Camino de Santiago

To nie droga jest trudnością... To trudności są drogą...

Lucyna Szomburg
Polskie camino

Jakubów - Grodowiec


Siedzę na skraju lasu, a przede mną, w oddali, na wzgórzu rysuje się smukła sylwetka kościoła w Grodowcu. Wokół śpiewają ptaki, latają pękate bąki, spacerują mrówki... Chyba rozłożyłyśmy się na mrowisku!

Dzisiejsza trasa jest przepiękna. Cały czas wędrujemy lasami. Najpierw buki z domieszką brzóz, potem dęby, sosny, świerki... i znowu buki... i znowu świerki... Szlak jest dobrze oznakowany, a nawet pięknie. Co jakiś czas pojawiają się niebieskie tabliczki z symbolem muszli św. Jakuba, żółte, malowane strzałki na drzewach i przydrożnych kamieniach, a na niektórych, wyeksponowanych głazach spotykamy muszle wyrzeźbione własnoręcznie przez Staszka Halarewicza.

Po drodze natrafiamy na tropy dzikich zwierząt; pazurki lisów i jenotów, raciczki saren, ślady ptaków... Właśnie przed chwilą kołował nad polami jakiś duży drapieżnik. Ciepło... W powietrzu czuje się zapach sosen. Tysiące owadów wyszło ze swoich kryjówek. Dzisiaj wędruję w samym T-shircie. Przed chwilą telefonował Janek z informacją, że w Gdyni jest zaledwie 9 st. C. Nie do wiary, a u nas ponad 20!

Dzisiaj wstałyśmy o 7.00 rano i po pysznym śniadaniu w przepięknym dworku poszłyśmy ze Staszkiem do kościoła, aby przed wędrówką zrobić sobie wspólne zdjęcie. Jeszcze dziś pojawi się ono na stronie internetowej Bractwa św. Jakuba www.bractwoswjakuba.pl.

Okazało się bowiem, że jesteśmy PIERWSZE, które pieszo przemierzają Dolnośląski Szlak Pielgrzymkowy. Nikt przed nami jeszcze nie przeszedł całej trasy z Głogowa do Zgorzelca. Nasze doświadczenia posłużą więc innym. Na razie jest cudownie. Siedzę na skraju lasu, na łące pełnej życia i patrzę na odległe o jakieś 3 kilometry wzgórza w lekkiej, wiosennej mgiełce. Bryła kościoła z czerwonej cegły, ze strzelistą, gotycką wieżą góruje nad miejscowością Grodowiec. Jest cicho, jakby czas zatrzymał się w miejscu. Tylko ptaki i owady... i lekki wietrzyk...

Święty Jakubie, jesteś hojny, obdarzasz nas pięknem i słoneczną, ciepłą pogodą.

Zaraz ruszamy w dalszą drogę.

Za naszą łąką, nieco w dole, rozłożyła się małą wioska Żuków. Dawno temu był tu pałac, który ostatecznie rozebrano w 1960 roku. Pozostał duży, piękny park i jakiś na wpół zniszczony dom, który zachował mizerne resztki swojej dawnej świetności. W parku urządzono plac zabaw dla dzieci. W samej wiosce jest wiele odnowionych domów, pomalowanych na żywe kolory. W tym wielkanocnym okresie wyglądają jak pisanki: żółte, zielone, morelowe... W mijanych wsiach jest dużo psów. Staszek wyszukał nam solidne kosturki, abyśmy miały czym opędzać się od nich.

Gdy wyszłyśmy z Żukowa na wąską, asfaltową drogę do Grodowca, znów ukazał nam się niebywały widok: kościół i zarazem sanktuarium na wysokim wzgórzu, zanurzony w promieniach popołudniowego słońca. Ten obraz przypomniał mi Thomasa Mertona, który często wędrował po okolicy Luisville, zakochany w drzewach, łąkach, ptakach... wschodach i zachodach słońca, dźwiękach dzwonów dochodzących wieczorem z okolicznych kościołów... Potrafił tak pięknie o tym pisać, że na samo wspomnienie ciarki przechodzą mi po plecach. Czasami mam wrażenie, że Thomas towarzyszy mi w drodze i mówi: spójrz tam... posłuchaj... widzisz?... Tak... Widzę... Słyszę... Prowadź mnie dalej. Wraz ze św. Jakubem.

Do Grodowca dotarłyśmy o 15.00. Cicho... Kościół to okazała budowla, częściowo barokowa, częściowo gotycka (dziwna mieszanka!), z ogromnymi schodami prowadzącymi na szczyt wzgórza. Zajrzałyśmy przez uchylone drzwi i kratę do środka. Zobaczyłyśmy bogato zdobione wnętrze, z przepiękną amboną wyrzeźbioną w sceny przedstawiające cudowne rozmnożenie chleba i Przemienienie Pańskie na Górze Tabor. Nie mogłyśmy jednak przyjrzeć się temu dziełu z bliska. O 18.00 będzie msza św. i okazja do zwiedzenia kościoła.

Odnalazłyśmy plebanię i proboszcza. Przyjął nas serdecznie i wskazał miejsce noclegowe. Jest to dość duży pokój z dwoma łóżkami, na parterze starego domostwa - plebani. Widok z okna prześliczny, na daleką perspektywę Ziemi Głogowskiej. Czujemy się jak na wieży widokowej. Pomieszczenie to jest jednak bardzo zimne i wilgotne. Ale jesteśmy szczęśliwe, że w takim niezwykłym miejscu przyjdzie nam nocować.

Proboszcz poczęstował nas bigosem, chlebem i gorącą herbatą. Po posiłku, z myślą o jutrzejszym dniu, wybrałyśmy się do sklepiku po drobne zakupy żywnościowe. Jak zwykle na wędrówkach, kupiłam bułkę i serek topiony, a także dwa jabłka i kawę nescę - jednorazówkę. Taka mała przyjemność.

Siedzę w ogrodzie na ławeczce, słońce powoli chyli się ku zachodowi. Jest ciepło. Przed chwilą umilkły dzwony wzywające wiernych na wieczorną mszę. Ptaki śpiewają na wiele głosów.Dobrze być pielgrzymem, chociaż trochę bolą mnie stopy. Dziś włożyłam do butów wkładki Scholla, żeby uchronić nieco pięty, a szczególnie tę z ostrogą, tymczasem zrobił mi się na zdrowej pięcie brzydki pęcherz. No cóż, będę wędrować z bolącymi nogami.

Na mszy św. było kilka osób, same starsze panie i jeden pan. Ksiądz proboszcz modlił się także w naszej intencji.

Kościół wewnątrz jest bardzo ładny, barokowy, z licznymi, bocznymi ołtarzami, figurami, złoceniami... W ołtarzu głównym, wysoko, we wnęce z czerwonym tłem stoi figurka Matki Bożej, której przypisuje się cudowne działania.

Po mszy św. proboszcz podstemplował nam credentiale i podarował książeczki-składanki o sanktuarium w Grodowcu. Teraz siedzimy w naszym pokoju. Przez otwarte okno słychać jeszcze wieczorny śpiew ptaków. Ciepłe powietrze wchodzi z zewnątrz do chłodnego pomieszczenia. Chyba będzie nam się zdrowo spało, ale za to w pełnym rynsztunku. Jutro długa trasa do Chocianowa, około 31 kilometrów.

Komentarze

kaja - 19.01.2019 19:22

Przykro się człowiekowi robi, gdy czyta, że ksiądz odmawia noclegu i pomocy pielgrzymowi. Tutaj wędrują dwie panie, czytałam sporo blogów o pielgrzymach z Polski do Santiago i też takie sytuacje się zdarzały. Od duchownych wymaga się więcej miłosierdzia, bo bycie chrześcijaninem to nie słowa a czyny. Tacy księżą jak ten tu opisywany w Chocianowie, który nawet nie zaproponował kobietom wody, sam nie wpadł na to, żeby je pobłogosławić, to nie duchowni, to ludzie wykonujący zawód "ksiądz".

r_ wolniak@gmx.de. - 22.09.2010 11:10

Bardzo wam za nie dziekuje i serdecznie Pozdrawiam

r_wolniak@gmx.de. - 22.09.2010 11:06

Uwielbiam te tereny i bardzo za nimi tesknie,tam sie wychowalam i spedzilam najslodsze lata dlatego jest mi bardzo przyjemnie je znou zobaczyc.

Zobacz wszystkie »