Camino de Santiago

Otwarte Ramiona Mojego Camino: Frances, Primitivo, Norte

04/2020
Otwarte Ramiona Mojego Camino: Frances, Primitivo, Norte

Tamara Frączkowska :: 02.04.2020 13:05
Dzień 3: San Sebastian - Orio

11.IX: Rano w hostelu w San Sebastian zabrakło wody, a hostel duży. Na szczęście wstałam jako jedna z pierwszych i woda jeszcze była. Mogłam więc umyć się i do skromnego śniadania (bułka, serek) wypić herbatęyes Radośnie ruszyłam w drogę. No i oczywiście od razu pod górkę, bo z poziomu pięknej plaży i oceanu, trzeba było przejść przez góry do kolejnego albergue. Dzisiaj idę do Orio. Ramiona już prawie przyzwyczaiły się do plecaka więc idzie się całkiem nieźle. Wkrótce widzę San Sebastian już nisko, u swoich stóp.

Dochodzę do sympatycznego miejsca, gdzie przyjazne dusze wystawiły dla pielgrzymów wodęheart Można też wziąć tutaj sello do Credencial del Peregrino. Troszkę dalej, z przyjemnością przyglądam się charakterystycznemu, baskijskiemu domowi z kamiennymi ścianami i szerokim dachem, otoczonemu zadbaną zielenią.

I znowu otwierają się widoki na błękitny ocean i zielone łąki. Dobrze mi się idzie suchą, twardą drogą. Za kolejnym zakrętem, kilkanaście metrów przede mną. widzę dwie znajome sylwetki. To Emma i Emil! Witamy się jak starzy przyjaciele i przez pewien czas idziemy razem. Takie spotkania są bardzo miłe i dają przyjazne poczucie pielgrzymiej wspólnoty.

Po kilku kilometrach, po stromym podejściu zaczyna się, a jakżeby inaczej, strome zejście wśród paproci i drzew. Widzę naturalne, leśne źródełko z aqua potable (woda zdatna do picia), wyraźnie oznakowane. Rozsiadła się tutaj grupka pielgrzymów. W większości widzimy się pierwszy raz, ale czujemy się jak dobrzy znajomi. Siedzimy razem i jemy to, co tam znajdziemy w plecakach.

Wszyscy uzupełniają zapas wody. Poza mną. Od czasu mojego przykrego doświadczenia z wodą na Camino Primitivo ( www.caminodesantiago.pl/blog/25/2016/09 ), na wszelki wypadek piję tylko wodę butelkowaną. W plecaku mam jej wystarczający zapas i wiem, że pomimo mocno grzejącego słońca, wystarczy mi jej do Orio. Strome zejście do Orio okazuje się naprawdę trudnesurprise Pod nogami śliskie kamienie, ale również… jadalne kasztany - muszę ich kiedyś skosztować!

Po wyjściu z cienia, który dawały drzewa, idę już dalej płaską drogą, ale jest bardzo gorąco – a to przecież już wrzesień. Zatrzymuję się przy małej, kamiennej, XIII-wiecznej Ermita de San Martin. Niestety kapliczka jest zamknięta, ale z przyjemnością odnajduję na ścianie kamienną muszlę św. Jakuba.

Mijam kamienne krzyże, cmentarz i jest albegue w Orio! Z radością widzę, że są też tutaj Emma, Emil i Marion, a za jakiś czas dochodzą Helen i Silke. Moje Camino Norte Family jest więc w komplecie!

Po prysznicu i praniu, zdrzemnęłam się chwilkę, a potem poszłam na spacer do centrum Orio. Tutaj spotkałam Monikę Niemkę, z którą mijałyśmy się na szlaku i zamieniłyśmy kilka zdań. Monika zatrzymała się w hotelu bo, jak powiedziała, chce odpocząć od wieloosobowych sal w albergue. Poszłyśmy razem na spacer, potem po spożywcze zakupy i sprawdziłyśmy wyjście z miasteczka na następny dzień.

Albergue w Orio jest bardzo przyjazne i pięknie położone. Można tu zjeść lunch (10 euro) i śniadanie (5 euro) – wzięłam wszystko! Atmosfera podczas lunchu była bardzo miła: dobre jedzonko, lampka smacznego wina i wesołe rozmowy! Chociaż gra w kalambury po angielsku okazała się jednak dla mnie trochę za trudnalaugh

Kilkunastoosobowe albergue jest pełne, ale wszyscy szybko pogrążają się w sen. Trzeba nabrać sił przed kolejnym dniem na Camino.


Dodaj komentarz »