Niewiarygodne, jak daleko odeszliśmy od tego pierwowzoru. Postęp miewa bardzo wysoką cenę, a im bardziej byliśmy rozpieszczani przez życie, tym bardziej Camino nam to uświadomi.

W rozdziale XII książki „O naśladowaniu Chrystusa” zawarta jest myśl, która może z powodzeniem służyć, jako motto pielgrzymki i związanych z nią słabości: „To dobrze, że niekiedy napotykamy trudności i przeszkody, bo one zmuszają człowieka, aby wejrzał w swoje serce i przypomniał sobie, że jest tu tylko przechodniem i nie ma prawa budować nadziei na żadnej rzeczy tego świata”. Kierując się tą myślą możemy z czystym sumieniem powiedzieć, że warto było poddać się „próbie ognia”, zatem… zapraszamy na wspólną pielgrzymkę do grobu św. Jakuba i na koniec ziemi…

Bóg poszukiwany


„Bez wiary potykamy się o źdźbło trawy, z wiarą przenosimy góry” S. Kierkegaard

Decyzja o udaniu się do Santiago de Compostela jest aktem wiary. Wiary, że pokona się wszystkie przeszkody stojące na drodze do celu, wiary w osiągnięcie celu, wiary w sens tego przedsięwzięcia, wreszcie wiary w „inny wymiar”: wymiar boski. Rzecz jasna, nie każdy przyzna się do takiego ujęcia sprawy, ale potwierdzi, że głęboko wierzy, gdy zażywa lek- wierzy w jego działanie uśmierzające ból, wierzy, gdy ktoś zachoruje- wierzy w jego powrót do zdrowia, mimo, że czasem nie ma ku temu racjonalnych przesłanek. Wiara ma sens. Wiara nie pozwala umrzeć nadziei. Nadzieja pozwala trwać- dla Chrześcijan- trwać wiecznie. Obietnica życia wiecznego pochodzi od Boga, który ukrył przed nami swe widzialne oblicze, dlatego poszukujemy Go wszędzie, gdzie to tylko możliwe. Camino wydaje się być bardzo dobrym miejscem do tych poszukiwań.

Kto szuka cię, już znalazł ciebie;
Już cię ma, komu ciebie trzeba;
Kto tęskni w niebo Twe, jest w niebie;
Kto głodny go, je z Twego chleba.
Nie widzą ciebie moje oczy,
Nie słyszą ciebie moje uszy;
A jesteś światłem w mej pomroczy,
A jesteś śpiewem w mojej duszy.
L. Staff

Myśląc, że na jakubowych szlakach doznamy religijnego oświecenia, ekstazy, czy czegoś specjalnego, możemy się rozczarować. To „coś” buduje się z każdym dniem. Niczym odrobiny złota odnajdowane przez poszukiwacza złota tworzą jego fortunę, tak na Camino doświadcza się codziennie gestów, które podtrzymują wiarę w dobroć drugiego człowieka, a tym samym w Boga. Poznana w samolocie przyjazna dusza niepozwalająca zgubić się w wielkomiejskiej dżungli, ktoś bezinteresownie częstujący Cię ciastkiem czy wodą, będącą czasem droższą niż wszystko inne, ktoś dodający Ci otuchy, gdy myślisz, że już nie dasz rady… Właśnie z tych odrobin dobroci wyłania się Coś lub Ktoś szczególny. Nazywaj to jak chcesz, ale pamiętaj, że proces poszukiwania, o ile tego pragniesz, będzie trwał tak długo, jak długo będziesz trwać Ty.

Camino


„Drzewa i kamienie nauczą Cię rzeczy, których nie usłyszysz z ust żadnego nauczyciela” Claraval

Czymże jest zmęczenie 24 godzinną podróżą, jeśli oto właśnie ujrzeliśmy pierwszą żółtą strzałkę? Ten bardzo konkretny znak popycha nas w nieznane, ale wzbudza również wielką radość. Naprawdę rozpoczynamy Camino! W kraju, po tak koszmarnej nocy nie dałoby się nazajutrz normalnie funkcjonować, tu zaś jest zupełnie inaczej. Imponująca twierdza krzyżowców w mieście Ponferrada rozpływa się wraz z miejską dżunglą, ustępując miejsca nienatarczywej przyrodzie. Właśnie przyroda wraz z jej wszystkimi atrybutami jest dla nas i drogą i celem. Do niej pośpiesznie uciekamy, zostawiając za sobą miejskie aglomeracje. Odnosimy wrażenie, że ona nas lepiej rozumie. To intuicja, która jest przez nas tak często ignorowana. Camino prowadzi pod górę, często krętymi ścieżkami po to, by ukazać równie strome zejście. Camino pokazuje swe trudne do zaakceptowania oblicze, wiodąc przez nieatrakcyjne dla zmysłów tereny, na których trudno doświadczyć życiodajnego cienia. Camino potrafi jednak oddać z nawiązką to, co odebrało w trakcie morderczego przejścia w skwierczącym słońcu. Nie szczędzi cudownych alejek przykrytych szczelnie przez rozłożyste korony drzew, zaskakuje strumykiem chłodnej wody, w której można zamoczyć obolałe nogi, cieszy widokiem leniwej salamandry wyczekującej na zmianę aury, napełnia nieopisaną wonią eukaliptusów i łąk pełnych kwiatów, zaprasza do cichego i chłodnego wnętrza średniowiecznego kościoła, stawia na swej drodze ciekawego człowieka, prezentuje niebo udekorowane gwiazdami w takiej ilości, jakiej nigdy dotąd nie widzieliśmy. Czyż ta niezwykła kombinacja nie przypomina nam zwykłego życia?

Doświadczenie słabości


„Ból i radość żyją w jednej łupinie- ich mieszanina jest ludzkim losem” J.G. Seume

Od początku myślenia o Camino było pewne, że nie będzie lekko. Człowiek boi się bólu i dąży za wszelką cenę do jego redukcji. Największe autorytety mówią, że ból jest zły, nawet Jezus, dokonując cudów uzdrowień, niejako podpisał się pod tym stwierdzeniem, jednak…ból jest faktem, któremu trzeba stawić czoło. Zapewne spora część ludzi myśli w duchu, że „być może ból dotknie innych, ale nie mnie”. Z całą pewnością można uniknąć wielu słabości poprzez racjonalne przygotowanie siebie i swego ekwipunku. O wiele trudniej jednak z przygotowaniem psychiki, gdyż ta może spłatać większego figla niż ciało. Czy można odmówić słabości jej niezaprzeczalnej zalety? Jaką zaletę może mieć taka czy inna słabość? Zapyta ktoś zdezorientowany. Oboje jej doświadczyliśmy i możemy powiedzieć, że słabość odkrywa to, kim jesteśmy naprawdę. Bez słabości, bez zmartwień, w uporządkowanym, luksusowym otoczeniu, łatwiej o uśmiech, żart, dobre słowo. Kiedy ból bierze Cię w swe szpony, każdy z tych odruchów ma bardzo wysoką cenę. W pewnym momencie nie poznajesz swego ciała. Niczym słabo naoliwiona, zardzewiała, ciężka maszyna, porusza się pomiędzy ledwo zauważalnym ruchem, a jego brakiem. Coś piecze, trzeszczy, kłuje. Jeśli jednak uda Ci się przełamać tą niemoc, otrzymujesz niewiarygodny przypływ sił, które pozwalają na marsz tak szybki, że niemal nie czujesz bezlitosnych promieni słońca. Pędzisz do przodu szybciej, niż wtedy, gdy nic Ci nie dolega. Słabość ujawnia wreszcie Twój prawdziwy stosunek do najbliższej osoby, z którą wyruszyłeś w tą niezwykłą podróż. Jeśli idziesz sam- Twój stosunek do innych pielgrzymów. Odkryć możesz to, co najlepsze w Tobie, ale i to, o co nigdy byś się nie podejrzewał. Moja żona prosiła w krytycznych momentach bym szedł pierwszy, gdyż „chciała porozmawiać ze swoją nogą”. Podczas gdy ona prowadziła swe nietypowe negocjacje, ja mówiłem do swego bólu: „I tak nie masz szans kolego”. Tym sposobem brnęliśmy do przodu, kuśtykając, rozmawiając, śmiejąc się, wreszcie znikając na horyzoncie, szczęśliwi, że po prostu możemy wciąż iść.

Komentarze

od autorów - 07.11.2010 21:01

Dzięki Tadeusz i trzymaj się!!! Nie martw się. Twoje myśli są i naszymi, gdyż my, będąc tu na miejscu, pracując mozolnie każdego dnia, również myślimy tylko o jednym- ruszyć znów na szlak...

Tadeusz - 07.11.2010 16:29

Serdeczne dzieki za tak glebokie i oddajace istote Camino impresje.Jestem juz po blisko 3 tygodniach tak niedaleko konca,zaczynam martwic sie ze to juz.Wasze mysli utrwalaja to co na razie ulotne,porywajace ale coraz glebsze.

od autora - 25.10.2010 23:24

Witamy:) Ze spotkaniem to fajna idea, choć trudna do realizacji. Mąż pracuje w Krakowie, mieszka kilkadziesiąt kilometrów od niego, żona zaś prawie 200 kilometrów od męża... Póki co, tak jest i dlatego nie jest proste w tej sytuacji zorganizowanie spotkania, ale wierzymy głęboko, że czas rozjazdów zakończy się. To też takie nasze specyficzne Camino:) Mam nadzieję, że znajdę czas na spisanie z notesu reszty przemyśleń. Tobie dziękuję za zainteresowanie i pozdrawiam. Marcin

Zobacz wszystkie »