Camino de Santiago

To nie droga jest trudnością... To trudności są drogą...

Lucyna Szomburg
Polskie camino

Nowa Wieś Lubińska - Modła


Rano o 7.00 zadzwonił budzik w komórce. Spałyśmy cudownie, na wersalce, w ciepłym pokoiku. W kuchni czekała na nas herbata i kanapki. I gospodarz domu, pan Zygmunt, który wrócił w nocy z kopalni. Pracuje na cztery zmiany. Porozmawialiśmy przy śniadaniu o naszym szlaku, o pracy w kopalni, o pięknej okolicy... Piętnaście po ósmej ruszyłyśmy na Camino. Pani Stasia odprowadziła nas do furtki. Droga w porannym słońcu wiodła najpierw przez łąki, przez podmokłe, zielone bruzdy traw, polną ścieżką do lasu.

Dalej, idąc leśnymi duktami około 8 kilometrów wśród brzóz, dębów i świerków doszłyśmy do Chocianowa. Ptaki bezustannie śpiewały, głosząc chwałę wiosny. Za lasem, tuż przed Chocianowem zatrzymałyśmy się na łąkach, na krótki odpoczynek. Słońce przygrzewało dość mocno, lecz wkrótce przyszła chmura i zrobiło się nieco chłodniej. Ruszyłyśmy dalej. Nagle, z mojej lewej strony poderwały się do niskiego lotu kuropatwy, "krzycząc", przestraszone. Za chwilę, nieco dalej, przebiegły dwie sarenki przeskakując kępy trawy. W pewnym momencie nad naszymi głowami przeleciał, kracząc, ogromny kruk. Piękne jest to nasze Camino... Jakże wspaniale jest modlić się w takim otoczeniu. Blisko natury czuję się jak średniowieczny pielgrzym.

Zaraz idziemy na niedzielną mszę św. Dziś Niedziela Miłosierdzia Bożego i imieniny Wojtka. Wyślę mu SMS-a z życzeniami, bo pewnie jeszcze śpi.

Msza św. w kościele pod wezwaniem św. Józefa w Chocianowie trwała tylko 35 minut, pewnie dlatego, że była to tak zwana dziecięca. Ksiądz tak szybko opuścił kościół, że nie zdążyłyśmy poprosić go o stemple w paszporcie pielgrzyma. Udałyśmy się więc w ślad za nim na plebanię, dwie uliczki dalej. Zanim doszłyśmy na miejsce, już siedział za stołem przy obiedzie. Co za pośpiech! Gospodyni spytała, czy nasza sprawa jest pilna, bo po obiedzie ksiądz zaraz gdzieś wyjeżdża. Odpowiedziałam, że tak, że pieczątki w credentialu są nam bardzo potrzebne. Ksiądz proboszcz wyszedł więc do sieni, gdzie czekałyśmy z naszymi plecakami i kosturkami. Zza drzwi do naszych nozdrzy dochodziła smakowita woń obiadu. Ale ksiądz nie zaprosił pielgrzymów do stołu. Podstemplował (z uśmiechem) nasze paszporty i już chciał odejść, gdy jeszcze poprosiłam go o błogosławieństwo.

Pobłogosławione poszłyśmy sto metrów dalej, do restauracji "Jagienka". Zamówiłam barszcz z uszkami i kluski śląskie. Siedzę, czekam na posiłek i rozmyślam... Niedziela Miłosierdzia Bożego, Chocianów, msza św., ksiądz proboszcz z pieczątkami... Pochwalił się, że był rowerem w Santiago. Jechał z Lourdes. A więc zna atmosferę Camino, wie, co to znaczy pielgrzymować. My nie czujemy żadnej opieki duszpasterskiej na trasie, wszyscy księża gdzieś się spieszą, zajęci są setkami spraw, nie mają zamiaru nam w niczym pomagać, nie pytają, czego nam trzeba, nie dzielą się posiłkiem (z wyjątkiem księdza w Grodowcu), nie pamiętają o błogosławieństwie. Raczej tylko uśmiechają się z pobłażliwością, jakby chcieli powiedzieć: "że też chce im się tak łazić..."!!!

Po obiedzie wróciłyśmy na chocianowski rynek, by kupić wodę mineralną, zrobić parę zdjęć i pożegnać się z tym ładnym miasteczkiem. Dość raźno ruszyłyśmy w dalszą drogę.

Stało się zasadą, że w miastach szlak jest źle oznakowany, dopiero za miastem pojawiają się regularne strzałki i muszle.

Pierwszy odcinek, pięciokilometrowy, zwany torflinią, prowadził przez las, prościutko, aż po horyzont. Z obu stron drogi pojawił się rów napełniony brunatną wodą. Być może kolor ten zawdzięcza złożom rudy miedzi lub żelaza. W okolicach tych wydobywano dawniej również torf. Lasy tutaj są pokryte siatką takich rowów.

Doszłyśmy do małej wioski Nowa Kuźnia i odpoczywamy na rozległej łące przy miejscowym kościółku. Jest gorąco! Przed chwilą zajrzała tu kobieta, która opiekuje się tym obiektem i zaprosiła nas do środka. Mały, wiejski kościółek miał w sobie wschodnią nutkę. Niektóre obrazy przypominały mi ikony.

Szlak z Nowej Kuźni do Modły prowadził najpierw polną ścieżką przez rozległe łąki. Drzewa przy drodze zazieleniły się po wczorajszej burzy. Za torami kolejowymi i stacją szłyśmy dalej mało uczęszczaną szosą. Modła to nieduża i spokojna wieś. Ślady pałacu i huty świadczą jednak o tym, że kiedyś tętniła życiem.

Niestety, tu musiałyśmy opuścić nasze Camino i dodatkowo nadłożyć 3 kilometry, aby dotrzeć na nocleg do sąsiedniej wioski. Nocujemy w gospodarstwie agroturystycznym Gromadka. Jest to piętrowy dom z poddaszem, stary i zaniedbany. Przypomina raczej opuszczony, wiekowy i tajemniczy pensjonat z opowieści Hitchcocka. Mieszka w nim 21 robotników remontujących miejscową halę sportową i dwie studentki szkoły agroturystycznej z Wrocławia. Właśnie dzielimy z nimi pokój. Tyle osób korzysta z jednej łazienki i jednej kabiny prysznicowej!

Kiedyś dom ten musiał być ładny. Stoi w dużym ogrodzie, ale takim bez wyrazu. Całość potrzebuje wielkiego remontu.Na szczęście nie spędzamy tutaj wakacji, jutro idziemy dalej. Musimy dojść do Bolesławca, a to około 30 kilometrów. Dobranoc.

Św. Jakubie, błogosław nam dobrym snem.

Komentarze

kaja - 19.01.2019 19:22

Przykro się człowiekowi robi, gdy czyta, że ksiądz odmawia noclegu i pomocy pielgrzymowi. Tutaj wędrują dwie panie, czytałam sporo blogów o pielgrzymach z Polski do Santiago i też takie sytuacje się zdarzały. Od duchownych wymaga się więcej miłosierdzia, bo bycie chrześcijaninem to nie słowa a czyny. Tacy księżą jak ten tu opisywany w Chocianowie, który nawet nie zaproponował kobietom wody, sam nie wpadł na to, żeby je pobłogosławić, to nie duchowni, to ludzie wykonujący zawód "ksiądz".

r_ wolniak@gmx.de. - 22.09.2010 11:10

Bardzo wam za nie dziekuje i serdecznie Pozdrawiam

r_wolniak@gmx.de. - 22.09.2010 11:06

Uwielbiam te tereny i bardzo za nimi tesknie,tam sie wychowalam i spedzilam najslodsze lata dlatego jest mi bardzo przyjemnie je znou zobaczyc.

Zobacz wszystkie »