Camino de Santiago

To nie droga jest trudnością... To trudności są drogą...

Ilona i Marcin Michalscy
Caminowe A…B…C… inaczej

Egzystencjalne pytania


„Człowiek powinien wkładać tyle wysiłku w upraszczanie swego życia, ile go daje w komplikowanie”

Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość. Z tymi trzema elementami, stanowiącymi jeden, zazwyczaj ciężki bagaż, ruszyliśmy na Camino. Tak naprawdę to każdy musi się zmierzyć z tym ciężarem, który doskwiera o wiele mocniej niż niewygodne buty, czy przeładowany plecak. Być może gdyby nie przeszłość, nie byłoby możliwe znalezienie się tu i teraz. Przeszłość może mocno doskwierać, a dzięki Camino chcielibyśmy rozprawić się, choć z niektórymi jej elementami. Nie mogąc zmienić przeszłości, możemy zmienić swe nastawienie do tego, co się stało i już się „nie odstanie”. Zmagając się z pielgrzymkowymi trudami, stajemy się lepsi, a to już bardzo dobry przyczynek do tego, aby zacząć postępować inaczej. Ks. Jan Twardowski zauważył, że na co dzień „trzymamy się oburącz wygodnego życia, uciekamy od samotności do towarzystwa, radia, telewizji, rozrywek. Często jednak budzi się w nas tęsknota choćby za skrawkiem własnej, prywatnej pustyni, bez której nie dostrzeżemy Królestwa Niebieskiego”. Camino ofiarowuje nam siebie wraz ze wszystkimi swymi wspaniałościami i niedomaganiami na tak długo, jak długo możemy iść, a nawet na dłużej. Nawet po zejściu z Drogi, wciąż na niej jesteśmy, gdyż intensywniej myślimy nad tym, co było, jest i co będzie. Spotkaliśmy pewnego razu młodą dziewczynę, która nie mogąc znaleźć odpowiedzi wobec problemu: „co dalej po studiach?”, ruszyła w 900 kilometrową pielgrzymkę. Po pokonaniu tego imponującego odcinka wyznała, że niestety nie znalazła odpowiedzi na to pytanie. Jedni pytają: kim jestem?, inni- dokąd zmierzać? W niezwykłej książce „O naśladowaniu Chrystusa”, rozdział XXXIX pt. „O tym, że człowiek nie powinien niepokoić się o swoje sprawy” rozpoczyna się dialogiem, który wart jest przemyślenia. „Synu, mnie zawsze powierz swoją sprawę, a ja dobrze ją załatwię w swoim czasie. Oczekuj mojej interwencji, a zobaczysz, że Ci się powiedzie. Panie, chętnie oddam Ci wszystkie moje sprawy, bo własnym rozumem nie zajdę daleko. Obym nie przywiązywał wielkiej wagi do tego, co się kiedyś zdarzy, ale nie zwlekając zawierzył siebie Twojej woli”.

Fisterra, czyli marzenie o dojściu na koniec Ziemi


„Czemu odkładasz do jutra postanowienie? Wstań, zacznij od tej chwili, powiedz sobie: teraz jest czas działania, teraz jest czas walki, teraz jest czas poprawy. Kiedy Ci źle, kiedy cierpisz, wtedy właśnie pora zacząć wszystko od nowa” O naśladowaniu Chrystusa

Któż z nas nie chciałby dojść na koniec Ziemi? My chcieliśmy, ale prawdopodobnie z nieśmiałości nie planowaliśmy pójść dalej, niż do Santiago de Compostela. Stojąc w imponującej kolejce oczekujących dostąpienia zaszczytu dotknięcia sarkofagu św. Jakuba, chcąc, nie chcąc obserwowaliśmy pielgrzymkowe szaleństwo w nowożytnym wydaniu. Wystarczyło tak naprawdę jedno skrzyżowanie spojrzeń, po którym wiedzieliśmy, że chcemy, a nawet musimy oddalić się od tego nieznośnego zgiełku. 3 dni po około 30 kilometrów dziennie wystarczą, aby dojść tam, gdzie dochodzili pielgrzymi od ponad 1000 lat, czyli do Fisterra- na koniec Ziemi. Dalej były już tylko wszechogarniające fale i wielka niewiadoma, czy istnieje coś poza nimi. Jakież emocje musiało wywierać pierwsze ujrzenie oceanu! Do dziś dnia nic się nie zmieniło. Pielgrzymi, którzy po wielu dniach widzą skrzące się w słońcu wody Atlantyku, skaczą i krzyczą z radości, zapominając o bólu. Mimo niepodważalnego trudu, jaki trzeba było z siebie wykrzesać podczas tych trzech intensywnych dni, nie żałowaliśmy przez moment, że podjęliśmy jednogłośną decyzję dotarcia na wrzynający się w wielki błękit, zamglony cypel.

Dotarcie tu ujawniło kolejną słabość- przywiązanie do rzeczy, które są przecież największą marnością. Jak nakazuje prastary obyczaj, należy spalić pielgrzymkowe szaty, rozstając się tym samym z tym, co stare i niedobre, by symbolicznie odrodzić się, jako nowy człowiek. Po wytypowaniu rzeczy, które odejdą z dymem i po wykonaniu z nich przypominającego mumię zwitka, postanowiłem wyciągnąć z niego moją ulubioną koszulkę, która towarzyszyła mi przez wiele lat. Po naprawdę ostatnim pożegnaniu spłonęła wraz z kapeluszem i skarpetami rozentuzjazmowanych Włochów, którzy obserwowali w napięciu nasze zmagania z rozpaleniem ognia.

Marzenie zostało spełnione. Pozostaje nadzieja, że „wyłoni się z niego nowy człowiek”.

Gościnność


„Ale nie oczekuj niczego od człowieka, jeśli pracuje tylko na swoje życie, a nie dla wieczności” Antoine Saint de Exupery. Twierdza.

Gdyby sięgnąć pamięcią wstecz, okazałoby się, że wspomnienia związane z pielgrzymką, utrwaliły się w naszych pamięciach bardzo mocno przed ponad 20 laty. Pamiętamy rozśpiewane tłumy, które zatrzymywały się na postój w drodze na Jasną Górę. W mej pamięci utkwili pielgrzymi zagraniczni, goszczący w moim mieszkaniu. Były to pierwsze spotkania z innymi językami, inną kulturą i wyglądem. Im większa radość emanowała od gości, tym większy smutek pozostawał po ich odejściu. Pielgrzym nie ma zbyt wygórowanych wymagań. Szklanka wody, czy talerz zupy znaczą wiele, ale czy rzeczywiście można dziś oczekiwać takich gestów? Słyszę opinię, że stopniowo zanika ta tradycja, ale wiem również, że nie brakuje chętnych do ugoszczenia pielgrzymów. Najlepiej się nie nastawiać na szczodrobliwe odruchy, a wszelkie odstępstwa od tej zasady będą miłą niespodzianką. Tak właśnie było na Camino do momentu, kiedy to ujrzeliśmy zatroskaną staruszkę, która dziarskim krokiem pobiegła do domu, nam nakazując czekać… Po chwili przyniosła talerz pełen naleśników i zaprosiła do smakowania. Czyż to nie wspaniały gest? Zwykły naleśnik nabiera smaku królewskiego dania! Gdy poklepałem w podzięce gościnną starowinkę, usłyszeliśmy: „1 Euro”. Atmosfera tak się ochłodziła, że i naleśniki stały się zimne, wobec czego nie mieliśmy już ochoty na dalsze uczestnictwo w uczcie.

Czas sprawia, że spontaniczność i zainteresowanie pielgrzymami stopniowo zanika. Biesiadujący przy grillach Hiszpanie nie zwracają najmniejszej uwagi na pojawiających się i znikających podróżnych, dlatego jakże miłym gestem była skrzynka z owocami wystawionymi przed jednym domem. Było na niej napisane: „dla pielgrzymów”. Gdzieś indziej siedzieli wolontariusze serwujący herbatę za darmo. Największej jednak gościnności można było doświadczyć na ostatnim przystanku przed Santiago de Compostela, czyli na Monte de Gozo, gdzie znajduje się Międzynarodowe Centrum im. Jana Pawła II. Atmosferę tworzą ludzie, a w tym miejscu, jak w żadnym innym, dało się szczególnie odczuć serdeczność i brak zobojętnienia, które stopniowo ogarnia i wypala tych, którzy na co dzień pracują z innymi ludźmi. Placówkę tą prowadzą nasi rodacy. Czy to przypadek, czy rzeczywiście jest coś w tej polskiej gościnności?

Komentarze

od autorów - 07.11.2010 21:01

Dzięki Tadeusz i trzymaj się!!! Nie martw się. Twoje myśli są i naszymi, gdyż my, będąc tu na miejscu, pracując mozolnie każdego dnia, również myślimy tylko o jednym- ruszyć znów na szlak...

Tadeusz - 07.11.2010 16:29

Serdeczne dzieki za tak glebokie i oddajace istote Camino impresje.Jestem juz po blisko 3 tygodniach tak niedaleko konca,zaczynam martwic sie ze to juz.Wasze mysli utrwalaja to co na razie ulotne,porywajace ale coraz glebsze.

od autora - 25.10.2010 23:24

Witamy:) Ze spotkaniem to fajna idea, choć trudna do realizacji. Mąż pracuje w Krakowie, mieszka kilkadziesiąt kilometrów od niego, żona zaś prawie 200 kilometrów od męża... Póki co, tak jest i dlatego nie jest proste w tej sytuacji zorganizowanie spotkania, ale wierzymy głęboko, że czas rozjazdów zakończy się. To też takie nasze specyficzne Camino:) Mam nadzieję, że znajdę czas na spisanie z notesu reszty przemyśleń. Tobie dziękuję za zainteresowanie i pozdrawiam. Marcin

Zobacz wszystkie »