10/2025
Grzesiek i Jacek: Szczecin -- Santiago
| « Starsze wpisy |
Grzegorz Szkibiel :: 12.10.2025 16:43
9 lipca 2009 roku: Burgos -- Hontanas
Niewiele brakowało do jubileuszowego etapu. Dziś jest dzień 99 wędrówki. Wychodzimy zaraz po piątej. Zaskakują nas mokre ulice. Nie wydaje mi się, żeby padało w nocy. Sytuacja szybko się wyjaśnia: ulice są hojnie polewane z węży.


Być może to jest skutek polewania ulic, może czego innego, ale jest zimno. Idziemy pod górę mijając katedrę, a następnie schodzimy po długich schodach. Wyprzedzamy jakąś parę. Kobieta ledwo idzie -- być może później się rozchodzi -- ale tempo tej pary jest zdecydowanie wolniejsze od naszego. Schodzimy na aleje. Jest pusto, a działają światła uliczne, po co? Konsekwentnie idziemy aleją, by na końcu miasta skręcić w drogę pielgrzymkową.


Kontynuujemy drogą przez pola. Znajdujemy stolik pod śniadanie. Problem jest, bo nie ma zapalniczki, ale idzie grupa pielgrzymów, więc może mają zapałki lub zapalniczkę. Mają! Pożyczają. Odpalamy kocher i mamy herbatkę po chwili. Asfalt przechodzi w szytr. Mijamy tory kolejowe oraz węzeł drogowy. Stąd pchamy się pod górę.




Jakieś 40 minut później wchodzimy do miejscowości. Na chwilę zatrzymujemy się przy kamiennej mapie Hiszpanii z zaznaczonymi szlakami pielgrzymek. Potem idziemy na kawę. Przy okazji robimy małe zakupy i mamy już własną zapalniczkę.




Za miejscowością ruszamy pod górę. Może nie jest to najlepszy moment, jeśli chodzi o drogę, ale decydujemy się na różaniec. Zajmuje nam to trochę czasu. Na górze mamy ostry spadek w dół. Tam wita nas miejscowość z malowidłami na ścianach. Odpoczywamy przy albergue.


Znowu idziemy pod górę. Tym razem odmawiamy Anioł Pański a chwilę później koronkę. Tak mija czas. Wchodzimy na płaskowyż i idziemy znowu pod górę i w dół. Poza tym nic ciekawego nie ma w krajobrazie. Dokucza upał i zmęczenie.


Ze znaku i naszych wyliczeń wynika, że minęliśmy 2800 km. Płaskowyż kończy się ostrym zejściem. Tu spotykamy Polaka, Kubę. Pozdrawiam, jeśli to czyta. Później często się spotykaliśmy -- przynajmniej raz na dwa dni, aż w końcu nasze drogi się rozeszły.


Droga i ścieżka rozchodzą się, by znów połączyć się w jedną stromą uliczkę. W miejscowości nie ma sklepu, ale korzystamy z restauracji. Nie tylko my kończymy tu etap. Kuba zostaje w tym samym pensjonacie. Na przeciwko widzę grupę, od której pożyczliśmy zapalniczkę. Trzeba się przyzwyczajać do tłumów...