Camino de Santiago

To nie droga jest trudnością... To trudności są drogą...

Ilona i Marcin Michalscy
Caminowe A…B…C… inaczej

Trekking, czy pielgrzymka?


Być może nieco dziwnie brzmi tytułowe pytanie, ale zrodziło się ono w bardzo spontaniczny sposób. Wielkim zaskoczeniem był dla nas fakt, tak szybkiego dojścia do Santiago de Compostela. Najlepszym użytkiem, jaki można było zrobić z trzech pozostałych dni, było przeznaczenie ich na dojście do końca- do Finisterre. Tak też uczyniliśmy… Różnica pomiędzy pierwszym etapem- do Santiago, a drugim - do Finisterre, była ogromna. Zainicjowany w mieście Ponfferada nasz pierwszy kontakt z Camino, w naturalny i niewymuszony sposób stał się pielgrzymką. Każdy poranek rozpoczynaliśmy od modlitwy, która w niezwykły sposób pozwalała zapomnieć o bólach nierozgrzanych jeszcze mięśni, o chłodzie, czasem o trudach nocy. Rozpraszała ona ciemności, wiodąc ku pierwszym, spowijającym nas promieniom słońca. Gdy szczęście dopisało, mogliśmy uczestniczyć w mszach świętych, które z uwagi na międzynarodową obsadę przyjmowały szczególną postać. Szacowne mury świątyni wypełniały wówczas różnorodne języki, w których odczytywane były intencje pielgrzymkowe. Myśli już nie koncentrowały się wokół zmęczonego ciała, wznosząc się o wiele wyżej, i tak za każdym razem.

Zwieńczeniem tego niezwykłego czasu była bardzo uroczysta i wzruszająca ceremonia przed grobem św. Jakuba. Dało się odczuć, że zamknął się tu pewien etap. Trzydniowe przejście z Santiago de Compostela do Finisterre miało zupełnie inny wymiar. Nie było już wspólnych mszy, zniknęły gdzieś wielkie tłumy, których fragment sami współtworzyliśmy, rzadko kiedy mijał nas rozpędzony rower.

Stopniowo napełniał nas mistycyzm, lecz w zupełnie innej, również nieuchwytnej formie. Cisza, coraz wspanialsze krajobrazy, wielkie przestrzenie i niepozorny błękit, który zaczął się wyłaniać na horyzoncie… Właśnie to zapadło w pamięć. Oba etapy w doskonały sposób uzupełniały się, tworząc perfekcyjną całość. 

Arcybiskup Santiago de Comopostela Julian Barrio Barrio wypowiedział znamienne słowa w roku 2010, będącym Rokiem Świętym:

Liczba pielgrzymów wzrasta z roku na rok. Istnieje jednak niebezpieczeństwo wypaczenia charakteru Drogi św. Jakuba, która narodziła się, jako szlak pokutny. Obecnie, obok dynamizmu duchowego, który zawsze charakteryzował Drogę, można napotkać też inne motywacje […]
Gdyby bowiem Camino utraciło swoją głębię duchową, stałoby się czymś biernym. Nie można zapomnieć o tym, że to właśnie cel, meta Drogi św. Jakuba nadaje jej pełny sens.

To, czy chcesz odbyć pielgrzymkę, czy po prostu przejść pewną odległość, zależy wyłącznie od Ciebie, ale istnieje prawdopodobieństwo, że zwykły marsz stanie się czymś więcej…

U stóp świętego Jakuba


"Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie” Wezwanie do utrudzonych

Spełniło się oto kolejne z marzeń. Jesteśmy w miejscu, do którego udają się od 1200 lat pielgrzymi z całego świata. Szacowne mury katedry w Santiago de Comopostela przyjmują każdego, niezależnie od tego, kim jest i z jakimi intencjami się tu pojawił. Zwieńczeniem niezwykle uroczystej mszy świętej (nie każdej niestety…) jest uruchomienie Botafumeiro, czyli wielkiego kadzidła. Aby tradycji stało się zadość, konieczne jest wprawienie przez ośmiu mężczyzn imponującej kadzielnicy w coraz bardziej zamaszysty ruch. Nikt z zafascynowanych tym spektaklem nie domyśla się zapewne, że Botafumeiro będzie fruwać z coraz większym świstem, by osiągnąć w końcu wysokość kilkunastu metrów. W tym miejscu należą się podziękowania dla japońskiej wycieczki, która wyasygnowała sumę około 200 euro, aby ten niepowtarzalny zapach, jak niegdyś, spowił utrudzonych pielgrzymów. 

W filmie Jeden dzień w Europie, nauczyciel z Węgier prosi Hiszpana, aby ten uwiecznił go na fotografii wraz z Puerta Santa, czyli ze Świętymi Drzwiami, które obok grobu św. Jakuba są kluczowym elementem Katedry w Santiago, ale również Chrześcijaństwa, gdyż symbolizują przejście od grzechu do stanu łaski. Hiszpan ucieka wraz z aparatem, w którym zostały wszystkie zdjęcia z pielgrzymki... Drzwi Święte przywołują Chrystusa, który porównał się do Bramy, przez którą mamy wejść do owczarni, czyli do Kościoła. Przejście przez Drzwi Święte jest symbolem obalenia muru grzechu, który oddzielał i jakże często oddziela nas od Boga, abyśmy mogli żyć w łączności z Nim. Aby przejść przez Drzwi Święte, konieczne jest odstanie sporej ilości czasu w kolejce, którą niektórzy pamiętają z zamierzchłych, choć nie tak odległych czasów. Mimo trwającej mszy, pielgrzymi wchodzą za ołtarz, który stanowi olbrzymia figura św. Jakuba. Każdy z nich, po wcześniejszych, bardzo rozbudowanych instrukcjach dotyka sarkofagu i przechodzi dalej. Mimo stanowczego zakazu robienia zdjęć, jeden z turystów łamie ustalenie, błyskając fleszem, tym samym narażając się na gwałtowne usunięcie z kolejki. Strażnik jest nieprzejednany. Turysta najpierw grozi, ale widząc, że nic nie wskóra, zaczyna prosić, pocić się, blednąć, uniżać. Na placu katedralnym kłębi się niewyobrażalnie hałaśliwy tłum. Z trudem można przecisnąć się przez masę ludzi, szczelnie wypełniającą wąskie, malownicze uliczki. Wybacz święty Jakubie, ale musimy jak najszybciej oddalić się od tego miejsca.

Więcej by się chciało


Mimo niewątpliwego zmęczenia przeżyciami z kilkunastodniowego wyjazdu, daje się odczuć niedosyt. Gdyby był czas, można byłoby iść dalej. Ta myśl towarzyszy zapewne tym, którzy przeszli 300 kilometrów i tym, którzy przebrnęli kilkukrotnie większą odległość. Jakaś niezwykła siła czy motywacja popycha do tego by iść, wciąż iść…

„ […] Prawdziwy piechur musi mieć pewien szczególny talent, a także energię i odpowiednie umiejętności, które sprawiają, że jest w stanie sprostać czasami wielkim wysiłkom, wytrzymać do końca. Należy przy tym pamiętać, że organizm ludzki zużywa się jak maszyna, natomiast o wiele trudniej go zreperować, czy wymienić podzespoły… I tu nasuwa się pytanie, co robić? Oszczędzać się, czy raczej zmuszać do wysiłku? Pełzać, czy zużywać stawy w szalonym biegu? Na to pytanie musicie odpowiedzieć sobie sami, bowiem sposobów maszerowania jest tyle, ile metod realizowania marzeń…” Szaleństwo marszu. Jacques Lanzmann.

Więcej by się chciało… Myślimy, że ten typ zachłanności jest czymś wyjątkowo pozytywnym. To zachłanność na coś niematerialnego, na coś niezgodnego z duchem czasów, w których jest nam dane żyć. Im więcej ludzi, którzy chcą być lepszymi, tym lepszy będzie świat, w którym jesteśmy tylko gośćmi.

Zakończenie, a raczej początek.


 „Jeżeli wiesz, czego szukasz, nie znajdziesz tego, czego nie szukasz…
Jeżeli jednak wyjdziesz poza to, co znane, i będziesz szukać dróg, które jeszcze nie zostały całkiem przetarte, albo, jak mówię, wymyślisz je sam, możesz odkryć coś niezwykłego…
Jeżeli masz problem, zatrzymaj się, zatrzymaj. Posłuchaj siebie i poszukaj odpowiedzi wewnątrz. Ona tam jest. Wewnątrz Ciebie jest coś, co trzyma Cię, co Ci pomaga, jest głos. Posłuchaj go. Jedni nazywają go Bogiem, drudzy określają inaczej, ale jest…
Jeżeli jesteś na rozdrożu i widzisz drogę, która prowadzi w dół, i drugą, która idzie w górę, idź tą, która prowadzi wzwyż. Wprawdzie schodzić łatwiej, ale w końcu trafisz na jakąś dziurę. Kiedy się idzie do góry, jest nadzieja…
Żyj teraz!... Życie to ta chwila i w tej właśnie chwili należy się nim cieszyć”.

To jedne z ostatnich słów umierającego wspaniałego reportera Tiziano Terazniego z książki Koniec jest moim początkiem

Epilog


Nastała jesień. Praca, dom, stały schemat przerywany niespodziewanymi zdarzeniami, jak odejście mojego ukochanego psa, który bardzo tęsknił, gdy wyjeżdżałem i niezawodnie cieszył się z mojego powrotu… Każde z nas patrzy z zadumą przez okno i mimowolnie ulatuje myślami… Myśli, niczym ściągane niewidzialnym magnesem, pędzą na Camino. To niczym zew, który nakazuje myśleć i planować. Nie jeden z tych, którzy wrócili stamtąd, powie: gdyby była taka możliwość, jechałbym już jutro, byle tylko iść. Znów iść…

Camino dało nam nadspodziewanie wiele radości i jeszcze bardziej zbliżyło. Camino pokazało, że możemy z powodzeniem nad sobą pracować.

Z nadzieją, że nasze przemyślenia zainspirują innych do doskonalenia się i poszukiwania czegoś niematerialnego, ale najcenniejszego, dziękujemy za wytrwałość i czas poświęcony temu tekstowi. BUEN CAMINO!

Literatura


  • „O naśladowaniu Chrystusa” Tomasz a Kempis
  • „Twierdza” Antoine Saint de Exupery.
  • „Wyznania” Św. Augustyn
  • „Mistyka gór” Roman E. Rogowski
  • „Drogi do Santiago” Cees Nooteboom
  • „Szaleństwo marszu” Jacques Lanzmann
  • „Koniec jest moim początkiem” Tiziano Terzani

Galeria i PDF


Zapraszamy do galerii zdjęć »

Wspomnienia możecie również czytać w wersji PDF »

Komentarze

od autorów - 07.11.2010 21:01

Dzięki Tadeusz i trzymaj się!!! Nie martw się. Twoje myśli są i naszymi, gdyż my, będąc tu na miejscu, pracując mozolnie każdego dnia, również myślimy tylko o jednym- ruszyć znów na szlak...

Tadeusz - 07.11.2010 16:29

Serdeczne dzieki za tak glebokie i oddajace istote Camino impresje.Jestem juz po blisko 3 tygodniach tak niedaleko konca,zaczynam martwic sie ze to juz.Wasze mysli utrwalaja to co na razie ulotne,porywajace ale coraz glebsze.

od autora - 25.10.2010 23:24

Witamy:) Ze spotkaniem to fajna idea, choć trudna do realizacji. Mąż pracuje w Krakowie, mieszka kilkadziesiąt kilometrów od niego, żona zaś prawie 200 kilometrów od męża... Póki co, tak jest i dlatego nie jest proste w tej sytuacji zorganizowanie spotkania, ale wierzymy głęboko, że czas rozjazdów zakończy się. To też takie nasze specyficzne Camino:) Mam nadzieję, że znajdę czas na spisanie z notesu reszty przemyśleń. Tobie dziękuję za zainteresowanie i pozdrawiam. Marcin

Zobacz wszystkie »