Camino de Santiago

To nie droga jest trudnością... To trudności są drogą...

Lucyna Szomburg
Polskie camino

Grodowiec - Nowa Wieś Lubińska


Noc w pokoju na plebani była potwornie zimna. Nie wiedziałyśmy, czy otwierając okno będzie cieplej, czy odwrotnie. Spałam w moim nocnym T-shircie i w wełnianym golfie, w śpiworze, zapięta po zęby, a i tak budziłam się z chłodu. Wstałyśmy o 7.00 rano i wypiłyśmy po szklance gorącej herbaty. Proboszcz zajrzał do nas na chwilę. Właśnie wyjeżdżał do seminarium koło Gorzowa.

Powoli ruszyłyśmy na szlak. Ulice były mokre, jakby po deszczu. Pewnie w nocy padało. Sklepik, w którym chciałyśmy kupić świeże bułki, był zamknięty.

Dalsza droga do Komornik prowadziła polną ścieżką, na którą wyszły o poranku całe rodziny ślimaków winniczków. Za nami biegł piesek księdza proboszcza. Widocznie chciał pielgrzymować z nami. Odprawiłyśmy go jednak do domu.

W Komornikach, w wiejskim sklepiku kupiłyśmy sobie coś na śniadanie i na ławeczce obok spożyłyśmy nasz pierwszy posiłek.

Dalej szlak prowadził wąską, mało uczęszczaną asfaltówką do kolejnej miejscowości Trzebcz. Dotąd droga była świetnie oznakowana, ale za Trzebczem, idąc zgodnie z mapką i przewodnikiem, zagłębiając się w las, przez dłuższy czas nie natrafiałyśmy na znaki. Dopiero w połowie drogi pojawiła się pierwsza żółta strzałka.

Teraz leżymy na małej, leśnej polance, w cieniu, bo jest bardzo ciepło. Odpoczywamy. Przed nami Polkowice, których odgłosy docierają aż tutaj.

Do Polkowic dotarłyśmy w pełnym słońcu. Śliczne miasto! Czyste, zielone, radosne.

Usiadłyśmy w Rynku, w "ogródku" jakiejś małej, włoskiej kafejki z widokiem na ratusz, kościół i kamieniczki. Miasto jest zupełnie nowe, ale budowane w starym stylu, czyli z nową starówką wokół zabytkowego kościoła i wieży ratusza. Najstarszym zabytkiem jest kościół pod wezwaniem św. Michała Archanioła.W kafejce można było zjeść coś konkretnego, więc zamówiłyśmy po naleśniku za szpinakiem i żółtym serem oraz herbatę. Potem ruszyłyśmy w stronę Sobina. Po drodze, jeszcze w Polkowicach, złapała nas burza. Zdążyłyśmy skryć się w... zadaszonym śmietniku obok czyjejś posesji. Plecaki oparłyśmy o kubły na śmieci, a same wcisnęłyśmy się pod daszek. Tak przeczekałyśmy kilkanaście minut najgorszej ulewy.

Dalej droga prowadziła przez świerkowy las i pole do wioski. Z daleka było już widać wieżyczkę kościoła.Wędrując skrajem lasu, nagle zając wyskoczył nam spod stóp, zdziwiony, że ktoś pojawił się w jego zagajniku.

Sobin, kolejna śliczna wioska, z przepięknym kościołem. Przed kilku laty brała w nim ślub Hanna Banaszak. Kościół otoczony jest wysokim murem i starymi drzewami. Naprzeciwko, w dużym ogrodzie pełnym kwiatów stoi plebania. Miałyśmy nadzieję, że ksiądz przygarnie nas na nocleg. Jagoda nie czuła się zbyt dobrze, a w dodatku nadchodziła kolejna burzowa chmura. Niebo wyglądało groźnie w granatowo-różowo-fioletowych barwach. Co chwilę przecinały go błyskawice i odzywały się dalekie grzmoty. W końcu pojawił się ksiądz. Zbliżała się pora wieczornej mszy św. Przywitał się z nami dość nieufnie. Wyjaśniłyśmy mu cel naszej wizyty i poprosiłyśmy o nocleg. Niestety, odparł, że nie ma tu miejsca, bo właściwie dom jest w remoncie i ... Nawet nie potrafił nam wskazać żadnej rodziny we wsi, gotowej przyjąć pielgrzymów. Podstemplował nasze credentiale i szybko się pożegnał. A my wstąpiłyśmy do kościoła, by pomodlić się przed dalszą drogą. Burza przeszła bokiem. Ruszyłyśmy na szlak, który wyprowadził nas w pole. Szłyśmy aleją wierzbowych krzewów, obsypanych złotymi baziami. Słońce zachodziło nad zielonymi polami. Gdzieś w oddali terkotał traktor. Tak doszłyśmy do Nowej Wsi Lubińskiej.

Wszystkie wioski po drodze bardzo nam się podobają. Są schludne, zadbane, dostatnie.

Jagoda postanowiła zostać tu na noc, ewentualnie okazją przemieścić się do Chocianowa na plebanię i wrócić jutro rano, by kontynuować pielgrzymkę. Jakoś ta druga propozycja nie przekonywała mnie. Wolałam od razu zatrzymać się w Nowej Wsi, jednak nie mogłyśmy znaleźć noclegu. Wioska opustoszała, gdyż większość mieszkańców była na pogrzebie w sąsiedniej miejscowości. Obok przystanku autobusowego, w przydomowym ogrodzie Jagoda zauważyła jakąś panią i... przyjęto nas na noc. Bardzo gościnny dom!

Pani Stasia, czterdziestoletnia kobieta, całym sercem ugościła nas, przygotowała pokój, posłała łóżko. Gdy wykąpałyśmy się i zjadłyśmy kolację, rozmowom przy stole nie było końca. Jakbyśmy znały się sto lat albo dłużej.

Św. Jakubie, troszczysz się o nas, gdy jesteśmy zmęczone dajesz nam schronienie, stawiasz na naszej drodze panią Stasię i jej gościnny dom. Dzięki Ci za to.

Komentarze

kaja - 19.01.2019 19:22

Przykro się człowiekowi robi, gdy czyta, że ksiądz odmawia noclegu i pomocy pielgrzymowi. Tutaj wędrują dwie panie, czytałam sporo blogów o pielgrzymach z Polski do Santiago i też takie sytuacje się zdarzały. Od duchownych wymaga się więcej miłosierdzia, bo bycie chrześcijaninem to nie słowa a czyny. Tacy księżą jak ten tu opisywany w Chocianowie, który nawet nie zaproponował kobietom wody, sam nie wpadł na to, żeby je pobłogosławić, to nie duchowni, to ludzie wykonujący zawód "ksiądz".

r_ wolniak@gmx.de. - 22.09.2010 11:10

Bardzo wam za nie dziekuje i serdecznie Pozdrawiam

r_wolniak@gmx.de. - 22.09.2010 11:06

Uwielbiam te tereny i bardzo za nimi tesknie,tam sie wychowalam i spedzilam najslodsze lata dlatego jest mi bardzo przyjemnie je znou zobaczyc.

Zobacz wszystkie »