Katarzyna Sepielak, Dawid Władyka
Camino de Santiago
| « Poprzednia strona | Grób Santiago | Następna strona » |
Camino de Santiago, cz. 6
Z Ribadiso wyszliśmy późno, bo około ósmej. Szkoda było opuszczać to zaciszne miejsce. Pełne wspomnień schronisko, położone trzy kilometry przed siedmiotysięczną Arzuą, zostało odnowione w 1993r. Kamienne domy położone nad krystalicznie czystą rzeczką to ostatni historyczny punkt, w jakim pielgrzymi mogą odpocząć przed Santiago. Do celu pozostało nam około 40 kilometrów. Wiedzieliśmy, że dziś ujrzymy Santiago de Compostela...
Choć nie była to mała odległość, ostatnie kilka dni wędrówki każdorazowo oscylowały wokół tej liczby kilometrów. Tłum pielgrzymów i "pseudopielgrzymów" jaki pojawił się w Galicji sprawiły, że Camino traciła powoli swą magię. Wraz z międzynarodowymi przyjaciółmi staraliśmy się wybierać na postój mniejsze miejscowości. Rozkład schronisk w tej prowincji sprawił jednak, że było to niezwykle trudne. I tak właśnie po majestatycznym, tysiącletnim klasztorze w Samos - właśnie Ribadiso było drugim w Gaicji miejscem tchnącym duchem Camino.
Z celem na horyzoncie wędrówka szła wyjątkowo sprawnie. Galicyjskie lasy, małe miejscowości, autostrady i turystyczne kurorty, które mijaliśmy uwidaczniały rozwój społeczno-gospodarczy regionu. Wrażenia dopełniło lotnisko mijane kilka kilometrów przed podejściem na Monte de Gozo. Góra radości - to pierwsze miejsce z którego pielgrzymi dostrzegali docelowe miasto. Obecnie mieści się tutaj olbrzymi kompleks dla pielgrzymów, który ma za zadanie rozładować ich tłum w Santiago. Kulminacyjny punkt wspinaczki (380 m. n.p.m.) jest oddalony od miasta o zaledwie kilkanaście minut, może pół godziny spaceru - w dół. Do serca Composteli, czyli katedry to około godzina drogi.
Jeszcze podczas wędrówki ścieżkami ostatniego etapu postanowiliśmy, że zatrzymamy się na górze, z której będziemy mogli podziwiać zachód słońca nad Santiago. Decyzja okazała się trafna. Darmowy nocleg w schronisku zbudowanym w 1993 roku będącym jubileuszowym, okazał się świetnym pomysłem. Niewielki pokój dzieliliśmy z dobrze już znaną katalońską parą. Chociaż natychmiastowe zejście do oddalonego o rzut beretem Santiago kusiło nas nieustannie - naszą decyzję uzasadniły kolejne znajome, poznane podczas drogi dwie Polki. Okazało się, że w docelowym mieście pielgrzymów o 15-tej nie było już miejsc w schroniskach. Poza tym, wszystkie były płatne. Po raz kolejny ujawniła się nieporadność galicyjskich władz.
Choć widok Santiago od strony Monte de Gozo nie był tak imponujący jak można się było spodziewać, miał w sobie pokaźną dozę magii. Rano mieliśmy się znaleźć na dole.
Niewymuszona pobudka około siódmej spowodowana była chęcią szybkiego zajęcia miejsca w niewielkim, ale dzięki temu utrzymującym rodzinną atmosferę schronisku Aquario znajdującym się po drodze do historycznego centrum miasta. Wybór okazał się trafny. Do tego samego schroniska przybyła później większa część znajomych z całej Europy, których poznaliśmy na Camino. Okazało się, że można tu nocować trzy noce, a cena jednej to pięć Euro. Osoby, które miały "przyjemność" spania w klasztorze, gdzie mieści się kilkakrotnie więcej pielgrzymów chwaliły Aquario za przyjemną atmosferę kontrastującą z "traktowaniem z buta" w klasztorze. Dziwne.
Stare miasto jest wyłączone z ruchu kołowego, a okupują je przede wszystkim pielgrzymi. Jego najważniejszym punktem jest katedra. Budowę rozpoczęto w 1075 roku w miejscu zniszczonej przez muzułmanów świątyni. Początkowo ukończono ją w 1128 roku, jednak z biegiem czasu i rozwoju stylów architektonicznych obrastała w nowe elementy w tym najwspanialsze barokowe. Dzisiejsi pielgrzymi mogą podziwiać świątynię w całej okazałości wraz z ukrytym pod nią grobowcem św. Jakuba, który od tysiąca lat jest główną przyczyną pielgrzymek. Tradycją, oprócz wizyty przy sarkofagu, jest uściśnięcie złotej figury św. Jakuba - znajdującej się tuż za ołtarzem.
Santiago de Compostela to również wiele innych zabytkowych atrakcji. Tuż obok katedry znajduje się Hotel Reyes Catolicos - niegdyś pielgrzymie schronisko, dziś prawdopodobnie najstarszy hotel świata. Po drugiej stronie placu znajduje się miejsce, w którym można odebrać Compostelę - również historyczny dokument potwierdzający odbycie pielgrzymki. Wydawana jest ona na podstawie Credencialu - paszportu pielgrzyma, w którym zbierane są pieczątki. Dostają ją piesi, którzy pokonali co najmniej 100 km, lub rowerzyści mający za sobą trasę przynajmniej 200 km.
Wśród dziesiątek licznych wąskich uliczek przecinających zgromadzenia starych kamienic mieszczą się setki sklepików oferujących pamiątki z Composteli, a także restauracje, knajpki i bary, nęcące miejscowymi specjałami. Przywołując subiektywne wrażenie - Santiago nie powala na kolana. Poza, prawdę mówiąc niewielkim, starym miastem nie odczuwa się tu niezwykłej atmosfery, tak charakterystycznej choćby dla Krakowa.
Imponujące wrażenie sprawia katedra, ale tylko pielgrzymi czują niezwykłą więź z tym miejscem, a również oni - trzeźwo patrząc - mówią, że liczyli "na więcej". Jednak żaden z nich nie kwestionuje wartości swojego udziału w Camino. Bo, wbrew licznym błędnym tłumaczeniom Camino de Santiago, to nie "Droga do Santiago", ale "Droga św. Jakuba". Nie cel się tu liczy, ale wszystko co przed nim. Dziesiątki niezwykłych ludzi, magicznych miejsc i niespodziewanych wydarzeń sprawiają, że jest ona doświadczeniem, którego nie zapomina się do końca życia.
Dlatego też wielu pielgrzymów, nie chcąc kończyć wędrówki, idzie dalej do miejsca zwanego "Końcem Ziemi". A znajduje się ono zaledwie kilkadziesiąt kilometrów stąd. "Fisterra" już w następnym wydaniu!
Pierwszy rzut oka na Santiago.
W Ribadiso pielgrzymi często odpoczywają nad rzeką.
Pierwszy znak, że jesteśmy już blisko!
Katedra.
I jej wnętrze.
Grób Santiago.
Święte drzwi są otwarte tylko w lata jubileuszowe - takim jest rok 2004.
Jeden z placów przed katedrą.
Tych ludzi łączyły tylko dwie rzeczy: Camino i język angielski.
| « Poprzednia strona | Grób Santiago | Następna strona » |