Camino de Santiago

To nie droga jest trudnością... To trudności są drogą...

Jolanta i Marek
Camino del Norte 2012 Oviedo-Santiago

17.09.2012 r.


Rano nie możemy nawet wypić kawki bo nie ma czajnika, kuchnia jest ale bez wyposażenia – nic nie ma. Idziemy do baru za rogiem na kawkę i rogala. Jest 8.10 – czas właściwie taki jak zazwyczaj – dopiero robi się widno. Na trasie ustępujemy tłumom pielgrzymów to naprawdę jak wyścig i już raczej nie ma nic z pielgrzymowaniem. Spotykamy a raczej wyprzedzają nas Polacy – 5 osób. Na trasie do tej pory wszyscy się zawsze pozdrawiali Hola, Buen Camino i tak jest teraz ale nie Koreańczycy. Dajemy się wyprzedzić, zostajemy w tyle i w kolejnym barze siedzimy na maladze. Dzisiejsza trasa jest właściwie łatwa, szlak przeplata się z główną drogą. Pogoda wymarzona, to słoneczko, to wiaterek, chmurka. Jemy drugie śniadanko. Wcześniej spotkaliśmy Annę „Gruba” i trochę razem idziemy. Rozmawiamy o Włoszech. Brakuje nam dobrej znajomości języka i angielskiego i włoskiego. Mamy nadzieję i silne postanowienie to zmienić. Zaliczamy kolejne kilometry, pijemy piwko a za 2 km jemy menu del Dia z butelką winka. Maruś pizzę, rybę a ja sałatę miskia (z tuńczykiem, jajkiem) i schab z rusztu. Robimy tam długi odpoczynek i ok. 16.30 ruszamy dalej. Zostało nam ok. 12 km które bardzo się dłużyły. Myśleliśmy, że dojdziemy na 19 a zeszło aż o pół godziny dłużej ale różnica hi hi. Końcówka jakaś nieoznakowana i i nie wiesz ile jeszcze zostało. I szlak znowu przypomina „dzień świstaka”- droga, wzgórek, zakręt, droga, wzgórek… itd. Jesteśmy na miejscu, wita nas Wanda – wolontariuszka, prowadzi do sali i łóżek. Cały teren duży, zielony i może tu nocować ok. 100 osób. Osobno natryski, miejsca do prania, kuchnia. Jest też mini kawiarnia – klub a wieczorem – wspólna kolacja ok. 20.30 – zupa w stołówce. Wszystko donativo. Są też pawilony a tam pokoje 2-osobowe z łazienkami ale już po 10€ od łóżka i wszystkie chwilo zajęte. Myjemy się i spotykamy Szarlotę a potem całą grupę Mateusza – witamy się wszyscy serdecznie. Sarenka jest z nami na sali, poznajemy jej plecak na łóżku, poleciała do Santiago. Idziemy na zupę. Niesamowita atmosfera – długi stół, talerze, wazy z pomidorówką. Ksiądz o ciemniejszym kolorze skóry odmawia po hiszpańsku modlitwę. Jemy. Zupa całkiem polska – po tylu dniach smakuje wyjątkowo. Długo wspólnie rozmawiamy. Poznajemy Macieja – malarza. Pijemy piwko. Maciej szedł z Polski, alpinista, plecak 35 kg. Szedł nawet w tenisówkach w listopadzie. Na 30-lecie tego ośrodka robi z kolegą tu wystawę. Super zaangażowani i otwarci ludzie. W większości spotykamy życzliwych i bezpośrednich. Chyba młodzi w tym względzie są lepsi. Albo też dużo starsi. Tacy w naszym wieku trzymają dystans – państwo, pan, pani. My raczej do wszystkich na ty i o to samo prosimy – jesteśmy na Camino – wszyscy Peregrino – równi. Często młodzi mają większe doświadczenie, znajomość języków i wiedzę. Chwalimy ich za to, cieszymy sie, że dane nam są takie wspaniałe kontakty. Wieczorem po kolacji w łazience dziewczyny od Mateusza śpiewają na głosy – pięknie. Acha Mateusz – 5 rok prawa na KUL-u, Sarenka też tam na 3 roku. Szarlota już po studiach, Kuba (fantastyczny) na I roku, Klementyna po psychologii – chce robić i sprzedawać ciasteczka ale najbardziej założyć rodzinę, mieć męża i dzieci. Widywaliśmy ją na szlaku z różańcem. Idziemy spać, na sali jest para „Smoczków”.

18.09.2012 r.


Rano, już bez plecaków dalej szlakiem – znowu muszle, idziemy do Santiago. Kończy się nasze Camino. Spotykamy pojedynczych i całe grupy pielgrzymów a także na rowerach, z plecakami i bez. Sarenka wyszła wcześniej. Dochodzimy na plan przed katedrę, spotykamy Hiszpankę, razem idziemy po Compostellę. Czuję się jak na egzaminie maturalnym. Wszyscy nam gratulują. Osiągnęliśmy coś? No pewnie! Radość nas rozpiera. Spotykamy Sarenkę i idziemy na kawkę i malagę. Wcześniej w katedrze zajmujemy miejsca w prawej nawie. Międzynarodowy tłum rośnie. Obok nas Japończycy, Niemcy itp. Zakonnica przez głośnik uczy nas wspólnych modlitw i śpiewu. Zaczyna się msza, celebrowana przez biskupa i wielu księży. Wyczytują pielgrzymów – narodowość i skąd wyruszył. Słyszymy Oviedo – Polonia – to my. Łzy lecą nam obojgu. Dla takich chwil człowiek żyje – warto. Msza jest po hiszpańsku ale intencje po włosku, polsku, niemiecku. Nie jesteśmy wstanie wszystkiego spamiętać. Chwilo trwaj. Komunia, stoimy za małżeństwem z Niemiec (znajomi z trasy). Widzimy Annę i innych. Wśród tłumu znane buzie choć nie znamy nawet czasami ich imion. To jest zwieńczenie naszej drogi. Po to się męczyliśmy i doświadczaliśmy nasze dusze i ciała. Jesteśmy jak uniesieni parę centymetrów nad ziemią. Jak w ekstazie. Tylko radość.

Galeria


Zapraszamy do obejrzenia naszej galerii »

Spis treści

Komentarze

dorota - 08.12.2016 21:46

ja wyruszam 11.6 z irun,chcialaby przejsc cala trase

monikki - 28.11.2016 15:11

Piękny pamiętnik. Taki szczery i prosty. Ja mam nadzieje ruszyć 1 czerwca 2017. Dziękuję za natchnienie. Monikki

jola - 08.09.2016 09:52

Piękne...

Zobacz wszystkie »