Camino de Santiago

To nie droga jest trudnością... To trudności są drogą...

Lucyna Szomburg
Polskie camino

Bolesławiec - Lubań


Raniutko, przed siódmą Siostra Magdalena przyszła po nas, by zaprowadzić nas na mszę św. Kaplica w klasztorze jest ślicznie urządzona, taka ciepła, przytulna, cicha i jasna... Siostry, same starsze panie (do Bolesławca kierowane są właśnie emerytki) siedziały w ławkach, lub klęczały modląc się. Mszę św. odprawiał ksiądz z pobliskiej parafii. Siostry, Adoratorki Krwi Chrystusa przyjmują komunię św. pod dwiema postaciami. My również dostąpiłyśmy tego wyjątkowego zaszczytu.

Po mszy św. zostałyśmy zaproszone do refektarza na śniadanie. Jako specjalnych gości, posadzono nas przy osobnym stole wspólnie z siostrą przełożoną i księdzem. Po śniadaniu postanowiłam jeszcze na chwilę wrócić, bez plecaka, na rynek Bolesławca, by rzucić okiem na miasto. Ranek był piękny, ciepły, słoneczny... W dziesięć minut znalazłam się przy kościele Wniebowziętej Matki Kościoła, który stoi zarazem przy rynku, a jednocześnie na wzgórzu. Jest piękny, bogato wyposażony w stare obrazy, nastrojowe, złocone figury, rzeźbienia... Na ołtarzu głównym zauważyłam symetrycznie rozmieszczone dwie muszle Jakubowe. A więc i tu są symbole pielgrzymów wędrujących do Santiago. Wracając, zrobiłam kilka zdjęć ciekawych obiektów: ratusza, kamieniczek, Wielkiego Garnca i pomnika ceramiki.


Kupiłam wreszcie mapę okolic, a właściwie całego Województwa Dolnośląskiego. Wróciłam do sióstr po plecak i Jagodę i ruszyłyśmy na szlak.

Niestety! Zapomniałyśmy naszych KOSTURKÓW! Przypomniałyśmy sobie o nich dwa kilometry za Bolesławcem i nie miałyśmy dość determinacji w sobie, żeby po nie wracać. Nasze kosturki z Jakubowa!

Siostry obdarowały nas szczególnymi różańcami, na których modlą się do Krwi Chrystusa. Dostałyśmy także książeczki ze wskazówkami do tych modlitw.

Trasa przez miasto jest bardzo źle oznakowana. Gdybyśmy nie miały przewodnika, byłoby nam bardzo trudno znaleźć właściwą drogę. Nawet gdy w pewnym momencie pojawiły się muszelki św. Jakuba, to były przytwierdzone w takim miejscu na słupach czy drzewach, że były widoczne dopiero, gdy je mijałyśmy. Brak strzałek! Znaków jest mało i są niewidoczne. Szczególnie na rozstajach dróg brakuje wskazówek. Gdy przechodziłyśmy przez niewielki lasek znalazłam sobie nowy kosturek.

Z przewodnikiem w ręku dotarłyśmy do Mierzwina i za wioską zrobiłyśmy mały postój pod drzewami. Przed nami dalsza droga przez pola. Słońce coraz silniej operuje, jest gorąco... Gdzieś na polu słychać traktor, nawet ptaki śpiewają z mniejszą werwą. Minęło południe. Zaklepałam telefonicznie nocleg w Lubaniu, w parafii św. Trójcy. Mamy przed sobą około 22 kilometry. A więc w drogę!

Zatrzymałyśmy się przed Nowogrodźcem, w pobliżu kapliczki, na skraju pola. Dzisiaj jest prawdziwie letni dzień. Upał! Skowronki świergolą, pola mają tę jedyną, żywą, jasną zieleń, która tylko przez kilka dni w roku jest właśnie taka. Brzózki zwieszają swe delikatne, bladozielone listki ku ziemi. Kasztany przeciwnie, wychylają je ku niebu upięte w pukle, a zawilce całkowicie rozwinęły płatki i zwróciły łebki do słońca. Całe stworzenie chwali swego Stwórcę. Ileż owadów krząta się w trawie, w zbożu, w zeschłych, dębowych liściach...

Po drodze mijałyśmy dwie osady: Ocice i Milików. Lasy i rowy wokół są pełne śmieci. Niemal wysypisko. Jakiż to dysonans z odradzającą się przyrodą. Człowiek, to brzmi dumnie??? Chyba durnie. Degradując środowisko, jakby czynił na złość samemu Panu Bogu.

Świat bez człowieka, to świat bez grzechu.

Siedząc na skraju pola odmówiłyśmy piękną modlitwę, której nauczyły nas Siostry, Adoratorki Krwi Chrystusa. Taki specyficzny różaniec z siedmioma tajemnicami. W tym czasie skowronki przestały śpiewać i zapanowała letnia, popołudniowa cisza.

Ruszyłyśmy polno-kamienisto-błotnistą droga do Nowogrodźca. Teraz siedzimy w rynku, w restauracji "Honoratka" i czekamy na obiad. Do Lubania jest jeszcze 13 kilometrów. Nowogrodziec to nieduże, senne miasteczko. Już nie jest tak czysto i bogato jak w Polkowicach czy Bolesławcu. Tu jest tak bardziej "po polsku", drogi kręte, domy krzywe, nawet psy bardziej skundlone. Za to dużo kapliczek przydomowych, przeważnie zaniedbanych.

Droga z Nowogrodźca wiła się malowniczo wzdłuż Kwisy, to przybliżając się do niej, to oddalając. Wieczór był wyjątkowo upalny. Słońce swymi promieniami wydobywało z młodej zieleni brzóz i traw barwy złote i pomarańczowe. Ludzie na polach rozrzucali gnój, palili zeszłoroczne liście... Szlak św. Jakuba doprowadził nas do wioski Nawojów Śląski, która ciągnęła się chyba z 10 kilometrów. Wyraźnie można było zauważyć granicę gminy Bolesławiec i Lubań, bo droga (asfaltowa, lecz wąska) z pięknego, równego dywanika zmieniła się w ser szwajcarski. Domy przy drodze pojawiały się, potem były znów tylko pola i znów domy z nazwą wsi Nawojów Śl. Po drugiej stronie Kwisy widać było zabudowania Radogoszczy. Przysiadłyśmy na chwilę w trawie przy drodze. W oddali rysowała się ściana brzozowego zagajnika, łąki nadbrzeżne i poletka zawilców.

Było tak pięknie, że z mniejszą ochotą ruszyłyśmy w dalszą drogę. Miałyśmy do pokonania jeszcze około 7-8 kilometrów.

Szlak św. Jakuba w gminie Lubań jest kiepsko oznakowany. Gdyby nie to, że jak wynika z mapy, prowadzi właściwie wzdłuż Kwisy aż do Uniegoszczy, mogłybyśmy uznać, że dawno zgubiłyśmy drogę.

Gdy dotarłyśmy do Uniegoszczy, słońce schowało się za wzgórzami, lecz nadal było ciepło. Szłyśmy w bluzeczkach z krótkimi rękawkami, z podwiniętymi nogawkami spodni. Gdy droga "przeprowadziła" nas przez rzekę i znalazłyśmy się w Lubaniu, było już po 20.00. Skierowałyśmy się więc do kościoła św. Trójcy na nocleg. Proboszcz już na nas czekał. Serdecznie przywitał się z nami i przekazał w ręce pani, która opiekuje się plebanią. Pani zaprowadziła nas na samą górę, do pokoiku, gdzie czekały dwa posłane łóżka. Zrobiła nam dzbanek herbaty, bo na nic więcej nie miałyśmy ochoty. Wykąpałam się i piszę. Muszę jeszcze przeprać coś niecoś. To już ostatnie pranie na trasie, bo pojutrze wracamy do domu.

Św. Jakubie, w całej Polsce pada deszcz, jest zimno i pochmurno. A na naszej drodze lato!

Komentarze

kaja - 19.01.2019 19:22

Przykro się człowiekowi robi, gdy czyta, że ksiądz odmawia noclegu i pomocy pielgrzymowi. Tutaj wędrują dwie panie, czytałam sporo blogów o pielgrzymach z Polski do Santiago i też takie sytuacje się zdarzały. Od duchownych wymaga się więcej miłosierdzia, bo bycie chrześcijaninem to nie słowa a czyny. Tacy księżą jak ten tu opisywany w Chocianowie, który nawet nie zaproponował kobietom wody, sam nie wpadł na to, żeby je pobłogosławić, to nie duchowni, to ludzie wykonujący zawód "ksiądz".

r_ wolniak@gmx.de. - 22.09.2010 11:10

Bardzo wam za nie dziekuje i serdecznie Pozdrawiam

r_wolniak@gmx.de. - 22.09.2010 11:06

Uwielbiam te tereny i bardzo za nimi tesknie,tam sie wychowalam i spedzilam najslodsze lata dlatego jest mi bardzo przyjemnie je znou zobaczyc.

Zobacz wszystkie »