Camino de Santiago

Otwarte Ramiona Mojego Camino: Frances, Primitivo

04/2017
Otwarte Ramiona Mojego Camino: Frances, Primitivo

Tamara Frączkowska :: 28.04.2017 22:12
Droga do Campiello

26 września, wcześnie rano wyruszam z Tineo do Borres. W Tineo żegna mnie piękna, ceramiczna muszelka i malowniczy widok na poranne Tineo.

Na szlaku wita mnie wschód słońca prześwitującego przez liście, a przede mną 5 kilometrowe, strome podejście na wzgórze Piedratecha. Trudna wspinaczka wynagradza mnie przepięknymi widokami. Chociaż droga jest niełatwa, jestem szczęśliwa. Krok po kroku podążam przed siebie, sycę się pięknymi krajobrazami i cudowną przyrodą. Mam wrażenie, że jestem częścią tej przyrody, a serce mam przepełnione zachwytem.

 

Jednak czuję się wyjątkowo słabo. Postanawiam więc zatrzymać się już w Campiello. A teraz fragment moich zapisków zrobionych po dojściu do Campiello: „Jak to dobrze, że mam kijki. Bez nich nie poradziłabym sobie. Musiałabym szukać jakiś kijków tutaj. To jest trudna droga, mam nawet czasami obawy czy sobie z nią poradzę. Mam jednak nadzieję, że będzie dobrze, że gromadzone codziennie doświadczenie będzie procentowało coraz bardziej sprawnym pokonywaniem kolejnych odcinków tej DROGI – nie tylko w sensie fizycznym”

Zatrzymanie się w Campiello to była mądra decyzja bo, gdy tylko zajęłam miejsce w pięknej alberdze Casa Ricardo (10 euro), dopadły mnie bardzo uciążliwe sensacje żołądkowe. Nie wiem od czego. Od owoców, warzyw, wody? Chociaż nie piłam nigdy wody ze źródełek tylko z kuchni w albergach albo butelkowaną. Potem okazało się, że takie same dolegliwości miało jeszcze dwoje pielgrzymów, a wśród nich Brigitte. Na drugi dzień Brigitte postanowiła podjechać kawałek taxi. Ja natomiast zostałam jeszcze jeden dzień w Campiello, gdzie w alberdze Casa Ricardo spotkałam się z ogromną troską i życzliwością hospitaliero Rubena. Dziękuję Ruben!

Teraz zrozumiałam dlaczego dojście do Campiello było dla mnie takie trudne, ale po tym jednodniowym odpoczynku, z nowymi siłami, ruszyłam w dalszą drogę. Wprowadziłam też pewne restrykcje w diecie: woda tylko butelkowana, owoce tylko w skórkach które można obrać, a warzywa bardzo dokładnie myte ciepłą wodą. No i szczęśliwie do końca Camino już wszystko było OK. Św. Jakub wystawił mnie na taką małą próbęsmiley


Dodaj komentarz »