Camino de Santiago

To nie droga jest trudnością... To trudności są drogą...

Ilona i Marcin Michalscy
Caminowe A…B…C… inaczej

Miniatura życia


„Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami. Bo jak niebiosa górują nad Ziemią, tak drogi moje- nad waszymi drogami i myśli moje- nad myślami waszymi” Księga Izajasza 55,6-9

Camino daje możliwość doświadczenia w krótkim czasie tego, czego doświadczenie trwa czasami lata. W pozornie zwykłych sytuacjach i rzeczach dopatrujemy się wręcz uderzających podobieństw do codziennego życia. Intuicyjnie zaczynamy myśleć o drodze pod górę, drodze z górki, o licznych zakrętach i czekających za nimi niespodziankach, o przeplataniu się smutków i radości, trudności i łatwości, o szczęśliwych zbiegach okoliczności, o swych ograniczeniach i nieodkrytym dotąd potencjale oraz o całej masie zdarzeń, których „odpowiedniki” zaistniały lub zaistnieją w zwykłym życiu.

Każde kazanie w czasie mszy na Camino dotyczy interpretacji „Caminowych znaków”. To, jak je rozumiesz, zależy od tego, kim jesteś. Dla jednego człowieka cień jest po prostu cieniem. Drugi powie, że cień jest darem porównywalnym do wody. Oddaje on to, co odebrało człowiekowi bezkompromisowe słońce.

Camino daje Ci namiastkę tego, jak możesz czuć się i funkcjonować za kilkadziesiąt lat. Zgarbiony człowiek, stawiający z trudem kolejny krok, ciężko wspierający się na kiju… Tak, tak! To Ty! Tak wyglądasz z daleka i tak będziesz wyglądać, gdy młodość i piękno zewnętrzne przeminą bezpowrotnie. Możesz to poczuć już teraz. Czy nie jest piękne to, że obok Ciebie idzie najbliższa Ci osoba, która pod ciężarem trudów Camino, wygląda tak samo jak Ty, a dla Ciebie to nic dziwnego i w pełni akceptujesz tą sytuację? To właśnie Camino, które niczego nam nie gwarantuje, dając wiele do myślenia, choć myśli te są tylko niedoskonałymi myślami niedoskonałych ludzi.

Niedogodności


„Poznaj samego siebie”

To, ile i jakie niedogodności w nas uderzają, mówi wiele o nas samych, a przede wszystkim o naszych dotychczasowych doświadczeniach. Zapewne wielu się zdziwi, gdy napiszemy w tym miejscu, że na Camino było drogo, bywało brudno, można było doświadczyć pluskiew. Nie należy zapominać, że w Polsce też jest drogo, często jest brudno, a robactwo- choćby w akademickich pokojach, też dało się wiele razy we znaki. W Hiszpanii narzekamy na zbyt natarczywe słońce, ale w kraju wcześniej narzekało się na brzydką pogodę. Zauważamy zniechęcenie osób przyjmujących pielgrzymów na nocleg, ale czy sami stopniowo nie ulegamy temu odczuciu w stosunku do ludzi, z którymi mamy do czynienia każdego dnia?

Camino obnaża nasze słabości w bezlitosny sposób, ale nie robi tego by sobie z nas zadrwić… Dzięki Camino zyskujemy szansę przejrzenia na oczy i naprawienia w sobie tego, co złe, słabe, niewydolne. Camino zmusza, by rozstać się ze swoim wygodnictwem i przyzwyczajeniami. Dziwimy się wielu doświadczanym sytuacjom, niektóre jesteśmy skłonni bardzo negatywnie ocenić. Potrzebujesz wytchnienia po wykańczającej wędrówce? Zapomnij o spokoju! Hiszpanie lubią mówić bardzo dużo, bardzo szybko, bardzo głośno i bardzo długo. Dawno nie stałeś w długiej kolejce? No to postoisz! A może dawno już nie kąpałeś się w lodowatej wodzie? Proszę bardzo! Wspólny prysznic czeka. Czy przepłaciłeś cos kilkukrotnie? Teraz już wiesz, że tutaj to prawdopodobne. A co byś powiedział/a na spanie w kilkudziesięcioosobowej sali z materacami ułożonymi tak szczelnie, że ledwie można przejść? Co zrobisz, jeśli przyjaciele, z którymi wyruszyłeś, przestali się do Ciebie odzywać? Co, gdy pies, którego wspaniałomyślnie zabrałeś ze sobą, już po pierwszych godzinach marszu odmawia posłuszeństwa? Czy na Camino można kogoś okraść? Niestety tak! A jeśli złodziej połakomi się na Twoje buty? A może po bardzo trudnym dniu przyszło Ci spać blisko rzeźni, z której dobiegają rozrywające Twój umysł odgłosy?

Cees Nooteboom w książce „Drogi do Santiago” napisał: „Hiszpania jest brutalna, anarchistyczna, egocentryczna, okrutna. Hiszpania jest gotowa za głupstwo założyć sobie stryczek na szyję. Jest chaotyczna, marzycielska; jest irracjonalna. […] Rozłożona wraz ze swymi upartymi miastami wśród niekończących się pustych przestrzeni jak kontynent, który jest złączony z Europą, a Europą nie jest. Kto nie próbował zabłądzić w labiryntowym całokształcie jej historii, nie wie, po jakim kraju się porusza. To miłość do życia, zdziwieniu nigdy nie będzie końca”.

Tak, czy inaczej, poradzimy sobie ze wszystkimi problemami, być może wychodząc z nich silniejszymi niż przed ich zaistnieniem. Oto cały sens niedogodności, które są wpisane w pejzaż naszej egzystencji.

Otwarty? Zamknięty… czyli rzecz o kościołach


„Chciałem wejść do katedry, ale w Hiszpanii nawet Bóg ucina sobie poobiednią drzemkę” Cees Nooteboom

Jednym ze wspanialszych doświadczeń na Camino jest możliwość zejścia z trasy i przestąpienie progu średniowiecznego kościoła. Świątynie, których nie brakuje na szlaku, wpisują się znakomicie w przyrodnicze otoczenie. Atmosfera skupienia, niepowtarzalny zapach i swoiste poczucie bezpieczeństwa są wystarczająco silnym magnesem, który przyciąga utrudzonych pielgrzymów. Niejeden z nich doświadczył w ich wnętrzu czegoś, co trudno uchwycić, dlatego posłużę się słowami tego, który był w stanie to zrobić…”[…] chłód kościoła w porównaniu z chłodem ogrodu: tu, gdzie teraz spaceruję, jest już prawie zimno. Zewnętrzne mury budowli nie pozwalają powietrzu spoza nich krążyć, zwyczajnemu powietrzu, krążyć swobodnie. […] Nie jest to powietrze spośród topoli i koniczyny, kołysanych wiatrem. To powietrze kościelne równie niewidzialne jak to na zewnątrz, ale inne. Powietrze w kształcie kościoła wypełniające przestrzeń między masywnymi kolumnami i nieruchome jak nieobecny element sięgający aż po surowe sklepienie z wielkich kamieni. […] Słyszę własne kroki. Ta przestrzeń deformuje nie tylko powietrze, ale i ich dźwięk- stają się krokami kogoś, kto chodzi po kościele. Nawet gdyby od tych przeżyć odjąć to, w co samemu się nie wierzy, zawsze jeszcze pozostanie coś nieuchwytnego, w co inni ludzie w tym miejscu wierzą, a przede wszystkim wierzyli”. Cees Nooteboom

Jakże wielkim rozczarowanie przepełnia moment, kiedy napierasz na wiekowe drzwi świętego przybytku, a te nie drgną nawet o milimetr. To bardziej reguła, niż wyjątek. Nie mogąc zrozumieć tego fenomenu, postanowiłem poprosić pewnego księdza o wyjaśnienie tego stanu rzeczy. W odpowiedzi usłyszałem: „Bracie… Zejdź na ziemię! Gdybym zostawił otwarty któryś z podległych mi kościołów ( a mam ich kilka), natychmiast zniknęłyby kilkusetletnie rzeźby”. Być może niepokorna ze mnie dusza gdyż, mimo, że rozumiem to wytłumaczenie, to nie jestem w stanie zaakceptować takiego stanu rzeczy. W kraju, gdzie wydaje się zawrotne sumy na nawadnianie trawników, nie jest się w stanie wygospodarować funduszy na „nawadnianie dusz”? To kwestia priorytetów. Lubimy trawę, a zielony to nasz ulubiony kolor, dlatego będziemy go bronić, ale mimo wszystko na dłuższą metę lepiej, gdy człowiek mówiąc „zielono mi” ma na myśli radość duszy, a nie tylko radość spowodowaną patrzeniem na zielony skwer w mieście.

Komentarze

od autorów - 07.11.2010 21:01

Dzięki Tadeusz i trzymaj się!!! Nie martw się. Twoje myśli są i naszymi, gdyż my, będąc tu na miejscu, pracując mozolnie każdego dnia, również myślimy tylko o jednym- ruszyć znów na szlak...

Tadeusz - 07.11.2010 16:29

Serdeczne dzieki za tak glebokie i oddajace istote Camino impresje.Jestem juz po blisko 3 tygodniach tak niedaleko konca,zaczynam martwic sie ze to juz.Wasze mysli utrwalaja to co na razie ulotne,porywajace ale coraz glebsze.

od autora - 25.10.2010 23:24

Witamy:) Ze spotkaniem to fajna idea, choć trudna do realizacji. Mąż pracuje w Krakowie, mieszka kilkadziesiąt kilometrów od niego, żona zaś prawie 200 kilometrów od męża... Póki co, tak jest i dlatego nie jest proste w tej sytuacji zorganizowanie spotkania, ale wierzymy głęboko, że czas rozjazdów zakończy się. To też takie nasze specyficzne Camino:) Mam nadzieję, że znajdę czas na spisanie z notesu reszty przemyśleń. Tobie dziękuję za zainteresowanie i pozdrawiam. Marcin

Zobacz wszystkie »