Camino de Santiago

To nie droga jest trudnością... To trudności są drogą...

Ilona i Marcin Michalscy
Caminowe A…B…C… inaczej

Kres wytrzymałości


„By dojść do źródła, trzeba płynąć pod prąd” J. Lec

Syty nie zrozumie głodnego. Głodny to nie tylko ten, który ma pusto w żołądku. Głód dotyczy też wiedzy, adrenaliny, przygód i wielu innych niematerialnych rzeczy. Wszystkie one jednak bywają okupione wysiłkiem, często zbliżonym do granic możliwości danego człowieka. Ileż niewygód, trosk, stresów, czy zwykłego fizycznego zmęczenia trzeba pokonać, by osiągnąć taki, czy inny, upragniony cel? Ten tylko wie, kto tego zakosztował. Czasem znajdzie się droga na skróty, ale satysfakcja nie jest już taka wielka.

Przypuszczalnie żadna inna ścieżka, niż Camino, nie była świadkiem tylu łez, rozpaczy, zwątpienia, ale i radości, szczęścia, uniesień, wreszcie przemian. Dla niektórych Camino okazało się ścieżką ostateczną. Pozostały tylko tablice pamiątkowe w miejscach, gdzie nie wytrzymało serce. Człowiek jest istotą o możliwościach, z których nie do końca zdaje sobie sprawę. Czy rozsądne jest myślenie, że będę szedł z kilkunastokilogramowym dobytkiem przez kilkanaście godzin w zabójczym słońcu, jeśli na miejscu dostaję zadyszki przy wejściu na czwarte piętro z pełną zakupów torbą? Tak! Nie jest to rozsądne, ale gdyby kierować się rozsądkiem, jako kryterium naszego działania lub jego braku, nie bylibyśmy tu, gdzie jesteśmy i tym, kim jesteśmy. Jakże wspaniale, ale i wymagająco brzmią słowa Anonima:

Śmiejąc się ryzykujesz, że wezmą Cię za głupka.
Płacząc ryzykujesz ckliwość i małostkowość.
Wyciągając rękę ryzykujesz zaangażowanie.
Zdradzając uczucia ryzykujesz odkrycie siebie.
Mówiąc o swych marzeniach ryzykujesz poniżenie.
Miłością ryzykujesz odrzucenie.
Życiem - śmierć.
Nadzieją - niespełnienie.
Podejmowaniem prób - niepowodzenie.
Musimy ryzykować.
Największym niebezpieczeństwem jest nie ryzykowanie niczego.
Dla tych, którzy nie ryzykują, nie robią, przeznaczone jest nic…

Ludzka mozaika


„Człowiek potrzebuje człowieka, by być człowiekiem” J. R. Becher

Niezależnie od tego czy lubisz ludzi, czy raczej od nich uciekasz, na pewno zetkniesz się z nimi na Camino. Być może po raz pierwszy porozmawiasz z kimś z Salvadoru, Brazylii, Peru. Z wielkim zaskoczeniem przyznasz, że nigdzie indziej na świecie nie da się spotkać tak życzliwie nastawionych do siebie Polaków. Stopniowo zaczniesz odkrywać, że tu wszyscy są równi, niezależnie od ról, w które się przyoblekają tuż po powrocie do swych krajów. W pewnym momencie możesz się poczuć zniechęcony tłumem ludzi na ostatnich 100 kilometrach do Santiago de Compostela. Możesz mieć już dosyć nocy z krzyczącymi przez sen, czy chrapiącymi nieprzyzwoicie głośno współspaczami. Równowaga pojawia się jednak bardzo szybko, a nikt inny, niż ludzie są jej sprawcami. Ktoś, kogo poznało się na początku trasy wita Cię teraz z serdecznością, jakiej na próżno szukać u najbliższych. Nieznajomy człowiek widząc Twą obandażowaną nogę, bez wahania zatrzymuje się, zdejmuje ekwipunek z pleców i dobywa z niego specyfik uśmierzający ból. Jak wielką radość sprawia nam możliwość pomocy innym, których wzięła we władanie rezygnacja?!

Camino potrafi dać tyle pozytywnej energii, że można rozdawać ją innym i potężną jej część przywieźć ze sobą. Po powrocie możesz odkryć ze zdumieniem, że patrzysz inaczej na otaczający Cię świat. Niektórzy twierdzą, że są w stanie dojść do tego stanu tylko dzięki kontaktowi z przyrodą. Czy jednak pomijanie ludzi, którzy są częścią tej przyrody nie sprawia, że zmieniamy się w niepełny sposób? Czy wreszcie można mówić o „stanie”, czyli czymś, co zostało już osiągnięte?

Jeśli zależy nam na pracy nad samym sobą, na ciągłym doskonaleniu się, nie możemy osiąść na laurach. Nawet po przejściu kilku tysięcy kilometrów może okazać się, że nie udało się czegoś przepracować, udoskonalić czy zrozumieć.

Każdemu, kto decyduje się na wejście na Camino, niezależnie od kontynentu, z jakiego pochodzi, przyświecają różne pobudki, jednakże z rozmów z tymi ludźmi wyłania się coś bardzo pierwotnego. Każdy poszukuje recepty na lepsze życie. Camino nie daje gwarancji na to, jednak może być najlepszym do tego przyczynkiem.

Łaska, o której zapominamy


"Bo choćby otaczali mnie sami dobrzy ludzie i bracia oddani, wierni przyjaciele, święte książki, piękne rozprawy, słodkie śpiewy i hymny, wszystko to niewiele pomoże ani nasyci, kiedy opuści mnie łaska i stanę zdany na własną nędzę” O naśladowaniu Chrystusa

Nie jeden zapewne pomyśli, że jest w łasce Boga, gdyż na jego drodze stają często dobrzy ludzie, a w trudnej chwili poratują przyjaciele. Mądre księgi, śpiewy i hymny to coś dla duszy. Wydawałoby się, że to stan idealnej równowagi. Tak naprawdę, wszystkie te rzeczy są przyziemne, chybotliwe, a czasem wręcz zwodnicze. Ich utrata wprowadza w stan wątpliwości, wytwarzając poczucie „nie bycia w łasce”.

Wraz z upływem czasu przestajemy dostrzegać to, że jesteśmy zdrowi, że jesteśmy wolni, że… Chcemy coraz więcej i to niekoniecznie niematerialnych dóbr, takich jak mądrość, roztropność, dobroć, cierpliwość. Niejeden człowiek nie wytrzymał trudów Camino. Ci, którzy doszli do końca to przygniatająca większość, jednak czy to znaczy, że tylko oni doświadczyli wystarczającej do tego łaski?

Nie możemy domyślać się, co odczuwa spadający w przepaść alpinista- wielu z nas powiedziałoby: bezsensowna śmierć, inni: piękna śmierć… Osiągnięcie celu takiego, czy innego cieszy, ale dążenie do niego zdaje się być czymś najwartościowszym. Choć brzmi to absurdalnie, to nie osiągnięcie celu jest również wartościowe. Dzięki mniejszym lub większym „upadkom” możemy wszystko na nowo przemyśleć i spróbować raz jeszcze się podnieść. Właśnie wtedy czuje się największą łaskę, o której tak często zapominamy.

Komentarze

od autorów - 07.11.2010 21:01

Dzięki Tadeusz i trzymaj się!!! Nie martw się. Twoje myśli są i naszymi, gdyż my, będąc tu na miejscu, pracując mozolnie każdego dnia, również myślimy tylko o jednym- ruszyć znów na szlak...

Tadeusz - 07.11.2010 16:29

Serdeczne dzieki za tak glebokie i oddajace istote Camino impresje.Jestem juz po blisko 3 tygodniach tak niedaleko konca,zaczynam martwic sie ze to juz.Wasze mysli utrwalaja to co na razie ulotne,porywajace ale coraz glebsze.

od autora - 25.10.2010 23:24

Witamy:) Ze spotkaniem to fajna idea, choć trudna do realizacji. Mąż pracuje w Krakowie, mieszka kilkadziesiąt kilometrów od niego, żona zaś prawie 200 kilometrów od męża... Póki co, tak jest i dlatego nie jest proste w tej sytuacji zorganizowanie spotkania, ale wierzymy głęboko, że czas rozjazdów zakończy się. To też takie nasze specyficzne Camino:) Mam nadzieję, że znajdę czas na spisanie z notesu reszty przemyśleń. Tobie dziękuję za zainteresowanie i pozdrawiam. Marcin

Zobacz wszystkie »